Kroniki Ducha Gór. Księga XV – Szlak nie należy tylko do mnie
Sobotni poranek w Pirenejach zapowiadał się pięknie. Nad górami Andory świeciło słońce, a jesienne kolory nadawały dolinom niezwykłego uroku. Po wjeździe kolejkami w okolice Mirador Solar de Tristaina znaleźliśmy się w miejscu, które przyciągało prawdziwe tłumy turystów.
Nie było w tym nic dziwnego. Widoki zachwycały, a niezwykła platforma widokowa z zegarem słonecznym była atrakcją samą w sobie. Jednak kiedy spojrzałem na ludzi tłoczących się wokół konstrukcji, poczułem znajome ukłucie rozczarowania.
Przyjechałem w góry, a znalazłem się niemal na deptaku.
Wokół trwało fotografowanie, rozmowy, podziwianie panoram. Jedni zatrzymywali się na dłużej, inni spieszyli do następnego punktu widokowego. Ktoś przeżywał swoją pierwszą przygodę z wysokimi górami, ktoś inny zapewne przyjechał tu tylko na krótką wycieczkę.
Patrzyłem na to wszystko i myślałem o miejscach, do których trzeba dochodzić przez wiele godzin. O samotnych graniach, gdzie człowiek słyszy własny oddech i może bez przeszkód chłonąć piękno natury.
Właśnie wtedy odezwał się Duch Gór.
– Nie tak wyobrażałeś sobie dzisiejszy dzień?
– Niezupełnie. Popatrz, ilu tu ludzi. Czasami mam wrażenie, że góry tracą przez to swój dawny charakter.
– A jaki charakter chciałbyś im pozostawić?
– Spokojny. Dziki. Taki, jaki pamiętam sprzed lat.
– I najlepiej bez innych wędrowców?
Uśmiechnąłem się.
– Nie przesadzaj. Przecież sam lubię spotykać ludzi na szlaku.
– Tylko nie wszystkich naraz?
– Właśnie!
Roześmiałem się, bo trafił w sedno.
Przez tyle lat przyzwyczaiłem się do pewnego obrazu gór. Długi marsz, wysiłek, czasami trudności, a potem nagroda w postaci niezwykłej panoramy. Lubiłem poczucie, że na takie chwile trzeba sobie zapracować.
Tymczasem tutaj wystarczyło kupić bilet i wjechać kolejką.
– Duchu Gór, czy nie uważasz, że coś jednak tracimy, kiedy wszystkie piękne miejsca stają się tak łatwo dostępne?
– Co tracisz ty?
– Spokój. Poczucie oddalenia od codzienności. Czasem nawet radość z dotarcia do celu.
– Rozumiem. Ale zapytam cię o coś innego. Czy człowiek, który przyjechał tutaj kolejką, widzi inne góry niż ty?
– Nie. Widzi te same.
– A czy mogą zachwycić go mniej tylko dlatego, że nie musiał się zmęczyć?
Chciałem odpowiedzieć, że wysiłek zmienia sposób patrzenia na krajobraz. I nadal tak uważam. Przecież inaczej smakuje panorama po kilku godzinach trudnego podejścia, a inaczej po krótkim spacerze.
Ale czy to oznacza, że jedno zachwycenie jest prawdziwsze od drugiego?
Przypomniałem sobie własne początki. Czasy, kiedy każda nowa góra była dla mnie odkryciem, a zwykły widok potrafił sprawić więcej radości niż dzisiaj niejedna wielka panorama.
Nie urodziłem się przecież doświadczonym wędrowcem. Także musiałem kiedyś postawić pierwszy krok.
– Wiesz, Duchu Gór, chyba najbardziej przeszkadza mi to, że niektórzy traktują góry jak kolejną atrakcję turystyczną.
– A ty nigdy nie przyjechałeś w góry dla przyjemności?
– Oczywiście, że przyjechałem.
– Nie zrobiłeś setek fotografii?
– Tysięcy!
– Nie cieszyłeś się, kiedy droga albo kolejka pozwalały ci zobaczyć więcej?
Spojrzałem na niego podejrzliwie.
– Zaraz mi wypomnisz, że dzisiaj też skorzystałem z kolejki.
– Nie muszę. Sam to zrobiłeś.
Trudno było się z nim nie zgodzić. Właśnie dzięki kolejkom mogliśmy tego dnia oszczędzić siły i ruszyć dalej, na graniczną grań prowadzącą ku francuskim szczytom.
Dla mnie był to sposób na realizację ambitniejszego planu. Dla kogoś innego sam Mirador Solar de Tristaina mógł być celem całej wyprawy.
Dlaczego miałbym uważać własny powód za ważniejszy?
– Ale przecież są granice – powiedziałem. – Hałas, brak szacunku dla innych, przepychanie się, niszczenie przyrody. Nie wszystko można usprawiedliwiać zachwytem.
– I słusznie. Tylko nie myl obecności człowieka z jego złym zachowaniem.
To zdanie zatrzymało mnie na dłużej.
Bo rzeczywiście, czasem wystarczy zobaczyć tłum, żeby od razu przypisać mu wszystkie wady współczesnej turystyki. A przecież wśród tych ludzi mogą być tacy, którzy dopiero odkrywają swoją pasję. Rodzice pokazujący dzieciom góry. Starsi turyści, dla których piesza wędrówka na taką wysokość byłaby już niemożliwa. Ludzie, którzy przyjechali z daleka, żeby choć przez godzinę nacieszyć oczy pięknem Pirenejów.
Nie znałem ich historii. Widziałem tylko tłum.
– Duchu Gór, czyli mam się cieszyć, że na szlakach jest coraz więcej ludzi?
– Nie musisz się cieszyć z tłoku. Możesz nadal szukać samotności.
– Więc gdzie jest ta granica?
– Między pragnieniem spokoju a przekonaniem, że inni nie powinni ci go zakłócać samą swoją obecnością.
Patrzyłem przez chwilę na jeziora Tristaina, błyszczące daleko poniżej. Przed nami czekała grań, która miała dać nam zupełnie inne doświadczenie gór. Tam nie docierała kolejka, a dalsza droga wymagała wysiłku i ostrożności.
Wiedziałem, że niedługo zostawimy za sobą całe to zamieszanie.
– A jednak nie chciałbym, żeby kiedyś wszystkie góry wyglądały jak to miejsce – powiedziałem.
– Ja również nie.
Zdziwiłem się.
– Naprawdę?
– Człowiek potrzebuje miejsc łatwo dostępnych i takich, do których dociera się z trudem. Potrzebuje spotkań i samotności. Jedno nie musi odbierać wartości drugiemu.
Ruszyliśmy w stronę granicznej grani. Za plecami pozostawał Mirador Solar de Tristaina, pełen ludzi, rozmów i fotograficznego zamieszania. Przede mną otwierały się skaliste szczyty, które obiecywały kilka godzin prawdziwej górskiej przygody.
Jeszcze raz obejrzałem się za siebie.
Ci wszyscy ludzie nadal byli tam, gdzie ich zostawiłem. A jednak patrzyłem na nich już trochę inaczej.
Przypomniałem sobie, jak wiele razy opisywałem na blogu piękne miejsca, zachęcając innych, żeby również je odwiedzili. Jak często chciałem podzielić się zachwytem, pokazać komuś nieznany zakątek, przekonać, że warto ruszyć w góry.
I pomyślałem, że byłoby dziwne zapraszać ludzi na szlak, a potem mieć im za złe, że naprawdę przyszli. 🙂
PS. Każdy z nas ma swoje ulubione góry i własny sposób ich przeżywania. Jedni szukają samotnych ścieżek, inni radości ze wspólnej wycieczki. Czasami trudno nam pogodzić te dwa światy, choć przecież łączy je ta sama miłość do gór.
Takie właśnie rozmowy, zrodzone z prawdziwych wędrówek, tworzą „Kroniki Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem”. Jeśli ta historia skłoniła Cię do refleksji, zapraszam do poznania pozostałych opowieści:
Kroniki Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem – wszystkie Księgi
A jeśli te rozmowy są Ci bliskie i chciałbyś pomóc w powstawaniu kolejnych Ksiąg oraz przyszłej książki, możesz wesprzeć moją twórczość symboliczną kawą. Każdy taki gest dodaje mi motywacji do dalszego pisania. 🙂 https://buycoffee.to/marcogor
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor









