Nieznajowa w Beskidzie Niskim – zaginiona wieś, która wciąż żyje
Nieznajowa w Beskidzie Niskim jest jednym z tych miejsc, gdzie cisza ma zupełnie inny ciężar. Nie dlatego, że nigdy niczego tam nie było. Właśnie przeciwnie.
Kiedyś stały domy. Dymiły kominy. Dzieci chodziły do szkoły. Pracowały młyny, ktoś prowadził sklep, ktoś tartak, ktoś szedł rano do cerkwi. Na drodze spotykało się sąsiadów, a na targ zjeżdżali ludzie z całej okolicy.
Dzisiaj tam, gdzie kiedyś stały dziesiątki domów, dominują łąki. Zostały stare drzewa owocowe, krzyże, kapliczki, cmentarz i ślady fundamentów ukryte w trawie.
Tak wygląda Nieznajowa. Jedno z tych miejsc Beskidu Niskiego, których już prawie nie ma.
Wieś, która przez stulecia żyła nad Wisłoką
Nieznajowa leży w dolinie Wisłoki i Zawoi, pomiędzy zalesionymi grzbietami Beskidu Niskiego. Dzisiaj to jedno z najbardziej odludnych miejsc w tej części gór, ale przez kilka stuleci wcale nie było puste.
Początki wsi sięgają XVI wieku. W 1546 roku król Zygmunt I wydał przywilej pozwalający założyć tutaj wieś na prawie wołoskim.
Osada rozwijała się stopniowo.
Do 1945 roku mieszkało tu ponad 300 osób. Była to przede wszystkim społeczność łemkowska, mocno związana z doliną, ziemią i sąsiednimi miejscowościami.
Życie toczyło się wiejskim rytmem.
Ale Nieznajowa nie była zapomnianą osadą na końcu świata.
Wręcz przeciwnie.
Młyny, poczta i gwarne targi
Jeszcze w latach trzydziestych XX wieku działały tutaj dwa młyny, poczta, tartak parowy i leśniczówka.
Wieś miała również własne targowisko.
Według materiałów Gminy Sękowa targi odbywały się co dwa tygodnie, a cztery razy w roku urządzano większe jarmarki. Handlowano przede wszystkim bydłem, a kupcy przyjeżdżali nie tylko z okolicznych wsi, ale nawet z Gorlic.
Musiał być gwar.
Psy szczekały przy domach.
Wozy jechały przez dolinę.
Ktoś wracał z pola, ktoś niósł drewno, ktoś szedł do sąsiada.
Trudno to sobie wyobrazić, stojąc dzisiaj pośród łąk.
A jednak właśnie taki był Beskid Niski.
Nie zawsze dziki i pusty.
Dzisiejsza pustka jest czymś stosunkowo nowym.

Cerkiew śś. Kosmy i Damiana w Nieznajowej, 1925–1933. Fot. autor nieznany / Narodowe Archiwum Cyfrowe / domena publiczna.
Cerkiew, której już nie zobaczymy
Jednym z najważniejszych miejsc dawnej Nieznajowej była cerkiew pod wezwaniem świętych Kosmy i Damiana.
Była drewniana, o harmonijnej bryle i charakterystycznej łemkowskiej architekturze. Zachowane opisy zwracają uwagę na jej proporcje, detale oraz zewnętrzną polichromię.
Po wysiedleniach świątynia została bez opieki.
Zaczęła niszczeć.
Najpierw zawaliło się prezbiterium, później nawa.
Przez kilka kolejnych lat nad pustą doliną stała jeszcze samotna wieża.
Wiosną 1974 roku runęła także ona.

Dawna cerkiew śś. Kosmy i Damiana w Nieznajowej w ruinie. Fot. autor nieznany / Cerkiewnik / CC BY-SA 4.0.
Na szczęście część najcenniejszych fragmentów udało się uratować. Polichromowane odrzwia, elementy konstrukcji, krzyże i inne detale zabezpieczono i przeniesiono do cerkwi w Bartnem.
W Nieznajowej został tylko ledwo widoczny ślad fundamentów.
I cmentarz.
Po wojnie Nieznajowa zniknęła
Po II wojnie światowej rozpoczął się ostatni rozdział dawnej Nieznajowej.
W wyniku powojennych przesiedleń łemkowscy mieszkańcy wyjechali do Związku Radzieckiego, a polscy mieszkańcy przenieśli się do pobliskiego Czarnego.
Wysiedlenie mieszkańców Nieznajowej nie było zwykłą decyzją o wyjeździe. Po wojnie Łemkowszczyznę objęły wielkie przesiedlenia ludności. Na mocy powojennych porozumień polsko-sowieckich część Łemków z Nieznajowej została przesiedlona do ZSRR, głównie na teren sowieckiej Ukrainy. Akcja miała być początkowo dobrowolna, ale z czasem przybrała charakter przymusowy.
Ci, którzy pozostali, zostali ostatecznie objęci akcją „Wisła” w 1947 roku. Właśnie wtedy zniknęła ostatnia część dawnej łemkowskiej społeczności Nieznajowej.
Wieś nie opustoszała więc dlatego, że ludzie nagle przestali chcieć tu żyć. Została opróżniona w wyniku powojennych wysiedleń i przymusowych zmian ludnościowych, które dotknęły znaczną część Beskidu Niskiego.
Domy zostały bez ludzi.
Pola bez gospodarzy.
Drogi bez wozów.
Cerkiew bez wiernych.
Z każdym kolejnym rokiem znikały następne ślady.
Drewniane domy rozpadały się albo były rozbierane.
Pola zarastały.
Zacierały się granice gospodarstw.
Przyroda powoli zabierała z powrotem przestrzeń, którą przez kilka stuleci kształtowali ludzie.
Jeszcze przez chwilę coś tutaj było
Puste doliny nie od razu zostały oddane przyrodzie.
Od końca lat sześćdziesiątych aż do czasów stanu wojennego na terenie dawnej Nieznajowej funkcjonował zakład karny.
Łąki użytkował również PGR w Jasionce, a część terenów służyła do wypasu owiec.
Był więc jeszcze człowiek.
Ale dawna wieś już nie wróciła.
I wtedy historia Nieznajowej mogłaby właściwie się zakończyć.
Gdyby nie pewna stara leśniczówka.
Chatka w Nieznajowej. Światło świec zamiast prądu
Pod koniec lat osiemdziesiątych budynek starej leśniczówki był w bardzo złym stanie.
W 1989 roku ludzie związani z 18 Kołem PTTK przy Politechnice Warszawskiej postanowili przywrócić go do życia i stworzyć tutaj studenckie schronisko turystyczne.
Remont trwał około dwóch lat.
W listopadzie 1991 roku powstało Stowarzyszenie Miłośników Nieznajowej, które od tamtej pory opiekuje się Chatką.
I tak w dolinie, z której zniknęła prawie cała dawna zabudowa, jeden dom ponownie zaczął przyjmować ludzi.
Chatka w Nieznajowej do dzisiaj zachowała klimat dawnych schronisk studenckich.
Nie ma tutaj prądu.
Wieczorem zapala się świece.
Gotuje się na piecu opalanym drewnem, wodę przynosi ze studni, a śpi na materacach i podłodze we własnym śpiworze.
Nie przyjeżdża się tutaj po hotelowy komfort.
Nocleg tradycyjnie jest bezpłatny, ale goście pomagają przy prostych pracach. Trzeba czasem przynieść wodę, porąbać drewno, pozmywać albo uzupełnić zapas świec.
I chyba właśnie dzięki temu Chatka stała się dla kolejnych pokoleń wędrowców jednym z kultowych miejsc Beskidu Niskiego.
W świecie ładowarek, Wi-Fi, telewizorów i telefonów tutaj po zmroku zostaje światło świecy, piec, rozmowa i ciemność za oknem.
A przecież dokładnie tego czasem szuka się w górach.
Chatka jest też pięknym paradoksem Nieznajowej.
Wieś niemal zniknęła.
A jednak w jednym z jej dawnych domów nadal otwierają się drzwi przed wędrowcem.
Moje powroty do Nieznajowej
Nieznajowa nie jest dla mnie miejscem poznanym podczas jednej wycieczki. Byłem tutaj wielokrotnie i chyba właśnie dlatego mam do tej doliny szczególny sentyment.
To jedno z moich ulubionych „zaginionych” miejsc Beskidu Niskiego.
Wracałem pieszo, zaglądałem do Chatki, a nieraz przyjeżdżałem tutaj także na rowerze.
Lubię ten moment, gdy kończą się zwykłe drogi, robi się ciszej i człowiek zaczyna patrzeć na krajobraz trochę inaczej.
Za każdym razem odnajduję tu coś znajomego, ale też coś nowego. Raz zatrzymam się przy krzyżu, innym razem przy starym sadzie, jeszcze kiedy indziej dłużej posiedzę nad Wisłoką.
To właśnie z takich powrotów rodzi się więź z miejscem.
Nieznajowa nie jest dla mnie tylko ciekawostką historyczną.
Jest doliną, do której po prostu lubię wracać.
Po czym poznać, że kiedyś stał tutaj dom?
Trzeba patrzeć uważnie.
Czasami zdradza go kamienna piwniczka.
Czasami fragment fundamentu.
Czasami samotna jabłoń albo grusza stojąca pośrodku łąki.
Drzewo owocowe w takim miejscu nie wyrosło przypadkiem.
Kiedyś rosło przy czyimś domu.
Ktoś je posadził.
Ktoś zbierał z niego owoce.
Być może dzieci wdrapywały się na jego gałęzie.
Dzisiaj nie ma tego domu.
Drzewo zostało.
Właśnie dlatego tak lubię takie miejsca w Beskidzie Niskim.
Nie trzeba tutaj wielkich ruin.
Historia jest zapisana znacznie ciszej.
W układzie starej drogi.
W kamieniach ukrytych pod trawą.
W krzyżu stojącym samotnie przy ścieżce.
W sadzie, który przeżył swoich gospodarzy.
Drzwi do zaginionego świata
Jednym z najbardziej symbolicznych znaków pamięci są drewniane „Drzwi do zaginionego świata”.
To projekt Natalii Hładyk z 2008 roku, który objął pięć nieistniejących łemkowskich wsi: Nieznajową, Radocynę, Czarne, Długie i Lipną.
Drzwi stoją pośród pustej przestrzeni tam, gdzie kiedyś były domy i codzienne życie.
Można je otworzyć i przejść przez próg, ale po drugiej stronie nie ma izby ani sieni.
Jest łąka.
I właśnie o to chodzi.
Te drzwi nie odbudowują dawnej wsi.
Zmuszają tylko, żeby na chwilę ją sobie wyobrazić.
Nieznajowa dzisiaj. Rowerem przez pogranicze
W ostatnich latach w dolinie pojawiły się również nowe elementy, które pomagają odczytać dawny krajobraz.
W 2021 roku Magurski Park Narodowy zrealizował wraz ze słowacką Nižną Polianką i przy współpracy Gminy Sękowa transgraniczny projekt „Rowerem przez pogranicze”.
Wyznakowano 2,4-kilometrowy odcinek ścieżki rowerowej Nieznajowa, który połączył istniejące trasy po obu stronach pogranicza.
Powstała wiata ogniskowa, ławy, stojak rowerowy i tablice. Starą studnię zabezpieczono i wyposażono w drewniany żuraw.
Szczególnie ciekawe są przezroczyste panele interpretacyjne wykonane na podstawie archiwalnych fotografii. Gdy stanie się w odpowiednim miejscu, dawna zabudowa nakłada się na dzisiejszy krajobraz i nagle łatwiej zobaczyć wieś, której już nie ma.
Na cmentarzu stanęła także drewniana makieta nieistniejącej cerkwi św. Kosmy i Damiana, wykonana w skali 1:15.
Warto tylko pamiętać, że symboliczne Drzwi do zaginionego świata są starsze i nie powstały w ramach tego projektu.
To dwa różne pomysły, które dziś bardzo dobrze się uzupełniają.
Jak dziś wejść do zaginionej Nieznajowej
Jednym z najwygodniejszych punktów startowych jest Rozstajne.
Przy drodze wojewódzkiej 992 znajduje się niewielki parking, skąd można ruszyć starą drogą wzdłuż Wisłoki w stronę Nieznajowej.
Po drodze mija się prywatną Pasiekę Nieznajowa z domem.
Dalej zaczyna się już właściwy świat dawnej wsi: łąki, krzyże, ślady zabudowań, cmentarz i Chatka.
Pieszo można dojść do Nieznajowej również od strony Wołowca. Żółty szlak PTTK prowadzi przez dolinę dalej w kierunku Radocyny, więc można potraktować Nieznajową jako cel spaceru albo fragment dłuższej beskidzkiej wędrówki.
Bardzo lubię także tutejsze warianty rowerowe.
Nieraz jechałem przez okolice Świątkowej i Rozstajnego do Nieznajowej, a później dalej w stronę Czarnego.
To świetny teren na spokojną wycieczkę bez gonienia za wynikiem.
Są szutry, doliny, brody, stare drogi i mnóstwo miejsc, przy których chce się po prostu zatrzymać.
I chyba właśnie rower najlepiej pasuje do tej części Beskidu Niskiego.
Można przejechać sporo kilometrów, a jednocześnie nie przeoczyć tego, co najważniejsze.
Nieznajowa dostała drugie życie
Dzisiaj dolina wygląda zupełnie inaczej niż przed wojną.
Ale paradoksalnie właśnie dzięki temu stała się niezwykle cennym miejscem przyrodniczym.
Rozległe półnaturalne łąki, stare sady i otaczające je lasy tworzą środowisko, z którego korzystają między innymi wilki, rysie i niedźwiedzie.
Nieznajowa ma również szczególne znaczenie dla orła przedniego. W dolinie znajduje się ważne żerowisko jedynej pary tego gatunku gniazdującej na terenie Magurskiego Parku Narodowego.
Park objął ochroną kolejne fragmenty doliny, żeby zachować jej krajobraz i przyrodę.
Nie po to, aby odbudować dawną wieś.
Nieznajowa w swojej przedwojennej postaci już nie wróci.
Chodzi o zachowanie tego, co pozostało i tego, co powstało tutaj później.
Przyrody.
Krajobrazu.
I pamięci.
Wieś, której prawie nie ma
Można przejść przez Nieznajową i zobaczyć tylko ładną dolinę.
Zielone łąki.
Wisłokę.
Las.
Kilka krzyży.
Można również zatrzymać się na chwilę i spróbować zobaczyć coś więcej.
Domy, których nie ma.
Cerkiew, po której został zarys fundamentu.
Drogę, którą kiedyś ktoś wracał z targu.
Sady posadzone przez ludzi, których dawno tutaj nie ma.
I starą Chatkę, w której wieczorem zamiast elektrycznej lampy nadal można zapalić świecę.
Wtedy Beskid Niski zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Bo w tych górach pustka bardzo często nie oznacza, że niczego tutaj nie było.
Czasami oznacza, że było tutaj bardzo dużo.
Tylko prawie wszystko zniknęło.
Nieznajowa pasuje do tej opowieści idealnie.
To miejsce, którego już prawie nie ma.
A jednak pamięć o nim wciąż stoi przy drodze w postaci kamiennego krzyża, rośnie na starej jabłoni, ukrywa się pod trawą w fundamentach domu i pali się wieczorem świecą w Chatce.
Trzeba tylko zwolnić.
I nauczyć się patrzeć.
Czytaj także!
Mój Beskid Niski, czyli w moim raju – Beskidzie Gorlickim
Dolina Czertyżnianki i sekrety Ropek. Pętla w moim Beskidzie
Pyszna – schronisko, którego już nie ma
Nieznajowa jest dla mnie właśnie takim miejscem.
Nie najwyższym i nie najbardziej widowiskowym, ale jednym z tych, które zostają w głowie na długo.
Wracam tutaj, bo lubię Beskid Niski właśnie taki: cichy, trochę zapomniany, pełen śladów, które trzeba samemu odnaleźć.
Do zobaczenia na kolejnych ścieżkach pamięci.
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor
Postscriptum. Źródła
Magurski Park Narodowy – „Po projekcie Rowerem przez pogranicze”
Euroregion Karpacki – „Rowerem przez pogranicze – przyroda, kultura i historia na dwóch kółkach”
Chatka Nieznajowa – Studencka Baza Noclegowa
„Drzwi do zaginionego świata” – opracowanie o projekcie Natalii Hładyk



















