Księga X — Duchu Gór, czy można zdobyć górę?
Stałem na szczycie.
Nie pierwszy raz w życiu i, miałem nadzieję, nie ostatni.
Za mną zostało kilka godzin podejścia. Stromy las, kamienie, coraz krótszy oddech i ten moment, kiedy człowiek zaczyna wypatrywać końca drogi, choć dobrze wie, że góra nie ma obowiązku pokazać mu go wcześniej.
Teraz byłem na górze.
Plecak leżał obok.
Wiatr robił swoje.
A ja patrzyłem na świat rozłożony pode mną i czułem to dobrze znane zadowolenie.
— Zdobyta — powiedziałem.
— Co?
Odwróciłem głowę.
— Wiedziałem, że się odezwiesz.
Duch Gór siedział kilka kroków dalej.
— Powiedziałeś: „zdobyta”.
— Powiedziałem.
— Co zdobyłeś?
Wskazałem szczyt.
— Górę.
Spojrzał na kamienie pod naszymi stopami.
Potem na grań.
W końcu na mnie.
— A ona o tym wie?
Westchnąłem.
— Zaczyna się.
— Sam zacząłeś.
— To tylko takie powiedzenie.
— W takim razie po co go używasz?
— Bo wszyscy tak mówią. Zdobyłem szczyt. Zdobyłem Koronę. Zdobyłem kolejny dwutysięcznik. Co w tym dziwnego?
Duch Gór podniósł niewielki kamień.
Obrócił go w dłoni.
— Jeżeli coś zdobywasz, to chyba staje się twoje?
— Niekoniecznie.
— A co dostałeś?
— Widok.
— Za godzinę zejdziesz i zostanie tutaj.
— Satysfakcję.
— To było w tobie.
— Zdjęcie.
— Góry nie ma na zdjęciu.
— Jak to nie ma?
— Jest jej obraz.
Zaczynałem żałować, że się odezwałem.
— Dobrze. To może niczego nie zdobyłem.
— Tego nie powiedziałem.
— Ale właśnie do tego zmierzasz.
— Skąd wiesz, dokąd zmierzam?
Spojrzałem na niego.
— Znam cię już trochę.
Uśmiechnął się.
— To niebezpieczne przekonanie.
Usiadłem na kamieniu.
Nie chciałem od razu schodzić.
Przez wiele lat wejście na szczyt było dla mnie czymś więcej niż tylko osiągnięciem punktu na mapie.
Czasami był to cel całej wyprawy.
Czasami marzenie.
Bywały góry, o których myślałem miesiącami. Czytałem opisy, oglądałem mapy, planowałem drogę.
A potem przychodził dzień wejścia.
Pierwszy krok.
Drugi.
Setki następnych.
Zmęczenie.
Pot.
Czasem strach.
Czasem pytanie, czy dam radę.
I wreszcie szczyt.
Jak inaczej to nazwać, jeśli nie zdobyciem?
— Wiesz — powiedziałem — łatwo ci mówić.
— O czym?
— Że góry się nie zdobywa.
— Jeszcze tego nie powiedziałem.
— Ale zaraz powiesz.
— Widzę, że dzisiaj jestem najmniej potrzebnym uczestnikiem tej rozmowy.
Roześmiałem się.
— Chodzi mi o to, że ty nie musisz tutaj wchodzić. Jesteś Duchem Gór. Ja muszę ruszyć z dołu.
— To prawda.
— Muszę się zmęczyć.
— Tak.
— Czasem muszę pokonać własny strach.
— Tak.
— Czasem zawrócić.
— Również.
— A czasem próbować drugi raz.
— Wiem.
— Więc chyba mam prawo, kiedy wreszcie stanę na szczycie, powiedzieć: zdobyłem go.
Duch Gór długo nie odpowiadał.
Tym razem nie wyglądał, jakby szykował kolejne pytanie.
— Masz — powiedział w końcu.
Zaskoczył mnie.
— Co?
— Masz prawo tak powiedzieć.
— I tyle?
— A czego oczekiwałeś?
— Że będziesz się ze mną kłócił.
— Nie przyszedłem tutaj wygrywać z tobą rozmów.
To zdanie zatrzymało mnie na chwilę.
Może kiedyś rzeczywiście traktowałem go jak kogoś, kto zna odpowiedzi.
Coraz częściej jednak miałem wrażenie, że po prostu idzie obok.
I czasem widzi coś, czego ja jeszcze nie zauważyłem.
— Czyli jednak można zdobyć górę?
— Nie wiem.
— Pięknie.
— Chciałeś prawdziwej odpowiedzi.
— Od Ducha Gór spodziewałem się czegoś bardziej konkretnego.
— Mogę powiedzieć coś bardzo mądrego, jeśli chcesz.
— Spróbuj.
Wyprostował się i przybrał poważną minę.
— Człowiek nie zdobywa góry. Człowiek zdobywa samego siebie.
Popatrzyłem na niego.
On na mnie.
— I co? — zapytał.
— Straszne.
— Też tak uważam.
Roześmialiśmy się obaj.
— Ile razy to słyszałem — powiedziałem.
— Ja więcej.
— Możliwe.
— Góry mają dużo czasu na słuchanie ludzi.
Wiatr przeszedł po grani.
Przez chwilę milczeliśmy.
Spojrzałem w dół.
Gdzieś tam zaczynała się moja dzisiejsza droga.
Z góry wyglądała niepozornie.
Kilka godzin życia sprowadzonych do cienkiej kreski między drzewami i skałami.
— Wiesz, co jest dziwne? — powiedziałem.
— Co?
— Kiedyś naprawdę liczyłem szczyty.
— A teraz?
— Też czasem liczę.
— To po co mówisz „kiedyś”?
— Żeby zabrzmieć mądrzej.
Duch Gór pokiwał głową.
— Robisz postępy.
Uśmiechnąłem się.
— Korony, listy, kolejne najwyższe punkty… To wszystko dawało mi motywację. Nadal daje. Lubię mieć cel.
— I co w tym złego?
— Myślałem, że ty mi powiesz.
— Nic.
Znowu mnie zaskoczył.
— Naprawdę?
— Marcogorze, problemem nie jest lista szczytów.
— A co nim jest?
— Chyba moment, w którym lista staje się ważniejsza od drogi.
Zamilkłem.
To już rozumiałem.
Można wejść na sto gór i pamiętać każdą.
Można wejść na sto i pamiętać tylko liczby.
Można też nigdy nie prowadzić żadnego wykazu i przeżyć dokładnie tę samą próżność.
Nie chodziło więc o korony.
Ani o kolekcjonowanie szczytów.
Chodziło o coś innego.
— Czyli słowo „zdobyłem” też nie jest problemem?
— Słowo jest tylko słowem.
— To po co mnie męczysz od początku?
— Bo chciałem wiedzieć, co dla ciebie znaczy.
— Mogłeś zapytać.
— Zapytałem.
— Mogłeś prościej.
— Mogłem.
— I?
— Nie chciałem.
To cały Duch Gór.
Podniosłem się i podszedłem kilka kroków do miejsca, z którego widok był jeszcze szerszy.
Przypomniałem sobie szczyty, na których stałem przez te wszystkie lata.
Niektóre łatwe.
Inne wymagające.
Takie, na które wszedłem raz.
I takie, do których wracałem.
Były też te, których nie udało mi się osiągnąć.
Przez pogodę.
Przez warunki.
Przez zmęczenie.
Przez rozsądek.
— A góra, z której zawróciłem? — zapytałem.
— Co z nią?
— Czy ją przegrałem?
— Ty mi powiedz.
Pamiętałem kilka takich odwrotów.
Nigdy nie smakowały dobrze.
Człowiek może sobie tłumaczyć, że podjął rozsądną decyzję, że góra poczeka, że najważniejszy jest bezpieczny powrót.
I wszystko to jest prawdą.
Ale gdzieś głęboko zostaje niedosyt.
— Kiedyś myślałem, że trochę tak.
— Że przegrałeś?
— Tak.
— Z kim?
Otworzyłem usta.
I nic nie powiedziałem.
Z kim właściwie można przegrać w górach?
Ze skałą?
Ze śniegiem?
Z wiatrem?
Góra nie stoi na szczycie z zegarkiem i nie czeka, aż człowiek się podda.
Nie ma wyniku.
Nie ma sędziego.
Nie ma przeciwnika.
Jest tylko człowiek i jego decyzja.
— Chyba z samym sobą — powiedziałem.
Duch Gór spojrzał na mnie.
— Znowu chcesz zdobywać samego siebie?
— Nie zaczynaj.
Zaśmiał się.
Usiedliśmy ponownie.
Słońce było już niżej.
Pora schodzić.
Ale jeszcze chwilę zostaliśmy.
— Duchu Gór?
— Słucham.
— Przez całe życie mówiłem, że zdobywam góry.
— Wiem.
— I chyba nadal będę tak mówił.
— Dobrze.
— Nie poprawisz mnie?
— Nie.
— Dlaczego?
Duch Gór spojrzał gdzieś daleko.
— Bo chyba już wiesz, że to nie góra należy potem do ciebie.
— A co?
— Nie wiem. Powiedz mi.
Tym razem pytanie nie zirytowało mnie.
Patrzyłem na szczyt.
Na kamienie.
Na drogę, którą za chwilę miałem wracać.
I pomyślałem o wszystkich tych górach, które przez lata nazywałem zdobytymi.
Żadnej nie zabrałem ze sobą.
Żadna nie stała się moja.
Nie zmniejszyła się od mojego wejścia.
Nie przybyło jej nic od mojego zachwytu.
Następnego dnia mógł wejść tutaj ktoś inny i przeżyć własną drogę.
A góra nadal byłaby taka sama.
Za to ja z wielu szczytów wracałem trochę inny.
Czasem silniejszy.
Czasem bardziej pokorny.
Czasem szczęśliwy.
Czasem zły.
Czasem tylko zmęczony.
Ale zawsze coś ze sobą niosłem.
Nagle się uśmiechnąłem.
— Chyba źle patrzyliśmy na to od początku.
Duch Gór odwrócił się w moją stronę.
— My?
— No dobrze. Ja źle patrzyłem.
— To już brzmi uczciwiej.
— Pytałem, czy można zdobyć górę.
— Tak.
— A może pytanie powinno być inne.
Czekał.
— Może nie chodzi o to, czy ja zdobyłem górę.
Zamilkłem.
Wiatr przeszedł między nami.
— Tylko? — zapytał.
Spojrzałem jeszcze raz na grań.
— Co ta góra zdobyła we mnie.
Duch Gór nic nie powiedział.
Patrzył na mnie długo.
— No co? — zapytałem.
— Nic.
— Nie podoba ci się?
— Przeciwnie.
— To dlaczego milczysz?
Wstał.
— Bo nie każdą dobrą odpowiedź trzeba poprawiać.
I ruszył w stronę ścieżki.
Schodziliśmy powoli.
Szczyt zostawał za nami.
Po kilkunastu minutach odwróciłem się.
Był tam, gdzie wcześniej.
Oczywiście.
Nie wyglądał na zdobyty.
Nie wyglądał też na pokonany.
Stał.
Obojętny na moje listy, fotografie, korony i wszystkie słowa, którymi człowiek próbuje opisać swoje spotkanie z górą.
— Duchu Gór?
— Tak?
— Czyli mogę jutro powiedzieć znajomym, że zdobyłem szczyt?
— Możesz.
— Bez wykładu?
— Bez wykładu.
— Bez pytania, czy szczyt o tym wie?
— Tego nie obiecuję.
Roześmiałem się.
Poszliśmy dalej.
Po jakimś czasie góra zniknęła za drzewami.
Zostało tylko zejście.
I jedna myśl, której rano ze sobą nie przyniosłem.
Może człowiek rzeczywiście zdobywa góry.
Ma prawo tak mówić.
Bo przecież wkłada w tę drogę wysiłek, marzenia, czas, odwagę i kawałek własnego życia.
Tylko dobrze od czasu do czasu pamiętać, że po zejściu góra zostaje tam, gdzie była.
A prawdziwy ślad jej zdobycia nie znajduje się na szczycie.
Zostaje w człowieku.
I może właśnie dlatego po tylu latach wciąż zakładam plecak.
Nie po to, żeby mieć coraz więcej gór.
Tylko żeby góry wciąż miały we mnie miejsce.
Postscriptum — Jeśli to nasza pierwsza rozmowa…
Jeśli trafiłeś tutaj po raz pierwszy, nie musisz zaczynać od pytania, czy można zdobyć górę.
Najpierw warto zobaczyć, skąd wyruszyliśmy.
„Kroniki Ducha Gór” są zapisem rozmów Marcogora z Duchem Gór — o drodze, pamięci, przemijaniu, powrotach i o tym wszystkim, co człowiek czasem zaczyna rozumieć dopiero wtedy, gdy na chwilę przestaje iść.
Nie każda rozmowa daje odpowiedź.
Czasem wystarczy, że po zejściu z góry zostaje w człowieku nowe pytanie.
Spis treści „Kronik Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem”
📖 Przedmowa Ducha Gór — „Zanim usłyszysz drogę”
📖 Księga Pierwsza — „Kroniki Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem”
📖 Księga Druga — „Ślady, których nie zabiera wiatr”
📖 Księga Trzecia — „Najważniejsza była droga”
📖 Księga Czwarta — „Tamten szlak już nie istnieje”
📖 Księga Piąta — „Człowiek, który nauczył się słuchać gór”
📖 Księga Szósta — „35 lat na górskim szlaku”
📖 Księga Siódma — „Duchu Gór, gdzie jest Twój dom?”
📖 Księga Ósma — „Własnym tempem”
📖 Księga Dziewiąta — „Dlaczego wracamy?”
Jeśli to Twoja pierwsza rozmowa z Duchem Gór — zacznij od Przedmowy.
Nie spiesz się.
Niektóre odpowiedzi znajdujemy dopiero po zejściu ze szczytu.
☕ Jeśli „Kroniki Ducha Gór” są Ci bliskie i chcesz pomóc mi pisać kolejne rozmowy, możesz postawić Marcogorowi symboliczną kawę na BuyCoffee.
Dziękuję, że idziesz ze mną tą drogą.
Do następnej rozmowy.
Marcogor
















