Wybierz stronę

Kroniki Ducha Gór. Księga XIII – Światło w oknie

Kroniki Ducha Gór. Księga XIII – Światło w oknie

Późnym popołudniem drzwi schroniska otwierały się co chwilę.

Ktoś wchodził zmarznięty. Ktoś wychodził jeszcze na krótki spacer. Na drewnianej podłodze zostawały mokre ślady butów, przy ścianie stały plecaki, a nad stołami unosił się zapach herbaty i czegoś ciepłego z kuchni.

Nie było w tym nic niezwykłego.

A jednak zawsze lubiłem tę chwilę dnia.

Szlak na moment zwalniał.

Nie kończył się. Po prostu przestawał prowadzić.

Usiadłem przy stole i spojrzałem na drzwi.

– Duchu Gór, dlaczego stare schroniska są czymś więcej niż tylko dachem nad głową?

Tym razem odpowiedź przyszła szybko.

– Bo na szczycie człowiek chce stanąć. Tutaj może wreszcie usiąść.

Uśmiechnąłem się.

– Tylko tyle?

– Aż tyle.

Przez lata człowiek przyzwyczaja się, że górska droga ma prowadzić gdzieś dalej. Do przełęczy. Na grzbiet. Na wierzchołek. Do następnego punktu na mapie.

Schronisko jest inne.

Nie pyta, ile zostało kilometrów.

Nie obchodzi go, czy wszedłeś wysoko, czy zawróciłeś niżej, niż planowałeś. Nie zna twojej listy szczytów. Nie liczy przewyższeń.

Przyjmuje człowieka takim, jakim dotarł do drzwi.

Zmęczonym.

Zmarzniętym.

Głodnym.

Czasem przemoczonym.

Czasem tylko potrzebującym chwili, żeby znów nabrać ochoty na drogę.

– Czy dlatego mówi się, że stare schroniska mają duszę?

– Ludzie lubią dawać duszę rzeczom, których nie chcą stracić.

– To znaczy, że jej nie mają?

-Tego nie powiedziałem.

Spojrzałem na stare deski. Na stół, który nosił ślady wielu kubków, łokci i dłoni. Na drzwi, które pewnie tysiące razy otwierały się przed ludźmi schodzącymi ze szlaku.

Łatwo byłoby powiedzieć, że właśnie w tym mieszka dusza schroniska.

W wieku.

W drewnie.

W fotografiach na ścianach.

W skrzypiących schodach.

Ale czułem, że Duch Gór prowadzi mnie gdzie indziej.

-Więc gdzie jej szukać?

– Nie w tym, co schronisko zatrzymuje.

– A w czym?

 -W tym, co pozwala puścić dalej.

Nie zrozumiałem od razu.

Schronisko zawsze wydawało mi się miejscem zatrzymania. Dochodziło się do niego po kilku godzinach marszu, zdejmowało plecak, zamawiało coś ciepłego, siadało przy stole.

Czasem nocowało.

Odpoczywało.

Więc jak może być ważne właśnie przez to, że pozwala odejść?

 Schronisko nie jest po to, żeby cię zatrzymać — powiedział Duch Gór. — Jest po to, żebyś rano znów potrafił wyjść.

To zdanie zostało między nami.

I nagle zobaczyłem to miejsce inaczej.

Nie jak cel wędrówki.

Jak miejsce pomiędzy.

Za drzwiami zostawała droga, z której człowiek właśnie przyszedł.

Przed nim czekała droga, której jeszcze nie przeszedł.

A w środku dostawał trochę czasu.

Nie na wielkie odpowiedzi.

Na prostsze rzeczy.

Wysuszyć kurtkę.

Napić się.

Zjeść.

Ogrzać dłonie.

Usiąść bez poczucia, że trzeba już iść dalej.

Może właśnie dlatego prawdziwe schronienie jest czymś więcej niż dachem.

Nie zatrzymuje człowieka na zawsze.

Przywraca mu siły, żeby mógł odejść.

– A ludzie? — zapytałem. — Przecież to oni tworzą schronisko.

– Oczywiście.

– Ci, którzy je prowadzą? Turyści? Ratownicy? Wędrowcy?

– Wszyscy po trochu. Ale nie dlatego, że zostawiają tam swoje historie.

Zwróciłem uwagę na te słowa.

Nie historie.

O nich rozmawialiśmy już wcześniej.

– Więc dlaczego?

– Bo przez chwilę zgadzają się na jedną prostą rzecz: każdy może potrzebować schronienia.

Zrozumiałem też coś jeszcze.

Schronisko zawsze istnieje trochę wcześniej niż pojawia się wędrowiec.

Kiedy dochodzisz pod jego drzwi, ktoś już wcześniej zapalił światło, przygotował wodę, naprawił klamkę, wniósł jedzenie, posprzątał po tych, którzy byli przed tobą.

Ktoś wstał rano, zanim ty ruszyłeś na szlak.

Ktoś został wieczorem, kiedy ty mogłeś po prostu położyć zmęczone ręce na stole.

Wędrowiec lubi czasem myśleć, że doszedł wszędzie sam.

W schronisku łatwiej zauważyć, że to nie do końca prawda.

– Czyli jego dusza jest także pracą ludzi, których prawie nie widzimy?

– Dusza każdego schronienia zaczyna się od tego, że ktoś pomyślał o człowieku, który dopiero nadejdzie.

To zdanie było inne niż wszystkie.

Nie mówiło o pamięci.

Mówiło o trosce wyprzedzającej spotkanie.

O kubku, który czeka, zanim pojawi się spragniony.

O łóżku przygotowanym dla kogoś, czyjego imienia jeszcze nikt nie zna.

Może właśnie dlatego prawdziwe schronisko jest jednym z najbardziej ludzkich miejsc w górach.

Górskie opowieści lubią ruch.

Podejście.

Przejście.

Wejście.

Dalszą drogę.

Rzadziej mówi się o chwili, kiedy człowiek po prostu potrzebuje pomocy.

Przychodzi wieczór.

Chłód.

Zmęczenie.

Deszcz.

I świat nagle robi się prostszy.

Potrzebujesz światła w oknie.

Drzwi, które można otworzyć.

Miejsca, w którym własne zmęczenie nie jest porażką, tylko czymś zupełnie zwyczajnym.

– Czyli schronisko przypomina człowiekowi, że nie zawsze musi wystarczyć sam sobie?

– Tak.

– To niezbyt górska nauka.

– Przeciwnie. Bardzo górska. Tylko rzadziej się nią chwalicie.

Zaśmiałem się.

Miał rację.

Łatwiej opowiada się o szczycie niż o ławce, na której ktoś usiadł bez sił.

Łatwiej o trudnym podejściu niż o kubku herbaty, po którym świat wygląda trochę lepiej.

Łatwiej pamiętać moment wejścia na wierzchołek niż chwilę, gdy ktoś otworzył drzwi i powiedział:

„Wejdź”.

A przecież bez takich chwil niektóre drogi wyglądałyby zupełnie inaczej.

– Duchu Gór, a jeśli stare schronisko zniknie?

Odpowiedział od razu.

– Będzie go brakowało.

Ta prostota zaskoczyła mnie bardziej niż niejedna metafora.

– I nic więcej?

– Czasem nie trzeba zamieniać straty w mądrość.

Spojrzałem jeszcze raz na wnętrze.

Może właśnie dlatego człowiek przywiązuje się do takich miejsc.

Nie dlatego, że są idealne.

Nie dlatego, że wszystko w nich musi pozostać takie jak dawniej.

I nawet nie dlatego, że chcielibyśmy zatrzymać czas.

Po prostu dobrze wiedzieć, że gdzieś na drodze istnieje miejsce, które nie pyta, czy zasłużyliśmy na odpoczynek.

Pozwala nas przyjąć.

A później wypuszcza nas z powrotem na szlak.

– Więc schroniska mają duszę? 

Duch Gór jakby się uśmiechnął.

– Jeśli przez duszę rozumiesz coś, czego nie da się zmierzyć powierzchnią budynku, liczbą łóżek ani wysokością nad poziomem morza, to może mają.

– A czym jest ta dusza?

– Światłem, które widzisz wtedy, kiedy najbardziej potrzebujesz wiedzieć, że droga nie musi dziś kończyć się samotnie.

Za oknem robiło się ciemno.

Ktoś wszedł do środka.

Ktoś inny zarzucił plecak i wyszedł.

Drzwi znów się zamknęły.

Pomyślałem, że może właśnie taki jest sens schroniska.

Nie jest szczytem.

Nie jest celem.

Nie jest też miejscem, które ma zatrzymać człowieka.

Jest krótkim przystankiem pomiędzy tym, co już przeszedł, a tym, co dopiero przed nim.

I właśnie dlatego jego znaczenia nie da się zaznaczyć na mapie zwykłym symbolem budynku.

Nie obiecuje końca drogi.

Czasem robi coś ważniejszego.

Pozwala ją kontynuować.

PS. Wszystkie dotychczasowe części „Kronik Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem” znajdziesz tutaj:

https://marekowczarz.pl/kroniki-ducha-gor/

Jeśli te rozmowy są Ci bliskie i chcesz wesprzeć powstawanie kolejnych Ksiąg, możesz postawić Marcogorowi symboliczną kawę… 🙂

Z górskim pozdrowieniem

Marcogor

Zdjęcie główne: Schronisko PTTK Samotnia nocą w Karkonoszach. Fot. Dybcio2020, retusz Jacek Halicki / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

POSTAW KAWĘ AUTOROWI

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »