Grań bez pokory. Lekcja skromności na tatrzańskiej perci

Grań bez pokory. Lekcja skromności na tatrzańskiej perci

Granica ludzkiego ego na tatrzańskiej grani

Sztuka wędrowania polega na ciągłym przesuwaniu granic, jednak w świecie zdominowanym przez potrzebę natychmiastowego pokazywania wszystkiego online, zatraciliśmy gdzieś pierwotny sens tej definicji. Prawdziwe granice nie są umowną kreską na mapie, lecz surowym przypomnieniem o naszej własnej kruchości wobec potęgi tatrzańskiego granitu.

Zbiegamy ze ścieżek, szukamy dzikich skrótów i łamiemy zakazy tylko po to, aby udowodnić sobie lub innym wirtualną wyższość nad przestrzenią. Natomiast góry nie potrzebują naszych podbojów, ponieważ one po prostu trwają w swojej niezmiennej surowości. Poniżej przygotowałem krótkie podsumowanie tego, jak współczesny pośpiech zderza się z twardą rzeczywistością najwyższych polskich szczytów.

Trudny egzamin z pokory w rejonie Kozich Czub

Ostatnie wydarzenia z poniedziałkowego popołudnia na Orlej Perci bezlitośnie obnażyły stan świadomości współczesnych ludzi ruszających w Tatry Wysokie. Pomimo jasnych alertów pogodowych, 15-osobowa zorganizowana grupa młodzieżowego obozu sportowego z Bydgoszczy znalazła się na najtrudniejszym szlaku w Polsce. Gdy nad grań nadciągnęła zapowiadana nawałnica, młodzi wędrowcy zostali odcięci przez ścianę ulewnego deszczu oraz gradu. Przerażeni i skrajnie wyziębieni nastolatkowie zatelefonowali do centrali ratowników, prosząc o pomoc w bezpiecznym powrocie w doliny.

Ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego musieli podjąć działania w wymagających warunkach atmosferycznych. Śmigłowiec Sokół zrealizował loty trzy razy, działając w rejonie Kozich Czub oraz Koziej Przełęczy. Początkowo ewakuowano trójkę dzieci, następnie kolejną dwójkę, a po dłuższych poszukiwaniach odnaleziono ostatnie trzy osoby uwięzione w trudnym terenie nad Doliną Kozią. Łącznie z górskiego potrzasku bezpiecznie przetransportowano ośmioro nieletnich, u których zdiagnozowano objawy hipotermii z powodu braku odzieży przeciwdeszczowej, czy polara…

Odpowiedzialność pod lupą zakopiańskich służb

Oficjalny komunikat ratowników rzuca jednak światło na poważne błędy organizacyjne, do jakich doszło podczas tej wycieczki. W trakcie uderzenia burzy i chaosu na grani, zorganizowana grupa uległa całkowitemu rozproszeniu, przez co nastolatkowie w skrajnie trudnym terenie pozostali bez właściwej opieki dorosłych. Ratownik TOPR Andrzej Górka, biorący udział w akcji, potwierdził, że młodzież posiadała techniczne wyposażenie w postaci kasków czy lonży, lecz ich ubiór był typowo letni. Dodatkowo organizatorzy złamali sztywne zarządzenie Dyrektora TPN, wprowadzając grupę szkolną w góry bez licencjonowanego przewodnika tatrzańskiego.

Na lądowisku w Zakopanem uczestników wycieczki wylegitymowali funkcjonariusze policji, którzy natychmiast wszczęli oficjalne postępowanie wyjaśniające. Służby sprawdzają obecnie, czy zachowanie opiekunów nie wyczerpało znamion artykułu 160 Kodeksu karnego. Przepis ten dotyczy ewentualnego narażenia podopiecznych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Ta sytuacja pokazuje, że współczesna pewność siebie połączona z brakiem analizy komunikatów pogodowych potrafi zamienić trekking w poważny kryzys. Świadkowie twierdzą też, że opiekunowie nie znali trudności szlaku i sprawdzali to na bieżąco… 🙂

Iluzja skrótu na tatrzańskich perciach

Zejście z wyznaczonej ścieżki lub lekceważenie twardych komunikatów pogodowych rzadko bywa dziś przejawem romantycznej chęci odkrywania górskiego świata. Zazwyczaj jest to po prostu zwykła, ludzka głupota, podsycana chęcią zrobienia czegoś niezwykłego. Dodatkowo wędrowcy często wierzą, że nowoczesny sprzęt i aplikacje w telefonie dają im pełną nietykalność w każdych warunkach. Jednakże w krainie takiej jak Tatry Wysokie, gdzie jeden fałszywy krok na gładkiej skale decyduje o wszystkim, złudzenia te pryskają w ułamku sekundy. Ostatnie lata to moda na Tatry i mnóstwo wypadków śmiertelnych…

Ścieżki w Tatrzańskim Parku Narodowym nie zostały wytyczone przypadkowo, ponieważ stanowią one bezpieczny korytarz wydeptany przez pokolenia doświadczonych przewodników. Kiedy decydujesz się opuścić ten korytarz na Zawracie (2158 m n.p.m.) czy w rejonie Świnicy (2301 m n.p.m.), automatycznie zrzekasz się marginesu błędu. W rezultacie kruche łupki, zdradliwe trawki oraz gwałtowny tatrzański wiatr szybko weryfikują autentyczną wartość każdego wędrowca. Przede wszystkim góry potrafią błyskawicznie zamknąć przed nami drzwi, kiedy mgła ogranicza widoczność do zaledwie kilku metrów.

Kiedy topografia staje się pułapką bez wyjścia

Ludzkie błędy oraz brak wyobraźni na tatrzańskich szlakach nie są jednak wynalazkiem XXI wieku, ponieważ pycha zbierała krwawe żniwo już u progu zeszłego stulecia. Najlepszym, a zarazem najbardziej przerażającym tego dowodem jest historia miejsc, których zła sława zrodziła się właśnie z braku pokory i chęci skrócenia drogi. Doskonałym przykładem jest opadający ku Czarnemu Stawowi Gąsienicowemu Żleb Drège’a. To właśnie tam w sierpniu 1911 roku młody student, Jan Drège, zgubił właściwy szlak na Granatach podczas schodzenia o zmroku.

Zamiast zachować rozsądek i zawrócić na grań, uznał on, że widoczna w dole tafla jeziora jest blisko, dlatego zaczął schodzić korytem nieznanego żlebu. Niestety, w pewnym momencie teren przewiesił się w pionowy, stumetrowy komin, z którego nie było już powrotu, a chwila nieuwagi zakończyła się tragicznie.Trzy lata później, w lipcu 1914 roku, w tę samą pułapkę topograficzną wpadło rodzeństwo Bandrowskich wraz z towarzyszącą im Anną Hackbeilówną.

Oni również zeszli z Orlej Perci i zaczęli schodzić żlebem, który z każdym metrem zwężał się, uniemożliwiając odwrót bez specjalistycznego sprzętu. Hackbeilówna spadła w przepaść podczas próby schodzenia, natomiast Maria i Bronisław spędzili na maleńkiej, skalnej półce aż pięć potwornych dni. Gdy zmęczenie i pragnienie odebrały im wszelką nadzieję, Bronisław Bandrowski rzucił się w przepaść na oczach bezsilnej siostry, którą zaledwie kilka godzin później uratowała wyprawa TOPR pod wodzą Mariusza Zaruskiego.

Odwieczne przestrogi z tatrzańskich kronik

Historia taternictwa zna znacznie więcej takich czarnych kart, gdzie zlekceważenie sił natury lub przecenienie własnych możliwości kończyło się dramatem. Do dziś symbolem taternickiej tragedii pozostaje południowa ściana Zamarłej Turni, która przez lata uchodziła za barierę nie do pokonania. To właśnie tam w 1929 roku zginęli dwaj wybitni, młodzi wspinacze – Stanisław Bronikowski oraz Mieczysław Szczuka.

Ich śmierć była potężnym wstrząsem dla całego ówczesnego środowiska górskiego, ponieważ udowodniła, że nawet doskonała technika nie gwarantuje bezpieczeństwa, gdy zabraknie marginesu ostrożności wobec kaprysów pogody i kruchej skały.Inną wstrząsającą przestrogą, zapisaną w kronikach dawnego Zakopanego, jest sprawa z sierpnia 1934 roku w rejonie Żabiej Przełęczy nad Czarnym Stawem pod Rysami.

Doświadczona taterniczka Janina Frenklowa podjęła próbę pokonania trudnego technicznie odcinka bez asekuracji, lekceważąc pogarszające się warunki atmosferyczne. W rezultacie jeden fałszywy krok na śliskim granicie doprowadził do śmiertelnego upadku w przepaść. Te dawne dramaty dobitnie pokazują, że tatrzańska topografia od zawsze karała za brak pokory w sposób bezwzględny i ostateczny, niezależnie od epoki, w której żyli wędrowcy.

Powrót do zasad dawnych przewodników

Mądrość na szlaku buduje się latami przez obserwację zmieniającego się nieba, nasłuchiwanie wiatru oraz pokorne akceptowanie własnych ograniczeń. Tatry bardzo szybko obnażają każdą formę lekceważenia, niezależnie od tego, jak drogie buty mamy na nogach. W rezultacie to właśnie szlak staje się jedyną słuszną umową, jaką zawieramy z surową, wysokogórską naturą. My szanujemy jej odwieczne terytorium, natomiast ona pozwala nam bezpiecznie chłonąć swoje surowe piękno.

Zanim więc następnym razem pomyślisz o przejściu za barierki, zlekceważeniu prognoz lub skróceniu drogi przez kruchą rynnę, zatrzymaj się na chwilę. Spójrz na majestatyczne ściany nad Twoją głową i przypomnij sobie, że jesteś tutaj tylko krótkotrwałym gościem. Być może ta krótka chwila refleksji pozwoli Ci zrozumieć, że największym sukcesem na każdej perci jest zawsze bezpieczny powrót na nizinny grunt przed zachodem słońca. Choć w moim przypadku nie zawsze tak było… 🙂 Biję się w piersi!

Jeśli cenisz moją 14-letnią pracę na blogu i chcesz wesprzeć tworzenie kolejnych treści możesz postawić mi wirtualną kawę na buycoffee.to/marcogor. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać ten górski blog i dzielić się z Wami autentycznymi przemyśleniami ze szlaków. Zapraszam do dyskusji w komentarzach poniżej – jak Wy postrzegacie kwestię pokory na tatrzańskich szlakach? Czy uważacie, że oficjalne procedury policji po wydarzeniach na Orlej Perci pozwolą wyciągnąć wnioski organizatorom letnich obozów? Zapraszam 🙂Z górskim pozdrowieniem

Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »