Góry! O moje góry ukochane…
Pora na kolejną odsłonę mojego kącika poezji górskiej.
Przez lata na blogu pojawiały się wiersze poetów, którzy próbowali opisać to, co dla człowieka gór jest tak trudne do zamknięcia w słowach. Zachwyt. Tęsknotę. Wolność. Ciszę. Powrót. Drogę.
Tym razem będzie jednak inaczej.
Nie sięgam po cudze słowa.
Dziś zostawiam tutaj trzy własne teksty.
Powstały z tego, co przez lata nazbierało się we mnie na szlakach. Z obrazów Tatr, Beskidów, Bieszczadów, słowackich grzbietów i wielu innych gór. Z pamięci o dawnych wędrówkach. Z tego, jak zmieniało się moje patrzenie na szczyty i na samą drogę.
Bo po wielu latach chodzenia po górach coraz mniej interesuje mnie samo „zdobywanie”.
Coraz bardziej interesuje mnie to, co zostaje w człowieku po zejściu.
Góry dalekie
Góry dalekie, a przecież tak bliskie,
czasem wystarczy zamknąć oczy,
by znowu zobaczyć znajomy grzbiet,
ścieżkę niknącą między bukami
i światło poranka na mokrej trawie.Tyle dróg już zostało za mną,
tyle szczytów przestałem liczyć.
Dziś wiem, że nie wysokość była najważniejsza
i nie fotografia z tabliczką na wierzchołku,
lecz każdy krok, który prowadził mnie ku ciszy.Wracam do was nie po zwycięstwo.
Nie mam już potrzeby ścigać się z czasem.
Chcę tylko iść swoim rytmem,
przystanąć tam, gdzie otwiera się przestrzeń,
i przez chwilę niczego więcej nie potrzebować.Bo góry nigdy nie pytały,
ile mam lat, ile sił
i ile szczytów zdobyłem.Pozwalały po prostu przyjść.
A kiedy któregoś dnia
zostanie po mnie tylko kilka zdjęć,
kilka opowieści
i ślady rozsiane po tysiącu szlaków,
chciałbym, żeby ktoś powiedział:on naprawdę kochał góry.
Tam, gdzie zaczyna się wolność
Góry wyrastają przed człowiekiem
jak kamienna fala zatrzymana w biegu.Turnie, granie, doliny,
śnieg ukryty w cieniu północnych ścian
i wiatr, który nie zna żadnej granicy.Patrzę na nie od tylu lat,
a jednak ciągle potrafią mnie zatrzymać.Wystarczy wyjść ponad las,
zobaczyć pierwszy daleki szczyt
i nagle świat na dole
staje się trochę mniej ważny.Tutaj nikt nie pyta, kim jesteś.
Góra nie zna stanowisk, pieniędzy ani tytułów.
Nie obchodzi jej, czy byłeś pierwszy.Musisz tylko iść.
Czasem szybko.
Czasem bardzo powoli.
Czasem zawrócić.I może właśnie w tym
jest największa wolność.Nie w staniu najwyżej,
lecz w świadomości,
że przez kilka godzin
sam wybierasz swoją drogę.Dlatego wracam.
Do Tatr, Beskidów, Bieszczadów,
na słowackie grzbiety
i w góry dalekich krajów.Bo gdzieś pomiędzy doliną a szczytem
zawsze odnajduję kawałek siebie,
którego na dole czasem nie potrafię usłyszeć.
Skalna świątynia
Widzę was, góry.
Raz białe od śniegu,
innym razem zielone od lata,
czasem ukryte w chmurach tak głęboko,
jakbyście nie chciały nikomu zdradzić swoich tajemnic.Przychodziłem do was młody.
Przychodziłem silniejszy.
Przychodzę także dzisiaj,
kiedy droga wymaga ode mnie więcej cierpliwości.A wy stoicie.
Ten sam kamień,
ta sama grań,
ten sam wiatr przewracający chmury przez przełęcz.Tylko człowiek się zmienia.
Kiedyś patrzyłem na szczyt
i myślałem przede wszystkim o tym,
jak szybko na niego wejść.Dzisiaj potrafię zatrzymać się wcześniej.
Posłuchać lasu.
Popatrzeć na dolinę.
Usiąść na kamieniu bez żadnego powodu.I coraz częściej rozumiem,
że góry nie są stadionem,
na którym trzeba coś udowadniać.Są raczej świątynią bez murów.
Miejscem, gdzie cisza mówi głośniej
niż tysiąc słów.Uczą cierpliwości.
Uczą pokory.
Uczą, że nie każdą drogę trzeba przejść do końca,
żeby była ważna.A przede wszystkim przypominają,
że życie — podobnie jak szlak —
nie składa się wyłącznie ze szczytów.Najwięcej zostaje z tego,
co wydarzyło się pomiędzy nimi.
Zamiast zakończenia
Przez wiele lat sądziłem, że największą wartością gór są miejsca, do których potrafią zaprowadzić człowieka.
Dziś myślę trochę inaczej.
Góry są ważne również dlatego, że pokazują nam, kim byliśmy kiedyś i kim stajemy się z czasem.
Ten sam szczyt może przecież znaczyć coś zupełnie innego dla dwudziestolatka, coś innego dla człowieka po czterdziestce, a jeszcze coś innego wtedy, gdy droga zaczyna wymagać więcej rozwagi, cierpliwości i pokory.
Ale jeśli miłość do gór była prawdziwa, jedno się nie zmienia.
Wystarczy spojrzeć na daleki grzbiet.
Na chwilę wszystko wraca.
Dawne ścieżki.
Ludzie.
Wyprawy.
Zmęczenie.
Radość.
Wiatr na przełęczy.
Poranki zaczynające się przed świtem.
I człowiek znowu wie, dlaczego przez tyle lat wracał.
Góry… moje góry ukochane.
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor







