Wybierz stronę

W kamieniołomie Bél-kő, osobliwej górze słynącej z księżycowych widoków

W kamieniołomie Bél-kő, osobliwej górze słynącej z księżycowych widoków

Zobaczywszy pierwszy raz tę górę rok wcześniej podczas podróży do Egeru wiedziałem, że kiedyś będę chciał ją zdobyć. W czasie kwietniowego weekendu po zwiedzeniu Doliny Szalajki i zdobyciu najwyższych szczytów Gór Bukowych nadeszła na nią pora. Widziałem ją już pierwszego dnia z wieży Millenium Kilato, więc drugiego dnia wyruszyłem do miejscowości Belatpatfalva, skąd prowadzi najkrótszy szlak na wierzchołek niezwykłej góry, zwanej  Bél-kő (815 m npm), bo o niej mowa. Ten wapienny masyw o białej barwie skał widoczny jest z daleka i to nic, że góra została zrujnowana przez kamieniołom, w którym przez lata wydobywano kruszec. Obecna sceneria szczytu zyskała przy tym na tajemniczości i niezwykłości. Krajobraz jaki tam spotkałem można śmiało nazwać księżycowym.

Bélapátfalva to nieduże miasto na północ od Egeru. Miejscowość, która w przeszłości miała charakter przemysłowy zamieszkuje obecnie niewiele ponad 3 tys. mieszkańców. Niczym by się nie wyróżniała pośród podobnych miasteczek, gdyby nie prawdziwa perła jaka się tam znajduje na jej obrzeżach. Chodzi o opactwo cystersów z 1232 z najlepiej zachowanym kościołem romańskim na Węgrzech. Nieopodal niego tuż u stóp Bél-kő, bo tam własnie leży jest duży parking w pobliżu miejskiego cmentarza. Tam zatem dojechałem i rozpocząłem zwiedzanie. Do opuszczonego klasztoru prowadzi wygodna wybrukowana droga. Obok znajdują się fundamenty, piwnice i inne pozostałości opactwa oraz budynek informacji turystycznej, gdzie się kupuje bilety, aby móc zwiedzać wnętrze świątyni. Można dostać też audiobook ze słuchawkami, by posłuchać trochę, co kryją ruiny i o historii tego miejsca.

Ja tylko pozwiedzałem środek kościoła, który jest świetnie utrzymany, kilka razy w roku odbywają się tu msze św, są celebrowane wyjątkowo uroczyście, a uświetniają je chorały gregoriańskie. Ta piękna późnoromańska bazylika z poprzeczną nawą jest celem turystycznym dla wielu Węgrów, o czym się przekonałem później. Fasadę zdobią różnokolorowe kamienie układające się w pasy, a nad bogato ornamentowanym portalem wznosi się jedna z najpiękniejszych na Węgrzech rozet. Wnętrze to natomiast dość udana mieszanka średniowiecznej kamieniarki i barokowego wystroju. Porobiłem zdjęcia i ruszyłem dalej w kierunku szczytu. Prowadził stąd na Bél-kő ścieżka wycieczkowa  prezentująca historię kultury okolicy, geomorfologię góry, faunę i florę. Jej oznaczenia to biały kwadrat z niebieską linią po przekątnej, a liczba stacji to 7. 

Tak naprawdę to na wierzchołek prowadzi asfaltowa droga, która ma jednak kilka leśnych skrótów, ale te wykorzystałem dopiero do zejścia. W górę szedłem więc zgodnie z oznakowaniem, a w miarę postępów podejścia moim oczom ukazywało się coraz więcej fragmentów skalistej scenerii tej góry oraz widoki na okolice. Moją uwagę zwróciła zwłaszcza ostra skała, zwana Janosikowym Skokiem, a więc tutaj też znali tego zbójnika! Droga prowadziła mnie dookoła góry, także obszedłem ją prawie dookoła i od drugiej strony zdobyłem wierzchołek. Jest on podcięty przez wyrobisko kamieniołomu, a szczyt poznałem po barierce w najwyższym, widokowym zresztą punkcie. Panorama na całe wyżłobione w ziemi wyrobisko i te wszystkie odkryte różnokolorowe skały jest bardzo efektowna. A w oddali widać pobliskie szczyty Gór Bukowych, jak i Matry, z najwyższym na Węgrzech Kekesem.  Podobno ze szczytu widać też przy dobrej widoczności Tatry, ale nie było mi dane tym razem. 

Po chwili zszedłem ledwo widoczną ścieżyną na dno kamieniołomu. Olbrzymie bloki skalne w różnych formacjach prezentowały się jeszcze ciekawiej. Gdy doszedłem na sam środek głębokiego wyrobiska zdawało mi się, że wylądowałem na księżycu… krajobraz wydał mi się dziwnie podobny do tego ze zdjęć NASA. Przedeptałem przez cały kamieniołom, by wspiąć się na najwyższą skałę na drugim jego końcu. Z tego miejsca widoki na otaczające szczyty były jeszcze lepsze, podobnie jak na miasteczko w dole z widocznym opactwem u stóp góry. Dowiedziałem się tu od węgierskich turystów, że jest krótsze zejście z tego miejsca i ruszyłem w stronę urwiska nad miastem, by po chwili odnaleźć wygodną dróżkę popod skałami, która o wiele krócej i szybciej zaprowadziła mnie mniej więcej do połowy asfaltowej drogi, którą podchodziłem. Jednak idąc z dołu i nie znając języka trudno odnaleźć dobrą ścieżkę, więc wariant asfaltu okazał się pewniejszy.

Po dotarciu tam dalsze zejście robiłem już leśnymi skrótami, bo wiedziałem, że obrałem dobry kierunek. W ten sposób wróciłem w dół znacznie szybciej. Przy klasztorze spotkałem już tłumy zwiedzających, ale powędrowałem teraz dalej, by wrócić po 3,5 h zwiedzania na parking do auta. Dopiero było południe, zatem postanowiłem tego dnia zdobyć jeszcze jeden szczyt Gór Bukowych, ale o tym przeczytacie w następnej mej opowieści. Dziękuję swoim górskim partnerom za wspólny czas. Na koniec zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z tej baśniowej trochę krainy górskiej. Góry Bukowe polecam każdemu na łagodne i czarujące wędrówki. Z górskim pozdrowieniem

Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

POSTAW KAWĘ MARKOWI

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Pasma Górskie

Translate »