Riese w Górach Sowich. Olbrzym ukryty pod szlakami
Są góry, które pokazują wszystko od razu. Wystarczy wejść na grzbiet, rozejrzeć się i człowiek wie, po co tu przyszedł.
Góry Sowie są inne.
Najwyższa Wielka Sowa ma 1015 metrów, więc przy tatrzańskich olbrzymach nie robi wrażenia wysokością. Ale te góry nigdy nie potrzebowały wysokości, żeby działać na wyobraźnię. Leżą w Sudetach Środkowych. Mają długie zalesione grzbiety, strome stoki poprzecinane dolinami potoków i niezwykle starą budowę geologiczną. Gnejsowy blok Gór Sowich należy do najstarszych elementów Sudetów.
Wielka Sowa dominuje nad główną częścią pasma, a niedaleko wyrasta masyw Włodarza. Między grzbietami wciskają się doliny i miejscowości, których nazwy będą wracać w tej historii: Walim, Rzeczka, Głuszyca, Jedlinka, Sokolec.
Dzisiaj prowadzą tędy znakowane szlaki. Są polany, schroniska, wieże widokowe i spokojne leśne drogi. Można wędrować przez kilka godzin, słysząc głównie szum drzew i własne kroki.
A jednak pod częścią tych lasów istnieje drugi świat.
Kiedy pierwszy raz przyjechałem w Góry Sowie, połączyłem wycieczkę na Wielką Sowę ze zwiedzaniem Muzeum Sztolni Walimskich. Najpierw była góra, wieża i szeroka panorama Sudetów, a później zjazd w okolice Walimia i Rzeczki oraz wejście do wykutych w skale korytarzy.
Po kilku latach wróciłem. Tym razem najpierw zwiedziłem podziemia Osówki, a później ponownie ruszyłem na Wielką Sowę. Była Przełęcz Sokola, schronisko Orzeł, kawa w schronisku Sowa, szczyt Wielkiej Sowy i powrót Cesarską Drogą w stronę Małej Sowy.
Wtedy podziemia były dla mnie niezwykłym dodatkiem do górskiej wycieczki.
Dzisiaj patrzę na nie trochę inaczej.
Bo żeby naprawdę zrozumieć Riese, najpierw trzeba zobaczyć góry, w których powstało.
Zanim przyszło Riese
Góry Sowie miały swoje turystyczne życie długo przed II wojną światową. Na szlakach pojawiali się wędrowcy, działały schroniska, a w 1906 roku na Wielkiej Sowie stanęła kamienna wieża widokowa.
Ludzie przyjeżdżali tu po panoramy, lasy i górskie powietrze.
Tak jak my dzisiaj.
I właśnie w taki krajobraz wtargnęła wojna.
W lasach pojawiły się transporty materiałów. Powstawały nowe drogi, obozy, bocznice i place robót. W skalnych zboczach zaczęto drążyć sztolnie.
Góry miały coś ukryć.
Rok 1943. Góry zaczynają się zmieniać
Prawdopodobnie jesienią 1943 roku ruszyły prace nad przedsięwzięciem noszącym kryptonim Riese, czyli Olbrzym.
Nie powstawał jeden tunel ani jedno podziemne miasto ciągnące się pod całymi Górami Sowimi. Roboty prowadzono w kilku oddzielnych miejscach.
Nazwy, które później stały się symbolem jednej z największych tajemnic Dolnego Śląska, były jednocześnie nazwami konkretnych gór i miejsc: Włodarz, Osówka, Soboń, Gontowa, Rzeczka.
Do tego dochodził zamek Książ.

Szlak z Walimia na Małą Sowę przez dolinę Barani Dół. Fot. Andrzej Otrębski / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0.
To ważne, bo późniejsza legenda często skleja Riese w jeden gigantyczny labirynt ukryty pod całym pasmem. W rzeczywistości znamy kilka oddzielnych kompleksów, pomiędzy którymi znajdują się normalne góry, lasy, doliny i miejscowości.
I właśnie to działa na wyobraźnię najmocniej.
Idziesz dzisiaj zwyczajną leśną drogą. Mijasz drzewa, kamienie, potok. Nic nie zdradza, że gdzieś wewnątrz zbocza ciągną się wykute w skale korytarze.
Początkowo prace prowadziła specjalnie utworzona Śląska Wspólnota Przemysłowa. Jej generalna dyrekcja mieściła się w Jedlinie-Zdroju. Do pracy wykorzystywano robotników przymusowych i jeńców wojennych.
Budowa nie postępowała jednak wystarczająco szybko.
Wiosną 1944 roku kierowanie przedsięwzięciem przejęła Organizacja Todt. 9 kwietnia zapadła decyzja o wykorzystaniu więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen.
I od tego momentu historia Riese staje się znacznie mroczniejsza.
Pod górskimi szlakami powstał świat obozów
Dzisiaj Walim, Głuszyca czy Sokolec kojarzą się przede wszystkim z turystyką. Z tych miejsc wychodzi się na szlaki, jedzie do sztolni albo rusza w stronę Wielkiej Sowy.
W 1944 roku krajobraz wyglądał zupełnie inaczej.
Wokół powstającego Riese utworzono system obozów pracy Arbeitslager Riese, podporządkowany KL Gross-Rosen. Obejmował 13 obozów oraz szpital obozowy.
Według Muzeum Gross-Rosen przez cały system przeszło około 13 tysięcy więźniów. Byli to Żydzi pochodzący z wielu krajów Europy, przede wszystkim z Węgier i Polski.
Ciężkiej pracy nie przeżyło około pięciu tysięcy ludzi.

Ober-Wüstegiersdorf, dzisiejsza Głuszyca Górna, lata 30. XX w. Autor nieznany / Wikimedia Commons / domena publiczna.
Ta liczba sprawia, że na podziemia Riese zaczyna się patrzeć inaczej.
Za każdym wydrążonym fragmentem korytarza stał człowiek.
Więźniowie ścinali drzewa, budowali drogi, mosty, kanalizację, obiekty naziemne, pracowali przy transporcie materiałów. Najcięższym zadaniem było drążenie sztolni. Skałę wiercono i wysadzano, a później trzeba było wywozić ogromne ilości urobku.
Dochodziło do wypadków, także śmiertelnych. Warunki w obozach były tragiczne.
Część z nich znajdowała się na stokach i w dolinach, blisko miejsc prowadzonych robót.
Góry, które dzisiaj dają nam spokój i ciszę, wtedy były wielkim placem budowy i miejscem niewolniczej pracy.
Tego w opowieści o Riese nie można zgubić.

Zamek Fürstenstein, dzisiejszy Książ, około 1900 r. Hermann Adam / Zeno.org, Wikimedia Commons / domena publiczna.
Co miało powstać pod Górami Sowimi?
I tu zaczyna się pytanie, które przez dziesięciolecia rozpalało wyobraźnię historyków, eksploratorów i poszukiwaczy tajemnic.
Po co właściwie budowano Riese?
Najlepiej udokumentowana wersja mówi o wielkim zespole schronów i kwater dla Adolfa Hitlera oraz najwyższych władz III Rzeszy, powiązanym z przebudowywanym zamkiem Książ.
Taką interpretację przedstawia między innymi Muzeum Gross-Rosen.
Nie wszystko jest jednak równie jasne.
Do dzisiaj dyskutuje się o przeznaczeniu poszczególnych kompleksów i o tym, jak ostatecznie miało wyglądać całe przedsięwzięcie. Pojawiały się hipotezy o podziemnych zakładach zbrojeniowych. Jeszcze dalej idą historie o tajnych laboratoriach, nowych rodzajach broni, zasypanych komorach i nieznanych podziemiach.
Tutaj trzeba postawić granicę.
Dokumenty i badania historyczne to jedno.
Hipotezy to drugie.
Legendy to jeszcze coś innego.

Stary Książ, 1910 r. Autor nieznany / Wikimedia Commons / CC0 1.0.
Pobierz zdjęcie z Wikimedia Commons
Do tych ostatnich także dojdziemy, bo Riese bez legend trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Tyle że za każdym razem będziemy zaznaczać, co naprawdę wiadomo, a czego potwierdzić się nie udało.
Nie potrzebujemy wymyślać sensacji.
Prawdziwa historia tych gór jest wystarczająco niezwykła.
Dlaczego właśnie Góry Sowie?
To pytanie wraca za każdym razem, gdy patrzy się na mapę kompleksu.
Dlaczego właśnie tutaj?
Zalesione stoki, głębokie doliny i górski teren z pewnością sprzyjały ukryciu ogromnej budowy. Do tego dochodziły skalne masywy, w których można było prowadzić podziemne roboty.
Nie chcę jednak dopowiadać dokumentom czegoś, czego w nich nie zapisano.
Pewne jest co innego.

Bad Charlottenbrunn, dzisiejsza Jedlina-Zdrój, 1919 r. Hermann Adam / Zeno.org, Wikimedia Commons / domena publiczna.
Projekt Riese został wkomponowany w krajobraz Gór Sowich.
Obozy powstawały na stokach i w dolinach. Budowano drogi i mosty. Transporty materiałów docierały pod góry. Sztolnie wchodziły coraz głębiej w skałę.
Nawet dzisiaj najlepiej rozumie się skalę całego przedsięwzięcia nie przy biurku, ale patrząc na mapę pasma.
Włodarz nie jest tylko nazwą kompleksu.
To góra.
Soboń jest górą.
Osówka znajduje się w górskim masywie.
Rzeczka leży pod zboczami Gór Sowich.
Riese nie powstało obok gór.
Zostało w nie wbite.

Bad Charlottenbrunn, dzisiejsza Jedlina-Zdrój, 1908 r. Verlag Ed. Kummer Cigarrenfabrik / Zeno.org, Wikimedia Commons / domena publiczna.
Z podziemi znowu na szlak
Podczas mojej późniejszej wizyty zrobiłem coś, co dzisiaj wydaje mi się najlepszym sposobem poznawania tego miejsca.
Najpierw zwiedziłem Osówkę.
Ciemne korytarze, wykute komory, betonowe konstrukcje i mnóstwo pytań.
Potem pojechałem na Przełęcz Sokolą.
I ruszyłem w góry.
Minąłem schronisko Orzeł. W schronisku Sowa wypiłem kawę. Po chwili stałem na Wielkiej Sowie, a później schodziłem Cesarską Drogą w stronę Małej Sowy.
Zwykły górski dzień.
Tylko że po wizycie w Osówce patrzyłem już na te góry inaczej.
Pod częścią tej spokojnej krainy pozostał drugi świat.
Może dlatego Riese tak mocno działa na wyobraźnię. Gdyby podobne tunele znajdowały się pod wielkim miastem albo na terenie dawnej fabryki, byłyby przede wszystkim zabytkiem wojennym.
Tutaj stały się częścią gór.
Las powoli zabrał dawne place budowy. Przyroda przykryła wiele śladów. W części podziemi pojawiła się woda.
Na powierzchni wróciła cisza.
Góry zostały.
Wojna się skończyła, pytania zostały
Riese nigdy nie ukończono.
Na początku 1945 roku front zbliżał się coraz bardziej. Więźniów zaczęto ewakuować do innych obozów. Według Muzeum Gross-Rosen główne prace prawdopodobnie przerwano na początku 1945 roku, choć na niektórych odcinkach mogły trwać jeszcze pod koniec kwietnia.
Potem przyszła kapitulacja Niemiec.
W Górach Sowich zostały niedokończone tunele, betonowe konstrukcje, pozostałości infrastruktury i ogromna liczba pytań.
Co dokładnie miało znaleźć się w poszczególnych kompleksach?
Czy znamy wszystkie wydrążone podziemia?
Czy jakieś wejścia rzeczywiście zostały zasypane?
Co zniszczono przed nadejściem Armii Czerwonej?
Ile prawdy kryją powojenne relacje?
Tutaj zaczyna się druga historia Riese.
Historia świadków, eksploratorów, tajemniczych map, zasypanych wejść, poszukiwań i teorii. Czasem prowadziły one do realnych odkryć, czasem donikąd.
Do tego świata jeszcze wrócimy.
W następnej części zejdziemy głębiej. Do Rzeczki, Osówki i zobaczymy, czym różnią się te kompleksy, co naprawdę można w nich zobaczyć i dlaczego ludzie wciąż wracają w Góry Sowie przekonani, że nie pokazały jeszcze wszystkiego.

Wille w Bad Charlottenbrunn, dzisiejszej Jedlinie-Zdroju, 1925 r. Fot. W. Loose / Zeno.org, Wikimedia Commons / domena publiczna.
Czytaj więcej
Moja ogólnopolska trasa magiczna
Na zamku Bolczów, wśród Starościńskich Skał i Gór Strużnickich
Spacer na Dzikowiec i wieżę w Parku Sobieskiego w Wałbrzychu
Górskie Historie – poznaj pozostałe opowieści
Riese zostawiło w Górach Sowich korytarze, których można dotknąć, i pytania, których nie da się tak łatwo zamknąć.
Dlatego będziemy tu wracać.
Nie po to, żeby z każdej szczeliny robić sensację. Chcę oddzielać to, co zapisano w dokumentach, od tego, co przetrwało w relacjach i legendach.
Ale nie zamierzam też odbierać tym górom ich tajemnicy.
Bo czasem właśnie ona sprawia, że po latach znowu chce się wejść na ten sam szlak i spojrzeć na znajomy las trochę inaczej.
PS. Przy przygotowaniu tej historii korzystałem przede wszystkim z materiałów Muzeum Gross-Rosen dotyczących Arbeitslager Riese oraz opracowania Muzeum Gross-Rosen o całym kompleksie Riese. Informacje o historii budowy i poszczególnych kompleksach porównywałem również z materiałami Sztolni Walimskich. Przy opisie krajobrazu i budowy pasma korzystałem z informacji o Parku Krajobrazowym Gór Sowich oraz materiałów Lasów Państwowych o Górach Sowich.
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor
Jeśli lubisz takie górskie historie i chcesz pomóc mi szukać kolejnych niezwykłych miejsc, sprawdzać stare źródła i rozwijać blog, możesz postawić mi symboliczną kawę przez serwis wspierający twórców BuyCoffee. 🙂







