Lodowa Przełęcz – jeden z najpiękniejszych szlaków Tatr zmienił się po latach
Są w Tatrach doliny, które potrafią oszukać człowieka swoją długością. Patrzymy gdzieś wysoko na przełęcz i wydaje się, że to właśnie ona jest głównym celem dnia. Tymczasem zanim się na nią wejdzie, trzeba przejść kilometry doliny, zdobyć ponad tysiąc metrów wysokości, a później po drugiej stronie grani czeka jeszcze następna dolina – czasem równie długa.
Tak właśnie zapamiętałem Lodową Przełęcz.
W połowie sierpnia 2007 roku wybraliśmy się tam dziesięcioosobową ekipą Gorlickiej Grupy Górskiej. GGG rosła już wtedy w siłę, a wśród nas było aż trzech pasjonatów fotografii. Dzięki temu z tej wyprawy zostało mi wyjątkowo dużo zdjęć – dziś bezcennych, bo pokazują Tatry sprzed prawie dwudziestu lat i szlak, który wyglądał zupełnie inaczej niż obecnie.
Czekało nas prawdziwe przejście Tatr na przestrzał: z Tatrzańskiej Leśnej przez Dolinę Małej Zimnej Wody i Lodową Przełęcz do Tatrzańskiej Jaworzyny przez Dolinę Jaworową…
Najpierw zostawiliśmy samochody po drugiej stronie Tatr
Logistyka była prosta, ale wymagała wczesnej pobudki. Około siódmej rano zostawiliśmy samochody w Tatrzańskiej Jaworzynie, gdzie wieczorem mieliśmy zakończyć wędrówkę. Stamtąd autobusem SAD pojechaliśmy do Tatrzańskiej Leśnej.
Dopiero tam ruszyliśmy na szlak.
Wybrałem wariant prowadzący wzdłuż Studenego Potoku nieprzypadkowo. Zawsze lubiłem górską wodę – szybkie potoki, bystrza, kaskady i wodospady. Chciałem tego dnia zobaczyć cały ciąg Wodospadów Zimnej Wody, nie tylko te największe i nazwane.
I trafiliśmy idealnie.
Po wcześniejszych opadach wody było dużo. Potok kotłował się między wielkimi głazami, pienił na progach i spadał kaskadami z ogromną siłą. Czasem bardziej od samego szlaku interesowało mnie to, co działo się kilka metrów obok niego.
Tatry trzy lata po wielkiej kalamicie
Już od początku widoki były niezwykłe również z innego powodu.
Od katastrofalnej wichury z listopada 2004 roku minęły niespełna trzy lata. Ślady kalamity nadal były wszędzie: połamane drzewa, suche pnie, powalone świerki i ogromne otwarte przestrzenie w miejscach, gdzie wcześniej rósł zwarty las.

Tatry widziane ze szlaku z Tatrzańskiej Leśnej wzdłuż Studenego Potoku. Trzy lata po wielkiej wichurze z 2004 roku odsłonięty teren otwierał szerokie widoki na tatrzańskie szczyty.
Był w tym smutek, ale również pewien krajobrazowy paradoks. Z miejsc dawniej zasłoniętych przez drzewa otwierały się szerokie panoramy na Tatry.
Pomiędzy martwymi pniami odradzało się życie. Kwitła wierzbówka kiprzyca, czerwieniły się owoce jarzębiny, a sierpniowa zieleń mocno kontrastowała ze śladami zniszczenia.
Było gorąco, słonecznie i niemal bezwietrznie. Pogoda zapowiadała się idealnie na długi dzień w górach.
Wodospady, Rainerowa Chatka i pierwsze odpoczynki
Wędrując wzdłuż Studenego Potoku docieraliśmy do kolejnych kaskad i wodospadów. Szum wody długo towarzyszył nam na szlaku.
Po drodze odwiedziliśmy Rainerową Chatkę, później Schronisko Zamkovskiego, a jeszcze wyżej czekało Schronisko Téryego. Trzy schroniska na jednej trasie oznaczały również kilka okazji do krótkiego odpoczynku. A że dzień był naprawdę upalny, zimne piwo smakowało wyjątkowo dobrze.
Wodospady Zimnej Wody
Podejście z Tatrzańskiej Leśnej długo prowadziło wzdłuż szumiącego Studenego Potoku. Im wyżej, tym jego koryto stawało się bardziej skaliste, a spokojniejszy nurt zmieniał się w kolejne kaskady i wodospady. Najpierw pojawia się Długi Wodospad, wyżej Wielki, Skryty i Mały Wodospad, tworzące razem słynne Wodospady Zimnej Wody. Potok przeciska się tutaj pomiędzy wielkimi głazami i pokonuje wyraźny próg terenowy, dlatego na krótkim odcinku woda spada w kilku efektownych stopniach. Jeszcze wyżej, już na Małej Zimnej Wodzie i przy Tatrzańskiej Magistrali, czeka jeden z najbardziej efektownych punktów tej części wędrówki – około 20-metrowy Olbrzymi Wodospad. Przy dobrej pogodzie trudno było przejść obok tych miejsc bez zatrzymywania się co kilka minut na kolejne zdjęcie.
Nigdzie jednak nie siedzieliśmy zbyt długo.
Przed nami była jeszcze Lodowa Przełęcz, a później ogromna Dolina Jaworowa.
Za Chatą Zamkovskiego krajobraz szybko zaczął się zmieniać. Las został niżej, później skończyła się kosodrzewina i coraz więcej było skały. Dolina Małej Zimnej Wody zaczęła pokazywać swój wysokogórski charakter.
Nad nami wyrastały potężne granitowe ściany.
Schronisko Téryego i kamienny świat Pięciu Stawów Spiskich
Dotarcie pod Chatę Téryego zawsze robi wrażenie. Schronisko stoi na wysokości około 2015 metrów w otoczeniu Pięciu Stawów Spiskich i wielkich tatrzańskich szczytów. W panoramie dominują między innymi Łomnica, Lodowy Szczyt, Pośrednia Grań i Durny Szczyt, czy Baranie Rogi… 🙂
Jeszcze przed chwilą szliśmy przez las i kwitnące zbocza, a teraz znaleźliśmy się pośród skał, stawów i granitowych ścian.
W połowie sierpnia w żlebach nadal leżały płaty śniegu.
Przy schronisku panował duży ruch. Ludzie siedzieli na wygładzonych skałach, odpoczywali i jedli. My także zrobiliśmy postój, ale dla nas Téryho Chata nie było celem. Od tego miejsca zaczynała się najciekawsza część wyprawy.
Ruszyliśmy zielonym szlakiem na Lodową Przełęcz.
Na Lodową Przełęcz – tak wyglądał szlak w 2007 roku
Szliśmy dokładnie wariantem opisywanym w dawnym przewodniku Józefa Nyki.
Najpierw ścieżka prowadziła po skalnych bulach i polodowcowych wygładzeniach ponad stawami. Potem weszliśmy do surowej Dolinki Lodowej, gdzie znajduje się niewielki Lodowy Stawek, znany dziś również jako Modré pleso.
Im wyżej, tym krajobraz stawał się bardziej kamienny.
Przed samą przełęczą czekał stromy stożek piargowy i płytki żleb. Podejście prowadziło zakosami po luźnych usypiskach. Kamienie uciekały spod butów, więc każdy krok wymagał uwagi.
Tego dnia było jeszcze ciekawiej.
Szlak właśnie remontowano. Wymieniano drewniane bale, które miały stabilizować zakosy i powstrzymywać ścieżkę przed zsuwaniem się po piargu. Na zdjęciach z tamtej wyprawy widać całe stosy drewna rozłożonego na zboczu. Pracownicy mieli nawet rozbity namiot w rejonie Lodowego Stawku.
Miejscami trzeba było więc szukać najpewniejszego przejścia pomiędzy rumoszem, pracami remontowymi i rozkopaną ścieżką.
Dziś patrzę na te fotografie z dużym sentymentem. Nie przypuszczałem wtedy, że kilkanaście lat później szlak przejdzie kolejną, tym razem ogromną przebudowę.
Lodowa Przełęcz – najwyższy punkt naszej drogi
Wreszcie stanęliśmy na Lodowej Przełęczy.
Dziś jej wysokość podawana jest jako 2376 m, choć starsze przewodniki, w tym Nyka, podawały 2372 m. To najwyżej położona turystycznie dostępna przełęcz w Tatrach Wysokich.
Przy takiej pogodzie panorama była znakomita.
Po jednej stronie zostawała Dolina Małej Zimnej Wody z Pięcioma Stawami Spiskimi i kamiennym światem wokół Chaty Téryego. Widok na poszarpaną Pośrednią Grań, czy grzbiet od Baranich Rogów, przez Durne Szczyty, aż po Łomnicę jest stąd niesamowity! Po drugiej zaś otwierała się zupełnie inna przestrzeń – potężna Dolina Jaworowa i mur Jaworowych Szczytów.
Widać stąd między innymi Ostry Szczyt, Jaworową Przełęcz, Wielki i Pośredni Jaworowy Szczyt, Mały Jaworowy Szczyt oraz Jaworową Grań. Przy dobrej widoczności panorama sięga jeszcze dalej, w stronę Gerlacha i innych szczytów Tatr Wysokich.
W połowie sierpnia tatrzańska roślinność wciąż potrafi zaskoczyć kolorami. Przy szlaku można wtedy spotkać m.in. fioletowe tojady, różowe kwiatostany wierzbówki kiprzycy, a wyżej także jarzębinę z dojrzewającymi owocami. W wilgotniejszych miejscach i przy granicy lasu pojawiają się również grzyby, w tym charakterystyczne muchomory czerwone. To ciekawy moment lata, gdy część roślin jeszcze kwitnie, a inne zaczynają już wyraźnie zapowiadać nadchodzącą jesień.
Było na co patrzeć.
Tyle że dla części naszej grupy pojawił się właśnie pewien problem.
„Daleko jeszcze?”
Do Lodowej Przełęczy mieliśmy za sobą mniej więcej 12 kilometrów.
Kilku kolegów było z nami pierwszy raz na tak długiej górskiej trasie. Byli młodzi i silni, dlatego uznałem przed wyjazdem, że bez większego problemu dadzą sobie radę.
Trochę ich przeceniłem.
Kiedy na przełęczy padło pytanie:
– Daleko jeszcze?
pokazałem gdzieś w oddali kierunek Tatrzańskiej Jaworzyny.
– Jakieś jedenaście kilometrów.
Entuzjazm wyraźnie opadł. 😁
Najgorsze, że nie żartowałem.
Owszem, największe podejście było już za nami. Ale do samochodów pozostawało jeszcze niemal tyle samo kilometrów, ile przeszliśmy od rana.
Dali radę.
Tyle że przez znaczną część drogi powrotnej narzekania było co niemiara.
Z dzisiejszej perspektywy przyznaję, że była w tym również moja wina. Samo bycie młodym i silnym nie oznacza jeszcze przygotowania do dwunastogodzinnej tatrzańskiej wyrypy. 🙂
Zadnia Dolina Jaworowa – zupełnie inny świat
Z Lodowej Przełęczy zaczęliśmy schodzić w stronę Jaworowej.
Krajobraz zmienił się natychmiast. Po szerokich widokach z przełęczy weszliśmy w surowy kamienny świat Zadniej Doliny Jaworowej.
Niżej pojawił się Żabi Staw Jaworowy, leżący pod wielkimi ścianami Jaworowych Szczytów.
To właśnie w tej okolicy w sierpniu 1925 roku rozegrała się jedna z najbardziej zagadkowych tragedii w historii Tatr. Kazimierz Kasznica, jego dwunastoletni syn Wacław oraz taternik Ryszard Wasserberger zmarli tutaj w ciągu kilkunastu minut. Przeżyła jedynie Waleria Kasznicowa.
Całą tę niezwykłą historię opisałem osobno w artykule Tragedia Kaszniców w Dolinie Jaworowej – tajemnica sprzed stu lat.
Kasznicowie przeszli tego dnia niemal dokładnie tę samą drogę przez Chatę Téryego i Lodową Przełęcz.
My mieliśmy zupełnie inną pogodę.
Słońce, ciepło i dobrą widoczność.
Ale długość Doliny Jaworowej była taka sama.
Jedenaście kilometrów zejścia potrafi dać się we znaki
Im niżej schodziliśmy, tym bardziej Tatry łagodniały. Skały ustępowały trawom, później kosodrzewinie i wreszcie lasowi.
Zmęczenie jednak rosło.
Po dziesięciu godzinach marszu nawet łatwa ścieżka zaczyna wyglądać inaczej. Kolejne kilometry wydają się dłuższe, plecak cięższy, a każde następne zakole doliny rodzi nadzieję, że może za nim pojawi się już Jaworzyna.
Nie pojawiała się.
Dolina ciągnęła się jeszcze długo.
Właśnie takie przejścia nauczyły mnie, że w górach trudność nie zawsze oznacza łańcuchy, przepaść czy wspinaczkę. Czasem największym przeciwnikiem jest po prostu długość dnia.
Do samochodów dotarliśmy, kiedy zaczynało się już ściemniać.
Od chwili porannego startu minęło około dwunastu godzin.
Lodowa Przełęcz dzisiaj – szlak zmienił się nie do poznania
Kiedy oglądam fotografie z 2007 roku, szczególnie te z drewnianymi balami i remontowanymi zakosami pod przełęczą, różnica jest ogromna.
We wrześniu 2025 roku TANAP zamknął zielony szlak od rozdroża pod Sedielkiem do Lodowej Przełęczy z powodu bardzo złego stanu ścieżki i zagrożenia powodowanego przez luźne skały. Podczas przebudowy część trasy przeniesiono na stabilne podłoże skalne. Zamontowano ponad 300 klamer oraz około 250 metrów łańcuchów, a najbardziej problematyczne fragmenty zabezpieczono nowymi konstrukcjami. Szlak został ponownie otwarty 13 lipca 2026 roku.
To oznacza, że dzisiejsze wejście na Lodową Przełęcz jest technicznie zupełnie inną trasą niż ta, którą pamiętam z 2007 roku. Nadal pozostaje to jednak długa, wysokogórska wyprawa wymagająca dobrej kondycji i pewnego poruszania się w skalnym terenie.
Trzeba również pamiętać o sezonowym zamknięciu. Odcinki prowadzące przez Sedielko zarówno od strony Doliny Jaworowej, jak i od Téryho są zamknięte od 1 listopada do 31 maja.
Czy trasa przez Lodową Przełęcz jest trudna?
Technicznie dzisiejszy szlak jest lepiej zabezpieczony niż podczas naszej wyprawy, ale nie oznacza to, że stał się łatwą wycieczką.
Całe przejście z Tatrzańskiej Leśnej do Tatrzańskiej Jaworzyny liczy około 23 kilometrów i ponad 1400 metrów podejścia. Największym wyzwaniem jest połączenie długości, przewyższenia i wysokogórskiego charakteru końcowego podejścia.
W 2007 roku nasza wyprawa razem z odpoczynkami zajęła około 12 godzin.
To zdecydowanie propozycja na cały długi dzień.
I właśnie tak ją pamiętam.
Nie jako zdobycie jednej przełęczy, ale jako wielką wędrówkę przez dwa zupełnie różne światy Tatr.
Najpierw szum Studenego Potoku, wodospady, las po kalamicie i schroniska. Potem granitowa Dolina Małej Zimnej Wody, Pięć Stawów Spiskich i kamienna pustka pod Lodową. Wreszcie szeroki widok z przełęczy i bardzo długa droga Doliną Jaworową.
Szlak po latach się zmienił.
Tatry pozostały.
Jeśli spodobała Ci się ta wędrówka, zobacz także moje przejście przez Czerwoną Ławkę i wejście na Mały Lodowy Szczyt oraz wyprawę przez Dolinę Jaworową i Zadnie Koperszady na Szeroką Przełęcz Bielską.
Przebieg trasy: z Tatrzańskiej Leśnej ruszamy żółtym szlakiem wzdłuż Studenego Potoku, mijając po drodze kolejne kaskady i Wodospady Zimnej Wody. Dochodzimy do rejonu Rainerovej chaty, gdzie wchodzimy na czerwono znakowaną Tatrzańską Magistralę. Nią idziemy obok Olbrzymiego Wodospadu do Zamkovského chaty. Przy schronisku opuszczamy Magistralę i skręcamy na zielony szlak prowadzący w górę Doliny Małej Zimnej Wody. Mijamy coraz bardziej skalny teren, Mały i Wielki Hang i dochodzimy do Téryho chaty oraz leżących obok Pięciu Stawów Spiskich. Powyżej schroniska zielone i żółte znaki prowadzą razem do rozwidlenia w Lodowej Dolince — tutaj trzeba pilnować oznaczeń i pozostać na zielonym szlaku, bo żółty odchodzi na Czerwoną Ławkę. Zielonym mijamy Modry Staw i podchodzimy na Lodową Przełęcz (Sedielko, 2376 m). Z przełęczy cały czas zielonym schodzimy najpierw stromo przez piargi do Dolina Zadniej Jaworowej, a później długą Doliną Jaworową. Przy węźle Pod Muráňom pozostaje już łatwy końcowy odcinek prowadzący wraz z niebieskimi znakami do Tatrzańskiej Jaworzyny.
Zapraszam do galerii
Z tej wyprawy zachowało się wyjątkowo dużo fotografii. Było nas dziesięcioro, a w ekipie aż trzech pasjonatów fotografii, dlatego dziś mogę pokazać nie tylko Lodową Przełęcz, lecz całą drogę – wodospady, ślady kalamity, schroniska, Dolinę Pięciu Stawów Spiskich, dawny remont szlaku i długie zejście Doliną Jaworową. Zapraszam do galerii poniżej. A także zostawiam mapę naszej trasy… 🙂
| Parametr | Dane trasy |
|---|---|
| Start | Tatrzańska Leśna |
| Meta | Tatrzańska Jaworzyna |
| Trasa | Tatrzańska Leśna – Wodospady Zimnej Wody – Rainerova chata – Zamkovského chata – Téryho chata – Lodowa Przełęcz (Sedielko) – Zadnia Dolina Jaworowa – Żabi Staw Jaworowy – Dolina Jaworowa – Tatrzańska Jaworzyna |
| Dystans | ok. 23,2 km |
| Suma podejść | ok. 1463 m |
| Suma zejść | ok. 1369 m |
| Czas przejścia | ok. 9 godz. 50 min marszu; nasza wyprawa z przerwami trwała ok. 12 godz. |
| Najwyższy punkt | Lodowa Przełęcz (Sedielko) – 2376 m |
| Trudność | wymagająca kondycyjnie; obecnie także techniczne zabezpieczenia na podejściu do Sedielka |
| Charakter trasy | długie całodzienne przejście Tatr na przestrzał przez dwie wysokogórskie doliny |
Jeśli lubisz takie prawdziwe górskie opowieści, mapy, stare fotografie i wspomnienia z miejsc, które przez lata się zmieniają, możesz postawić mi symboliczną kawę przez serwis wspierający twórców BuyCoffee. To niewielkie wsparcie pomaga mi rozwijać blog i wracać do kolejnych wypraw z mojego górskiego archiwum. Oraz nie zasypiać podczas wielogodzinnej pracy… 🙂
Do zobaczenia na szlaku!
Marcogor













