Wybierz stronę

Wiersze o górach. Beskid po pierwszym przymrozku

Wiersze o górach. Beskid po pierwszym przymrozku

Pora na kolejną odsłonę Kącika poezji górskiej. Ostatnio u Abigail halny szumiał tak, że można było usłyszeć w nim morze. Dziś wiersze o górach zaczynają się od dźwięku znacznie cichszego. Ot, trzask cienkiego lodu pod butem na skraju beskidzkiej polany.

Lubię tę porę w górach. W lesie leżą jeszcze mokre liście, a za ostatnimi bukami trawa potrafi być zupełnie biała. Wystarczy przejść kawałek dalej, żeby poczuć, że jesień ma już zimę za plecami.

Beskid po pierwszym przymrozku

Na początek zostawiam kilka wersów z Beskidu. Cały ten wiersz mieści się właściwie w jednym wyjściu z lasu i w drodze powrotnej przez tę samą polanę.

Na skraju lasu przystaję.
Pod butami mokre liście,
a krok dalej, gdzie kończą się buki,
trawa biała od szronu.

W koleinie cienki lód.
Naciskam go czubkiem buta.
Trzaska tak głośno,
że z krzaków podrywa się kos.

Na górze zdejmuję plecak.
Kubek grzeje dłonie przez rękawiczki.
Po drugiej stronie doliny
słońce dochodzi już do pierwszych domów.

Wracam tą samą drogą.
Na polanie po szronie została woda,
a w koleinie, pod cieniem buka,
wciąż widać gwiazdkę po moim bucie.

Z takiej wędrówki łatwo zapamiętać widok z góry, zwłaszcza gdy ma się go potem na zdjęciu. A jednak czasem po latach przypomina się coś zupełnie innego. Choćby ten jeden trzask pod nogą i ptak, który zerwał się z krzaków.

Jesienna cisza Kazimierza Przerwy-Tetmajera

Z Beskidu przenosimy się w Tatry. U Tetmajera dzień się kończy. Śnieg już leży na górach, słońce chowa się w fioletowych mgłach, a człowiek na skale ma przed sobą coraz mniej światła i coraz więcej wspomnień.

Jesienna cisza… Jak gdyby zmęczone
Tatry się w śniegu owiały zasłonę,
Wiatr na milczących szczytach kładzie głowę,
Słońce półsenne w mgły fioletowe
Kryje się zwolna; na całej przestrzeni
Zawisa jakaś smutna gędźba cieni.
Szerokie, ciche, chwiejne, powietrzane
Leżą nad całą kotliną rozwiane
Skrzydła jesiennej ciszy, a w ich puchu
Mgły się wieczorne tulą i bez ruchu
Wiszą w przestrzeni, jak nieobleczone
W czyn sny — — gdzieś dawno, przez umarłych śnione…
Stoję samotny na urwisku skały — —
Patrzę na cichy ten świat osępiały,
A przed mem okiem powoli zaczyna
Ciemnych mar jakichś sunąć się drużyna
I ginąć kędyś na granicy świata — —
To mego życia są umarłe lata…

Najdłużej zostaje ze mną ten wiatr, który kładzie głowę na szczytach. Znamy go przecież z tej drugiej strony, kiedy na grani trzeba mocniej zaciągnąć kaptur. Tutaj sam wygląda, jakby po całym dniu chciał wreszcie odpocząć. Dopiero pod koniec wiersza wracam myślą do człowieka stojącego nad kotliną. Teraz rozumiem, czemu tak długo patrzy.

Jeziora górskie Jerzego Lieberta

Po wieczorze Tetmajera przychodzi świt. U Lieberta najpierw widać śnieg ze szczytu odbity w jeziorze. Potem słychać potok, aż wreszcie na wodzie pojawia się różowe światło. Trzy krótkie strofy, a czyta się je tak, jakby człowiek naprawdę siedział nad brzegiem i czekał, aż zrobi się jasno.

Pośród skał twardych, złomów z granitu,
W dolinach górskie jeziora śpią,
W spowitych sennie ciszą i mgłą
Śnieg się przegląda ze szczytu.

W oprawie mocnej, w pierścieniu z głazów
Świecą ich sine, przejrzyste dna.
Potok nad nimi jak struna łka
Szmery miłosnych wyrazów.

Dzień wstaje z wolna, patrzy w zadumie.
Zanurza palce różowe w toń,
Później ze wstydu podnosi dłoń,
Że pieścić lepiej nie umie.

Przy tym wierszu przypominają mi się jeziora Tristaina w Andorze. Z grani patrzyłem na nie z góry, a schodząc, znów co chwilę przystawałem. Im bliżej wody, tym mniej patrzyłem na cały krajobraz naraz. Zaczynałem zauważać osobno kolor brzegu, kamienie i to, co akurat odbijało się w tafli. U Lieberta najbardziej lubię właśnie tę chwilę, gdy wzrok schodzi ze szczytu prosto do wody.

A Wy macie taki drobiazg z jesiennej wędrówki, który pamiętacie do dziś? Może szron na poręczy mostku, może światło na stawie, a może coś, czego na zdjęciu w ogóle nie dałoby się pokazać?

Czytaj dalej

Z górskim pozdrowieniem
Marcogor

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

POSTAW KAWĘ AUTOROWI

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »