Spacer po szczytach Pienin Gorlickich z Łosia nad Klimkówkę
Korzystając z niezwykle ciepłego marca tego roku wybrałem się na ciągle odkładaną wędrówkę po Beskidzie Gorlickim. Tak to już jest, że tam, gdzie mamy najbliżej nie możemy jakoś się wybrać, bo zawsze coś jest atrakcyjniejsze… 🙂 Tym razem było inaczej i pojechałem w pobliże Zalewu Klimkówka nieopodal Gorlic, gdyż chciałem odkryć tamtejsze góry, zwane potocznie jako Pieniny Gorlickie. Obejmują one szczyty między miejscowościami Łosie, Klimkówka i Kunkowa, a więc tam gdzie rzeka Ropa tworzy słynny przełom i wybudowano zaporę wodną, by utworzyć znane z filmu sztuczne jezioro.
Bowiem nad Jeziorem Klimkówka kręcono sceny „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana, które „udawało na potrzeby filmu rzekę Dniepr. Dojechałem do małej wsi Łosie leżącej u wrót przełomu Ropy, by zrobić małą 15 km pętlę po najwyższych szczytach Pienin Gorlickich. Nie ma tam szlaków, ale są liczne drogi leśne, więc wędrówka nie była jakoś trudna orientacyjnie, jeśli ma się dobrą mapę ze sobą! Kluczowym problemem było trafić na właściwą drogę wedle obranego planu, żeby nie nadkładać trasy…
Początki tych terenów sięgają przed 1359, kiedy to Kazimierz Wielki nadał ziemie w dolinie rzeki Ropy wraz z istniejącą wsią Losze Janowi Gładyszowi z Szymbarku. Osada była pierwotnie zamieszkana przez ludność łemkowską, co uległo zmianie w 1947 wraz z akcją „Wisła”. Od końca XIX w. Łemkowie z Łosia znani byli z wytwórstwa smaru do maszyn i pojazdów (tzw. mazi) oraz ludowych medykamentów wytwarzanych z wydobywanej na małą skalę ropy naftowej i produkowanego w wyniku destylacji drewna dziegciu.
Produkty te sprzedawali w trakcie podróży odbywanych charakterystycznymi wozami, samych producentów-kupców zaś nazywano „maziarzami”. Maziarze z Łosia handlowali swoimi wyrobami na dużą skalę: jeździli do Warszawy, Kalisza, Łomży oraz na Słowację, do Siedmiogrodu i Moraw. Docierali nawet do Rygi i Jekaterynburga! Jak widzicie mała wieś, ale z olbrzymią historią! Dzisiaj możemy tam zwiedzić skansen etnograficzny- zagrodę maziarską. Warto również zobaczyć piękną, drewnianą cerkiew greckokatolicką pw. Narodzenia NMP z 1810 r. Obok stoi dzwonnica wybudowana przed 1939.
Ale do zabytków zalicza się także drewniana kaplica cmentarna z 1754 r. na nowym cmentarzu. Pierwotnie było to prezbiterium cerkwi w Klimkówce. W 1989 r., przed zalaniem Klimkówki przez wody jeziora przeniesiona została na cmentarz w Łosiu. Na cmentarzu parafialnym zachowany jest również w bardzo dobrym stanie zabytkowy cmentarz z I wojny światowej zaprojektowany przez Hansa Mayra. Jak widzicie mała wieś może skrywać wiele sekretów… Zostawiłem ostatecznie auto na dużym parkingu przy restauracji „Zajazd Pstrąg u Eda”, skąd wyruszyłem na spacer!
Knajpa z hotelem znajduje się w przysiółku ” Na Szlabancie”, a kawałek dalej dochodzimy do mostu na Ropie. Szosa prowadzi prosto w stronę zapory i możemy nią iść kilkaset metrów, aż po lewej zobaczymy bród na Ropie wyłożony betonowymi płytami. Po nich przechodzimy na drugą stronę wbijając się w prawo w wyraźną drogę leśną. Ale przy wysokim stanie wody możemy iść od razu przed mostem lewym brzegiem rzeki wyszukując leśną dróżkę, najpierw wzdłuż starego ogrodzenia, a potem odbijamy w lewo za zanikającą percią, która szybko doprowadzi nas do wyraźnej drogi leśnej biegnącej pod górę.
Po pierwszym podejściu skręcamy w prawo na inną drogę, a później schodzimy nią w dół do wspomnianego brodu. Jest to dłuższy wariant, ale skoro nie chciało mi się moczyć nóg, ani ściągać butów… 🙂 Odtąd wspinałem się znowu pod górę szeroką drogą leśną, która doprowadziła mnie nad zaporę na Ropie. Na skraju urwiska jest tam plac na ognisko z paleniskiem i ławeczkami, zapewne miejsce to wykorzystują leśnicy. Jak zejdziemy trochę niżej to między drzewami zobaczymy doskonale całą zaporę oraz częściowo także zalew Klimkówka. Po tym odkryciu wróciłem na znaną mi już drogę…
Jezioro Klimkowskie (Klimkówka) zostało utworzone na rzece Ropie w 1994 roku. Woda zretencjonowana w zbiorniku jest wykorzystywana do celów energetycznych. Poza funkcjami przyrodniczymi i krajobrazowymi zbiornik posiada również znaczenie przeciwpowodziowe, turystyczno-rekreacyjne oraz jest źródłem wody pitnej i przemysłowej dla Gorlic i Jasła. Wysokość zapory wynosi 37 m, zaś jej rozpiętość 210 m. Przy zaporze mieści się mała, szczytowa elektrownia o mocy 1,1 MW. Budowę zapory rozpoczęto w latach 70. XX wieku.
Zapora wodna przegrodziła dolinę w najwęższym miejscu, w którym rzeka Ropa przebija się między szczytami Kiczera-Żdżar (610 m, na zachodzie) i Ubocz (623 m, na wschodzie), należących do tzw. Pienin Gorlickich. Właśnie na ten ostatni wierzchołek zmierzałem. Trasa powyżej zapory skręca ostro w lewo i prowadzi dalej już prosto na pierwszą kulminację tych gór. Zaś zalew ciągnie się na długości ponad 5 km, z cofką dochodzącą pod Uście Gorlickie. Wybrzeże pomiędzy szosą, a jeziorem jest stopniowo zagospodarowywane.
Na cyplu położonym ok. 1 km od zapory znajduje się ośrodek wypoczynkowy z przystanią, wypożyczalnią sprzętu wodnego, kąpieliskiem i obiektami gastronomicznymi. Linia brzegowa jest dość urozmaicona, wzdłuż brzegu znajduje się szereg małych zatoczek. Mogłem to obserwować po drodze, gdy między drzewami migotała tafla wody… Brzegi północno-wschodnie są strome, w większości zalesione, natomiast południowo-zachodnie – niskie i łatwo dostępne z szosy z Gorlic do Uścia Gorlickiego. W planie miałem jednak zamiar zejścia nad wodę i to się powiodło!
Prosta droga pod górę szybko i łatwo wyprowadziła mnie na wierzchołek Ubocza. Nie ma tam żadnej tabliczki, ale sprawdziłem GPS-em gdzie leży najwyższy punkt i udałem się dalej, w kierunku następnego szczytu. Mijamy ładne ostańce skalne z prawej, obniżamy się na małe siodełko, by w końcu podejść na kulminację Czerteżyków (628 m). Tutaj znowu nie ma żadnej tabliczki, więc historia się powtórzyła i rozpocząłem zejście na zalew. Wybrałem taki wariant trasy, by droga leśna doprowadziła mnie nad taflę jeziora w okolicy działek rekreacyjnych, w pobliżu ujścia potoku Przysłupianka do Klimkówki.
Zejście na brzeg przez mały zagajnik ułatwia umocowana tam lina. Bowiem z tej strony linia brzegowa jest dosyć podcięta. Nad wodą był zasłużony odpoczynek i przerwa na drugie śniadanie! Pięknie prezentuje się stąd potężny masyw Chełma w Górach Grybowskich, zamykający widnokrąg na północ. Na lewo od niego ciągnie się pasmo Homoli, aż po Tanią Górę. Wypoczęty ruszyłem dalej w kierunku wsi Kunkowa. prowadzi tam od działek szutrowa droga leśna, wzdłuż Przysłupianki. Biegnie jednak znacznie powyżej jej koryta…
Nadejście zabudowań wioski oznajmia piękna kapliczka przydrożna, gdzie zaczyna się szosa. Nią spacerowałem między domami, szukając cerkwi. Za mną coraz śmielej ukazywał się ogromny masyw Kopy (672 m), którą zostawiłem sobie na następny raz! Pierwsza pisana wzmianka o wsi pochodzi z 1599 roku w związku z zakupem kresu klimkowskiego przez Jana Potockiego. Choć na kamieniu jubileuszowym, który znajdziemy we wsi niedaleko cerkwi wypisana jest data powstania miejscowości na 1391 r. W końcu dotarłem do tej przepięknej świątyni leżącej na wzniesieniu nad domostwami.
Prawosławna cerkiew parafialna pod wezwaniem św. Łukasza zbudowana w II połowie XIX wieku (prawdopodobnie ok. 1868) to dawna cerkiew greckokatolicka. Świątynia jest charakterystyczna dla zachodniołemkowskiego budownictwa cerkiewnego. Posiada konstrukcję zrębową, dolne części połaci dachowych załamane są uskokami. Ściany zewnętrzne pokryte gontem. Zarówno hełm wieży jak i dachy zakończone wieżyczkami posiadają ślepe latarnie zwieńczone kutymi, żelaznymi krzyżami. Wygląd robi naprawdę wrażenie… Przeszedłem obok niej szukając ścieżki w kierunku szczytu Łysiec.
Wąska dróżka zaczyna się obok cmentarza i prowadzi nad dzikim, głębokim jarem, z jego lewej strony. W pewnym momencie urywa się, ale po kilku krokach przez chaszcze łapiemy wyraźną drogę leśną, którą idziemy w prawo, by przejść przez wąwóz na drugą stronę, a tam prowadzi już szeroka droga leśna pod górę. Wyprowadza ona powyżej początku tego jaru, gdzie skręcamy w lewo dochodząc do krzyżówki leśnych tras. Tutaj musimy odbić ostro w prawo, w najstromszą drogę, gdyż ona wyprowadza nas bezpośrednio w sąsiedztwo wierzchołka Łyśca.
Przed samą kulminacją teren się wypłaszcza i po pokonaniu dwóch zakrętów (lewo- prawo) osiągamy szczyt Łyśca mający 662 m. Tu także nie ma żadnej tabliczki, więc po chwili odpoczynku powędrowałem dalej. Przez kulminację szczytową wiedzie wyraźna droga wschód- zachód, a ja skręciłem w lewo, by kierować się z powrotem do wsi Łosie. Monotonne zejście, ale dość łagodne szybko sprowadziło mnie na łąki nad wioską. Jeszcze raz mogłem spojrzeć na górujący nad otoczeniem Chełm (780 m). Ale nie zszedłem prosto do wsi tylko odbiłem w lewo, by trzymać się drogi wiodącej skrajem lasu…
Ona doprowadziła mnie z powrotem w pobliże parkingu, gdzie zostawiłem samochód. Przeciąłem ostatnie leśne skrzyżowanie prosto schodząc bezpośrednio do przysiółka Łosia, gdzie czekało auto! I tak zakończyła się moja kolejna beskidzka przygoda. Choć nie była specjalnie widokowa, ale czasem wystarczy przejść się do lasu, by poczuć się lepiej… 🙂 Towarzyszyli mi znowu niezawodni kompani z GGG! Odkryłem nieznane mi miejsca, a to wystarcza czasem do szczęścia. Podeszliśmy jeszcze w stronę zapory, by obejrzeć ładne odsłonięcie skalne z prawej strony rzeki, gdzie przełom Ropy jest najładniejszy.
A na koniec trafiliśmy do restauracji, gdzie zaparkowaliśmy, by uzupełnić spalone kalorie… 🙂 Natomiast Was jak zawsze zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z wypadu i czytania innych wpisów na blogu! Powyżej zostawiam też mapkę naszej trasy na około 15 km. A jeśli ten wpis dał Ci wartość, znalazłeś u mnie potrzebną wiedzę, inspiracje do podróży, to będę wdzięczny, jeśli postawisz mi kawę przez serwis Buycoffee. Tworzę bloga z ogromną przyjemnością i pasją od ponad 14 lat. Może komuś wpadnie do głowy udać się w te rejony z gotowym planem? Z górskim pozdrowieniem
Marcogor


















