Wybierz Strona

Łukiem Karpat, od przełęczy Ruski Put po Pikuj

Łukiem Karpat, od przełęczy Ruski Put po Pikuj

Odkąd pierwszy raz wybrałem się w Karpaty Ukraińskie i zobaczyłem bezmiar tamtejszych gór, niekończące się pasma połonin staram się wracać tam jak najczęściej. Bo zrozumiałem, że polskie Bieszczady choć są piękne, to są jak igła w stogu siana. Ukraińskie pasma karpackie ciągną się dziesiątkami kilometrów i całymi godzinami można wędrować po bezkresnych widokowych połoninach. Przemierzyłem kiedyś jeden z piękniejszych szlaków Bieszczad Wschodnich tzw. Łukiem Karpat od Przełęczy Użockiej po przełęcz Ruski Put i jak tylko nadarzyła się sposobność by kontynuować tę wędrówkę głównym grzbietem ukraińskich Bieszczad skorzystałem z okazji. Tym bardziej, że miałem też możliwość ponownego wejścia na najwyższy szczyt Bieszczad – Pikuja.

sasankowe łąki nad Bukowcem

Tym razem ze świetną ekipą z PTTK Sanok, którą pozdrawiam na czele z przewodnikiem Markiem Kusiakiem wybraliśmy się trasą z Bukowca. To wioska zagubiona między Bieszczadami a pasmem Ostrej Hory, o której wkrótce napiszę. Stoi tu bardzo ładna cerkiewka, ale to standard na Ukrainie. Stamtąd wychodzi stara droga w kierunku przełęczy Ruski Put. Łatwo trafić, bo grzbiet połonin dobrze widoczny jest z dołu. Poza tym prowadził nas również niebieski szlak, ale znaczki pojawiły się niestety dużo powyżej wioski, po przejściu malowniczych, porośniętych sasankami łąk popod bieszczadzkim lasem. Uroku tym cudnym łąkom dodawały też pasące się tu stadnie krówki.

widok na Ostrą Horę

Późniejsze podejście lasem było już strome i forsowne, bo poprowadzone po linii prostej. Ale widoki z łąk na sąsiednie pasmo Ostrej Hory wyborne. Tak osiągnęliśmy jedną z najcudowniejszych przełęczy górskich, na jakich miałem okazję być. Ruski Put z białym krzyżem już za pierwszym razem zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nasza grupa rozłożyła się tutaj na długie biwakowanie, by odpocząć po ostrym podejściu i delektować się boskimi tego dnia widokami. Ale mnie ciągnęło dalej, by poznać dziewicze dla mnie rejony Bieszczad, czyli drugą część Łuku Karpat, bo tę w przeciwnym kierunku już przeszedłem. Żwawo ruszyłem z kolegami z GGG, którzy też zapisali się na ten wyjazd w kierunku najbliższego szczytu. Wielki Wierch upiększony ciekawymi skałkami wyglądał bardzo efektownie i zdobyliśmy go z marszu. Po jego lewej stronie można wypatrzeć jeszcze resztki polskiego schroniska rozebranego w 1940 r.

widok na Ruski Put i polskie Bieszczady w tle

Kolejnym zdobytym szczytem po niedługiej wędrówce był Ostry Wierch, ozdobiony małym krzyżem. Potem grań Bieszczad skręciła ostro na południe w stronę Połoniny Bukowskiej, która nadawała kierunek dalszego marszu. Jej grzbietem prowadzi tu wygodna trawiasta droga lub czasami trochę poniżej. Minęliśmy niewielkie kulminacje Prypira i Nondaga, by przez kolejną połoninę, zwaną tutaj Szerdowską dojść pod wierzchołek Pikuja, gdzie miało nastąpić zwieńczenie naszej wędrówki- na królu całych Bieszczad. Szczyt słynie ze wspaniałej panoramy z racji tego, że wznosi się ponad tysiąc metrów nad otaczającym go terenem.

nasz końcowy cel-Pikuj

Na zachodzie można dostrzec najwyższe szczyty Polskich Bieszczadów – Tarnicę, graniczny Kińczyk Bukowski i Wielką Rawkę. A na wschodzie pasma Borżawy, Gorganów, czy nawet Świdowca. Najprościej mówiąc całe morza połonin… Na szczycie stoi kilkumetrowy obelisk poświęcony pierwszemu prezydentowi Czechosłowacji Tomášowi Masarykowi. Z drugiej strony szczytowych skałek metalowy krzyż. Do 1772 przez Pikuj przebiegała granica między Koroną Królestwa Polskiego a Królestwem Węgier. Przed II wojną światową przez szczyt przechodziła południowa granica Rzeczypospolitej Polskiej pierwotnie granica polsko-czechosłowacka (znak graniczny nr 1), a później granica polsko-węgierska, która istniała do 28 września 1939 r. To tak gwoli ciekawostek, dodam jeszcze, że kiedyś istniało pod Pikujem schronisko, które nie przetrwało wojny.

skałki szczytowe Pikuja

Tego pięknego majowego dnia wierzchołek był oblegany przez turystów. Grupa dzieci szkolnych bardzo mnie zaskoczyła, natomiast motocrossowcy i quadowcy już nie. To był mój drugi raz, ale pogoda tym razem wymiatała. Sesji fotograficznych nie było końca, dopiero mocna komenda przewodnika dała nam kopa do wymarszu. Zejście początkowo było strome przez zarastającą kosodrzewiną ścieżkę, po dojściu do lasu zejście było już łagodniejsze. Przed dojściem do wioski Biłasowica, gdzie miała zakończyć się nasza wycieczka urzekły mnie jeszcze niespodziewane kaskady na potoku, który pojawił się przy naszej drodze. Tak zakończyła się moja kolejna przygoda z Ukrainą. Co tu dużo pisać, jest tam cudnie…Na koniec zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z eskapady. Pozdrawiam wszystkich uczestników wycieczki. Z górskim pozdrowieniem

Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

4 komentarze

  1. Marcin

    Witam, a czy orientuje sie Pan czy w Bilasawicy wciąż działa turbaza?

    Świetny opis ☺

    Odpowiedz
    • marcogor

      Nie mam pojecia, nie schodzilismy wogóle do wioski

      Odpowiedz
    • Rafal

      W Biłosawicy byłem w styczniu, w połowie wioski jest coś wyglądającego jak turbaza ale raczej opuszczona. Przy wylocie doliny przy głównej drodze jest pensjonat, gdzie można pokoje wynająć. Oferta tego pensjonatu jest na Booking.com.

      Odpowiedz
  2. Edvin

    Karpaty ukraińskie są równie piękne jak polskie, natomiast chyba mniej oblegane. Piękne są widoki ze szczytu Pikuj!

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

POSTAW KAWĘ MARKOWI

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Pasma Górskie

Licznik odwiedzin

Translate »