Sentymentalna odyseja z Gorlic do Slanej Vody na Orawie
Wprowadzenie: Magia Słowackiej Orawy
Orawa to nie tylko kraina geograficzna – to stan ducha, w którym granice państw zacierają się w cieniu potężnego masywu Babiej Góry. Jej słowacka część, Górna Orawa (Horná Orava), to region o niezwykle surowym, a jednocześnie mistycznym charakterze. To kraina, która przez wieki żyła rytmem pasterstwa, wydobycia soli i walki z nieprzewidywalną naturą. Dzisiejsza słowacka Orawa to fascynujące połączenie „nieodkrytego” z nowoczesnością, gdzie krystaliczne wody zbiornika zaporowego skrywają dramatyczne historie zalanych wiosek, a tradycja gry na gajdach (dudach) jest tak silna, że znalazła swoje miejsce na liście UNESCO. To tutaj, w cieniu Tatr i Beskidów, zaczęło się nasze majówkowe preludium – podróż, która miała nas przygotować na spotkanie z Królową. 🙂
Prolog: Start z Gorlic – Przez Bramy Beskidu
Kiedy świt leniwie przeciągał się nad Gorlicami, a mgły znad Ropy zaczęły opadać, ruszyliśmy w drogę. Start z naszego miasta to zawsze moment szczególny – zostawiamy za sobą ślady bitwy gorlickiej i ruszamy na zachód, ku krainie, gdzie góry mówią po słowacku. Trasa wiodła przez Nowy Sącz, Limanową i Jabłonkę oraz Chyżne– klasyczny, wygodny przejazd, który dla doświadczonego wędrowca jest jak rozgrzewka przed wielkim koncertem natury. Pierwszym nastrojowym przystankiem była przydrożna kapliczka w Trzcianie (Trstena). Ta skromna, murowana konstrukcja, skryta w cieniu starych drzew, przypomniała nam, że każda wielka odyseja składa się z małych, rzetelnych przystanków. To tutaj, przy pierwszym łyku kawy, poczułem, że ta wycieczka z Mariolą i naszym szpicem Leo będzie pełna magii i odkryć.
Ústie nad Priehradou i Jezioro Orawskie – Słowacka Atlantyda
Kilka minut po przekroczeniu granicy wjechaliśmy nad brzeg Jeziora Orawskiego. Zatrzymaliśmy się przy drewnianej wiacie turystycznej tuż przed samą zaporą. To merytorycznie najlepszy punkt, by ogarnąć wzrokiem „Orawskie Morze” (powierzchnia ok. 35 km²). Z tyłu błękitnej tafli wody ( za plecami) dumnie góruje natomiast Magurka (1107 m n.p.m.) z charakterystycznym nadajnikiem, będąca najwyższym punktem okolicy.
Stojąc tam z lornetką w ręku, ulegliśmy poetyckiemu smutkowi. Pod naszymi stopami, pod lustrem wody, spoczywa cała wieś Ústie nad Priehradou, zalana w latach 50. XX wieku podczas budowy zapory. To prawdziwa „Słowacka Atlantyda”. Jedynym ocalałym fragmentem dawnego świata jest kaplica pw. Podwyższenia Świętego Krzyża z XVIII w. na wyspie (Slanický ostrov), która kiedyś wieńczyła wzgórze ponad doliną oraz Vtáči ostrov. Dziś to miejsce emanuje nostalgią, a majacząca w oddali biała czapa Diablaka dodawała tej scenie majestatu.
Námestovo i Wieża „Kaplica” na Trchovnicy
W Námestovie przeszliśmy się po nowoczesnym amfiteatrze nad brzegiem – to serce rekreacji miasta, które po bolesnej historii zalania starej zabudowy odnalazło nową tożsamość. Jezioro Orawskie to nie tylko rekreacja, ale i memento po pięciu zatopionych wsiach. Prawdziwe uniesienie przyszło jednak na wieży widokowej Trchovnica, leżącej przy drodze stamtąd do Slanej Vody. Jej szlachetna bryła, wybudowana z drewna i kamienia, ma wysokość ok. 15 metrów i kształtem przypomina wysmukłą dzwonnicę lub kaplicę.
Mariola, z niezwykłą determinacją, wniosła Leo na taras widokowy. Nagroda była niespotykana: przy wspaniałej przejrzystości powietrza Tatry ukazały się nam po raz pierwszy w swojej krystalicznej, „żyletowatej” odsłonie, zawieszone nierealnie nad Orawą. To był merytoryczny dowód na to, że nawet małe wzniesienie może oferować widoki godne królów. Na wprost mieliśmy potężny masyw Babiej Góry, a z drugiej strony pobliskie Pilsko!
Złoty wiek Słonej Wody i mroczne Torfowiska
Kolejny punkt naszej wycieczki to merytoryczny fundament regionu – Chata Slaná voda. Historia tego miejsca jest fascynująca: nazwa pochodzi od słonych źródeł jodowo-bromowych znanych od XVI wieku. W XIX wieku tętniło tu życie luksusowego uzdrowiska, które rywalizowało z najpopularniejszymi kurortami monarchii austro-węgierskiej. Pili tu wodę i leczyli się arystokraci z całej Europy Środkowej. Dzisiejsza drewniana chata z charakterystyczną wieżyczką to jedynie echo dawnej potęgi kurortu, ale jej aura wciąż przyciąga odkrywców. Kiedyś przebywał tutaj często znany słowacki poeta Pavol Hviezdoslav.
To stąd wielokrotnie na Babią Górę ruszał Karol Wojtyła – najpierw jako ksiądz, potem kardynał. Ostatnia wycieczka miała miejsce 9 lipca 1978 roku. To właśnie tę datę upamiętnia pomnik i tablica. Znajdują się one w pobliżu parkingu, około 200–300 metrów poniżej schroniska. Tuż obok rozpościera się rezerwat Rašelinisko Slaná voda – torfowisko wysokie będące reliktem epoki lodowcowej. Spacer po drewnianej kładce pośród mszarów i rosiczek był momentem wyciszenia, choć atmosferę psuł dym z pożaru lasu w pasmie granicznym. Widok licznych wozów strażackich pędzących ku górze przypomniał nam o kruchości babiogórskiej przyrody i nasycił naszą dalszą drogę powagą.
Oravská Polhora: UNESCO, Solanki i Pumptrack
Potem pojechaliśmy do Oravskiej Polhory na spotkanie z żywą tradycją. To tutaj bije serce kultury gajdoszy (dudziarzy), wpisanej na listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Miejscowość słynie z tradycyjnego rzeźbiarstwa ludowego. Zachowały się w niej liczne, drewniane góralskie chałupy. Odwiedziliśmy też Europejskie Centrum Kultury Gajdoszy, podziwiając kunszt wyrobu jednych z najbardziej skomplikowanych instrumentów pasterskich w Europie. Nieopodal skorzystaliśmy z Prírodnego inhalatôria – nowoczesnej tężni wypełnionej tarniną, gdzie wdychaliśmy leczniczy aerozol orawskich solanek. Tuż obok tętnił życiem Pumptrack, gdzie lokalne dzieciaki oddawały się sportowym szaleństwom, tworząc radosny kontrast dla powagi historii regionu.
Finał pod wyciągiem: „Oravský Stolec”
Finał naszej odysei nastąpił na wieży, którą Słowacy nazywają „Stolec” (krzesło). Zostawiliśmy samochód na parkingu przy tężni i podeszliśmy pieszo trawiastym stokiem pod małym wyciągiem narciarskim. To krótkie, ale treściwe podejście na małe wzgórze (ok. 800 m n.p.m.) było idealną rozgrzewką. Mariola znów wniosła Leo na to gigantyczne „krzesło olbrzyma”. Panorama na Tatry Zachodnie była stąd genialna – Rohacze, Siwy Wierch i Bystra wyglądały jak na wyciągnięcie ręki. Przy wieży spotkaliśmy zawodową panią fotograf ze Śląska, która uwieczniła naszą ekipę na tle tego majestatu. Spojrzenie w stronę pobliskiej Babiej Góry utwierdziło nas w przekonaniu: nasze „preludium” dobiegło końca w najlepszy możliwy sposób.
Powrót do bazy: Przez Winiarczykówkę do przyjaciół
Pełni wrażeń wybraliśmy drogę powrotną przez Bobrov i małe, klimatyczne przejście graniczne Winiarczykówka, by dotrzeć na nocleg do Lipnicy Wielkiej. Tam czekali już na nas przyjaciele, z którymi przy wspólnej kolacji planowaliśmy wspinaczkę na Diablak następnego dnia. Smak kawy w Chacie Stańcowa po zejściu z trasy tego kolejnego dnia był tylko dopełnieniem tej orawskiej sagi, która na zawsze zapisała się w naszych sercach jako czas krystalicznego błękitu i rzetelnej przygody. Poniżej mapa naszej trasy od granicy do noclegu…
Zapraszam jak zawsze do obejrzenia pełnej galerii zdjęć z tej eskapady. Każdy kadr to fragment naszej historii, który mam nadzieję, zainspiruje Was do własnych poszukiwań na szlaku. Zachęcam również do lektury pozostałych wpisów na blogu – znajdziecie tam setki relacji, merytorycznych porad i opowieści z moich 35 lat wędrowania po górach Polski i Europy. Do zobaczenia na szlaku! A na koniec jeszcze panorama z wieży widokowej Trchovnica niedaleko Babiej Góry i schroniska Slana Voda… 🙂
Jeśli cenisz moją 15-letnią pracę na blogu, rzetelność opisów i pasję, którą dzielę się z Wami w każdej relacji, możesz postawić kawę dla Marcogora. Twoje wsparcie to dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia merytorycznych i pełnych pasji treści. Z góry dziękuję za każde wsparcie! 🙂
Z górskim pozdrowieniem
Marcogor












