Wybierz stronę

Małe Pieniny wiosną. Pięć szczytów, Biała Woda, Wysoka i Homole

Małe Pieniny wiosną. Pięć szczytów, Biała Woda, Wysoka i Homole

Małe Pieniny zawsze miały dla mnie jakiś szczególny urok. Niby niewysokie góry, a potrafią zauroczyć człowieka bardziej niż niejeden potężny masyw. Pełno tutaj skalnych dziwadeł, głębokich wąwozów, szumiących potoków, rozległych polan i starych dróg, którymi niegdyś wędrowali pasterze. Do tego niezwykła historia dawnych mieszkańców tych ziem, zabytkowe kapliczki i cerkwie oraz krajobrazy, które o każdej porze roku wyglądają inaczej.

Jedną z takich wypraw odbyłem w kwietniu 2009 roku, w towarzystwie dwóch kamratów z Gorlickiej Grupy Górskiej. Byliśmy wtedy o całe 17 lat młodsi niż dzisiaj, nogi jakoś żwawiej nosiły po górach, a dwadzieścia kilometrów marszu nie robiło na nas wielkiego wrażenia. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje! 🙂

Zielone polany i leśne grzbiety Małych Pienin podczas kwietniowej wędrówki.

Wiosna na rozległych polanach Małych Pienin. Fot. Marcogor / archiwum prywatne

Tamtego dnia przeszliśmy piękną pętlę z Jaworek przez dolinę Białej Wody, przełęcz Rozdziela, Wierchliczkę, Jaworzynę, Wysoką, Borsuczyny i Durbaszkę. Na deser zostawiliśmy sobie Wąwóz Homole, Kamienne Księgi i Jemeriskową Skałkę. Po drodze odkryliśmy również tajemnicze, nadpalone budowle, których historia do dziś rozpala moją ciekawość.

Pogoda początkowo nie rozpieszczała. Niebo było pochmurne, widoki zamglone, a na upragnione słońce trzeba było trochę poczekać. Ale wiosna powoli budziła już przyrodę do życia. Kwitły kaczeńce i zawilce, potoki niosły wodę po zimie, a nad pienińskimi dolinami unosiła się ta szczególna atmosfera, której nie sposób pomylić z żadnymi innymi górami.

Małe Pieniny – wielkie piękno niewielkiego pasma

Małe Pieniny są wschodnią częścią Pienin i rozciągają się od okolic przełomu Dunajca w Szczawnicy aż po przełęcz Rozdziela, oddzielającą je od Beskidu Sądeckiego. Główny grzbiet stanowi na znacznej długości granicę Polski ze Słowacją.

Marcogor w drodze na Durbaszke

Co ciekawe, właśnie w Małych Pieninach znajduje się najwyższy szczyt całych Pienin, czyli Wysoka, nazywana również Wysokimi Skałkami, osiągająca 1050 m n.p.m. Jest więc najwyższa nie tylko w Małych Pieninach, lecz także wyższa od słynnych Trzech Koron!

Krajobraz tej części pienińskiego pasma jest niezwykle urozmaicony. Łagodne, trawiaste grzbiety przeplatają się ze stromymi wapiennymi skałkami, lasami i głęboko wciętymi dolinami. Tutejsze łąki i pastwiska są także pamiątką wielowiekowego pasterstwa, które przez stulecia kształtowało wygląd tych gór.

W Małych Pieninach znajdują się również cenne rezerwaty przyrody, między innymi Biała Woda, Wąwóz Homole, Wysokie Skałki i Zaskalskie-Bodnarówka. Każdy z nich ma własny charakter, a dwa pierwsze należą do moich ulubionych miejsc w całych Pieninach.

Marcogor w wąwozie Homole

Marcogor w wąwozie Homole

Nie bez powodu wracałem tutaj później wielokrotnie. Czasem zimą, kiedy skały i drzewa przybierają fantastyczne lodowe dekoracje, czasem wiosną, gdy na łąkach pojawiają się pierwsze kwiaty. Zawsze znajdowałem coś, co potrafiło mnie na nowo zachwycić.

Jaworki i pierwsze ślady dawnej Rusi Szlachtowskiej

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w Jaworkach, gdzie zostawiliśmy samochód na parkingu przy kościele. Stąd ruszyliśmy żółtym szlakiem w kierunku doliny Białej Wody.

Jaworki to miejscowość niezwykła, położona na styku kilku pięknych pienińskich dolin. Dawniej wraz ze Szlachtową oraz nieistniejącymi już wsiami Biała Woda i Czarna Woda tworzyły tak zwaną Ruś Szlachtowską.

Przez wieki mieszkała tutaj ludność ruska, zaliczana do zachodniej grupy Łemków. Mieszkańcy zajmowali się rolnictwem, hodowlą i pasterstwem, a ich kultura łączyła wpływy rusińskie, słowackie i miejscowe tradycje góralskie.

Kaplica pw. Matki Bożej, Jaworki

Kaplica pw. Matki Bożej, Jaworki

Tragiczny przełom nastąpił po II wojnie światowej. Część mieszkańców wyjechała w latach 1945-1946 do Związku Radzieckiego, a pozostałych w znacznej mierze wysiedlono w 1947 roku podczas akcji „Wisła”. Opustoszały całe osady, a wiele dawnych domów przestało istnieć.

Do dzisiaj o mieszkańcach tych ziem przypominają kapliczki, przydrożne krzyże, stare fundamenty, ślady dawnych pól i cerkwie.

Już na początku naszej drogi mijaliśmy piękne kapliczki i krzyże przydrożne. Szczególnie zapadł mi w pamięć drewniany krucyfiks stojący pod starym drzewem. Prosta ludowa rzeźba Chrystusa, ozdobiona kwiatami i osłonięta niewielkim daszkiem, doskonale komponowała się z budzącym się do życia krajobrazem.

W takich miejscach zawsze warto zwolnić kroku. Te niewielkie zabytki opowiadają przecież historię ludzi, którzy mieszkali tutaj na długo przed nami.

Rezerwat Biała Woda – mój ukochany pieniński zakątek

Wkrótce wkroczyliśmy do rezerwatu przyrody Biała Woda. To jedno z tych miejsc, które mógłbym odwiedzać bez końca i chyba nigdy by mi się nie znudziło.

wodospad w Jaworkach

wodospad w Jaworkach

Rezerwat utworzono w 1963 roku, aby chronić niezwykły krajobraz doliny, wapienne skały, cenne zbiorowiska roślinne i charakterystyczne formy przyrody nieożywionej.

Przez dolinę prowadzi wygodna droga, a obok niej płynie potok Biała Woda. Miejscami jego spokojny nurt zamienia się w szumiące kaskady, pomiędzy którymi leżą wielkie głazy i skalne progi.

A ja, jak wiadomo, mam wielką słabość do wodospadów! Nie muszą być wielkie jak Niagara, aby mnie zachwycić. Wystarczy trochę spadającej po skałach wody, szum potoku i piękna przyroda dookoła. Tutaj miałem to wszystko niemal na wyciągnięcie ręki.

Pierwszy wodospad spotkaliśmy właśnie w dolinie Białej Wody. Wiosenny potok pięknie przelewał się przez skalne progi, tworząc niewielkie, ale niezwykle urokliwe kaskady.

Nad wodą pojawiały się pierwsze kwiaty. Żółte kaczeńce, czyli knieć błotna, ożywiały wilgotne zagłębienia terenu, a w innych miejscach dostrzegaliśmy drobne wiosenne rośliny. Przyroda dopiero otrząsała się z zimowego snu.

Spacerując wśród wapiennych ścian, mijaliśmy kolejne formacje skalne, między innymi okolice Bazaltowej Skałki, Smolegowej Skały oraz wąskiego przełomu Międzyskały.

Smolegowa Skała w rezerwacie Biała Woda na tle zamglonych Małych Pienin.

Smolegowa Skała przypominająca grzbiet dinozaura. Fot. Marcogor / archiwum prywatne

Skałka Bazaltowa jest prawdziwą geologiczną osobliwością. Wśród pienińskich wapieni występuje tutaj wychodnia skały pochodzenia wulkanicznego. To ciekawa pamiątka skomplikowanej historii geologicznej pienińskiego pasa skałkowego.

Jednak największą moją sympatią od zawsze cieszyła się Smolegowa Skała.

Smolegowa Skała i pieniński dinozaur

Smolegowa Skała jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu doliny Białej Wody. Jej jasne wapienne ściany wyrastają ponad zielonymi łąkami, tworząc fantastyczną skalną sylwetkę.

Nazwa skały przypomina o dawnym osiedlu Smolegowe, należącym do nieistniejącej już wsi Biała Woda.

Z dołu można podziwiać jej wapienne urwiska, ale według mnie najpiękniej prezentuje się z góry, z okolic przełęczy Rozdziela.

I właśnie tam czekał nas jeden z najciekawszych widoków całej wyprawy.

na przełęczy Rozdziela

na przełęczy Rozdziela

Kiedy spojrzeliśmy w stronę doliny, z otaczającego ją krajobrazu wyłaniała się postrzępiona sylwetka Smolegowej Skały. Przy odrobinie wyobraźni można było dostrzec w niej grzbiet ogromnego dinozaura, który położył się na pienińskiej łące i zasnął na dobre!

Brakowało tylko długiej szyi wystającej zza wzgórza. 🙂

Takie skojarzenia najbardziej lubię w górach. Przyroda potrafi stworzyć kształty, których nie wymyśliłby najlepszy rzeźbiarz. A każdy widzi w nich coś innego.

Tamtego dnia skała prezentowała się szczególnie tajemniczo. Zamglone dalsze plany, ciemniejsze tło gór i jasne wapienne ściany sprawiały, że nasz pieniński dinozaur wyglądał niemal jak stworzenie z innej epoki.

Przełęcz Rozdziela i tajemnicza droga pod Wierchliczkę

Żółtym szlakiem dotarliśmy na przełęcz Rozdziela, położoną na wysokości około 803 m n.p.m.

To ciekawe miejsce na granicy Małych Pienin i Beskidu Sądeckiego, a zarazem jedno z tych siodeł, gdzie warto zatrzymać się choćby na chwilę i rozejrzeć po okolicy.

Niszczejący drewniany budynek dawnej bacówki wzorcowej pod Wierchliczką w Małych Pieninach w 2009 roku.

Dawne zabudowania pasterskie pod Wierchliczką. Fot. Marcogor / archiwum prywatne/2009

Z przełęczy można podziwiać piękny krajobraz doliny Białej Wody oraz okolicznych gór. Przy dobrej widoczności panorama sięga znacznie dalej, ale tego dnia odległe pasma tonęły w lekkiej mgle.

Nie przeszkadzało mi to szczególnie. Małe Pieniny nawet przy nie najlepszej pogodzie mają niesamowity klimat.

Z Rozdzieli ruszyliśmy starą drogą w kierunku Wierchliczki. Nie była to już zwykła wędrówka popularnym szlakiem. Chcieliśmy zobaczyć znajdujące się tam pozostałości dawnych zabudowań pasterskich.

Nie spodziewaliśmy się jednak, że trafimy na tak osobliwe miejsce.

Spalone bacówki pod Wierchliczką – zagadka sprzed lat

Na stokach Wierchliczki zobaczyliśmy wielkie, drewniane zabudowania, które najlepsze lata miały już dawno za sobą.

Jedna z budowli była mocno zniszczona, ale nadal stały fragmenty ścian i ogromnego dachu. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie wnętrze innego obiektu, na którym widoczne były wyraźne ślady pożaru.

Zachowały się tam poczerniałe, zwęglone drewniane słupy i belki, a pomiędzy nimi niezwykłe, ostrołukowe konstrukcje przypominające elementy gotyckiej architektury.

Nadpalone drewniane konstrukcje i ostrołukowe elementy wnętrza ruin bacówki pod Wierchliczką

Tajemniczo wyglądające wnętrze nadpalonej bacówki w kwietniu 2009 roku. Fot. Marcogor / archiwum prywatne

Na jednym ze zdjęć z tamtej wyprawy widać nawet coś, co wygląda jak drewniany ołtarz albo fragment ambony.

Przyznam, że widok ten mocno mnie zaintrygował.

Czyżby w tych górach, pośród pasterskich hal, istniała kiedyś jakaś niewielka kaplica? A może miejscowi górale urządzili sobie tutaj miejsce modlitwy?

Taka myśl przyszła mi do głowy, gdy po latach ponownie oglądałem fotografie z kwietnia 2009 roku.

Nie znalazłem jednak wiarygodnego potwierdzenia, że w którymś z tych budynków rzeczywiście mieściła się kaplica. Zatem tajemnicy nie będę rozstrzygał na siłę. Być może owe niezwykłe drewniane konstrukcje były po prostu ozdobnymi elementami architektury pasterskiej.

Warto natomiast poznać prawdziwą historię tych zabudowań, bo jest ona równie ciekawa.

Po II wojnie światowej, gdy dawnych mieszkańców Rusi Szlachtowskiej wysiedlono, rozległe pienińskie hale postanowiono przeznaczyć na wielki projekt hodowli owiec.

W latach 1948-1951 wybudowano w Małych Pieninach cztery tak zwane bacówki wzorcowe. Były to potężne obiekty wyposażone w pomieszczenia mieszkalne, gospodarcze, miejsca do wyrobu serów, obory i szopy dla owiec.

widok w kierunku przełęczy Rozdziela

widok w kierunku przełęczy Rozdziela

Władze chciały zorganizować pasterstwo na wielką skalę. Na hale sprowadzono górali spod Tatr wraz ze stadami owiec, a wokół bacówek powstała nawet infrastruktura do nawadniania i użyźniania pastwisk.

Szybko okazało się jednak, że wielkie państwowe plany nie bardzo pasują do rzeczywistości i tradycyjnego sposobu wypasu. Górale woleli przebywać z owcami bezpośrednio na halach, tak jak czynili to od pokoleń.

W rezultacie kosztowne bacówki zaczęły niszczeć. Część popadła w ruinę, a niektóre budynki zostały zniszczone przez pożary.

To właśnie pozostałości tamtego nieudanego przedsięwzięcia oglądaliśmy pod Wierchliczką.

Dzisiaj najbardziej żałuję, że nie wykonaliśmy jeszcze więcej zdjęć ich wnętrz. Takie miejsca z czasem znikają z krajobrazu, a razem z nimi giną ślady niezwykłej historii.

Na szczęście zachowałem kilka fotografii, które po siedemnastu latach nabrały dla mnie szczególnej wartości.

Wierchliczka i Jaworzyna – z dala od utartych szlaków

Po obejrzeniu ruin ruszyliśmy dalej na Wierchliczkę, osiągającą 964 m n.p.m.

Na jej wierzchołek podchodziliśmy poza znakowanym szlakiem. Było to niewielkie urozmaicenie naszej wędrówki, pozwalające zajrzeć w mniej uczęszczane zakątki Małych Pienin.

Uwielbiam takie miejsca. Trochę lasu, trochę polan, stara droga, niewielki szczyt i świadomość, że nie wszystko w górach musi być wielką atrakcją turystyczną.

spojrzenie z punktu widokowego nad Watriskiem w stronę Trzech Koron

spojrzenie z punktu widokowego nad Watriskiem w stronę Trzech Koron

Z Wierchliczki kontynuowaliśmy marsz w kierunku głównego grzbietu. Dalej prowadził nas już niebieski szlak graniczny.

Kolejnym zdobytym szczytem była Jaworzyna, wznosząca się na wysokość 1001 m n.p.m.

Byliśmy już wysoko ponad dolinami, a krajobraz coraz bardziej się otwierał. Trawiaste partie grzbietu przeplatały się z lasami, a wiosenne kolory łąk wyraźnie kontrastowały z jeszcze szarymi, bezlistnymi drzewami.

Z daleka pojawiały się kolejne grzbiety, choć tego dnia ich zarysy nie zawsze były dobrze widoczne.

Z Jaworzyny dotarliśmy w okolice przełęczy pod Wysokimi Skałkami i na rozległą polanę pod Wysoką.

Przed nami był główny szczyt całej wyprawy.

Wysoka – na dachu całych Pienin

Wysoka, zwana również Wysokimi Skałkami, osiąga 1050 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem całego pasma Pienin.

Wznosi się na granicy polsko-słowackiej, a jej skalisty wierzchołek stanowi część rezerwatu przyrody Wysokie Skałki. Chronione są tutaj między innymi cenne zbiorowiska leśne, roślinność naskalna i fragmenty naturalnych lasów.

panorama z Wysokiej na Beskid Sądecki

panorama z Wysokiej na Beskid Sądecki

Podejście na szczyt jest znacznie bardziej strome niż marsz łagodnym grzbietem. W końcowej części pojawiają się skały i metalowe ułatwienia, prowadzące ku punktowi widokowemu.

Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić zdobycia najwyższego wierzchołka Małych Pienin!

Po dotarciu na górę przyszła pora na chwilę odpoczynku i podziwianie panoramy.

A raczej tego, co z panoramy udało się zobaczyć.

Przy idealnej pogodzie z Wysokiej można podziwiać Tatry, Beskid Sądecki, Gorce, Pieniny Właściwe i wiele słowackich pasm górskich. Widok należy do najpiękniejszych w tej części Karpat.

Niestety, nam tego dnia zabrakło przede wszystkim Tatr.

Odległe szczyty schowały się za mglistą zasłoną i nie zamierzały się pokazać, choć człowiek bardzo by sobie tego życzył.

Nie można mieć wszystkiego. Zdobyliśmy za to najwyższy szczyt Pienin, a dookoła panowała szczególna cisza i atmosfera wiosennego dnia.

widok z Durbaszki na grzbiet Pienin Właściwych

widok z Durbaszki na grzbiet Pienin Właściwych

Po odpoczynku zeszliśmy z Wysokiej tą samą drogą do przełęczy Kapralowa Wysoka, skąd kontynuowaliśmy wędrówkę głównym grzbietem Małych Pienin.

Przez Borsuczyny na Durbaszkę

Dalsza droga prowadziła niebieskim szlakiem przez Borsuczyny, osiągające 939 m n.p.m., a następnie w kierunku Durbaszki.

Były to kolejne kilometry przyjemnego marszu wśród rozległych hal i pienińskich krajobrazów.

Właśnie takie grzbietowe wędrówki uwielbiam. Człowiek idzie sobie spokojnie przed siebie, a z każdej strony pojawiają się coraz to nowe widoki.

Durbaszka, mająca 934 m n.p.m., jest jednym z najbardziej malowniczych szczytów Małych Pienin. Rozciągające się w jej otoczeniu polany pozwalają podziwiać szerokie panoramy, zwłaszcza w kierunku Pienin Właściwych.

A te są naprawdę wyjątkowe!

Przed nami wyłaniały się charakterystyczne skaliste sylwetki pienińskich wierzchołków, z masywem Trzech Koron na czele.

Choć dalsze plany nadal były lekko zamglone, widok robił niesamowite wrażenie. Zielone polany, ciemniejsze pasma lasów i skaliste turnie tworzyły niezwykle malowniczą kompozycję.

Na dodatek pogoda zaczęła się poprawiać. Coraz częściej zza chmur wyglądało słońce, dodając krajobrazom nowych kolorów.

krajobraz Małych Pienin, w oddali masyw Lubania w Gorcach

krajobraz Małych Pienin, w oddali masyw Lubania w Gorcach

Wreszcie mogliśmy nacieszyć oczy piękną wiosenną panoramą Małych Pienin.

Latawce nad Durbaszką – niecodzienne spotkanie na górskiej hali

Kiedy dotarliśmy na łąki ponad schroniskiem pod Durbaszką, czekała nas niespodzianka.

Odbywały się tam jakieś szkolne zawody w puszczaniu latawców!

Na rozległej hali spotkaliśmy młodzież z kolorowymi modelami latającymi. Niektóre wyglądały całkiem profesjonalnie i bardziej przypominały małe samoloty niż zwykłe latawce.

Do dzisiaj mam w galerii fotografię jednego z uczestników niosącego spory model samolotu.

Muszę przyznać, że nieczęsto podczas górskich wędrówek trafia się na taką imprezę. Zamiast owczych kierdli na polanie mieliśmy więc młodych lotników i ich latające konstrukcje!

A wszystko to w przepięknej scenerii Małych Pienin.

Uczestnik zawodów z modelem samolotu na górskich łąkach pod Durbaszką w Małych Pieninach.

Niecodzienne spotkanie podczas wiosennej wędrówki. Fot. Marcogor / archiwum prywatne

Takie przypadkowe spotkania są kolejnym powodem, dla którego lubię włóczyć się po górach. Nigdy do końca nie wiadomo, co czeka człowieka za kolejnym wzniesieniem.

Schronisko pod Durbaszką i zasłużony obiad

Po zdobyciu Durbaszki zeszliśmy do położonego poniżej grzbietu schroniska.

Obiekt ten ma niezwykle ciekawą historię, ponieważ również powstał jako jedna z czterech powojennych bacówek wzorcowych.

W przeciwieństwie do ruin oglądanych wcześniej pod Wierchliczką, budynek pod Durbaszką doczekał się szczęśliwszego losu.

W latach siedemdziesiątych XX wieku, dzięki inicjatywie krakowskich harcerzy i instruktorów turystycznych, dawna bacówka została przejęta na potrzeby młodzieżowej bazy turystycznej. Stopniowo remontowano ją i przystosowywano do przyjmowania wędrowców.

Tak narodził się Górski Ośrodek Szkolno-Wypoczynkowy pod Durbaszką, znany powszechnie jako schronisko.

Budynek zachował ciekawy charakter dawnej architektury pasterskiej i doskonale wpisuje się w otaczający krajobraz.

schronisko pod Durbaszką

schronisko pod Durbaszką

Dla naszej trójki najważniejsze było jednak coś bardziej przyziemnego.

Pora na obiad!

Po kilku godzinach marszu, zdobyciu kolejnych szczytów i zwiedzaniu pienińskich osobliwości, ciepły posiłek smakował wybornie. A do tego złoty trunek na deser… 🙂

W górach nawet zwyczajny obiad potrafi smakować lepiej niż największe restauracyjne specjały. Szczególnie kiedy człowiek solidnie sobie na niego zapracował.

Odpoczęliśmy więc chwilę, nabraliśmy sił i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Bo to jeszcze nie był koniec naszych atrakcji!

Z Durbaszki do Wąwozu Homole

Ze schroniska schodziliśmy wygodną drogą jezdną prowadzącą w kierunku Jaworek.

Po drodze mijaliśmy kolejne zabudowania pasterskie, łąki i polany. Wiosenne słońce coraz śmielej rozświetlało okolicę, a krajobrazy wyglądały zupełnie inaczej niż podczas porannego marszu.

Zamiast wracać od razu na parking, postanowiliśmy jednak przedłużyć wycieczkę.

W pewnym miejscu skróciliśmy sobie drogę, schodząc bezpośrednio w okolice dolnego wejścia do Wąwozu Homole.

wejście do Wąwozu Homole z Wapiennikiem w tle

wejście do Wąwozu Homole z Wapiennikiem w tle

Byłoby przecież grzechem odwiedzić Małe Pieniny i nie zajrzeć do tego niezwykłego miejsca!

Weszliśmy więc do wąwozu od strony Jaworek, kierując się w górę doliny potoku Kamionka.

Wąwóz Homole – królestwo skał i wodospadów

Wąwóz Homole należy do najpiękniejszych skalnych wąwozów w polskich górach.

Ma około 800 metrów długości, a jego wapienne ściany miejscami osiągają nawet 120 metrów wysokości. Dnem płynie potok Kamionka, który przez tysiące lat współtworzył niezwykłą rzeźbę tego miejsca.

Rezerwat przyrody Wąwóz Homole utworzono w 1963 roku. Chroni on krajobraz skalnego przełomu, cenne zbiorowiska roślinne i formacje geologiczne.

Już od pierwszych kroków człowiek znajduje się tutaj w zupełnie innym świecie.

Po obu stronach piętrzą się ogromne wapienne ściany, a pomiędzy nimi płynie górski potok. W jego korycie leżą olbrzymie głazy, tworzące naturalne progi, kaskady i niewielkie wodospady.

I znowu byłem w swoim żywiole!

Wodospady, wodospadziki i szumiąca woda. Czego chcieć więcej?

bystry potok Kamionka w Wąwozie Homole

bystry potok Kamionka w Wąwozie Homole

Wiosną, gdy po zimie w potokach jest więcej wody, takie miejsca mają szczególny urok. Kamionka z wdziękiem przelewała się pomiędzy skałami, a my mogliśmy podziwiać kolejne kaskady z bliska.

Podejście wąwozem ułatwiały metalowe mostki, kładki i poręcze. Dzięki nim można było bezpieczniej pokonywać kolejne odcinki kamienistej ścieżki, miejscami prowadzącej tuż nad wodą.

Najbardziej imponujące są tutaj wapienne formacje skalne. Wśród nich znajdują się między innymi Wapiennik, Grzebień, Prokwitowska Homola, Niska Skała i Wysoka Skała.

Niektóre z nich mają czerwone zabarwienie związane z obecnością związków żelaza.

Z wąwozem wiążą się również dawne opowieści o poszukiwaczach skarbów, którzy mieli szukać tutaj złota i innych bogactw. W okolicy odkryto ślady dawnych robót górniczych, a także pozostałości wskazujące na historyczne użytkowanie tego trudno dostępnego miejsca.

Dla mnie jednak największym skarbem Homoli pozostaje sama przyroda.

Kamienne Księgi i legenda o ludzkim przeznaczeniu

Po przejściu skalnego wąwozu dotarliśmy na Dubantowską Polanę, gdzie znajdują się słynne Kamienne Księgi.

To niezwykła formacja skalna zbudowana z ułożonych warstwowo skał, których wygląd rzeczywiście przypomina ogromne księgi leżące jedna na drugiej.

Dubantowska Polana i Kamienne księgi

Dubantowska Polana i Kamienne Księgi

Z miejscem tym związana jest stara legenda.

Podobno w Kamiennych Księgach zapisane są losy wszystkich ludzi, aż do końca świata. Nikt jednak nie potrafił odczytać tajemniczego pisma ukrytego w skałach.

Według jednej z wersji podania udało się to dopiero staremu duchownemu z Wielkiego Lipnika po słowackiej stronie Pienin. Kiedy poznał przyszłość, Bóg odebrał mu mowę, aby nie mógł zdradzić ludziom ich przeznaczenia.

Ot, kolejna niezwykła pienińska historia!

Ciekawe, co byłoby zapisane w tych księgach o naszej trójce z GGG i tej kwietniowej wyprawie?

Może coś o pięciu zdobytych szczytach, dwóch wodnych dolinach i obiedzie pod Durbaszką! 🙂

Z Dubantowskiej Polany ruszyliśmy jeszcze w kierunku Jemeriskowej Skałki.

Jemeriskowa Skałka i ostatnie panoramy dnia

Jemeriskowa Skałka była kolejną atrakcją naszego długiego dnia.

Z jej okolic mogliśmy ponownie podziwiać malowniczy krajobraz Jaworek, doliny Białej Wody i okolicznych grzbietów.

w Wąwozie Homole

w Wąwozie Homole

Było już znacznie jaśniej niż rano. Słońce rozświetlało polany i lasy, a w oddali wyraźniej rysowały się kolejne wzniesienia.

Z tego miejsca udaliśmy się w kierunku altany położonej nad wyciągiem narciarskim dziką ścieżką…

Dalej schodziliśmy łąkami wzdłuż wyciągu, obserwując rozciągające się poniżej zabudowania Jaworek.

To była bardzo przyjemna końcówka wędrówki. Zmęczenie powoli dawało znać o sobie, ale do samochodu pozostawało już niedaleko.

Tylko że my, jak to zwykle bywa podczas takich krajoznawczych wypraw, nie zamierzaliśmy jeszcze kończyć zwiedzania.

Jaworki – zabytkowy kościół, kapliczki i pamięć dawnych mieszkańców

Po zejściu na ulicę Zaskalskie dotarliśmy do centrum Jaworek.

Tutaj zatrzymaliśmy się jeszcze przy kolejnych pięknych kapliczkach i przydrożnych krzyżach. Właśnie takie drobne zabytki nadają tej miejscowości szczególny charakter.

Nie są tylko ozdobą krajobrazu. Stanowią pamiątkę po dawnych mieszkańcach Rusi Szlachtowskiej, ich wierze, kulturze i codziennym życiu.

kościół w Jaworkach górujący nad doliną Grajcarka

kościół w Jaworkach górujący nad doliną Grajcarka

Najważniejszym zabytkiem sakralnym Jaworek jest bez wątpienia kościół pw. św. Jana Chrzciciela, który pierwotnie był greckokatolicką cerkwią św. Jana Chryzostoma.

Murowaną świątynię wzniesiono w 1798 roku, w miejscu wcześniejszej drewnianej cerkwi pochodzącej z XVII wieku.

Budowla reprezentuje styl józefiński, charakterystyczny dla architektury sakralnej powstającej w czasach monarchii habsburskiej. W jej wyglądzie można dostrzec elementy późnobarokowe oraz pewne wpływy klasycyzmu.

Charakterystyczna wieża zwieńczona baniastym hełmem, wydłużona nawa i malownicze położenie na niewielkim wzniesieniu sprawiają, że świątynia prezentuje się niezwykle urokliwie.

Cennym elementem jej wyposażenia jest zachowany ikonostas, przypominający o greckokatolickiej przeszłości tego miejsca.

Warto wspomnieć również o ciekawych podaniach związanych z budową świątyni. Według miejscowej tradycji pierwotnie planowano postawić cerkiew w innym miejscu, a później kilkakrotnie zmieniano jej lokalizację.

Pamiątką tych dawnych planów mają być kapliczki, które powstawały w miejscach przewidywanej budowy świątyń w Jaworkach, Białej i Czarnej Wodzie.

Szczególnie cenna jest murowana kapliczka w Białej Wodzie, jedna z najważniejszych zachowanych pamiątek po dawnej osadzie rusińskiej. Jej losy splatają się z historią nieistniejącej już wsi i mieszkańców wysiedlonych po wojnie.

kapliczka w rezerwacie Biała Woda

kapliczka w rezerwacie Biała Woda

Właśnie dlatego spacer po Jaworkach i okolicznych dolinach jest czymś więcej niż zwyczajną turystyczną wycieczką.

To również spotkanie z historią ludzi, których domy zniknęły, ale pamięć o nich pozostała w krajobrazie.

Dwadzieścia kilometrów i pięć zdobytych szczytów

Po obejrzeniu zabytkowego kościoła i ostatnich kapliczek wróciliśmy na parking, zamykając naszą długą pienińską pętlę.

Za nami było około 20 kilometrów marszu, pięć zdobytych szczytów, dwie przepiękne doliny i mnóstwo krajoznawczych atrakcji.

Do dzisiaj szczególnie dobrze pamiętam Smolegową Skałę przypominającą śpiącego dinozaura, tajemnicze wnętrze spalonej bacówki pod Wierchliczką, zamglone panoramy z głównego grzbietu i piękne wodospady w Białej Wodzie oraz Wąwozie Homole.

Nie zapomnę także młodych miłośników latawców spotkanych pod Durbaszką. Takie nieplanowane wydarzenia potrafią nadać wędrówce zupełnie innego charakteru.

A przede wszystkim pozostały wspomnienia wspólnej wyprawy trzech kamratów z Gorlickiej Grupy Górskiej. Wycieczkę zakończyliśmy wspólną kawą w Karczmie Szlachtowskiej, by tak wzmocnieni móc ruszyć w podróż do domu…

nasza ekipa GGG na Kamiennych Księgach

nasza ekipa GGG na Kamiennych Księgach

Dzisiaj, po siedemnastu latach, patrzę na te fotografie z pewnym sentymentem. Wtedy człowiek miał więcej sił, mniej kilogramów w plecaku wspomnień i trochę mniej powodów, żeby narzekać na kręgosłup. 🙂

Ale miłość do gór pozostała dokładnie taka sama.

Mapa i parametry trasy przez Małe Pieniny

Poniżej znajduje się przebieg naszej kwietniowej wędrówki z Jaworek przez Białą Wodę, pięć pienińskich szczytów, schronisko pod Durbaszką i Wąwóz Homole. Parametry pochodzą z odtworzonej trasy w Mapy.com, dlatego czas marszu należy traktować jako orientacyjny, a nie historyczny zapis przejścia z 2009 roku.

 

Parametr Dane trasy
Start i meta Jaworki, parking przy kościele
Trasa Jaworki – Biała Woda – Rozdziela – Wierchliczka – Jaworzyna – Wysoka – Borsuczyny – Durbaszka – schronisko pod Durbaszką – Wąwóz Homole – Jaworki
Dystans 20 km
Suma podejść 824 m
Suma zejść 824 m
Czas przejścia 7 godz. 17 min według Mapy.com, bez dłuższych postojów
Najwyższy punkt Wysoka (Wysokie Skałki), 1050 m n.p.m.
Trudność Umiarkowana, miejscami strome podejścia i odcinek poza znakowanym szlakiem
Charakter trasy Pętla krajoznawcza, doliny potoków, rezerwaty przyrody, otwarty grzbiet graniczny i skalne wąwozy
Zdobyte szczyty Wierchliczka (964 m), Jaworzyna (1001 m), Wysoka (1050 m), Borsuczyny (939 m), Durbaszka (934 m)

Czytaj dalej:

Tamta kwietniowa wyprawa przypomniała mi, że piękno gór nie zależy wyłącznie od wysokości szczytów ani od idealnej pogody. Czasem największe wrażenie robi niewielki wodospad, stara kapliczka, zagadkowa ruina czy niezwykły kształt skały dostrzeżony pośród zamglonych wzgórz.

Małe Pieniny mają to wszystko. I właśnie dlatego wracam do nich tak chętnie, niezależnie od pory roku.

Na koniec zapraszam do obejrzenia bogatej galerii zdjęć z naszej wiosennej wędrówki. Fotografii jest sporo, bo miejsc i ciekawostek po drodze również nie brakowało. Mam nadzieję, że pozwolą Wam poczuć choć odrobinę tej niezwykłej atmosfery, która towarzyszyła nam w kwietniu 2009 roku. 

Jeśli spodobała Wam się ta podróż w czasie po Małych Pieninach, możecie postawić mi symboliczną kawę za pośrednictwem serwisu BuyCoffee, wspierając w ten sposób powstawanie kolejnych  opowieści z górskich wędrówek, którymi dzielę się z Wami na blogu. 🙂 buycoffee.to/marcogor

Do zobaczenia na górskich szlakach!

Z górskim pozdrowieniem

Marcogor

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

POSTAW KAWĘ AUTOROWI

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »