Wybierz stronę

Księga Trzecia: Najważniejsza była droga

Księga Trzecia: Najważniejsza była droga

Każda z naszych rozmów ma swoje źródło w prawdziwej wędrówce. Ta narodziła się o świcie, na jednej z najbardziej niezwykłych górskich dróg, jakie przyszło mi przemierzyć – prowadzącej przez masyw Biokovo na szczyt Sveti Jure. Myślałem, że jadę po widoki. Wróciłem z czymś znacznie cenniejszym. 🙂

„Nie wszystkie szczyty zdobywa się nogami. Niektóre zdobywa się dopiero wtedy, gdy człowiek odważy się zmienić własną drogę.”

Skoro świt wyruszyłem.

Morze zostało daleko za plecami, jeszcze uśpione, jakby nie chciało żegnać nocy. Przede mną zaczynała się droga, o której słyszałem wiele. Wąska, pełna zakrętów, wykuta w kamieniu, prowadząca z poziomu morza aż na wysokość 1755 metrów.

Nie wiedziałem jeszcze, że tego dnia nie szczyt stanie się moim nauczycielem.

Droga wspinała się coraz wyżej. Każdy zakręt zasłaniał następny. Za jednymi czekała przepaść, za innymi pionowe ściany skał. Co jakiś czas pojawiały się niewielkie zatoczki, jedyne miejsca, gdzie dwa samochody mogły bezpiecznie się minąć. Trzeba było zwolnić, czasem zatrzymać się i ustąpić pierwszeństwa komuś jadącemu z naprzeciwka.

Nigdzie się nie spieszyłem.

Nie dlatego, że nie chciałem szybciej dotrzeć na szczyt.

Dlatego, że ta droga nie pozwalała zapomnieć, iż każda chwila nieuwagi może kosztować zbyt wiele.

W pewnym momencie, na skalistym zboczu, zobaczyłem dzikie konie.

Stały spokojnie, jakby były strażnikami tej góry. Nie zwracały uwagi na ludzi. To my byliśmy tutaj gośćmi. One od dawna znały każdy zakręt, każdy kamień i każdy podmuch wiatru.

Kiedy w końcu stanąłem na szczycie, spojrzałem daleko przed siebie.

Widok zapierał dech.

A jednak moje myśli wracały do drogi.

Wieczorem usiadłem obok Ducha Gór.

— Duchu Gór — powiedziałem. — Dzisiaj zrozumiałem coś dziwnego.

Spojrzał na mnie, ale nie odpowiedział.

— Przez cały czas myślałem o szczycie. Chciałem tam dotrzeć. Chciałem zobaczyć ten widok. Tymczasem dopiero na górze zrozumiałem, że największą przygodą nie było zdobycie szczytu.

Największą przygodą była droga.

Duch Gór uśmiechnął się.

Nie triumfalnie.

Tak, jak uśmiechają się ci, którzy od dawna znają odpowiedź.

— Dobrze, że zrozumiałeś to właśnie tam.

— Dlaczego?

— Bo człowiek od wieków myli cel z drogą.

Wydaje mu się, że zmieni go miejsce, do którego dotrze.

A przecież zmienia go każdy zakręt, na którym musiał zwolnić.

Każda chwila, kiedy musiał zaufać własnemu doświadczeniu.

Każdy moment, gdy ustąpił miejsca drugiemu człowiekowi.

Każdy lęk, który pokonał, choć wcale nie przestał się bać.

Spojrzałem na niego uważnie.

— A te zatoczki mijania?

Duch Gór podniósł z ziemi niewielki kamień i przez chwilę obracał go w dłoni.

— Myślisz, że zbudowano je tylko po to, aby mogły minąć się samochody?

Pokręciłem głową.

— Nie.

Powstały również po to, aby przypominać człowiekowi, że przez życie nie jedzie sam.

Czasem trzeba się zatrzymać.

Czasem ustąpić.

Czasem poczekać.

To nie opóźnia drogi.

To pozwala wszystkim bezpiecznie dotrzeć dalej.

Milczeliśmy.

Po chwili zapytałem:

— A przepaście?

— One były tam od zawsze.

Nie pojawiły się po to, żeby cię przestraszyć.

Przypominały ci tylko, że odwaga nigdy nie oznacza braku lęku.

Odwaga zaczyna się wtedy, gdy mimo lęku jedziesz dalej.

Spojrzałem przed siebie.

Nagle zrozumiałem, że tamten poranek nie nauczył mnie, jak zdobywać góry.

Nauczył mnie, jak iść przez życie.

Duch Gór wstał powoli.

— Zapamiętaj ten dzień, Marcogorze.

Za wiele lat możesz nie pamiętać każdej skały ani każdego zakrętu.

Ale jeśli naprawdę słuchałeś drogi, zostanie z tobą coś znacznie cenniejszego.

Bo szczyty zostają na mapach.

Drogi zostają w człowieku.

Nie napisałem tego po to, żeby opowiedzieć o górach.

Napisałem po to, żeby ocalić rozmowy, które można usłyszeć tylko wtedy, gdy człowiek na chwilę przestanie mówić.

Tak zaczyna się Księga drogi…

To rozmowa zrodzona z prawdziwych wypraw.

Postaw kawę dla Marcogor na buycoffee.to

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

4 komentarze

  1. Mariusz Grzelak

    Wiele takich rozmów prowadziłem. Ze sobą, z górami, z taflą wody. Czasem siadałem w połowie jakiejś drogi i byłem zadowolony. Teraz, gdy oglądam zdjęcia, czytam swoje relacje, wspominam minione chwile dochodzę do wniosku, że „drogę” znam, poznałem kierunek, ale i tak cel się ciągle oddalał, więc teraz usiadłem. I tak jest mi dobrze.

    Odpowiedz
    • marcogor

      bo my postrzegamy góry podobnie Mariusz! Twoje książki są tego dowodem… pozdrawiam

      Odpowiedz
  2. Mariusz Grzelak

    Góry postrzegamy podobnie. Inaczej jednak wylewamy z siebie to, co w nas siedzi. Ja nadal bujam w obłokach i coś tam o nich klikam, coś opisuję ze swoich myśli. Jestem typem gawędziarza, a Ty jesteś bardziej praktyczny. Podziwiam Twoją pracę i skarbnicę wiedzy. Co prawda ja nie bardzo z niej korzystam, bo jestem włóczęgą i nie zależy mi gdzie i jaką drogą gdzieś trafię, ale dla wielu turystów twoje rady są bezcenne. Podziwiam Twój wkład pracy.

    Odpowiedz
    • marcogor

      dziękuje Mariusz! Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna, pozdrawiam!

      Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »