Kroniki Ducha Gór. Księga XIV – Człowiek, którego już nie spotkam
W maju, podczas naszej wędrówki przez gorczańskie hale, wszędzie kwitły krokusy. Pamiętam tamtą wycieczkę przede wszystkim przez oczy Tomka. Był młody, dopiero poznawał góry, a patrzył na nie z zachwytem, który od razu rozpoznałem. Sam kiedyś tak patrzyłem. Cieszyłem się, że mogę mu pokazać kawałek mojego świata.
Wracałem wtedy do domu z jeszcze jedną radością. Wydawało mi się, że znalazłem kompana na wiele następnych wypraw. Nie musieliśmy niczego obiecywać. Przecież mieliśmy czas. Tak przynajmniej myślałem.
– Duchu Gór, dlaczego po stracie bliskiego człowieka tak trudno pogodzić się nie tylko z tym, co się stało, ale i z tym, co już nigdy się nie wydarzy?
– Co masz na myśli?
– Wszystkie wspólne dni, które dopiero miały nadejść. Człowiek potrafi za nimi tęsknić, chociaż ich nie przeżył.
– Bo zdążył zrobić dla nich miejsce.
Zastanowiłem się nad tym. Kiedy kogoś tracimy, otoczenie najczęściej pyta o wspomnienia. Przypominamy sobie rozmowy, zdjęcia, podróże i zwykłe spotkania. Ale przecież z bliskimi łączy nas również coś, czego jeszcze nie ma. Umówiona kawa. Wyprawa planowana na przyszły rok. Święta, które mieliśmy spędzić razem. Telefon, którego spodziewaliśmy się któregoś wieczoru.
Po śmierci człowieka nie zostaje tylko puste miejsce w przeszłości. Pustoszeje również kawałek przyszłości.
Najdziwniejsze, że potrafimy odkryć tę pustkę w całkiem dobrym dniu. Widzimy coś pięknego i odruchowo myślimy, komu chcielibyśmy to pokazać. Słyszymy zabawną historię i już niemal sięgamy po telefon. Dopiero wtedy przypominamy sobie, że nie ma do kogo zadzwonić. Nikt nie przygotowuje nas na takie drobne, codzienne zaskoczenia. A czasami bolą one bardziej niż rocznice, na które człowiek zdążył się nastawić.
– Czyli można tęsknić za czymś, co nigdy nie istniało?
– Za kimś, kto miał w tym uczestniczyć – odpowiedział Duch Gór. – To różnica.
Tomek zginął kilka miesięcy po naszej wędrówce. W wypadku motocyklowym. Odradzałem mu zakup szybkiego ścigacza, ale postanowił inaczej. Do dziś pamiętam telefon od policji w związku z identyfikacją telefonu zmarłego motocyklisty. Wtedy dowiedziałem się, że chodzi o niego.
Nie chcę opisywać samego wypadku. Nie to jest najważniejsze w moim wspomnieniu. Ważniejsze jest, jak łatwo jeden telefon zmienia wszystko, co człowiek uważał za oczywiste.
– Mówiłem mu, żeby nie kupował tego motocykla – odezwałem się po chwili.
– Pamiętam.
– Czasem wciąż do tego wracam. Zastanawiam się, czy mogłem znaleźć lepsze słowa.
– I znajdujesz?
– Nie. Tylko wciąż rozmawiam z kimś, kto już nie może mi odpowiedzieć.
W tym chyba tkwi szczególna bezradność po stracie. Człowiek w myślach wraca do dawnych chwil i próbuje zmienić choćby jedno zdanie. Gdybym zadzwonił wcześniej. Gdybym został dłużej. Gdybym potrafił przekonać. Każdy, kto stracił kogoś bliskiego, może znać własne „gdyby”.
A przecież żadnej z tych rozmów nie można już powtórzyć.
– Chciałbym wiedzieć, czy mogłem coś zmienić.
– Rozumiem.
– Tylko tyle?
– Nie znam odpowiedzi, która uczyniłaby tę stratę mniejszą.
To nie było pocieszenie. I chyba właśnie dlatego nie poczułem potrzeby, żeby się spierać. Wobec niektórych spraw nawet Duch Gór nie powinien udawać, że zna ukryty sens.
Najłatwiej powiedzieć komuś po stracie, że czas wszystko poukłada. Może i układa, ale przecież nie według naszych dawnych planów. Człowiek nie dostaje z powrotem utraconych lat ani szansy na jeszcze jedno spotkanie. Powoli uczy się żyć z tym, czego nie może naprawić. I każdy robi to inaczej, po swojemu, czasami bez widocznych postępów.
Myślałem potem o ludziach, którzy tracą kogoś po wielu wspólnych latach, i o tych, którym zabrano dopiero początek znajomości. Jedni mają dom pełen pamiątek. Inni tylko kilka zdjęć i niewiele opowieści. Nie da się zmierzyć żalu liczbą przeżytych razem dni. Nie ma też sposobu, żeby sprawdzić, komu bardziej brakuje tego, co miało nadejść.
– A jak się z tym żyje? – zapytałem. – Skoro człowiek nadal układa plany, choć wie już, że mogą się nie spełnić?
– A przestałeś planować swoje wyprawy?
– Nie.
– Czy przestałeś cieszyć się górami?
– Też nie. Ale czasem, kiedy jest pięknie, myślę o kimś, kto mógłby to zobaczyć razem ze mną.
– I co wtedy robisz?
– Idę dalej. Tylko już nie całkiem tak samo.
Przypomniałem sobie tamten maj w Gorcach. Krokusy, zielone hale i młodego człowieka, który odkrywał coś, co sam kochałem od lat. Przez długi czas myśl o Tomku prowadziła mnie od razu do wiadomości o jego śmierci. Jakby to ostatnie wydarzenie miało zasłonić wszystko, co było wcześniej.
– Duchu Gór, czy to dziwne, że chciałbym pamiętać go przede wszystkim z tamtego dnia?
– A jakim go wtedy widziałeś?
– Szczęśliwym.
– To dlaczego miałbyś odbierać mu tę chwilę?
Popatrzyłem na góry. Nie wiedzieliśmy wtedy, co przyniosą następne miesiące. W tamtej chwili nie było jeszcze telefonu od policji ani pożegnania. Był maj, kwitnące krokusy i radość chłopaka, który dopiero pokochał górskie szlaki.
I właśnie tak chcę go pamiętać.
PS. Każda rozmowa z Duchem Gór zaczyna się od innej historii, ale wszystkie prowadzą do spraw bliskich każdemu z nas. Przyjaźń, miłość do gór, przemijanie, radość i tęsknota… To właśnie z takich doświadczeń rodzą się „Kroniki Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem”.
Jeśli ta opowieść poruszyła również Twoje serce, zapraszam do pozostałych Ksiąg. Wszystkie dotychczasowe rozmowy znajdziesz tutaj:
Kroniki Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem – wszystkie Księgi
A jeśli te opowieści są Ci bliskie i chciałbyś wesprzeć powstawanie kolejnych Ksiąg oraz przyszłej książki, możesz postawić Marcogorowi symboliczną kawę… Każdy taki gest jest dla mnie piękną motywacją do dalszego pisania. 🙂
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor





