Wybierz stronę

Księga IX — Dlaczego wracamy? Kroniki Ducha Gór

Księga IX — Dlaczego wracamy? Kroniki Ducha Gór

Byłem już tutaj.

Wiedziałem o tym od pierwszych kroków.

Znałem zakręt ścieżki, za którym las na chwilę się rozstępuje. Pamiętałem kamień przy drodze, niewielką polanę i miejsce, z którego po raz pierwszy pojawia się widok na góry.

Nie musiałem sprawdzać mapy.

Nie zastanawiałem się, dokąd prowadzi szlak.

Wiedziałem.

Byłem tu przecież wcześniej.

Nie raz.

I właśnie to zaczęło mnie zastanawiać.

Przez całe życie tyle razy marzyłem o górach, których jeszcze nie znałem. O nowych pasmach, nowych szczytach, nieznanych dolinach. Mapa zawsze była pełna miejsc, do których chciałem kiedyś dotrzeć.

A mimo to znowu szedłem ścieżką, którą już znałem.

— Duchu Gór?

Cisza.

— Wiem, że jesteś.

Skoro wiesz, po co mnie wołasz?

Uśmiechnąłem się.

— Dawno nie rozmawialiśmy.

Dla mnie kilka dni to niewiele.

— Dla ciebie może.

Dlatego to ty liczysz czas, nie ja.

Ruszyłem dalej.

Przez chwilę słyszałem tylko własne kroki.

— Chcę cię o coś zapytać.

Pytaj.

— Dlaczego wracamy?

Dokąd?

— W te same góry.

A wracamy?

Westchnąłem.

Zaczynał.

— Właśnie idę szlakiem, którym już kiedyś szedłem.

Widzę.

— Więc wróciłem.

Jeżeli tak uważasz.

Zatrzymałem się.

— Nie możesz czasem po prostu odpowiedzieć?

Mógłbym. Ale wtedy po co byłaby nam cała droga?


Poszliśmy dalej.

Myślałem o wszystkich miejscach, do których przez lata wracałem.

Niektóre znałem tak dobrze, że przestałem liczyć wizyty.

Wiedziałem, gdzie zaczyna się bardziej strome podejście. Gdzie warto przystanąć. Z której polany zobaczę znajomy grzbiet. Gdzie jesienią bukowy las staje się złoty, a gdzie po deszczu ścieżka długo pozostaje mokra.

I przecież na świecie zostało jeszcze tyle gór, których nigdy nie widziałem.

Tyle szczytów.

Tyle dolin.

Tyle dróg.

Życia nie wystarczy, żeby poznać wszystkie.

— Właśnie tego nie rozumiem — powiedziałem.

Czego?

— Skoro wiem, że nie zobaczę wszystkiego, powinienem chyba wybierać nowe miejsca. Każda wyprawa w znane góry oznacza przecież, że jakichś innych już być może nie poznam.

I przeszkadza ci to?

— Czasami.

A jednak wracasz.

— Wracam.

Więc może odpowiedź już znasz.

— Gdybym znał, nie pytałbym.

Duch Gór roześmiał się cicho.

Ludzie bardzo często pytają właśnie o rzeczy, których odpowiedź od dawna noszą w sobie.


Przypomniałem sobie pierwsze wyprawy.

Wtedy wszystko było inne.

Nowy szlak miał w sobie obietnicę.

Nie wiedziałem, co zobaczę za następnym zakrętem. Nie znałem długości podejścia. Nie wiedziałem, czy szczyt pojawi się nagle, czy będzie uciekał przede mną jeszcze przez godzinę.

Była ciekawość.

Trochę niepewności.

Czasem ekscytacja.

To uczucie, które zna chyba każdy wędrowiec wchodzący po raz pierwszy w nieznane góry.

— Nowe miejsca są piękne — powiedziałem.

Są.

— Pierwszy raz zawsze jest wyjątkowy.

Czasami.

— Tylko czasami?

Nie każde nowe miejsce staje się ważne tylko dlatego, że zobaczyłeś je po raz pierwszy.

Pomyślałem chwilę.

Miał rację.

Były góry zachwycające, do których nigdy później szczególnie nie tęskniłem.

Były też takie, może mniej spektakularne, które wracały do mnie bez zaproszenia.

Wystarczył zapach lasu.

Zdjęcie.

Nazwa przeczytana przypadkiem.

Kilka taktów starej piosenki usłyszanej w samochodzie.

I nagle znowu tam byłem.

— Czyli nie wracamy do najpiękniejszych miejsc?

Czasami właśnie do nich.

— A czasami?

Do ważnych.

— Jaka jest różnica?

Duch Gór nie odpowiedział.

Przeszliśmy kilkadziesiąt kroków.

— Duchu Gór?

Słucham.

— Pytałem o różnicę.

Wiem.

— I?

Piękno zachwyca oczy. Ważne miejsce potrafi odezwać się w człowieku długo po tym, kiedy przestaje na nie patrzeć.


Zatrzymałem się przy starym drzewie.

Nie wiem, czy było dokładnie tym samym, które zapamiętałem.

Może tylko chciałem, żeby było.

Dotknąłem szorstkiej kory.

— Czy dlatego wracamy? Przez wspomnienia?

Tak myślisz?

— Czasami chcemy przecież zobaczyć miejsce, w którym wydarzyło się coś ważnego.

To prawda.

— Powspominać ludzi, z którymi kiedyś szliśmy.

Tak.

— Przypomnieć sobie siebie sprzed lat.

Również.

— Więc jednak chodzi o pamięć.

Duch Gór spojrzał na mnie.

Czasami. Ale gdyby chodziło tylko o pamięć, wystarczyłoby ci zdjęcie.

Zamilkłem.

To było prawdziwe.

Mam tysiące fotografii.

Na wielu z nich są miejsca, do których wracałem.

Mógłbym usiąść wieczorem przed ekranem i zobaczyć je dokładniej niż we własnej pamięci.

A jednak fotografia nie wystarcza.

Bo zdjęcie zatrzymuje miejsce.

A człowiek chce znowu w nim stanąć.

Poczuć chłód poranka.

Usłyszeć las.

Zobaczyć, jak światło przesuwa się po zboczu.

Sprawdzić, czy ten widok nadal robi z nim to samo.

— Może wracamy po uczucie? — zapytałem.

Jakie?

— To, które kiedyś tam znaleźliśmy.

I znajdujesz je?

Chciałem powiedzieć „tak”.

Ale nie powiedziałem.

Bo przecież nie zawsze.

Czasami wracałem w ukochane miejsce i wszystko było nie tak.

Inna pogoda.

Inni ludzie.

Więcej hałasu.

Las, który wyglądał inaczej.

Schronisko, które straciło dawny klimat.

Ścieżka, którą pamiętałem jako pustą, pełna ludzi.

A czasami miejsce było niemal takie samo.

Tylko uczucia już nie było.

— Nie zawsze — przyznałem.

Więc dlaczego wracasz ponownie?

— Nie wiem.

Właśnie.


Szliśmy coraz wyżej.

Las został trochę niżej, a przede mną otworzył się znajomy widok.

Powinienem go znać.

A jednak zatrzymałem się.

Jak pierwszy raz.

Może właśnie w tym tkwiła część odpowiedzi.

Można znać widok i nadal chcieć na niego patrzeć.

Tak jak można znać melodię i wciąż jej słuchać.

Znać książkę i po latach przeczytać ją ponownie.

Znać człowieka przez pół życia i nadal chcieć z nim rozmawiać.

— Duchu Gór…

Tak?

— Chyba zaczynam rozumieć.

To niedobrze.

Roześmiałem się.

— Dlaczego?

Bo kiedy człowiek za szybko uważa, że zrozumiał, zwykle przestaje pytać.

— Dobrze. To jeszcze nie rozumiem.

Znacznie lepiej.

Usiedliśmy.

Przede mną leżały góry.

Znane.

A przecież nie takie same.

Chmury przesuwały się inaczej.

Światło było inne.

Drzewa urosły.

Niektórych zapewne już nie było.

Kamienie przesunęły się pod naporem wody i zimy.

Kolejne wichury coś zabrały.

Kolejne wiosny coś przyniosły.

Nagle pomyślałem, że określenie „to samo miejsce” jest trochę oszustwem.

— Wiesz — powiedziałem — może człowiek wraca, bo chce zobaczyć, co się zmieniło.

W górach?

— Tak.

A może w sobie?

Spojrzałem na niego.

Znałem już tę myśl.

Przez nasze wcześniejsze rozmowy nieraz wracaliśmy do tego, że czas zmienia człowieka.

Nie chciałem znowu iść tą samą drogą.

— O tym już rozmawialiśmy.

Wiem.

— Więc nie pytam dziś, czy się zmieniłem.

Wreszcie.

— Pytam, dlaczego mimo tych wszystkich zmian nadal tutaj przychodzę.

Duch Gór przez chwilę milczał.

To jest znacznie ciekawsze pytanie.


Siedzieliśmy długo.

Pomyślałem o ludziach.

O tych, do których wracamy.

Przecież przyjaciela nie odwiedza się tylko raz dlatego, że już się go poznało.

Nie mówi się:

„Byłem u ciebie trzy lata temu. Wiem już, jak wyglądasz, więc nie muszę przychodzić ponownie.”

Wracamy właśnie dlatego, że jest nam bliski.

Może z górami dzieje się coś podobnego.

Pierwsza wyprawa jest spotkaniem.

Druga — rozpoznaniem.

A później?

Później być może zaczyna się więź.

— Czy można zaprzyjaźnić się z miejscem? — zapytałem.

Duch Gór popatrzył na mnie uważnie.

A dlaczego nie?

— Bo miejsce nic o mnie nie wie.

Jesteś pewien, że przyjaźń polega na tym, żeby druga strona wszystko o tobie wiedziała?

— Przynajmniej powinna wiedzieć, że istnieję.

Góry nie muszą wiedzieć, że istniejesz. Wystarczy, że ty wiesz, kim jesteś, kiedy w nich jesteś.

Zamilkłem.

To zdanie zostało między nami.

Nie chciałem go od razu zagadywać.


Po chwili powiedziałem:

— Czyli wracamy tam, gdzie możemy być sobą?

Czasami.

— Znowu „czasami”.

Nie lubię odpowiedzi, które próbują wyjaśnić wszystkich ludzi jednym zdaniem.

— A ja właśnie chciałem od ciebie takiego zdania.

Wiem. Dlatego go nie dostaniesz.

— To bardzo niewygodne rozmawiać z Duchem Gór.

Nikt ci nie kazał zaczynać tych Kronik.

Uśmiechnąłem się.

Miał rację.

A może właśnie dlatego te rozmowy trwały.

Gdyby na każde pytanie istniała jedna odpowiedź, skończylibyśmy dawno temu.


— A ty? — zapytałem.

Co ja?

— Wracasz w te same miejsca?

Ja z nich nie odchodzę.

— Wygodnie.

Nie zawsze.

— Więc nie możesz zrozumieć człowieka, który tęskni.

Duch Gór długo milczał.

Tym razem poczułem, że pytanie go zatrzymało.

Być może nie potrafię zrozumieć tęsknoty tak jak ty.

Pierwszy raz tego dnia nie odpowiedział pytaniem.

— Ale widziałeś wielu wracających?

Bardzo wielu.

— I co robili?

Najpierw rozglądali się, czy wszystko jest na swoim miejscu.

— A potem?

Sprawdzali, czy oni nadal są na swoim.

Poczułem, że właśnie dotknęliśmy czegoś ważnego.

Nie domu.

O domu już rozmawialiśmy.

Nie pamięci.

O niej również.

To było coś innego.

Rozpoznanie.

Człowiek wraca do znanych gór i przez chwilę nie musi poznawać świata od początku.

Rozpoznaje linię grani.

Drzewo.

Kamień.

Zakole potoku.

Schronisko.

Widok.

Wie, gdzie jest.

I może właśnie dzięki temu przez chwilę łatwiej mu wiedzieć, kim jest.


— Czy dlatego z wiekiem częściej wracamy? — zapytałem.

Wracasz częściej?

— Chyba tak. Chociaż nadal kocham poznawać nowe góry.

Jedno nie wyklucza drugiego.

— Wiem.

Młody człowiek często chce sprawdzić, jak wielki jest świat.

— A starszy?

Może zaczyna sprawdzać, które jego kawałki naprawdę stały się jego światem.

Patrzyłem długo na horyzont.

Przez dziesięciolecia chodziłem po górach.

Poznawałem nowe pasma.

Nowe kraje.

Nowe szlaki.

I nadal chciałem poznawać następne.

Ta ciekawość nie zniknęła.

Ale obok niej rosło coś jeszcze.

Lista miejsc, do których nie musiałem mieć powodu, żeby wrócić.

Beskid Niski.

Tatry.

Bieszczady.

Słowackie góry.

I wiele innych zakątków, które z czasem przestały być tylko punktami na mapie.

Nie wracałem tam dlatego, że nie miałem pomysłu na nową wyprawę.

Wracałem, ponieważ chciałem tam być.

Tylko tyle.

A może aż tyle.


— Duchu Gór?

Słucham.

— Czy pierwsza wyprawa jest najważniejsza?

Dlaczego miałaby być?

— Bo wtedy wszystko odkrywamy.

Pierwszy raz poznajesz miejsce.

— A drugi?

Sprawdzasz, czy chcesz je poznać lepiej.

— A dziesiąty?

Duch Gór uśmiechnął się.

Dziesiąty raz już nie liczysz.

 

I chyba właśnie wtedy zrozumiałem najwięcej.

Są góry, które zdobywamy raz.

Są takie, które odwiedzamy kilka razy.

I są miejsca, w których pewnego dnia przestajemy pamiętać numer wyprawy.

Nie dlatego, że wszystkie wizyty były takie same.

Przeciwnie.

Dlatego, że przestały być wydarzeniami.

Stały się częścią życia.

Tak jak nie liczymy, który raz siadamy przy tym samym stole.

Który raz rozmawiamy ze starym przyjacielem.

Który raz patrzymy przez okno własnego domu.

Po prostu wracamy.


Zaczęliśmy schodzić.

Tą samą ścieżką.

Znowu wiedziałem, co będzie za zakrętem.

I ku własnemu zdziwieniu wcale mi to nie przeszkadzało.

— Chyba mam odpowiedź — powiedziałem.

Już?

— Nie jedną.

To lepiej.

— Wracamy przez wspomnienia.

Czasami.

— Przez tęsknotę.

Czasami.

— Bo czujemy się gdzieś dobrze.

Tak.

— Bo chcemy zobaczyć znajomy widok.

Oczywiście.

— Bo chcemy spotkać siebie.

Duch Gór nic nie powiedział.

— Ale chyba jest jeszcze coś.

Co?

Spojrzałem na ścieżkę.

— Może wracamy, bo nie wszystko, co ważne, musi być nowe.

Duch Gór zatrzymał się.

Tym razem to on spojrzał na mnie.

Powtórz.

— Nie wszystko, co ważne, musi być nowe.

Kiwnął głową.

Tego warto było się nauczyć.


Szliśmy dalej.

Pomyślałem, jak bardzo świat przekonuje nas do nowości.

Nowe miejsce.

Nowy cel.

Nowy szczyt.

Nowe zdjęcie.

Nowa przygoda.

Jakby powtarzanie czegoś było stratą czasu.

Jakby droga, którą już przeszliśmy, miała mniejszą wartość tylko dlatego, że ją znamy.

A przecież nie wracamy do ukochanej melodii dlatego, że zapomnieliśmy, jak brzmi.

Wracamy właśnie dlatego, że ją pamiętamy.

Nie spotykamy starego przyjaciela dlatego, że nie znamy jego twarzy.

Wracamy, ponieważ ją znamy.

Może z górami jest podobnie.

Niektóre miejsca najpierw odkrywamy.

Potem poznajemy.

A jeszcze później przestajemy potrzebować powodu, żeby do nich wracać.

— Marcogorze — odezwał się Duch Gór.

— Tak?

Przez całe życie szukałeś nowych dróg.

— Nadal ich szukam.

I dobrze.

— Ale?

Nie ma żadnego „ale”.

Spojrzałem na niego zdziwiony.

Idź w nowe góry. Wchodź na szczyty, których jeszcze nie widziałeś. Zaglądaj za nieznane przełęcze. Człowiek potrzebuje miejsc, które go zaskakują.

— A te stare?

Do nich też wracaj.

— Po co?

Uśmiechnął się.

Bo człowiek potrzebuje również miejsc, których nie trzeba mu już przedstawiać.


Na dole obejrzałem się jeszcze raz.

Góry powoli znikały za drzewami.

Wiedziałem, że jeszcze tutaj wrócę.

Nie wiedziałem kiedy.

Nie wiedziałem z kim.

Nie wiedziałem nawet, czy następnym razem pójdę tą samą ścieżką.

Ale po raz pierwszy nie zastanawiałem się, czy kolejny powrót będzie stratą okazji do zobaczenia czegoś nowego.

Niektóre miejsca odwiedzamy po raz pierwszy.

Inne po raz ostatni.

A pomiędzy nimi są te, do których wracamy tyle razy, że przestajemy liczyć.

I może właśnie one mówią o nas najwięcej.

— Duchu Gór?

Jestem.

— To jednak wróciłem dzisiaj w te same góry.

Przez chwilę nic nie mówił.

W te same góry — być może.

— Wiedziałem, że coś dodasz.

Ale nie po to, żeby sprawdzić, czy są takie same.

— Więc po co?

Duch Gór spojrzał na ścieżkę prowadzącą w dół.

Może po prostu są już takie miejsca, Marcogorze, do których nie potrzebujesz pytania „po co?”.

Tym razem nie odpowiedziałem.

Nie było potrzeby.

Ruszyłem dalej znajomą drogą.

Wiedziałem, co będzie za następnym zakrętem.

I właśnie dlatego chciałem go zobaczyć.


Postscriptum — Jeśli to nasza pierwsza rozmowa…

Jeśli trafiłeś tutaj po raz pierwszy, nie musisz zaczynać od pytania, dlaczego człowiek wraca.

Najpierw warto zobaczyć, skąd wyruszyliśmy.

„Kroniki Ducha Gór” są zapisem rozmów człowieka, który od wielu lat chodzi po górach, z głosem, który z czasem nauczył się w nich słyszeć.

Nie każda rozmowa daje odpowiedź.

Niektóre zostawiają tylko kolejne pytanie.

I może właśnie dlatego wciąż do nich wracamy.

Marcogor u siebie

Spis treści „Kronik Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem”

📖 Przedmowa Ducha Gór — „Zanim usłyszysz drogę

📖 Księga Pierwsza — „Kroniki Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem

📖 Księga Druga — „Ślady, których nie zabiera wiatr

📖 Księga Trzecia — „Najważniejsza była droga

📖 Księga Czwarta — „Tamten szlak już nie istnieje

📖 Księga Piąta — „Człowiek, który nauczył się słuchać gór

📖 Księga Szósta — „35 lat na górskim szlaku

📖 Księga Siódma — „Duchu Gór, gdzie jest Twój dom?

📖 Księga Ósma — „Własnym tempem

📖 Księga Dziewiąta — „Dlaczego wracamy?”
Jesteś tutaj.

Jeśli to Twoja pierwsza rozmowa z Duchem Gór — zacznij od Przedmowy.

Nie spiesz się.

Niektóre drogi warto przejść więcej niż raz.


☕ Jeśli „Kroniki Ducha Gór” są Ci bliskie i chcesz pomóc mi pisać kolejne rozmowy, możesz postawić Marcogorowi symboliczną kawę na BuyCoffee.

Dziękuję, że idziesz ze mną tą drogą.

Do następnej rozmowy.

Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »