Wybierz stronę

Wejście na Gerlach

Wejście na Gerlach

To było dawno temu, ale takich wydarzeń się nie zapomina. W lipcu 2003 roku pojechałem z trójką towarzyszy w słowackie Tatry Wysokie z planem zdobycia Gerlacha – najwyższego szczytu Tatr, Słowacji i całych Karpat. Wtedy było to jedno z moich największych górskich marzeń.

Zamieszkaliśmy w Wielkim Sławkowie, skąd blisko było do tatrzańskich miejscowości i kolejki elektrycznej kursującej wzdłuż południowych podnóży Tatr Wysokich. Po przyjeździe wynajęliśmy słowackiego przewodnika, który miał nas bezpiecznie wyprowadzić na wymarzony szczyt.

Gerlach – dach Tatr i całych Karpat

Gerlach, nazywany po słowacku Gerlachovským štítem, wznosi się na wysokość 2655 m. Leży w potężnym masywie górującym nad Doliną Wielickką i Doliną Batyżowiecką. Od Zadniego Gerlacha oddziela go Gerlachowskie Sedlo, natomiast jego grzbiet biegnie dalej w stronę Małego Gerlacha, nazywanego również Kotłowym Szczytem. To właśnie tam rozgałęziają się ramiona skalne otaczające rozległy Gerlachowski Kocioł.

Przez długi czas nie zdawano sobie sprawy, że Gerlach jest najwyższym szczytem Tatr. Za wyższe uważano wcześniej między innymi Krywań, Łomnicę i Lodowy Szczyt. Dopiero pomiary przeprowadzone przez Ludwika Greinera w 1838 roku potwierdziły wysokościowe pierwszeństwo Gerlacha. Za pierwsze znane wejście uważa się wyprawę spiskiego przewodnika i nauczyciela Jána Stilla z 1834 roku.

Nazwa góry pochodzi od położonej u jej południowych podnóży miejscowości Gerlachov. W różnych okresach historycznych szczyt nosił również nazwy Szczytu Franciszka Józefa, Szczytu Legionistów i Szczytu Stalina. Ostatecznie powrócono do tradycyjnej nazwy Gerlachovský štít.

Pierwszą próbę zatrzymała pogoda

Pełni obaw i nadziei położyliśmy się spać. Pobudkę zaplanowaliśmy na piątą rano, jednak niespodziewanie zadzwonił przewodnik. Pogoda była bardzo kiepska i z wejścia na Gerlach tego dnia nic nie wyszło.

Emocje szybko opadły, a my wróciliśmy do łóżek. Później pojechaliśmy samochodem w Niżne Tatry, aby zwiedzić jaskinie w Dolinie Demianowskiej. Wredna pogoda tylko na to pozwalała – przed deszczem najlepiej było schować się pod ziemią.

Umówiliśmy się z przewodnikiem, że następnego dnia ponowimy próbę. Znowu miał zadzwonić rano i powiedzieć, czy warunki pozwalają na wyjście.

Ze Śląskiego Domu w stronę Wielickiej Próby

Następnego ranka ponownie obudził mnie telefon. Tym razem wiadomość była lepsza: pogoda bez rewelacji, ale idziemy!

Szybko się zebraliśmy i jeszcze przed szóstą rano dotarliśmy na parking w Tatrzańskiej Polance. Czekał tam na nas przewodnik Jaro Michalko – bardzo sympatyczny i wygadany człowiek. Zamówił dla nas transport, który drogą jezdną wywiózł nas do Śląskiego Domu nad Wielickim Stawem.

W ten sposób ominęliśmy piesze podejście z Tatrzańskiej Polanki i właściwą wysokogórską część wyprawy rozpoczęliśmy na wysokości około 1670 m. Przed nami było niemal tysiąc metrów podejścia.

To właśnie w Dolinie Wielickiej, u stóp Wielickiej Siklawy, zaczęła się moja prawdziwa przygoda z najwyższym szczytem Tatr. Początkowo szliśmy zielonym szlakiem prowadzącym w stronę Polskiego Grzebienia. Powyżej wodospadu, na skraju Ogrodu Wielickiego, opuściliśmy znakowaną trasę i skręciliśmy w lewo.

Wyraźna perć przeprowadziła nas przez Wielicką Wodę, a następnie po kamienistym terenie i piargach doprowadziła w stronę wylotu głębokiego Wielickiego Żlebu. Pogoda była zła. Cały czas mżyło, chmury zasłaniały góry, a skały były mokre i śliskie.

Wielicka Próba w deszczu

W rejonie wejścia w drogę zebrało się kilka zespołów planujących atak na Gerlach. Wszyscy szli z przewodnikami. Na jednego przewodnika przypadały najwyżej trzy osoby. W 2003 roku zapłaciliśmy za tę wyprawę po 150 złotych od osoby, co dziś może być już tylko historyczną ciekawostką.

Z powodu pogody kilka grup zrezygnowało z dalszej drogi. My zdecydowaliśmy się iść wyżej mimo deszczu i mokrej skały. Przewodnik rozdał nam kaski i uprzęże, przywiązał do swojej liny i od tej chwili prowadził nas przez wszystkie trudniejsze miejsca.

Pierwszą poważną przeszkodą była Wielicka Próba, położona na wysokości około 1980 m. Jest to stroma, mniej więcej piętnastometrowa ścianka, którą pokonuje się przy pomocy klamer i łańcuchów. Ekspozycja robiła wrażenie, a mokra skała dodatkowo zwiększała trudności.

Powyżej Wielickiej Próby wspinaliśmy się trawiasto-skalistym zboczem po prawej stronie Wielickiego Żlebu. Droga prowadziła coraz wyżej, aż na Przełączkę nad Kotłem, położoną na wysokości około 2425 m.

Przez Gerlachowski Kocioł pod szczyt

Po drugiej stronie przełączki otworzył się Gerlachowski Kocioł – wysoko zawieszona dolinka polodowcowa otoczona stromymi ścianami Małego Gerlacha. W dobrej pogodzie miejsce musi wyglądać niezwykle, jednak tego dnia większą część otoczenia pochłaniała mgła.

Droga obniżyła się nieco z przełączki, a potem prowadziła trawersem przez kolejne żebra i żlebki. Był to najbardziej skomplikowany orientacyjnie odcinek całej wyprawy. Cały czas pytałem przewodnika, gdzie jesteśmy, żeby cokolwiek zapamiętać z drogi, której niemal nie widziałem.

Obejście Gerlachowskiego Kotła i trawers pod granią Małego Gerlacha dostarczyły nam trochę emocji, chociaż technicznie nie były jeszcze najtrudniejszą częścią wejścia. W końcu dotarliśmy do górnej części Batyżowieckiego Żlebu. Stamtąd skalna odnoga wyprowadziła nas w stronę kopuły szczytowej Gerlacha.

Po około czterech godzinach wspinaczki osiągnęliśmy cel.

Na najwyższym szczycie Tatr

Najwyższy szczyt Karpat został zdobyty. Jedno z moich największych tatrzańskich marzeń właśnie się spełniło.

Niestety pogoda nadal była tak zła, że z wierzchołka nie zobaczyłem niczego. Wszystko tonęło w chmurach. Udało się zrobić tylko kilka zdjęć przy krzyżu z charakterystycznym turkusowym oczkiem. Na niewielkim wierzchołku nie mogliśmy zostać długo, ponieważ za nami nadchodziły następne zespoły.

Wynajęcie przewodnika dawało poczucie bezpieczeństwa, ale miało też drugą stronę – narzucone tempo i niewiele czasu na spokojne przeżywanie chwili. Przewodnik mocno nas poganiał, co momentami mnie denerwowało. Dopiero później zrozumiałem, jak dużym problemem na Gerlachu jest nie sama trudność techniczna, lecz skomplikowana topografia oraz odnalezienie właściwego przejścia wśród licznych żlebów, żeber i skalnych tarasów.

Zejście Batyżowieckim Żlebem

Ze szczytu rozpoczęliśmy zejście klasyczną drogą przez Batyżowiecki Żleb. Schodziliśmy stromym, skalisto-piarżystym terenem, miejscami korzystając z klamer i łańcuchów, a w innych miejscach trzymając się wydeptanych perci biegnących obok głównego żlebu.

Kulminacją zejścia była Batyżowiecka Próba – około sześciometrowa, mocno eksponowana ścianka zabezpieczona klamrami i łańcuchem. Po jej pokonaniu trudności stopniowo malały. Schodziliśmy dalej po piargach i skalnych stopniach, aż w końcu wydostaliśmy się do Doliny Batyżowieckiej.

Dotarliśmy nad Batyżowiecki Staw, gdzie znaleźliśmy się już na znakowanej Magistrali Tatrzańskiej. Stąd wróciliśmy do Śląskiego Domu. Dopiero siedząc bezpiecznie w budynku, mogłem naprawdę odetchnąć i ostudzić emocje.

Wtedy powoli dotarło do mnie, czego dokonałem – stanąłem na najwyższym szczycie moich ukochanych Tatr. Jechałem tam z wielkim marzeniem, a wracałem z ogromną satysfakcją. W schronisku siedzieliśmy długo, wspominając przeżyte dopiero co chwile. Takich momentów nie zapomina się nigdy.

Cała pętla od Śląskiego Domu i z powrotem zajęła nam około siedmiu godzin.

dyplom za wejście na Gerlach

jedyna niewyraźna pamiątka z wręczenia dyplomu

Dyplom od przewodnika

Byli ze mną Amelka i Krystian, natomiast Arash czekał na dole. Ze schroniska zeszliśmy Doliną Wielicką do samochodu pozostawionego w Tatrzańskiej Polance. Po wszystkim czuliśmy przede wszystkim radość ze zdobycia Gerlacha i szczęście, że wszyscy bezpiecznie wróciliśmy.

Umówiliśmy się z przewodnikiem, że wieczorem spotkamy się jeszcze w Starym Smokowcu, w pubie przewodników górskich. Jaro Michalko przygotował dla nas niespodziankę. Wręczył nam dyplomy potwierdzające wejście na Gerlach, opatrzone pieczątką i jego podpisem, a potem postawił nam piwo.

Wspominaliśmy wspólną wyprawę, a Jaro pochwalił nas za hart ducha i dobrą kondycję. Nie zawróciliśmy jak inne zespoły, mimo kiepskiej pogody, więc być może zasłużyliśmy na te słowa. Jego nazwiska również nigdy nie zapomniałem. Był to pierwszy i przez długi czas jedyny przypadek, gdy zdecydowałem się skorzystać z usług przewodnika.

Szkoda, że tamtego pubu już nie ma. Panowała w nim prawdziwie górska atmosfera.

Czy na Gerlach można wejść bez przewodnika?

Na Gerlach nie prowadzi znakowany szlak turystyczny, dlatego jego klasycznej drogi nie wyznaczą zwykłe mapy turystyczne. Trasa biegnie przez wymagający, miejscami eksponowany i skomplikowany orientacyjnie teren wysokogórski.

Zwykły turysta może wejść na Gerlach w towarzystwie uprawnionego przewodnika wysokogórskiego. Samodzielne poruszanie się poza szlakami dotyczy osób spełniających warunki działalności taternickiej określone w regulaminie TANAP-u. Przed planowaną wyprawą trzeba sprawdzić aktualne przepisy, warunki pogodowe i komunikaty słowackiej Horskiej Služby.

Klasyczna pętla ze Śląskiego Domu prowadzi przez Wielicką Próbę na szczyt, a następnie schodzi Batyżowieckim Żlebem i Batyżowiecką Próbą do Doliny Batyżowieckiej. Według przewodnika Józefa Nyki odcinek od Śląskiego Domu na wierzchołek ma około 3,5 km długości i prawie 1000 m różnicy wysokości. Podawany czas przejścia wynosi około 4,5 godziny na szczyt i 3,5 godziny zejścia. Rzeczywisty czas zawsze zależy jednak od pogody, kondycji zespołu oraz warunków panujących na skale.

Ten wpis został odświeżony w ramach projektu Korona Gór Słowacji 2.0, w którym porządkuję i uzupełniam moje dawne relacje ze szczytów najwyższych pasm Słowacji.

Marzenie, które zostało ze mną

Nie pamiętam już, czy po powrocie byłem bardzo zmęczony. Pamiętam za to, że w pełni cieszyć się mogłem dopiero wtedy, gdy cała wyprawa zakończyła się bezpiecznie.

Dyplom do dziś wisi na ścianie i przypomina tamte chwile. Zachowało się niewiele zdjęć wykonanych analogowym aparatem, a ich jakość daleka jest od dzisiejszych standardów. Zamieszczam je jednak, ponieważ są częścią tej historii. Pokazują również, w jakich strojach chodziło się wtedy po górach – po prostu w tym, co kto miał.

Brak widoków ze szczytu przez lata był dla mnie dodatkową motywacją, żeby kiedyś na Gerlach wrócić. Lubię powracać po latach w miejsca wyjątkowe, a najwyższy szczyt Tatr z pewnością do nich należy.

Gerlach był jednym z pierwszych ważnych etapów mojej Korony Gór Słowacji. Wtedy stanowił dla mnie wielkie osiągnięcie i spełnienie marzenia. Dziś, gdy wspominam tamtą wyprawę, najbardziej pamiętam nie sam moment stanięcia przy krzyżu, lecz mglistą drogę, mokrą skałę, skupienie podczas zejścia i ogromną ulgę po bezpiecznym powrocie.

Bo marzenia się spełniają. Trzeba tylko dać im szansę.

Zapraszam do obejrzenia galerii z wejścia na Gerlach. Zdjęć nie ma wiele, ale każde z nich jest autentycznym śladem tamtego lipcowego dnia.

Parametr Dane trasy
Start i meta Śląski Dom (Sliezsky dom), 1670 m
Trasa Śląski Dom – Wielicka Próba – Przełączka nad Kotłem – Gerlach – Batyżowiecki Żleb – Batyżowiecka Próba – Dolina Batyżowiecka – Śląski Dom
Dystans podejścia ok. 3,5 km ze Śląskiego Domu na szczyt
Dystans zejścia ok. 5,5 km
Suma podejść ok. 1000 m
Suma zejść ok. 1000 m
Czas podejścia ok. 4,5 godz.
Czas zejścia ok. 3,5 godz.
Najwyższy punkt Gerlach – 2655 m
Trudność trasa wymagająca, miejscami eksponowana, z elementami wspinaczki i sztucznymi ułatwieniami
Charakter trasy wysokogórska droga poza znakowanym szlakiem, wymagająca dobrej kondycji, obycia z ekspozycją i właściwej asekuracji
Najważniejsze punkty Wielicka Próba, Gerlachowski Kocioł, Gerlach, Batyżowiecki Żleb, Batyżowiecka Próba

Dane czasowe, odległości i przewyższenia według przewodnika Józefa Nyki. Rzeczywisty czas przejścia zależy od warunków, pogody oraz tempa zespołu. Wejście na Gerlach odbywa się poza znakowanym szlakiem i dla zwykłego turysty wymaga uprawnionego przewodnika wysokogórskiego.

Zobacz także:

Wysoka – moja góra marzeń

Doliną Wielicką na Małą Wysoką i zejście Doliną Białej Wody

Korona Gór Słowacji – wszystkie wyprawy

Jeśli lubisz takie opowieści z dawnych górskich wypraw i chcesz pomóc mi przywracać do życia kolejne historie z archiwum, możesz postawić mi symboliczną kawę przez serwis Buycoffee wspierający niszowych twórców… 🙂  Z górskim pozdrowieniem
Marcogor

10 komentarzy

  1. Karola F.

    Super, że miałeś tę okazję 🙂 Ja cały czas liczę, że i mi będzie dana ta szana – i na Gerlach i na Łomnicę 🙂

    Odpowiedz
  2. Edyta

    Świetna relacja, zdjęcia też oddają klimat mimo kiepskiej pogody 🙂 Ja miałam okazję spełnić swoje marzenie w lipcu ubiegłego roku i też będę go długo wspominać, pogodę miałam wymarzoną i przepiękne widoki, pozdrawiam :))

    Odpowiedz
  3. marcogor

    No tak fotki oddają ten klimat mglistej niepewności…:D

    Odpowiedz
  4. Gomorra

    Póki co,mam marzenie 😉

    Kiedy czytałam Cię,poczułam kamienie pod stopami i zapach Tatr.Wiem,że i mnie kiedyś dane będzie spojrzeć na „stopy Gerlacha” z jego szczytu.

    Odpowiedz
  5. wiga

    Z przyjemnością wspomniałam sobie z Tobą moje wejście na Gerlach i choć minęło już sporo czasu od tego niezwykłego dla mnie wydarzenia, wciąż powracam do tej radości, która mi wtedy towarzyszyła.

    Odpowiedz
  6. katzebemol

    My planujemy wejść na Gerlach jakąś drogą wspinaczkową, a zejście tzw. drogą normalną… Zobaczymy co z tego wyjdzie. Muszę się zorientować jakie tam są drogi, o jakiej trudności i jak tam z asekuracją 🙂
    Gratuluję zdobycia szczytu 😀
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  7. Dorota i Marek

    Gerlach ciągle na nas czeka. Kiedyś musimy się z nim zmierzyć.
    Pozdrawiamy.

    Odpowiedz
  8. Iwona

    Ten szczyt już dla mnie jest nieosiągalny, ale milo popatrzeć jak zdobywają go inni.

    Odpowiedz
  9. Justyna

    Piękna wyprawa, ja byłam z tym samym przewodnikiem w lipcu 2001, pogoda równie kiepska była, na szczycie tylko mgła, pan Jaro bardzo miły. Widać że inne przepisy wtedy były kaski nie obowiązywały-teraz nie do pomyślenia.

    Odpowiedz
  10. Wojtek

    Gorce są jednym z pasm górskich Beskidów. Takim samym, jak Beskid Wyspowy, Śląski, czy Sądecki.
    Podobnie jest z Bieszczadami – to też Beskidy.
    Poza tym wszyscy zdrowi:-)
    Pozdrawiam
    Wojtek Pysz

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

POSTAW KAWĘ AUTOROWI

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »