Satelitarne SOS w górach – luksus czy nowy standard bezpieczeństwa?
Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy pisałem na blogu o tym, co zabrać w góry, telefon był przede wszystkim dodatkiem do mapy, aparatem i sposobem na wezwanie pomocy tam, gdzie był zasięg. Sam wtedy pisałem, że telefon z aplikacją może zawieść, a papierowa mapa nie potrzebuje baterii. Ta zasada nadal jest aktualna. Tyle że technika poszła dalej i dziś do górskiego plecaka coraz śmielej zagląda satelitarne SOS w górach.
Nie chodzi o gadżet do chwalenia się na szlaku. Chodzi o możliwość wysłania wezwania o pomoc wtedy, kiedy telefon pokazuje zero kresek, a do najbliższego schroniska czy drogi jest daleko. Czy to już sprzęt dla zwykłego turysty, czy nadal luksus dla ludzi jadących w Himalaje, na pustkowia albo wielodniowe trekkingi?
Co właściwie robi satelitarne SOS w górach?
Zasada jest prosta. Gdy nie mamy zasięgu sieci komórkowej ani Wi-Fi, kompatybilny telefon lub komunikator próbuje połączyć się bezpośrednio z satelitą. Nie działa to tak szybko i wygodnie jak zwykły telefon. Trzeba znaleźć możliwie otwartą przestrzeń, mieć widok nieba i często odpowiednio ustawić urządzenie zgodnie ze wskazówkami na ekranie.

Garmin inReach Mini 2. Fot. Liu Shu fu / Taiwan Presidential Office | Wikimedia Commons | CC BY 4.0.
Jeżeli połączenie się powiedzie, można przekazać informację o sytuacji awaryjnej i swojej lokalizacji. W przypadku komunikatorów Garmin inReach możliwa jest również dwukierunkowa wymiana wiadomości, a sygnał SOS trafia do całodobowego centrum koordynacyjnego Garmin Response. To ważne, bo można przekazać nie tylko swoją pozycję, ale również informacje o tym, co się wydarzyło.
Nie jest to jednak cudowny przycisk, który zawsze zadziała. Gęsty las, głęboka dolina, stroma ściana czy zabudowania mogą utrudnić połączenie. Sprzęt musi też mieć naładowaną baterię. Dlatego nadal obowiązuje stara zasada: elektronika ma zwiększać bezpieczeństwo, a nie zastępować rozsądek.
Najtańsza opcja: telefon, który już mamy
Tu robi się ciekawie, bo łączność satelitarna zaczyna wychodzić z drogiego sprzętu wyprawowego i trafia do zwykłych smartfonów.
W Polsce satelitarne połączenie alarmowe działa obecnie na telefonach Google Pixel od serii Pixel 9, z wyjątkiem Pixela 9a. W sytuacji awaryjnej, bez sieci komórkowej i Wi-Fi, telefon prowadzi użytkownika krok po kroku i pokazuje, jak ustawić urządzenie względem satelity. Google informuje także, że z usługi można korzystać bez dodatkowych opłat przez pierwsze dwa lata od aktywacji kompatybilnego urządzenia.
Google Pixel 9 – smartfon obsługujący satelitarne SOS w górach. Fot. Miyako Fujimiya | Wikimedia Commons | CC0 1.0.
Jeśli ktoś i tak kupuje nowy telefon i wybierze model z taką funkcją, nie musi więc dokładać kolejnego urządzenia do plecaka ani od razu płacić osobnego abonamentu.
Warto jednak uważać na reklamy. Sam napis „łączność satelitarna” w specyfikacji telefonu nie oznacza jeszcze, że dana usługa działa w Polsce. Dobrym przykładem jest Apple. iPhone 14 i nowsze modele mają funkcję Alarmowe SOS przez satelitę, ale według aktualnej listy Apple Polska nadal nie znajduje się wśród krajów, w których ta usługa jest dostępna. Przed zakupem telefonu tylko dla tej funkcji trzeba więc koniecznie sprawdzić aktualną listę obsługiwanych państw.
Osobny komunikator satelitarny: pewniej, ale drożej
Druga droga to specjalny komunikator satelitarny. Najbardziej znana jest seria Garmin inReach, działająca poprzez sieć Iridium.
I tu dochodzimy do kosztów. Garmin inReach Messenger można obecnie znaleźć w Polsce za około 1189 zł. Niewielki inReach Mini 2 kosztuje około 1328 zł, a bardziej rozbudowany inReach Messenger Plus, który obsługuje również zdjęcia i wiadomości głosowe, około 1719 zł.
Do ceny urządzenia trzeba doliczyć abonament. Najtańszy europejski plan Garmin Enabled kosztuje obecnie 9,99 euro miesięcznie. Obejmuje nielimitowane wiadomości SOS, natomiast pozostałe wiadomości i część usług są rozliczane dodatkowo. Wyższe plany kosztują odpowiednio 17,99, 34,99 i 59,99 euro miesięcznie i mają coraz większe pakiety wiadomości oraz śledzenia.
Ceny oczywiście mogą się zmieniać, więc przed zakupem warto sprawdzić aktualny cennik.
Dla kogoś, kto raz na miesiąc idzie w Beskidy popularnym szlakiem, taki zakup może być przerostem formy nad treścią. Dla osoby chodzącej samotnie po odludnych górach, jeżdżącej w mniej uczęszczane rejony Słowacji, Rumunii czy Bałkanów albo planującej wielodniowe wyprawy poza zasięgiem, kalkulacja wygląda już inaczej.
Czy satelitarne SOS zastąpi mapę i przygotowanie?
Nie. I mam nadzieję, że nigdy nie zaczniemy tak o nim myśleć.
W dawnym tekście „Co zabrać w góry – ekwipunek mniej lub bardziej konieczny” pisałem o plecaku, butach, kurtce, wodzie, mapie, czołówce czy apteczce. Później wróciłem do tematu w poradniku „Co zabrać w góry na pierwszy raz”, bo przez lata zmienił się sprzęt, aplikacje i sposób planowania wycieczek.

Telefon satelitarny Iridium – pokazuje, od jakiego sprzętu zaczynała się taka łączność. Fot. Sanjay Acharya | Wikimedia Commons | CC BY-SA 4.0.
Satelitarne SOS jest po prostu kolejnym etapem tej zmiany. Nie zastąpi dobrych butów, zapasu wody, sprawdzenia pogody ani decyzji o wycofaniu się, kiedy robi się niebezpiecznie. Nie zastąpi też papierowej mapy czy mapy offline zapisanej wcześniej w telefonie.
Może natomiast zrobić jedną rzecz, której dawniej często brakowało: dać szansę na wezwanie pomocy z miejsca, z którego zwykły telefon jest bezużyteczny.
W tekście „Wypadek w górach – co dalej?” pisałem przed laty, że w ratownictwie liczy się czas. To się nie zmieniło. Zmieniły się natomiast możliwości przekazania informacji ratownikom.
Luksus czy przyszły standard?
Na razie odpowiedź brzmi: jedno i drugie.
Dedykowany komunikator za ponad tysiąc złotych z miesięcznym abonamentem nadal nie jest sprzętem na każdą kieszeń. Jeśli jednak funkcja SOS przez satelitę znajduje się już w telefonie, który i tak nosimy w plecaku, sytuacja zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Podejrzewam, że za kilka lat będziemy patrzeć na nią podobnie jak dziś na GPS w telefonie. Kiedyś był luksusem i ciekawostką, później stał się czymś oczywistym.

Garmin inReach używany do wysyłania wiadomości alarmowych poza zasięgiem GSM. Fot. Mökkiminna / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0.
Czy warto już teraz kupować specjalny komunikator? To zależy przede wszystkim od tego, gdzie chodzimy. Na popularnym beskidzkim szlaku najczęściej wystarczy normalne przygotowanie i telefon. Na samotnej wyprawie po górach, gdzie przez wiele godzin nie ma zasięgu ani ludzi, dodatkowa droga wezwania pomocy może być warta znacznie więcej niż kolejny lekki gadżet czy droższa kurtka.
Jedno się nie zmienia. Najważniejszym wyposażeniem turysty nadal pozostaje głowa. 🙂
Czytaj więcej
Co zabrać w góry – ekwipunek mniej lub bardziej konieczny
https://marekowczarz.pl/co-zabrac-w-gory-ekwipunek-konieczny-mniej-lub-bardziej/
Co zabrać w góry na pierwszy raz
https://marekowczarz.pl/co-zabrac-w-gory-na-pierwszy-raz/
Wypadek w górach – co dalej?
https://marekowczarz.pl/wypadek-w-gorach-co-dalej/
Jeśli moje górskie teksty, poradniki i kolejne materiały przydają Ci się przed wyjściem na szlak, możesz wesprzeć rozwój Bloga Marcogora i postawić mi symboliczną kawę. Dziękuję za każde wsparcie i za to, że tu zaglądasz. Do zobaczenia gdzieś na górskim szlaku!
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor
P.S. Zdjęcie główne: turyści podczas górskiej wędrówki w Parku Narodowym Vanoise w Alpach. Fot. Ibex73 / Wikimedia Commons / CC BY 4.0.

