Kilka złotych myśli i zapowiedź kolejnej rozmowy z Duchem Gór
Dzisiaj kilka złotych myśli i zapowiedź kolejnej rozmowy z Duchem Gór…
Bywają dni, kiedy góry uczą pokory. Ale znacznie częściej dają człowiekowi szczęście. 🏔️😊
Góry nie potrzebują naszych zwycięstw. Potrzebują naszego szacunku.
W górach nie liczy się, ile szczytów zdobyłeś. Liczy się, czy góry pozwolą Ci bezpiecznie wrócić do domu.
Nie ma znaczenia, czy stoisz pod ośmiotysięcznikiem, czy na tatrzańskiej grani. Wobec gór wszyscy pozostajemy tylko gośćmi.
Szczyty nie pytają, ile masz wejść na koncie. Każdy dzień w górach zaczyna się od nowa i wymaga tej samej pokory.
Cisza zaklęta w melafirze
Spojrzałem w taflę wody zalewu Kamyki. Miała niezwykły, głęboki odcień, w którym odbijały się strome ściany dawnego kamieniołomu oraz wierzchołki Ostoi i Raroga. Człowiek zostawił tu swoje maszyny, wyrył rany w zboczu góry, wzniósł kruszarnię i rampy, a potem odszedł. Zostawił po sobie pustkę, którą natura powoli, cierpliwie zaczęła na powrót zagarniać dla siebie.
Duch Gór pojawił się obok mnie bezszelestnie, jak mgła spływająca z Gór Suchych. Usiadł na jednym z kamiennych schodów, wpatrując się w majaczącą na horyzoncie Włodzicką Górę.
– Widzisz ten szlak, Marcogorze? – zapytał, wskazując na czerwone znaki Jastrzębiej Perci. – Ludzie uciekają z głośnych miast, wdrapują się tutaj po dwustu stopniach, by stanąć nad urwiskiem i spojrzeć w dół. Szukają przestrzeni, ale tak naprawdę szukają czegoś zupełnie innego.
– Czego szukają? – zapytałem, choć podświadomie znałem odpowiedź, czując spokój tego miejsca.
– Szukają stałości – odpowiedział cicho Duch Gór, gładząc chropowatą ścianę melafiru. – Skała, którą tu kruszono przez dekady, przetrwała. Zmieniła tylko swój kształt. Woda zalała dół, zieleń oplotła ruiny dawnej kolejki, ale fundament pozostał nienaruszony. Ludzkie życie pędzi jak górski potok po ulewie – gwałtownie, mącąc czystą wodę. Dopiero gdy zatrzymasz się w takim miejscu, gdzie czas jakby zastygł w latach siedemdziesiątych, zaczynasz rozumieć, że nie musisz ciągle biec.
Podniosłem wzrok. Ponad koronami sosen i buków rysowała się sylwetka Wielkiej Sowy. Z góry, z tarasu widokowego, świat wydawał się prostszy, bardziej poukładany. Wszystkie troski codzienności topniały w turkusowej głębi pode mną.
– Przeszłość nie znika, Marcogorze – kontynuował Karkonosz, a jego głos brzmiał niczym echo w opuszczonym wyrobisku. – Ona tylko porasta lasem, tak jak te stare mury kruszarni. Sztuką jest nie bać się tych ruin. Trzeba pozwolić im być częścią Twojego własnego krajobrazu, przejść obok nich szlakiem i iść dalej, ku szczytowi.
Duch Gór wstał, a z jego kamiennego płaszcza osypało się kilka okruchów skalnych.
– Zostawiam cię z tą ciszą. Napisałeś już wiele stron o drogach i szczytach. Ale pamiętaj, że najpiękniejsze lekcje to te, które góry szepczą ci wtedy, gdy po prostu siedzisz na brzegu i patrzysz na wodę.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, wiatr silniej dmuchnął między skalnymi ścianami Kamyków, a postać strażnika sudeckich tajemnic rozpłynęła się wśród drzew. Zostałem sam z mapą w dłoni, kubkiem ciepłej kawy i spokojem, którego nie odbierze mi żaden powrót do dolin. 🙂
Bo góry są jak życie.








