„Z dłonią w chmurach” Kolejna odsłona kącika poezji górskiej
„Gdy świt błękitem dotyka krawędzi,
A wiatr rozgania nocne niepokoje,
Moja wędrówka w nieskończoność pędzi,
Przez dzikie hale, przez samotne zdroje.
Zostawiam w dole troski i imiona,
Cisza mnie woła, czysta i bezbrzeżna,
Góra szeroko otwiera ramiona,
Wyniosła, dumna, wolna i niezależna.Stoję, gdzie horyzont z wiecznością się splata,
A świat w dolinach staje się tak mały,
Jestem tu tylko drobiną na skraju świata,
Lecz moje myśli chmury popędzały.
Bo góry to miłość, co w sercu nie gaśnie,
To dom bez dachu, schronienie dla ciała i duszy,
Gdzie życie staje się prostsze i jaśniejsze,
Nim blask poranka znowu mnie poruszy.”


