Tatry nie wybaczają błędów. Dwie ofiary jednego dnia i seria akcji ratunkowych – Górski News
Wypadki w Tatrach ponownie przypominają, jak niewiele potrzeba, by piękna jesienna wędrówka zamieniła się w walkę o życie. Na dole złota polska jesień, słońce i pozornie dobre warunki. Wystarczy jednak wyjść wysoko, szczególnie na północne stoki, aby znaleźć się w zupełnie innym świecie – na twardym, zmrożonym śniegu i oblodzonych szlakach. Ostatnie dni przyniosły serię bardzo poważnych zdarzeń, dwie ofiary śmiertelne i wiele akcji ratowników TOPR oraz HZS.
W ostatnich dniach ratownicy TOPR wielokrotnie ruszali do turystów, którzy poślizgnęli się na twardym śniegu i lodzie, utknęli w trudnym terenie albo nie byli przygotowani na warunki panujące wysoko w górach. W sobotę 3 października doszło do kolejnej serii poważnych wypadków. Jeden z nich zakończył się śmiercią turysty.
Tego samego dnia zginął również turysta po słowackiej stronie Tatr.
Dlatego wyjątkowo zaczynam dzisiejszy Górski News nie od Himalajów, rekordów i wielkich wypraw, ale od ostrzeżenia.
TOPR ostrzega: piękna pogoda może dawać złudne poczucie bezpieczeństwa
Warunki w Tatrach zmieniły się bardzo szybko.
To, że w Zakopanem, przy Morskim Oku czy na niżej położonych szlakach świeci słońce i panuje jesień, nie oznacza, że podobnie jest dwa tysiące metrów nad poziomem morza.
Wysoko zalega śnieg. W wielu miejscach jest twardy i zlodowaciały. Szczególnie niebezpieczne są strome zbocza, żleby oraz miejsca o północnej wystawie, gdzie śnieg utrzymuje się długo.
W takich warunkach zwykłe poślizgnięcie może oznaczać upadek na przestrzeni kilkudziesięciu albo nawet kilkuset metrów.
TOPR po sobotniej serii wypadków napisał wprost, że suche szlaki w niższych partiach mogą powodować złudne poczucie bezpieczeństwa.
To bardzo ważne ostrzeżenie.
Raczki to za mało na wysokie Tatry
Ratownicy zwracają uwagę na jeszcze jeden problem.
Raczki, które świetnie sprawdzają się na oblodzonych drogach, leśnych ścieżkach czy łatwiejszych szlakach, nie zastępują raków w stromym terenie wysokogórskim.
W obecnych warunkach na trudnych trasach potrzebne mogą być raki, czekan i kask. Samo posiadanie sprzętu również nie rozwiązuje problemu – trzeba jeszcze umieć się nim prawidłowo posługiwać.
Czekan przypięty do plecaka nie zatrzyma upadku.
Raki założone po raz pierwszy pod Zawratem nie zastąpią wcześniejszego treningu.
Jeżeli nie mamy doświadczenia w poruszaniu się po twardym, stromym śniegu, najbezpieczniejszą decyzją może być po prostu zmiana planów.
Góry poczekają.
Wypadki w Tatrach. Tragiczny dzień po obu stronach granicy
W sobotę 3 października ratownicy TOPR mieli wyjątkowo dużo pracy.
Przed południem doszło do dwóch bardzo poważnych upadków – w rejonie Koziej Przełęczy oraz Zawratu.
W obu przypadkach turyści spadli z dużej wysokości po twardym, zlodowaciałym śniegu.
Turysta, który uległ wypadkowi w rejonie Zawratu, spadł kilkaset metrów.
Świadkowie rozpoczęli resuscytację. Następnie walkę o jego życie kontynuowali ratownicy TOPR, którzy przetransportowali poszkodowanego śmigłowcem do szpitala w Zakopanem.
Niestety mimo dalszych działań medycznych mężczyzny nie udało się uratować.
Ciężki wypadek pod Kozią Przełęczą
Tego samego dnia doszło do bardzo poważnego wypadku w rejonie Koziej Przełęczy.
Turysta spadł ze szlaku prowadzącego z Koziej Dolinki. Według pierwszych informacji upadek miał około 100 metrów.
Mężczyzna doznał ciężkich obrażeń i został przetransportowany śmigłowcem TOPR do szpitala.
To kolejny przykład pokazujący, jak niewielki margines błędu pozostawia obecnie twardy śnieg w stromym tatrzańskim terenie.
Żleb Kulczyńskiego, Zawrat, Świnica, Rysy. Ratownicy byli potrzebni w wielu miejscach
Na dwóch najpoważniejszych wypadkach sobotnia praca TOPR się nie zakończyła.
Ratownicy udzielali pomocy również dwóm osobom, które spadły w Żlebie Kulczyńskiego.
Kolejna akcja dotyczyła turysty z urazem nogi na Przełęczy Małołąckiej.
Ewakuacji wymagała także turystka znajdująca się na szlaku pomiędzy Zawratem a Świnicą.
TOPR interweniował ponadto na Rysach, w Dolinie Kondratowej oraz na Hali Gąsienicowej.
To wszystko wydarzyło się jednego dnia.
Druga śmiertelna ofiara po słowackiej stronie Tatr
Tragiczne informacje nadeszły również ze Słowacji.
3 października Horská záchranná služba otrzymała zgłoszenie o upadku w rejonie Małego Kieżmarskiego Szczytu.
64-letni Słowak spadł z grani około 50 metrów w kierunku Huncowskiej Kotliny i pozostał nieruchomy w eksponowanym skalnym terenie.
Do akcji włączono śmigłowiec z Popradu. Dwóch ratowników HZS zostało opuszczonych w pobliże poszkodowanego za pomocą wyciągarki.
Niestety obrażenia okazały się śmiertelne. Lekarz mógł jedynie stwierdzić zgon.
Podczas akcji pomocy potrzebował również jeden ze świadków wypadku, który schodząc w kierunku poszkodowanego doznał urazu kostki. Został zabezpieczony przez ratowników i przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Popradzie.
W ciągu jednego dnia w polskich i słowackich Tatrach zginęły więc dwie osoby.
200 metrów w Zawratowym Żlebie
Niestety sobotnie wydarzenia były tylko kolejnym rozdziałem wyjątkowo trudnych ostatnich dni.
W Zawratowym Żlebie turysta poślizgnął się na śniegu i spadł około 200 metrów.
Doznał poważnego urazu klatki piersiowej. W ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala w Zakopanem.
Także ta akcja wymagała wykorzystania śmigłowca TOPR.
80 metrów w rejonie Świnickiej Przełęczy
Wcześniej ratownicy pomagali turyście, który spadł ze szlaku prowadzącego w rejonie Świnickiej Przełęczy.
Mężczyzna zsunął się około 80 metrów po śniegu i kamieniach, doznając ciężkiego urazu głowy.
Również w tym przypadku konieczna była szybka ewakuacja śmigłowcem.
Turyści z Izraela utknęli w Żlebie Kulczyńskiego
W ostatnich dniach ratownicy TOPR ewakuowali również turystów z Izraela, którzy utknęli w Żlebie Kulczyńskiego.
To miejsce, które w dobrych letnich warunkach samo w sobie wymaga pewnego obycia z ekspozycją i trudniejszym tatrzańskim terenem.
Kiedy skały i szlak pokrywa śnieg oraz lód, charakter takiej trasy zmienia się całkowicie.
Pięć osób z Ukrainy, wśród nich 10-letnie dziecko, na Grzędzie Rysów
Kolejna poważna akcja została przeprowadzona na Grzędzie Rysów.
Ratownicy ewakuowali stamtąd pięcioosobową grupę turystów z Ukrainy. Wśród nich znajdowało się 10-letnie dziecko.
Również tutaj użyto śmigłowca.
To właśnie po tej serii zdarzeń TOPR ponowił apel, aby przed wyjściem w góry realnie ocenić swoje umiejętności, wyposażenie oraz warunki.
Trzech 17-latków wychłodzonych po słowackiej stronie
Niebezpiecznie było także po drugiej stronie granicy.
W nocy 1 października słowaccy ratownicy otrzymali zgłoszenie dotyczące trzech 17-letnich turystów z Izraela znajdujących się w rejonie Kopskiego Sedla.
Wszyscy byli wyczerpani i wychłodzeni.
Na pomoc ruszyło pięciu zawodowych i dwóch ochotniczych ratowników HZS.
Po kontakcie telefonicznym nastolatkowie zaczęli schodzić w kierunku Doliny Jaworowej. Tam spotkali ratowników, którzy ich przebadali, ogrzali i sprowadzili do samochodu terenowego.
Następnie zostali przewiezieni do Starego Smokowca.
Kolejni Polacy potrzebowali pomocy po słowackiej stronie
Bardzo pracowity dzień mieli również ratownicy HZS. 3 października na grani pomiędzy Wielką Świstówką a Małym Kieżmarskim Szczytem około 20 metrów spadł 20-letni Polak. Mężczyzna był przytomny, ale doznał krwawiących obrażeń kończyn oraz licznych powierzchownych urazów. Po udzieleniu pomocy został ewakuowany śmigłowcem do szpitala w Popradzie.
Wieczorem pomocy potrzebował kolejny Polak. 52-letni turysta poślizgnął się podczas zejścia z Ostrego Rohacza i doznał urazu głowy. Mimo obrażeń, przy pomocy bliskich, zdołał zejść do Bufetu Rohackiego. Tam zajęli się nim ratownicy HZS, którzy po przebadaniu i opatrzeniu przetransportowali go samochodem terenowym w dół.
Te zdarzenia dodatkowo pokazują, że trudne warunki dotyczą obecnie nie tylko polskiej części Tatr. Ratownicy po obu stronach granicy mają wyjątkowo dużo pracy.
Wysoko w Tatrach jest już zima
Słowacka HZS informuje, że powyżej 2000 metrów zalega pokrywa śnieżna, a w najwyższych partiach miejscami może mieć około 30 centymetrów.
Po polskiej stronie problemem jest przede wszystkim twardy i zlodowaciały śnieg w stromym terenie.
Jesienny widok z doliny może więc być bardzo mylący.
Dzień jest już wyraźnie krótszy. Temperatury wysoko spadają poniżej zera. Śnieg po nocnym zamarznięciu może stać się bardzo twardy, a ślady pozostawione przez wcześniejszych turystów nie oznaczają, że przejście jest bezpieczne.
Przed wyjściem sprawdzajmy aktualny komunikat TPN, komunikaty TOPR i HZS oraz prognozę pogody.
Jeżeli warunki przekraczają nasze doświadczenie – zawróćmy.
Szczyt naprawdę nigdzie nie ucieknie.
Himlung Himal. Bilans tragedii wzrósł do 15 ofiar
Z Tatr przenosimy się w Himalaje, gdzie poznaliśmy niemal pełny bilans tragedii pod Himlung Himal (7126 m).
O lawinie pisałem już w poprzednim Górskim Newsie. Wtedy trwała akcja poszukiwawcza i nie było wiadomo, jak tragiczny okaże się jej finał.
Dziś wiadomo znacznie więcej.
Lawina zeszła 27 września i uderzyła w bazę przygotowywaną przed jesiennymi wyprawami.
W rejonie zdarzenia znajdowało się 27 nepalskich pracowników. Jedenastu przeżyło. Początkowo za zaginionych uznano 16 osób.

Himlung Himal widziany z bazy pod szczytem – fot. Hermann.Haertig / licencja: CC BY-SA 4.0 Wikimedia Commons
Ratownicy odnaleźli już ciała 15 z nich.
Jedna osoba nadal jest poszukiwana – Pasang Nuri Sherpa z Okhaldhungi.
Wśród ofiar znaleźli się przede wszystkim Nepalczycy przygotowujący bazę i zaplecze przed przyjazdem zagranicznych wspinaczy.
W niektórych miejscach ratownicy musieli przekopywać się przez kilka metrów zbitego śniegu.
To jedna z najtragiczniejszych górskich wiadomości ostatnich dni.
Andrzej Bargiel czeka na Dhaulagiri
W Nepalu przebywa również Andrzej Bargiel.
Celem wyprawy Dhaulagiri Ski Challenge jest wejście na Dhaulagiri (8167 m) bez użycia dodatkowego tlenu i zjazd z wierzchołka na nartach.
Polak rozpoczął jednak od aklimatyzacji w rejonie Manaslu.
Udało mu się osiągnąć wysokość około 6000 metrów, ale później plany pokrzyżowało potężne załamanie pogody. Bargiel wraz z zespołem przeczekał je w Samagaun.
Gdy warunki pozwolą, ekipa ma ruszyć w kierunku Dhaulagiri.
Po ostatnich ogromnych opadach śniegu sytuacja na górze wymaga jednak bardzo ostrożnej oceny.
Nie znamy też jeszcze ostatecznej linii planowanego zjazdu Bargiela. Przy tak zmiennych warunkach decyzja może zapaść dopiero po dokładnym rozpoznaniu góry.
Będziemy tę wyprawę śledzić.
Denis Urubko. Najpierw zimowy Broad Peak
Denis Urubko przedstawił kolejne ambitne plany.
Najpierw chce wrócić zimą na Broad Peak.
Góra została po raz pierwszy zdobyta zimą 5 marca 2013 roku przez Macieja Berbekę, Adama Bieleckiego, Tomasza Kowalskiego i Artura Małka.
Wyprawa zakończyła się tragedią. Podczas zejścia zginęli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski.
Urubko od lat posługuje się jednak własną, bardziej restrykcyjną definicją zimy, według której sezon zimowy kończy się wraz z ostatnim dniem lutego. Z tego powodu marcowego wejścia Polaków nie traktuje jako wejścia podczas tak zwanej ścisłej zimy.
Według najnowszych informacji jego plan na Broad Peak ma być jeszcze ambitniejszy – w grę wchodzi próba nowej drogi.
Everest 2027. Wielkie marzenie Urubki
Na tym plany Denisa Urubki się nie kończą.
Jesienią 2027 roku chce wrócić do projektu, który od wielu lat pozostaje jednym z jego największych górskich marzeń – nowej drogi na Mount Everest.
Założenie ma być ekstremalnie czyste: mały zespół, bez dodatkowego tlenu, bez wcześniejszego rozwieszania lin poręczowych i przygotowywania kolejnych fragmentów drogi.
Jedna akcja od podnóża góry w kierunku szczytu.
Urubko planował podobny projekt już w 2013 roku z Aleksiejem Bołotowem. Wyprawa zakończyła się jednak tragedią jeszcze przed rozpoczęciem właściwej próby. Bołotow zginął podczas przygotowań na Evereście.
Po kilkunastu latach Urubko chce wrócić do tego marzenia.
Rosjanie już tej jesieni działają poza normalną drogą na Everest
Na Evereście może być ciekawie znacznie wcześniej.
Nepalski Departament Turystyki wydał pozwolenie czteroosobowemu rosyjskiemu zespołowi, w którego skład wchodzą Andrey Vasilyev, Natalya Belyankina, Sergey Kondrashkin i Vitaly Shipilov.
W dokumentach jako trasę wskazano „Everest Other Route”, czyli drogę inną niż standardowy wariant wykorzystywany przez większość wypraw.
Jesienna działalność ma służyć przede wszystkim rozpoznaniu terenu i przygotowaniom przed większym projektem nowej drogi.
To zespół mający już bardzo poważne doświadczenie w wytyczaniu nowych linii na najwyższych górach.
Warto obserwować, co wydarzy się tej jesieni.
Nowa droga na Chacraraju West
Świetne wiadomości napłynęły z peruwiańskiej Cordillera Blanca.
Raymond Eckland, Jon Zerain i Josué Sánchez wytyczyli nową drogę na południowej ścianie Chacraraju West (6108 m), góry od dziesięcioleci uważanej za jeden z najtrudniejszych sześciotysięczników Andów.
Nowa linia otrzymała nazwę „Shumaq Warmi”.
Ma około 850 metrów i została wyceniona na WI4+, M5, 90°, ED VI.
Cała akcja trwała sześć dni.
Wspinacze działali w niemal zimowych warunkach, torowali w świeżym śniegu, przekraczali szczeliny i kruche mosty lodowe, a jedną z nocy spędzili praktycznie siedząc, w przemoczonym sprzęcie.
11 września stanęli na głównym wierzchołku Chacraraju West.
Podczas zejścia wykonali 13 zjazdów.
„Shumaq Warmi” w języku keczua oznacza „piękną kobietę”.
Nie żyje Juliette Willmann
Niestety z Patagonii nadeszła kolejna tragiczna wiadomość.
29-letnia francuska freeriderka Juliette Willmann zginęła 29 września w lawinie podczas wyjścia skiturowego na Cerro Crestón, około 35 kilometrów od El Chaltén.
Poruszała się wraz ze swoim mężem, przewodnikiem wysokogórskim Pierre’em-Idrisem Mehdim.
Około godziny 12:30 pod narciarzami pękła płyta śnieżna. Lawina porwała oboje i zniosła około 400 metrów w dół zbocza.
Willmann została odnaleziona pod około półtorametrową warstwą śniegu. Pomimo podjętej resuscytacji nie udało się jej uratować.
Jej mąż przeżył.
Juliette przez cztery sezony startowała we Freeride World Tour. Później coraz bardziej poświęcała się narciarstwu wysokogórskiemu i stromym zjazdom.
Miała zaledwie 29 lat.
Polacy uratowani na Dent du Géant
Znacznie szczęśliwiej zakończyła się dramatyczna historia w masywie Mont Blanc.
W nocy z 30 września na 1 października dwoje młodych Polaków znalazło się w bardzo trudnym położeniu na Dent du Géant, czyli Dente del Gigante (4013 m).
20-letni Polak przez niemal 12 godzin pozostawał zawieszony na obciążonej linie około 40 metrów poniżej szczytu. Jego 24-letnia partnerka znajdowała się wyżej na stanowisku.
Padał deszcz, było zimno, a gęste chmury uniemożliwiały wykorzystanie śmigłowca.

Dent du Géant i grań Rochefort widziane z Courmayeur – fot. Florian Pépellin / licencja: CC BY-SA 4.0
Specjalnie dla ratowników o godzinie 7 rano uruchomiono kolej Skyway Monte Bianco. Zespół włoskich ratowników ruszył w kierunku poszkodowanych od strony Punta Helbronner.
Później pojawiła się krótka luka w chmurach.
Francuski śmigłowiec zdołał dotrzeć do 20-latka i podjąć go ze ściany.
Kobietę, której ze względu na ponowne pogorszenie widoczności nie można było zabrać drogą powietrzną, osiągnęli później ratownicy idący od strony włoskiej.
Oboje przeżyli bez poważnych obrażeń.
Przy takim przebiegu wydarzeń trudno o lepsze zakończenie.
510 metrów pomiędzy Katalonią i Aragonią
Na zakończenie coś znacznie lżejszego.
Nad Congost de Mont-rebei w Hiszpanii rozwieszono niezwykłą highline o długości 510 metrów.
Taśma połączyła po raz pierwszy Pared de Catalunya z Pared de Aragón, przebiegając wysoko nad wodami zbiornika Canelles.
Projekt koordynowała Mirella Bernabeu wraz z dziesięcioosobowym zespołem.

Wąwóz Congost de Mont-rebei na pograniczu Katalonii i Aragonii – fot. LuGaYo / licencja: CC BY-SA 4.0
Sam rigging trwał trzy dni. Do zbudowania linii wykorzystano siedem odcinków taśmy wykonanej z Dyneemy.
Bernabeu przeszła całą 510-metrową linię bez odpadnięcia, ustanawiając rekord najdłuższej highline pokonanej w ten sposób przez Hiszpankę.
Co ciekawe, stanowiska wykonano bez wiercenia stałych punktów w skale. Wykorzystano naturalne formacje i drzewa, a całe przedsięwzięcie przeprowadzono po uzyskaniu wymaganych pozwoleń.
I tak po wielu tragicznych wiadomościach kończymy dzisiejszy przegląd czymś, co ponownie pokazuje, jak wiele różnych twarzy mogą mieć góry.
Czytaj dalej
Jeżeli chcesz wrócić do wydarzeń z poprzedniego tygodnia, przeczytaj mój poprzedni Górski News: „Lawina pod Himlung Himal – Górski News 27.09.2026”.
Polecam również najnowszy tekst „Polski himalaizm w liczbach. Korona 14 ośmiotysięczników i wyścig bez tlenu ”, w którym zebrałem historię i najważniejsze rekordy polskich wspinaczy w Himalajach i Karakorum.
II Niski Festiwal Górski w Gorlicach. Wielicki i Korona Gór Słowacji
Na koniec zaglądamy jeszcze do Gorlic, gdzie przez cały weekend trwa druga edycja Niskiego Festiwalu Górskiego – spotkania ludzi, dla których góry są nie tylko miejscem wędrówek, ale często także ważną częścią życia.
Główną gwiazdą tegorocznej edycji jest Krzysztof Wielicki – jeden z najwybitniejszych polskich himalaistów, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum oraz członek legendarnej ekipy polskich Lodowych Wojowników.
Swoją małą cegiełkę do programu festiwalu dołożył również autor bloga, który właśnie czytacie. W sobotę na festiwalowej scenie wystąpił gorlicki bloger, podróżnik i pasjonat gór Marek Owczarz, czyli Marcogor.
Tematem godzinnej prelekcji była „Korona Gór Słowacji” – autorski projekt polegający na zdobyciu najwyższych szczytów wszystkich słowackich pasm górskich, którego realizację zakończyłem w 2025 roku.
Była więc okazja, aby opowiedzieć nie tylko o samych szczytach, ale przede wszystkim o kilku latach wędrówki przez Słowację, mniej znanych pasmach, przygodach na szlaku i miejscach, do których prawdopodobnie nigdy bym nie trafił, gdyby nie pomysł stworzenia własnej górskiej korony.
Godzina na scenie minęła zdecydowanie szybciej, niż się spodziewałem. Trema towarzyszyła mi tylko przez pierwsze minuty, a później została już czysta przyjemność opowiadania o górach.
II Niski Festiwal Górski trwa przez cały weekend, więc jeśli jesteście w Gorlicach lub okolicy, warto zajrzeć i posłuchać ludzi, dla których góry stały się sposobem na życie, pasją i źródłem kolejnych marzeń.
Góry nie uciekną
Dzisiejszy Górski News miał wyglądać inaczej.
Mieliśmy zacząć od Himalajów, wielkich wypraw i ambitnych planów na najwyższych górach świata.
Wydarzenia ostatnich dni w Tatrach zmieniły jednak kolejność.
Dwie śmiertelne ofiary jednego dnia, ciężkie upadki na twardym śniegu i kolejne akcje TOPR oraz HZS są wystarczającym powodem, żeby jeszcze raz przypomnieć rzecz najprostszą.
Nie musimy zdobyć zaplanowanego szczytu.
Nie musimy przejść całej trasy tylko dlatego, że wstaliśmy o czwartej rano, przejechaliśmy kilkaset kilometrów i zarezerwowaliśmy nocleg.
Można zawrócić.
Można wybrać łatwiejszy szlak.
Można zostać w dolinie.
W górach rezygnacja bardzo często nie jest porażką. Jest najlepszą decyzją, jaką możemy tego dnia podjąć.
Dbajcie o siebie i wracajcie bezpiecznie z każdej górskiej wędrówki.
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor
Źródła:
TOPR: https://topr.pl/
HZS: https://hzs.sk/
TPN: https://tpn.gov.pl/
Reuters: https://www.reuters.com/
ExplorersWeb: https://explorersweb.com/
Wspinanie.pl: https://wspinanie.pl/
Red Bull: https://www.redbull.com/
Desnivel: https://www.desnivel.com/
Club Alpino Italiano: https://www.cai.it/
Freeride World Tour: https://www.freerideworldtour.com/





















