Monolog na grani
Dzisiaj kilka poetyckich słów o mej największej miłości i pasji, wiersz prosto z serca Marcogora… O moim drugim domu i świecie najbliższym!
„Znów idę sam, gdy świt z błękitu wstaje,
Gdzie flisz przydrożny twardo rzeźbi drogi,
I zostawiam w dole ludzkie obyczaje,
By pójść na szczyty, tam gdzie wiatr złowrogi.
Znam każdy piaskowiec, co pod butem pęka,
Znam zapach smreków po wiosennym deszczu,
Gdy las się budzi i w milczeniu klęka,
Szukając słońca w porannym dreszczu.Tu czas nie goni, tu wieczność się mierzy
Rytmem oddechu i krokiem wędrowca,
W krystalicznej ciszy, gdzie horyzont leży,
A turnia w chmurach błyśnie niczym owca.
To nie jest wyścig po odznaki, trofea,
To jest rozmowa, co z duszą się plecie,
Gdy na skraju połonin rodzi się idea,
Że jesteś sam, najwolniejszy na świecie.
I choć zmęczenie stopy moje pali,
A stroma ścieżka prowadzi na dziko,
To tutaj odnajduję, co skryte w tej dali,
Pomiędzy mgłą, a skalną taktyką.
Bo góry są domem, bezpieczną przystanią,
Gdzie każda kapliczka i leśne źródełko
Są drogowskazem, merytoryczną panią,
Co w sercu odkrywcy zapala światełko.”
Z górskim pozdrowieniem 🙂
Marcogor



