Wybierz stronę

Góry zapisane w poezji – trzy głosy, jedna tęsknota

Góry zapisane w poezji – trzy głosy, jedna tęsknota

Pora na kolejną odsłonę kącika poezji górskiej. Tatry w poezji zajmują miejsce szczególne — w końcu tylu poetów, pisarzy, bajarzy i zwykłych piewców górskich wędrówek opiewało je przez ostatnie dwa wieki!

Szczególne miejsce w polskiej poezji zajmują oczywiście Tatry. Ich granitowe turnie, doliny, hale, wiatr i niezwykła przestrzeń od dawna przyciągały nie tylko turystów, ale również ludzi pióra. Jedni widzieli w nich piękno, inni wolność, jeszcze inni miejsce ucieczki od zwyczajnego świata.

I chyba właśnie dlatego poezja tatrzańska po tylu latach nadal potrafi przemówić do człowieka, który kocha góry.

Dziś trzy takie spojrzenia.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer – „Patrząc ku Tatrom”

Trudno byłoby rozpocząć inaczej. Tetmajer należał przecież do poetów najmocniej związanych z Tatrami. W tym utworze nie opisuje ich jak turysta stojący na szczycie. Patrzy na nie z oddali.

I tęskni.

To uczucie chyba zna każdy, kto naprawdę pokochał góry. Człowiek może być setki kilometrów od nich, zajęty codziennym życiem, a jednak czasami wystarczy wspomnienie jednego grzbietu, zapach lasu albo fotografia, żeby myśl natychmiast tam powędrowała.

„Tatry! Spoglądam z tęsknoty żałobą
Ku wam, błyszczącym w słońca zorzy złotej…
Na długo ja się pożegnałem z tobą
Kolebko moja… Dzisiaj — w miejskich murach —
Slę sokolemi myśl ku tobie loty,
Co wraca do mnie na łabędzich piórach
Z tęsknoty pieśnią…”

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

I chyba najbardziej przemawia do mnie właśnie ta myśl: można odejść od gór, ale jeśli naprawdę stały się częścią naszego życia, one już nigdy całkiem od nas nie odchodzą.

Jan Kasprowicz – „Na szczycie”

Tutaj klimat jest zupełnie inny.

Nie ma tęsknego patrzenia z oddali. Jest szczyt. Jest przestrzeń. Jest to szczególne uczucie, które zna każdy górołaz, gdy po kilku godzinach wysiłku nagle kończy się podejście i przed oczami otwiera się świat.

Kasprowicz napisał:

„Na krawędzie przepaści, ponad turnic załomy,
Tu, gdzie orły jedynie tulą skrzydła znużone,
Hej! wspięliśmy się dumnie i w błękitów ogromy
Wzrok topimy zuchwały i dłoń wznosim po słońca koronę.

Dla olbrzymów te szczyty, a dla karłów poziomy!
Gardźmy płazem, co nie śmie nawet spojrzeć w tę stronę!
W ten krąg złoty wpatrzeni, w znak sił naszych widomy,
Zakochajmy się w sobie! wszak jesteśmy, jak blaski wcielone!

Tak nam duszę rozpiera tężna szczytu ponęta
Tym szaleństwem radości, że zrywamy już pęta,
Co nas łączą z brzemieniem nędz padolnych, tak wczoraj odczułem…

A od nizin, zasłanych pobitymi zbożami,
Po sinawej mgieł fali płynie powiew za nami,
Jakby echo jękliwe, i do serca się wkrada wyrzutem…”

Jan Kasprowicz

Ponad sto lat minęło, a przecież coś z tego „szaleństwa radości” wciąż znamy.

Może dzisiaj używamy innych słów. Robimy zdjęcia, sprawdzamy wysokość na zegarku, patrzymy na mapę, wysyłamy komuś fotografię ze szczytu.

Ale uczucie zostało chyba takie samo.

Człowiek przez chwilę patrzy z góry na doliny i zwyczajnie cieszy się, że tam dotarł.

Franciszek Nowicki – „Tatry”

A na koniec utwór, w którym jest słowo szczególnie bliskie każdemu człowiekowi gór.

Wolność.

Nowicki widział Tatry niemal jak potężną skalną twierdzę. Krainę burz, orłów, granitu i przestrzeni, ale przede wszystkim miejsce, gdzie człowiek może jeszcze poczuć coś, czego często brakuje mu na dole.

„W dali!… jakby ciągnąc ławą huf kresowy
Z gwiazdami na szyszakach, z proporcem obłoków
Zakamieniał, dotarłszy aż do nieba stoków,
Tak Tatry ciemnym murem zwarły dumne głowy!

Wielki jak sny młodości — mroźny kraj śniegowy!
Gdzie król burz — halny orkan — błądzi w szacie mroków,
Gdzie wiszą gniazda orłów, gromów i potoków,
Gdzie mistrz świata w obłokach ma tron granitowy!

Tatry!… czemuż jak siedzib szukające ptaki
Myśli moje ku waszej zamarłej pustyni
Lecą przez mgłę tęsknoty i przez marzeń szlaki?

O pustyni tatrzańska! bo na tym obszarze
Całej mojej ojczyzny — o skalna świątyni —
W tobie jednej są jeszcze — swobody ołtarze!”

Franciszek Nowicki

„Swobody ołtarze”.

Piękne określenie.

Minęło ponad sto lat od czasu, kiedy powstały te słowa, a ja czytając je dzisiaj, myślę, że właśnie dlatego przez tyle lat wracamy w góry.

Nie tylko po kolejne szczyty.

Nie tylko po panoramy.

Nie po liczby zapisane w wykazach zdobytych wierzchołków.

Wracamy również po tę odrobinę wolności, którą trudno znaleźć gdzie indziej.

Może właśnie dlatego człowiek może chodzić po górach przez dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści czy więcej lat i wciąż czekać na następną wędrówkę.

Bo góry się nie nudzą.

Zmienia się świat, zmieniamy się my, zmienia się nawet sposób, w jaki po nich chodzimy.

A kiedy gdzieś przed nami ponownie pojawia się znajoma linia grani, gdzieś głęboko wraca ta sama myśl:

Góry… moje góry ukochane.

Z górskim pozdrowieniem
Marcogor

 Postaw kawę dla Marcogor na buycoffee.to

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »