Wybierz stronę

Kroniki Ducha Gór – Księga VIII — Własnym tempem

Kroniki Ducha Gór – Księga VIII — Własnym tempem

Wieczorem długo patrzyłem na mapę.

Nie szukałem na niej konkretnego szczytu. Nie prowadziłem palcem po grani ani nie zastanawiałem się, którędy pójdę następnego dnia. Patrzyłem raczej na miejsca, które przez lata odkładałem na później.

Kiedyś wydawało mi się, że tego „później” mam bardzo dużo.

Były góry, do których chciałem wrócić. Były szczyty, na których chciałem jeszcze stanąć. Były też marzenia większe — takie, które rodzą się trochę przypadkiem, a potem zaczynają człowiekowi towarzyszyć.

Jednym z nich była Korona Europy.

Nie marzyłem o niej od dziecka. Przyszła znacznie później. Kiedyś pojawiła się okazja, żeby dołączyć do wypraw na najwyższe szczyty europejskich państw.

Pojechałem.

Potem jeszcze raz.

I jeszcze.

Zaczęły pojawiać się kolejne szczyty, kraje, drogi. Przez chwilę pomyślałem nawet, że może rzeczywiście warto spróbować.

Zdobyć je wszystkie.

Korona Europy.

Brzmiało pięknie.

Tylko że któregoś dnia zrozumiałem coś, czego nie było na żadnej mapie.

— Duchu Gór, chyba się starzeję.

Wiatr poruszył trawą przy ścieżce.

Nie odpowiedział.

— Słyszysz mnie?

Słyszę.

— I nic nie powiesz?

A czego ode mnie oczekujesz?

— Nie wiem. Może powiesz, że to nieprawda.

A jest nieprawdą?

Zamilkłem.

Nie lubiłem takich jego odpowiedzi.

— Jeszcze daję radę — powiedziałem po chwili.

Wiem.

— Potrafię przejść długą trasę. Potrafię wejść wysoko. Są jeszcze szczyty, na które chciałbym wejść. Są miejsca, gdzie pewnie jeszcze pójdę.

Wiem.

— To dlaczego, kiedy patrzę na niektóre plany wypraw, od razu wiem, że nie chcę jechać?

Duch Gór długo milczał.

Opowiedz mi.

Nie powiedziałem gdzie.

Nie powiedziałem kiedy.

Nazwy nie miały znaczenia.

Pamiętałem za to zmęczenie.

Długą podróż. Noc, która właściwie nie była nocą, bo prawie nie było w niej snu. Potem góry. Wiele godzin na szlaku. Powrót bardzo późno.

I świadomość, że za kilka godzin znowu trzeba wstać.

Kolejny szczyt.

Kolejna długa trasa.

Kolejny dzień, który trzeba wykorzystać, bo przecież skoro przyjechaliśmy tak daleko, szkoda byłoby czegoś nie zdobyć.

Młodsi wstawali i szli.

Dla nich taki rytm był jeszcze naturalny.

Patrzyłem na nich i przypominałem sobie siebie sprzed lat.

Pewnie też bym poszedł.

Bez zastanowienia.

— Poszedłeś wtedy? — zapytał Duch Gór.

— Poszedłem.

Dałeś radę?

— Dałem.

Więc czego się boisz?

— Niczego się nie boję.

To dlaczego mówisz, że jesteś za stary?

Nie odpowiedziałem od razu.

Bo właśnie wtedy zrozumiałem, że nie chodziło o to, czy potrafię wejść na kolejny szczyt.

Potrafiłem.

Nie chodziło nawet o kilometry ani przewyższenie.

Chodziło o czas pomiędzy jedną drogą a drugą.

Kiedyś wystarczała mi krótka noc. Rano zakładałem buty i znowu mogłem iść.

Dzisiaj potrzebuję więcej czasu.

Jednego dnia nadal mogę pójść daleko.

Ale następnego chciałbym odpocząć.

Usiąść.

Popatrzeć na góry.

Pozwolić zmęczonym nogom odzyskać siłę.

Może nawet pozwolić, żeby poprzednia droga została we mnie trochę dłużej, zanim przykryje ją następna.

— Młodzi mogą inaczej — powiedziałem.

Mogą.

— Ja też kiedyś mogłem.

Mogłeś.

— I co? Mam się z tym po prostu pogodzić?

Duch Gór zamilkł.

Znałem już tę jego ciszę.

Nigdy nie oznaczała końca rozmowy.

Przeciwnie.

Najważniejsze zdania zwykle przychodziły właśnie po niej.

A może, Marcogorze, nie jesteś za stary, żeby chodzić po górach? Może jesteś już tylko za stary, żeby chodzić po nich cudzym tempem?

Spojrzałem przed siebie.

— Nie lubię tego słowa.

Którego?

— Stary.

Więc go nie używaj.

— Sam przed chwilą go użyłeś.

Bo ty użyłeś go pierwszy.

Uśmiechnąłem się.

— Czyli jednak się starzeję.

Oczywiście.

— Dzięki za pocieszenie.

Nie jestem tutaj po to, żeby cię pocieszać.

— To po co?

Żebyś czasem usłyszał to, co sam już wiesz.

Ruszyłem dalej.

Powoli.

Nie dlatego, że nie mogłem szybciej.

Po prostu nie było powodu.

Po chwili Duch Gór odezwał się znowu.

Powiedz mi, czym jest tempo?

— Jak szybko idę.

Tylko tyle?

Zastanowiłem się.

Nie.

Już wiedziałem, że nie.

Tempo to także sposób, w jaki podróżujemy.

To, ile próbujemy zmieścić w jednym dniu i jak szybko po jednej drodze musimy ruszyć na następną.

Cudze tempo nie musi oznaczać, że ktoś idzie szlakiem szybciej ode mnie.

Cudzym tempem można przeżyć całą wyprawę.

A może nawet całe życie.

— Chciałem kiedyś zdobyć Koronę Europy — powiedziałem.

Wiem.

— Teraz już chyba wiem, że jej nie zdobędę.

Te słowa zabrzmiały inaczej, kiedy powiedziałem je głośno.

Nie było w nich wielkiego smutku.

Raczej coś podobnego do zgody.

Choć może jeszcze niepełnej.

Żałujesz?

— Trochę.

Dlaczego?

— Bo to było marzenie.

Było?

Zatrzymałem się.

— No właśnie nie wiem.

Duch Gór milczał.

— Może nadal jest — powiedziałem. — Tylko już wiem, że go nie spełnię.

A kiedy marzenie staje się niespełnione, Marcogorze?

— Kiedy nie docieramy do celu.

Jesteś pewien?

Znowu to robił.

Odpowiadał pytaniem.

— Korona to konkret. Lista szczytów. Albo wejdziesz na wszystkie, albo nie.

To prawda.

— Więc jeśli nie wejdę, nie zdobędę jej.

Też prawda.

— Wreszcie się ze mną zgadzasz.

Bo nie próbuję ci udowodnić, że zdobędziesz Koronę Europy.

— To co próbujesz mi powiedzieć?

Że nie każde marzenie musi zostać spełnione, żeby miało sens.

Szliśmy dalej.

Pomyślałem o miejscach, do których trafiłem właśnie dlatego, że kiedyś chciałem czegoś więcej.

O drogach, których być może nigdy bym nie zobaczył.

O ludziach.

O porankach w obcych górach.

O chwilach, które nie znalazły się na żadnej liście, choć dzisiaj pamiętam je lepiej niż niejeden zdobyty szczyt.

— Czyli mam zrezygnować?

Nie wiem.

Spojrzałem na niego niemal zaskoczony.

— Jak to nie wiesz?

Nie wiem. To twoja droga.

— Pierwszy raz słyszę, żeby Duch Gór czegoś nie wiedział.

Wiele rzeczy mi przypisujesz, Marcogorze.

Roześmiałem się.

A potem znowu zrobiło się cicho.

Wiem tylko jedno — odezwał się po chwili. — Żadna korona nie jest warta tego, żebyś przestał słyszeć własne kroki.

Tym razem nic nie odpowiedziałem.

Bo chyba właśnie o to chodziło.

Przez dużą część życia człowiek uczy się, że trzeba dawać radę.

Jeszcze kawałek.

Jeszcze jeden szczyt.

Jeszcze jeden dzień.

Skoro inni mogą, ja też mogę.

A potem przychodzi moment, kiedy nadal możesz.

Tylko zaczynasz pytać:

Po co?

Nie po to, żeby zrezygnować z gór.

Przeciwnie.

Może właśnie po to, żeby zostać w nich jak najdłużej.

— Kiedyś tak chodziłem — powiedziałem.

Wiem.

— I dawałem radę.

Dzisiaj również dajesz.

— Więc co się zmieniło?

Duch Gór spojrzał gdzieś w stronę grani.

Ty.

Jedno słowo.

Tyle wystarczyło.

Nie góry stały się wyższe.

Nie szlaki dłuższe.

Nie młodzi zaczęli chodzić za szybko.

To ja znalazłem się w innym miejscu swojej drogi.

I chyba najtrudniejsze było nie zaakceptowanie tego, że potrzebuję więcej odpoczynku.

Najtrudniejsze było pogodzenie się z tym, że nie muszę już chodzić tak, jak chodziłem kiedyś.

— Czy to jest odpuszczanie? — zapytałem.

Być może.

— Nie brzmi dobrze.

Bo przez wiele lat uczono cię, że odpuszczają słabi.

— A nie?

Czasami. Ale czasami odpuszcza człowiek, który wreszcie wie, czego naprawdę chce.

— A jeśli kiedyś będę żałował tych szczytów?

Duch Gór przez chwilę nie odpowiadał.

Być może będziesz żałował niektórych szczytów. Niektórych dróg. Niektórych miejsc. Ale żal nie zawsze oznacza, że wybrałeś źle.

Spojrzałem jeszcze raz na góry.

Były takie same jak zawsze.

A jednak ja patrzyłem na nie trochę inaczej.

Może Korony Europy rzeczywiście nigdy nie zdobędę.

Może na część najwyższych szczytów już nie pojadę.

A może jeszcze niejeden raz zaskoczę samego siebie.

Nie wiem.

I chyba pierwszy raz od dawna nie potrzebowałem tego wiedzieć.

Wiedziałem natomiast coś innego.

Nadal chcę chodzić.

Nadal chcę zobaczyć, co znajduje się za następną przełęczą.

Nadal są góry, o których myślę wieczorem i dla których rano bez żalu zakładam ciężkie buty.

Tylko nie chcę już z nikim się ścigać.

Nawet z człowiekiem, którym sam byłem dwadzieścia lat temu.

— Duchu Gór?

Jestem.

— Czyli droga się nie kończy?

Wiatr przeszedł przez trawy i pobiegł gdzieś ku grani.

Nie, Marcogorze.

— To co się kończy?

Długo nie odpowiadał.

A potem usłyszałem:

Czasami kończy się tylko tempo, w którym dotąd nią szedłeś.

Ruszyłem.

Własnym krokiem.

I pomyślałem, że może właśnie na tym polega jedna z najtrudniejszych lekcji gór.

Nie na tym, żeby zawsze dojść.

Nie na tym, żeby wejść na wszystkie szczyty.

Nawet nie na tym, żeby udowodnić sobie, że wciąż potrafię.

Tylko na tym, żeby któregoś dnia umieć powiedzieć:

To było moje marzenie. Ale już nie musi być moim celem.

I pójść dalej.

Nie wolniej.

Nie szybciej.

Własnym tempem.

Postscriptum — Jeśli to nasza pierwsza rozmowa…

Jeśli trafiłeś tutaj po raz pierwszy, nie musisz szukać początku tej opowieści.

Zostawiam Ci mapę naszej dotychczasowej drogi.

Każda Księga jest osobną rozmową, ale wszystkie prowadzą tym samym szlakiem — od pierwszego pytania aż do miejsc, w których człowiek zaczyna lepiej rozumieć samego siebie.

Spis treści „Kronik Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem”

📖 Przedmowa Ducha Gór — „Zanim usłyszysz drogę

📖 Księga Pierwsza — „Kroniki Ducha Gór. Rozmowy z Marcogorem

📖 Księga Druga — „Ślady, których nie zabiera wiatr

📖 Księga Trzecia — „Najważniejsza była droga

📖 Księga Czwarta — „Tamten szlak już nie istnieje

📖 Księga Piąta — „Człowiek, który nauczył się słuchać gór

📖 Księga Szósta — „35 lat na górskim szlaku

📖 Księga Siódma — „Duchu Gór, gdzie jest Twój dom?

📖 Księga Ósma — „Własnym tempem

Jeśli to Twoja pierwsza rozmowa z Duchem Gór — zacznij od Przedmowy.

Nie spiesz się.

Niektóre drogi warto przejść powoli.


☕ Jeśli „Kroniki Ducha Gór” są Ci bliskie i chcesz pomóc mi pisać kolejne rozmowy, możesz postawić Marcogorowi symboliczną kawę na BuyCoffee.

Dziękuję, że idziesz ze mną tą drogą.

Do następnej rozmowy.

Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »