Dolina Czertyżnianki i sekrety Ropek. Pętla w moim Beskidzie
Wprowadzenie: Sielska kraina ukryta przed światem
Beskid Niski to wyjątkowe miejsce na mapie Polski, gdzie czas bezpowrotnie zatrzymał się w cieniu opuszczonych dolin. Ta sielska kraina wciąż przyciąga miłośników absolutnego spokoju, ponieważ dawna Łemkowszczyzna ciągle oddycha historią swoich dawnych mieszkańców. Moja nowa, licząca dokładnie 14,5 kilometra trasa to doskonała propozycja dla każdego, kto pragnie dotknąć prawdziwej magii oraz odszukać ślady dawnych wsi.
Przejście tej pętli w gronie Gorlickiej Grupy Górskiej (GGG) zajęło nam równe 5 godzin spokojnego spaceru. Ponieważ czerwcowa pogoda dopisała nam w stu procentach, mogliśmy w pełni cieszyć się letnimi widokami oraz wesołymi rozmowami na szlaku. Zanim dowiecie się, co spotkało naszą 12-osobową ekipę na bezdrożach, zapraszam serdecznie do obejrzenia pełnej galerii zdjęć z tej wyprawy, którą tradycyjnie zamieszczam na samym dole wpisu, a poniżej mapka naszej trasy. 🙂
- Dystans: 14,3 km
- Suma podejść: 451 m
- Czas przejścia: 5 godzin (spokojnym tempem)
Ropki (450 m n.p.m.): Start wesołej ekipy GGG przy turystycznej wiacie
Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w centrum małej osady Ropki, która powstała już w 1581 roku na prawie wołoskim. Nasza wesoła ekipa GGG sprawnie zostawiła samochody na niewielkim, bezpłatnym parkingu tuż obok drewnianej wiaty turystycznej. Humory od samego rana dopisywały każdemu z nas, dlatego las od razu zaszumiał echem naszych głośnych rozmów i żartów. Wyruszyliśmy spokojnym krokiem za czerwonymi znakami Głównego Szlaku Beskidzkiego, ponieważ to właśnie on wyprowadza wędrowców w stronę pierwszego wzniesienia przez malownicze łąki, gdzie stoją ostatnie zabudowania osady…
Ścieżka od początku pięła się łagodnie w górę, prowadząc nas po miękkim, leśnym podłożu usłanym zeszłorocznymi liśćmi. Czerwcowe słońce pięknie przedzierało się przez gęste korony drzew, tworząc na trawie jasne plamy światła. Maszerowaliśmy raźno przez zalesiony i niezwykle ustronny szczyt Czerteż (756 m n.p.m.), którego nazwa w języku staroruskim oznacza dawny leśny wyrąb lub miejsce wykarczowane pod osadę. Na szczycie nie zabrakło oczywiście pamiątkowych fotek, po czym ruszyliśmy w dół leśną stokówką w kierunku Banicy.
Schron turystyczny „Lipka”: Drugie śniadanie w beskidzkim raju
Podczas zejścia ze stoków Czerteża w stronę doliny Banicy czekała na nas fantastyczna, architektoniczna niespodzianka. Na obrzeżach lasu stanął całkowicie nowy i w pełni wyposażony schron turystyczny o wdzięcznej nazwie „Lipka”. Cała nasza 9-osobowa gromada od razu stanęła z zachwytu, ponieważ obiekt ten zaskakuje wysokim standardem wykonania. Wewnątrz budynku znajduje się funkcjonalny aneks kuchenny, przytulne miejsca do nocowania na antresoli oraz przestronna przestrzeń do odpoczynku.
Na zewnątrz przygotowano natomiast bezpieczne, kamienne miejsce na ognisko z drewnianymi ławami. Postanowiliśmy natychmiast zarządzić tutaj dłuższą przerwę, w rezultacie czego z plecaków szybko wyciągnęliśmy nasze drugie śniadanie. Zapach gorącej kawy z termosu rozniósł się po całej polanie, a wspólne pogawędki i śmiech idealnie dopełniły ten magiczny moment. Dodatkowo tuż obok schronu rośnie wiekowe drzewo z małą, urokliwą kapliczką skrzynkową, która milcząco pilnuje tego ustronnego zakątka Beskidu Niskiego.
Dolina potoku Czertyżnianka: W poszukiwaniu zapomnianej wsi Czertyżne
Po obfitym posiłku zeszliśmy do samej Banicy, gdzie opuściliśmy czerwony szlak, by skręcić w prawo na szosę, a potem wejść na starą, szutrową drogę. Naszym głównym celem była nieistniejąca wieś Czertyżne, dlatego musieliśmy najpierw bezpiecznie pokonać bród na bystrej rzece Biała. Woda była w tym miejscu płytka, jednak twarde i śliskie kamienie na dnie wymagały od całej grupy sporej koncentracji. Po sprawnym przejściu rzeki ruszyliśmy leśnym traktem wzdłuż szumiącego potoku Czertyżnianka, wchodząc głęboko w serce całkowicie bezludnej doliny.
Historia tego miejsca jest niezwykle smutna, ponieważ ta tętniąca niegdyś życiem wieś przestała istnieć w 1947 roku podczas Akcji „Wisła”. Wówczas to wszystkich łemkowskich mieszkańców przymusowo wysiedlono, a ich drewniane domostwa z biegiem lat obróciły się w ruinę. Wędrując dnem doliny, z wielką czcią odnajdywaliśmy nieliczne i poruszające pozostałości dawnego świata. Zatrzymaliśmy się przy starym cerkwisku, gdzie do 1953 roku stała drewniana cerkiew św. Kosmy i Damiana. Obok niej odnaleźliśmy zabytkowy, zdewastowany cmentarz parafialny z omszałymi, kamiennymi krzyżami oraz kilka przydrożnych kapliczek, które cicho niszczeją w gęstwinie dzikich buczyn.
Przełęcz Lipka (681 m n.p.m.): Wielka sjesta i dzikie wyjście na Siwiejkę
Z historycznego centrum dawnej wsi wyszliśmy na rozległe, porośnięte bujną trawą i pachnącymi ziołami malownicze łąki. To właśnie tam postanowiliśmy zorganizować naszą zasłużoną sjestę oraz dłuższą przerwę obiadową na świeżym powietrzu. Wyciągnęliśmy się wygodnie na trawie w ciepłych promieniach czerwcowego słońca, odpoczywając od trudów marszu. Rozmowy w ekipie GGG dotyczyły przede wszystkim niesamowitej magii tego regionu, ponieważ uroda tych opuszczonych przestrzeni po prostu zapiera dech w piersiach. Wszędzie ślady starych sadów i pól oraz zabudowań…
Po leniwym odpoczynku zebraliśmy siły i ruszyliśmy dalej, aby dotrzeć na widokową Przełęcz Lipka (681 m n.p.m.). Otwiera się stąd przepiękna panorama na pasma graniczne ciągnące się nad pobliską Blechnarką, w tym na wybitny szczyt Plaziny (825 m n.p.m.). Na przełęczy podjęliśmy spontaniczną decyzję, że spróbujemy wyjść na dziko na pobliski, mało wybitny wierzchołek Siwiejki (784 m n.p.m.), zwanego przez niektórych Szwejką, o czym informuje śmiechowa tabliczka na drzewie. Przedarliśmy się przez gęste zarośla dobrze widoczną ścieżką zwierzęcą, by po kilkunastu minutach stanąć na zalesionym szczycie, gdzie odnaleźliśmy drewnianą tablicę szczytową.
Ropki i dawne cerkwisko: Powrót do aut i zamknięcie 15-kilometrowej pętli
Zeszliśmy z powrotem na przełęcz, po czym ruszyliśmy starą, gliniastą drogą w stronę punktu startu w Ropkach. Na obrzeżach wsi naszą uwagę przykuł duży, drewniany pensjonat „Biały Dom”, położony malowniczo na skraju rozległej polany. Zastanawialiśmy się głośno w grupie, czy ten piękny obiekt wciąż normalnie działa, ponieważ wokół panowała absolutna cisza. Tuż za budynkiem skręciliśmy w prawo, aby odwiedzić ostatnie ważne, historyczne miejsca na naszej dzisiejszej trasie.
Stanęliśmy na dawnym cerkwisku w Ropkach, gdzie dawniej stała piękna cerkiew pw. Narodzenia Bogarodzicy z 1801 roku. Warto wiedzieć, że świątynia ta została w 2003 roku rozebrana i przeniesiona do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Obok cerkwiska odwiedziliśmy stary cmentarz łemkowski, na którym pośród potężnych drzew zachowało się kilka unikalnych, kamiennych nagrobków.
Dodatkowo to właśnie on był głównym inicjatorem postawienia w Ropkach pomnika upamiętniającego wysiedlone rodziny łemkowskie oraz pomordowanych tu Żydów i Romów. Zgodnie ze swoją wolą spoczął na tym malutkim, beskidzkim cmentarzu pośród ludzi, których historię tak mocno pielęgnował. To był niezwykle nastrojowy i pełen zadumy koniec naszej wędrówki, po którym wróciliśmy na parking do naszych samochodów, zamykając tę udaną, 14,5-kilometrową pętlę.
Wędrowanie po Beskidzie Niskim w gronie sprawdzonych przyjaciół z GGG to zawsze gwarancja wspaniałej przygody oraz potężnego resetu od codzienności. Dzisiejsza trasa przez zapomnianą dolinę Czertyżnego na długo pozostanie w naszej pamięci, ponieważ te puste przestrzenie mają w sobie nieprawdopodobną siłę przyciągania. Zachęcam Was gorąco do odwiedzenia tych magicznych rejonów i samodzielnego odkrywania sekretów ukrytych w trawie.
Jeśli cenisz moją 14-letnią pracę na blogu, rzetelność opisów i pasję, którą dzielę się z Wami w każdej relacji, możesz postawić kawę dla Marcogora. Twoje wsparcie to dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia merytorycznych i pełnych magii treści. A poniżej galeria zdjęć z wypadu… 🙂
Dziękuję! 🙂









