Rodzinna wyprawa na Czerwone Wierchy.
Mam to szczęście, że swoją pasję do gór dzielę z najbliższymi – żoną i córką, którą od małego zarażaliśmy bakcylem gór. Pierwszym dwutysięcznikiem córki w Tatrach był Małołączniak w masywie Czerwonych Wierchów. Madzia miała wtedy osiem lat, a Tatry poznawała już mając roczek z perspektywy wózeczka. Był ciepły sierpień 2005r., ale w Tatrach leżały płaty śniegu po niedawnych niespodziewanych opadach. Ten rodzinny wypad zaczęliśmy w Nędzówce , żeby stamtąd podejść Stanikowym Żlebem na Przysłop Miętusi, skąd już można podziwiać pierwsze panoramy Tatr. Dalej Hawiarską drogą nad dnem doliny Miętusiej doszliśmy do Kobylarzowego Żlebu, gdzie córka miała pierwsze spotkanie z łańcuchem w górach i tędy wydostaliśmy się na Czerwony Grzbiet, gdzie już w całej okazałości zobaczyliśmy Giewont. Dalsze podejście było łagodne i szybko zdobyliśmy wierzchołek Małołączniaka – 2096m.
Panorama Tatr Wysokich górujących nad Doliną Cichą prezentuje się stąd fantastycznie. Potem było zejście na Małołącką przełęcz i wyjście na Kopę Kondracką – 2005m. To był już drugi dwutysięcznik córki tego dnia, była więc bardzo szczęśliwa. Sił miała na tyle, że po zejściu na Kondracką przełęcz chciała zdobyć jeszcze Giewont, ale czas na to nie pozwolił. Udaliśmy się na dół Doliną Małego Szerokiego do schroniska na Hali Kondratowej i dalej przez Polanę Kalatówki i Dolinę Bystrej dotarliśmy do Kuźnic. To był już koniec naszej wycieczki. Kto ma to szczęście, że radość z chodzenia po górach może dzielić z najbliższymi jest naprawdę szczęśliwym człowiekiem. I ja należę do tych szczęściarzy…Zapraszam do krótkiej fotorelacji z wyprawy, a tu znajdziecie graficzny przebieg trasy przez Czerwone Wierchy. Kolejna wyprawa przez Czerwone Wierchy opisana jest tutaj.
Marcogor