Projekt Riese IV. Ludwikowice i Muchołapka – między historią a legendą
Ludwikowice i Muchołapka prowadzą nas do tej części historii Projektu Riese, w której fakty zaczynają mieszać się z legendą.
Są takie miejsca, w których wystarczy postawić jeden betonowy krąg, żeby po kilkudziesięciu latach pojawiły się antygrawitacja, tajna broń Hitlera, eksperymenty SS i latające spodki.
Ludwikowice Kłodzkie dostały cały ten pakiet.

Wiadukt kolejowy w Ludwikowicach Kłodzkich, 1939 r. Fot. Alfred Hilbig, źródło: archiwum / Wikimedia Commons, domena publiczna (Public Domain Mark 1.0).
Kiedy jedzie się przez miejscowość u podnóża Gór Sowich, trudno uwierzyć, że właśnie tutaj powstała jedna z najbardziej niezwykłych legend związanych z III Rzeszą. Nad doliną wznoszą się zalesione stoki Włodyki i Gontowej. Wśród nich pozostały sztolnie, ruiny zakładów przemysłowych, betonowe konstrukcje i ślady dawnej kopalni.
A pośród nich ona.
Betonowy pierścień wsparty na dwunastu masywnych filarach.
Muchołapka.
Tyle że zanim zaczniemy szukać pod nią nazistowskiego „Dzwonu”, trzeba cofnąć się znacznie wcześniej.

Muchołapka, pozostałość infrastruktury przemysłowej w Ludwikowicach. Fot. Zavijava2, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0.
Zanim pojawił się Olbrzym
Ludwikowice były miejscowością przemysłową na długo przed powstaniem Riese.
W okolicy działała wielka kopalnia Wenceslaus, po wojnie znana jako kopalnia Wacław. Węgiel wydobywano tutaj w trudnym i niebezpiecznym górotworze, szczególnie zagrożonym wyrzutami dwutlenku węgla.
9 lipca 1930 roku wydarzyła się tragedia.
W rejonie szybu Kurt gwałtowny wyrzut gazu i skał zabił 151 górników. Była to jedna z największych katastrof górniczych na ówczesnym Dolnym Śląsku.
Kopalnia jeszcze próbowała wrócić do życia, ale ostatecznie została zamknięta przed wybuchem wojny.
Pozostała za to infrastruktura.

Dawna elektrownia w Ludwikowicach Kłodzkich. Autor wskazany w źródle Fotopolska.eu, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.
Budynki.
Drogi.
Tory.
Elektrownia Mölke.
I miejsce doskonale nadające się do uruchomienia produkcji wojennej.
Podobny przemysłowy krajobraz można jeszcze dziś poczuć podczas wędrówki po okolicy. Pisałem o nim choćby przy okazji Jastrzębiej Perci i zalanego kamieniołomu Kamyki w Głuszycy. W tych górach natura wyjątkowo szybko przykrywa wszystko, co pozostawił człowiek.
Fabryka wśród gór
Na początku wojny teren dawnej kopalni przejęto na potrzeby przemysłu zbrojeniowego. Powstała tu fabryka Dynamit AG Ludwigsdorf.

Budynek Muzeum Ziemi Sowiogórskiej, dawny kościół ewangelicki. Fot. Jacek Halicki, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0 PL.
Nie była legendą.
Produkcja była prawdziwa.
Podobnie jak ludzie zmuszani do pracy.
Muzeum Gross-Rosen podaje, że co najmniej od czerwca 1942 roku w Ludwikowicach funkcjonował obóz pracy przymusowej dla Żydów związany z Organizacją Schmelt. W lipcu 1944 roku został przekształcony w kobiecą filię KL Gross-Rosen.
Przebywało w niej około 600 żydowskich kobiet, głównie z Polski i Węgier, a także z Holandii.
Pracowały w fabrykach Dynamit AG i Mölke-Werke.
Warunki były wyjątkowo ciężkie. Więźniarki miały kontakt z chemikaliami i prochem, a Muzeum Gross-Rosen szacuje, że śmiertelność mogła sięgnąć nawet około 300 osób.
To jest jedna z tych historii, które łatwo giną pod warstwą późniejszych opowieści o cudownej broni.
A przecież żadnej cudownej broni nie trzeba.
Prawdziwa historia Ludwikowic jest wystarczająco mroczna.

Kopalnia Wenceslaus w dolinie Mölke, Archiwalny widok kopalni i jej przemysłowego otoczenia. Źródło: Mindat.
Gontowa. Tu naprawdę zaczyna się Riese
Ludwikowice leżą nieco na uboczu najbardziej znanych kompleksów Olbrzyma, które poznaliśmy już w Osówce czy okolicach Walimia.
Ale kilka kilometrów dalej wznosi się Gontowa.
I tutaj wracamy do Riese bez żadnych legend.
W zboczach góry wykuto system sztolni zaliczany do kompleksu Sokolec. Podziemia powstawały w piaskowcu, znacznie mniej stabilnym niż skały wielu pozostałych kompleksów, dlatego część wyrobisk uległa zawaleniu.
W lesie do dziś zachowały się ślady budowy, fundamenty i wejścia do sztolni.
To właśnie takie miejsca sprawiają, że podczas wędrówki po Górach Sowich człowiek czasem przestaje patrzeć przed siebie, a zaczyna patrzeć na zbocza.

Ludwigsdorf, dzisiejsze Ludwikowice Kłodzkie, 1909 r. Autor: Josef Hübner. Źródło: Zeno.org / Wikimedia Commons. Domena publiczna (Public Domain Mark 1.0).
Czy ten nasyp jest naturalny?
Czy ta droga zawsze była drogą?
Dlaczego w środku lasu leży beton?
W Riese takie pytania pojawiają się bez końca.
A potem wracamy do Ludwikowic.
I stajemy przed betonowym pierścieniem.
Ludwikowice i Muchołapka – między dokumentem a legendą
Wygląda dziwnie.
Trzeba to przyznać.
Dwanaście potężnych żelbetowych filarów ustawionych w kręgu i połączonych górnym pierścieniem rzeczywiście przypomina konstrukcję stworzoną do czegoś niezwykłego.

Przedwojenna pocztówka przedstawiająca dolinę Herrngrund i gospodę w okolicy Ludwikowic Herrngrund koło Ludwigsdorf, 1909 r. Autor: Josef Hübner. Źródło: Zeno.org / Wikimedia Commons. Domena publiczna (Public Domain Mark 1.0).
Nic dziwnego, że ktoś kiedyś spojrzał na nią i pomyślał:
A jeśli to nie była zwykła budowla?
Tak narodziła się legenda.
Muchołapkę zaczęto łączyć z tajnymi doświadczeniami III Rzeszy, a przede wszystkim z urządzeniem nazwanym Die Glocke, czyli „Dzwonem”.
Według późniejszych opowieści miało ono mieć kształt ogromnego dzwonu. W jego wnętrzu miały obracać się cylindry zawierające tajemniczą substancję, a podczas eksperymentów urządzenie podobno wytwarzało niezwykłe pole elektromagnetyczne.
Potem było już tylko ciekawiej.
Antygrawitacja.
Napęd dla latających pojazdów.
Eksperymenty nad czasem.
Tajna technologia SS.

Szyb kopalni Wenceslaus w lipcu 1930 r. Fot. autor nieznany. Źródło: Bundesarchiv, Bild 102-10086 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0 DE.
Brzmi jak gotowy scenariusz filmu.
Problem jest jeden.
Nie ma wiarygodnego dowodu, że Die Glocke istniał.
Skąd wziął się Dzwon?
Historia jest młodsza, niż można przypuszczać.
Opowieść o Die Glocke została szerzej przedstawiona dopiero w 2000 roku przez Igora Witkowskiego w książce „Prawda o Wunderwaffe”.
Autor twierdził, że dotarł do materiałów dotyczących powojennego przesłuchania generała SS Jakoba Sporrenberga. Dokumentu, na którym oparto tę historię, nigdy jednak publicznie nie przedstawiono i inni badacze nie mogli go niezależnie zweryfikować.
Rok później historię spopularyzował na świecie brytyjski dziennikarz lotniczy Nick Cook.

Dawna kopalnia Wenceslaus – szyb i zabudowania
Historyczna fotografia kompleksu górniczego. Źródło: Mindat.
Legenda dostała skrzydeł.
Muchołapka została zaś uznana przez część autorów za stanowisko, w którym tajemniczy Dzwon miał być podczas prób mocowany lub zawieszany.
Jest tylko jeden problem.
Dokumentacja techniczna wskazuje na znacznie bardziej przyziemne przeznaczenie konstrukcji.
Chłodnia zamiast wehikułu czasu
Muchołapka była elementem infrastruktury elektrowni Mölke.
Najprawdopodobniej widzimy dziś żelbetową podstawę chłodni kominowej nr 4.
Elektrownia potrzebowała dużych ilości wody do chłodzenia instalacji. Na jej terenie działały wcześniej inne chłodnie, a zachowana konstrukcja miała być kolejną, większą.
Powstał zbiornik oraz dwunastokątna betonowa podstawa, natomiast całej wieży chłodniczej nie ukończono.
Archiwalne plany, instalacje wodne, zdjęcia lotnicze oraz porównania z podobnymi obiektami przemysłowymi tworzą znacznie bardziej spójny obraz niż teoria o antygrawitacji.
I chyba właśnie tutaj historia Ludwikowic staje się najciekawsza.
Bo stojąc pod Muchołapką, nadal można poczuć tajemnicę.
Tyle że inną.
Nie pytamy już:
Co tutaj testowali Niemcy?
Pytamy:
Jak zwykła chłodnia przemysłowa stała się jedną z największych legend Dolnego Śląska?
Góry, które pomagają legendom
Odpowiedź być może kryje się w samym krajobrazie.
Góry Sowie są do takich historii stworzone.
Zalesione grzbiety.
Doliny ukryte między górami.
Ruiny zarastające mchem.
Sztolnie wchodzące w zbocza.
Drogi, które nagle kończą się w lesie.
Sam dobrze znam ten klimat. Wystarczy wejść choćby na Gomólnik Mały nad Głuszycą i spojrzeć na plątaninę grzbietów, żeby zrozumieć, jak łatwo można było tutaj coś ukryć przed wzrokiem przypadkowego obserwatora.
Do tego prawdziwy projekt Riese rzeczywiście istniał.
Istniały tajne budowy.
Istniały podziemia.
Istniał przemysł zbrojeniowy.
Istniała praca więźniów.
Po wojnie brakowało dokumentów, obiekty niszczały, a świadkowie odchodzili.
W pustych miejscach pojawiały się opowieści.
Z czasem nikt już nie pamiętał, gdzie kończył się fakt, a zaczynała legenda.
Olbrzym potrzebował legendy
Może właśnie dlatego nie chcę odbierać Muchołapce jej tajemniczości.
Nie była platformą antygrawitacyjną?
Najprawdopodobniej nie.
Nie testowano tutaj Die Glocke?
Nie istnieje wiarygodny dowód, że takie urządzenie w ogóle powstało.
Ale betonowy krąg nadal stoi pośród Gór Sowich.
Gontowa nadal kryje sztolnie.
Pod ziemią nadal istnieją fragmenty Riese.
A w lasach wciąż można znaleźć ślady wojny, których nie zauważy ktoś przejeżdżający tędy samochodem.
Historia nie zawsze potrzebuje cudownej broni, żeby być tajemnicą.
Czasem wystarczy góra.

Pozostałość historycznej zabudowy przemysłowej Ludwikowic Kłodzkich. Fot. Tomasz Leśniowski, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.
Las.
Betonowa konstrukcja.
I kilka brakujących dokumentów.
Tyle wystarczyło, żeby przez dziesięciolecia ludzie szukali w Ludwikowicach nazistowskiego Dzwonu.
Ale zostaje jeszcze jedno pytanie.
Co stało się z Riese po 1945 roku?
Bo kiedy Niemcy odeszli, w Górach Sowich pojawili się następni.
Wojsko.
Szabrownicy.
Poszukiwacze.
Badacze.
I ludzie przekonani, że Olbrzym przed końcem wojny coś połknął.

Stacja kolejowa w Ludwikowicach Kłodzkich. Fot. Marcin Szala (Pudelek), Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0.
Złoto.
Dokumenty.
Dzieła sztuki.
A może cały pociąg.
W ostatniej części naszej historii ruszymy za nimi.
Do Książa, powojennych poszukiwań i największej legendy Dolnego Śląska.
Złotego pociągu.
I spróbujemy odpowiedzieć na najtrudniejsze pytanie całej serii:
co w tajemnicach Riese jest jeszcze historią, a co już tylko opowieścią?
Ciąg dalszy nastąpi.
Czytaj dalej. Odkryj wcześniejsze tajemnice Projektu Riese
Historia Muchołapki to już czwarty rozdział naszej wędrówki śladami tajemniczego Olbrzyma. Jeśli nie znasz jeszcze wcześniejszych części, zapraszam do odkrywania mrocznych sekretów Gór Sowich.
Część I. Riese w Górach Sowich. Olbrzym ukryty pod szlakami – poznaj początki gigantycznego projektu, jego historię i tajemnice ukryte pod zalesionymi grzbietami.
Część II. Rzeczka i Osówka. Pod ziemią Gór Sowich – zejdź do tajemniczych sztolni, niedokończonych hal i świata, w którym historia wciąż budzi emocje.
Część III. Walim i Włodarz. W cieniu Olbrzyma – odkryj największy znany kompleks podziemny Riese i tragiczną historię więźniów zmuszanych do jego budowy.
A przed nami jeszcze wielki finał! Zamek Książ, powojenne poszukiwania i legenda Złotego Pociągu. Czy Góry Sowie naprawdę odsłoniły już wszystkie swoje tajemnice?
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor

Stacja kolejowa w Ludwikowicach Kłodzkich. Fot. Marcin Szala (Pudelek), Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0.
PS. Źródła
Muzeum Gross-Rosen – filie obozu, Ludwigsdorf
Ludwikowice Kłodzkie – Elektrownia Mölke i historia chłodni
Ludwikowice Kłodzkie – fabryki zbrojeniowe III Rzeszy
Ludwikowice Kłodzkie – niemiecka fabryka amunicji
PTTK – Gontowa, sztolnie kompleksu Riese
Odkrywca – Kompleks Gontowa, depozytowa zagadka
Paweł Jeżewski – materiały dotyczące chłodni kominowej w Ludwikowicach



