Wybierz stronę

Wiersze o górach – Asnyk, Kasprowicz i Orkan

Wiersze o górach – Asnyk, Kasprowicz i Orkan

Pora na kolejną odsłonę mojego Kącika Poezji Górskiej. Dzisiaj będą to trzy wiersze o górach, trzy różne spojrzenia i trzech poetów.

Góry w poezji nie zawsze są pogodne, widokowe i pełne słońca. Czasem toną w deszczu i mgle, czasem pośród zimnych skał pojawia się niewielki krzak róży, a czasem człowiek staje na szczycie i nagle cały świat pozostaje gdzieś daleko w dole.

Dzisiaj trzy takie obrazy.

Trzech poetów i trzy zupełnie różne spojrzenia na góry.

Adam Asnyk – „Ulewa”

Zaczynamy od Tatr podczas niepogody.

Kto chodzi po górach trochę dłużej, ten zna taki obraz doskonale. Jeszcze niedawno były widoki, granie i błękit, a po chwili wszystko znika. Nadciąga mgła, wiatr zaczyna świszczeć pomiędzy skałami, potoki nabierają siły i góry pokazują swoje zupełnie inne oblicze.

Asnyk zamknął taki dzień w kilku krótkich strofach.

„Na szczytach Tatr, na szczytach Tatr,
Na sinej ich krawędzi,
Króluje w mgłach świszczący wiatr
I ciemne chmury pędzi.

Rozpostarł z mgły utkany płaszcz,
I rosę z chmur wyciska:
A strugi wód z wilgotnych paszcz
Spływają na urwiska.

Na piętra gór, na ciemny bór,
Zasłony spadły sine;
W deszczowych łzach, granitów gmach
Rozpłynął się w równinę.

Nie widać nic: błękitów tło
I całe widnokręgi
Zasnute w cień, zalane mgłą,
Porznięte w deszczu pręgi;

I dzień i noc i nowy wschód
Przechodzą bez odmiany;
Dokoła szum rosnących wód,
Strop niebios ołowiany.

I siecze deszcz i świszcze wiatr,
Głośniej się potok gniewa;
Na szczytach Tatr, w dolinach Tatr –
Mrok szary i ulewa.”

Adam Asnyk

Lubię ten wiersz właśnie dlatego, że nie próbuje Tatr upiększać.

Nie zawsze przecież dostajemy panoramę odległych szczytów i słoneczny dzień. Czasami dostajemy wiatr, deszcz, mgłę i kilka metrów widoczności.

I to również są góry.

Może nawet wtedy szczególnie mocno przypominają nam, kto tutaj ustala warunki.

Jan Kasprowicz – „Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach”

U Kasprowicza wchodzimy już w zupełnie inny świat.

Są granity, stawy, kosodrzewina i tatrzańska cisza. Ale pośród tego surowego krajobrazu pojawia się coś niezwykle kruchego – niewielki krzak dzikiej róży.

Obok leży próchniejąca limba.

Życie i przemijanie. Delikatność i potęga skał. Cisza i świadomość, że w górach wszystko może zmienić się bardzo szybko.

I.

„W ciemnosmreczyńskich skał zwaliska,
Gdzie pawiookie drzemią stawy,
Krzak dzikiej róży pons swój krwawy
Na plamy szarych złomów ciska.

U stóp mu bujne rosną trawy,
Bokiem się piętrzy turnia śliska,
Kosodrzewiny wężowiska
Poobszywały głaźne ławy…

Samotny, senny, zadumany,
Skronie do zimnej tuli ściany,
Jakby się lękał tchnienia burzy.

Cisza… O liście wiatr nie trąca,
A tylko limba próchniejąca
Spoczywa obok krzaku róży.”

II.

„Słońce w niebieskim lśni krysztale,
Światłością stały się granity,
Ciemnosmreczyński las spowity
W blado-błękitne, wiewne fale.

Szumna siklawa mknie po skale,
Pas rozwijając srebrnolity,
A przez mgły idą, przez błękity,
Jakby wzdychania, jakby żale.

W skrytych załomach, w cichym schronie,
Między graniami w słońcu płonie,
Zatopion w szum, krzak dzikiej róży…

Do ścian się tuli, jakby we śnie,
A obok limbę toczą pleśnie,
Limbę, zwaloną tchnieniem burzy.”

III.

„Lęki! wzdychania! rozżalenia,
Przenikające nieświadomy
Bezmiar powietrza!… Hen! na złomy,
Na blaski turnic, na ich cienia

Stado się kozic rozprzestrzenia;
Nadziemskich lotów ptak łakomy
Rozwija skrzydeł swych ogromy;
Świstak gdzieś świszcze z pod kamienia.

A między zielska i wykroty,
Jak lęk, jak żal, jak dech tęsknoty
Wtulił się krzak tej dzikiej róży.

Przy nim, ofiara ach! zamieci,
Czerwonem próchnem limba świeci,
Na wznak rzucona świstem burzy…”

IV.

„O rozżalenia! o wzdychania!
O tajemnicze, dziwne lęki!…
Ziół zapachniały świeże pęki
Od niw liptowskich, od Krywania.

W dali echowe słychać grania:
Jakby nie z tego świata dźwięki
Płyną po rosie, co hal miękki
Aksamit w wilgną biel osłania.

W seledyn stroją się niebiosy,
Wilgotna biel wieczornej rosy
Błyszczy na kwieciu dzikiej róży.

A cichy powiew krople strąca
Na limbę, co tam próchniejąca
Leży, zwalona wiewem burzy…”

Jan Kasprowicz

Ten obraz zawsze robi wrażenie.

Maleńka róża pośród wielkich skał wydaje się bezbronna, a jednak trwa. Obok potężna kiedyś limba powoli zamienia się w próchno.

W górach podobne obrazy spotykamy przecież bez poezji.

Stare drzewo powalone przez wichurę. Kwiat wyrastający ze szczeliny skalnej. Młody świerk na gruzowisku. Życie, które nie pyta, czy ma łatwe warunki.

Może właśnie dlatego w górach tak łatwo zobaczyć rzeczy, których na co dzień nie zauważamy.

Władysław Orkan – „Ze szczytu I”

Trzeci poeta zabiera nas już na samą górę.

Władysław Orkan patrzy ze szczytu na świat pozostawiony w dole. I chyba każdy, kto długo szedł pod górę, zna choć trochę to uczucie.

Nagle codzienny gwar gdzieś znika.

Zostaje przestrzeń.

„Ze szczytu patrzę w dal… i, dziwnie dumny,
Przebiegam okiem zmienne krajobrazy.
Pode mną siadły nizinne upłazy
I legł świat cały gwarliwy i tłumny.

Zniżył się w dole i zapadł… Lot szumny
Echem się w górach odbije sto razy,
A nie doleci zapadłej oazy,
Na którą patrzę spokojny i dumny.

I taką czuję trwogę do powrotu,
I taką bojaźń szarej, prostej trumny,
A taką rozkosz podniebnego lotu –

Że choćby z wierchów upaść od zawrotu
Ciało roztrzaskać o głazy-kolumny
I skonać… Skonam spokojny i dumny.”

Władysław Orkan

To najmocniejszy z dzisiejszych trzech głosów.

Jest w nim zachwyt wysokością, ale także coś więcej – niechęć do powrotu do świata, który z góry nagle wydaje się mały, głośny i odległy.

Oczywiście dziś powiedzielibyśmy to pewnie mniej dramatycznie.

Ale samo uczucie pozostało.

Ile razy siedziałem gdzieś na szczycie i myślałem: jeszcze chwilę. Jeszcze pięć minut. Jeszcze jedno spojrzenie.

Bo przecież zejść trzeba zawsze.

Tylko czasami bardzo się nie chce.

Wiersze o górach – trzy górskie światy

U Asnyka góry toną w deszczu.

U Kasprowicza pośród granitów trwa niewielki krzak dzikiej róży.

U Orkana człowiek stoi wysoko ponad światem i nie chce wracać w dół.

Trzy różne obrazy, ale wszystkie mówią o tym samym miejscu, do którego od pokoleń wracają ludzie szukający czegoś więcej niż tylko kolejnego zdobytego szczytu.

Może ciszy.

Może wolności.

Może chwili samotności.

A może po prostu tego niezwykłego uczucia, kiedy ścieżka wychodzi ponad las, otwiera się przestrzeń i człowiek znowu myśli:

dobrze tu być.

Te trzy wiersze o górach prowadzą nas przez zupełnie różne światy: od tatrzańskiej ulewy, przez samotną różę pośród skał, aż po spojrzenie ze szczytu.

Jeśli lubicie takie spotkania gór i poezji, zajrzyjcie również do wpisu „Góry zapisane w poezji – trzy głosy, jedna tęsknota”:
https://marekowczarz.pl/tatry-w-poezji-tetmajer-kasprowicz-i-nowicki/

Możecie też przeczytać moje własne wiersze w tekście „Góry! O moje góry ukochane…”:
https://marekowczarz.pl/gory-o-moje-gory-ukochane/

A wszystkie dotychczasowe poetyckie wędrówki znajdziecie w Kąciku Poezji Górskiej:
https://marekowczarz.pl/category/relacje/kacik-poezji-gorskiej/

Do zobaczenia gdzieś na górskim szlaku! 🙂

Z górskim pozdrowieniem
Marcogor

P.S. Teksty wierszy zaczerpnąłem ze zbiorów Wikiźródeł, opartych na dawnych wydaniach i skanach: Adam Asnyk „Ulewa”, Jan Kasprowicz „Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach” oraz Władysław Orkan „Ze szczytu I”. Wszystkie trzy utwory są dziś w domenie publicznej.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

POSTAW KAWĘ AUTOROWI

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »