Wybierz stronę

Przez Dolinę Zadnich Koperszadów na Szeroką Przeł. Bielską

Przez Dolinę Zadnich Koperszadów na Szeroką Przeł. Bielską

Tatry Bielskie – powrót do krainy wapiennych szczytów

Są takie miejsca w górach, do których nie wraca się tylko po to, aby przejść kolejny szlak.

Wraca się tam po wspomnienia. Po zapach lasu, znajomy kształt turni wyłaniających się zza zakrętu i ten szczególny moment, kiedy po kilku latach ponownie staje się w miejscu, które kiedyś zrobiło ogromne wrażenie. Dla mnie takim miejscem są Tatry Bielskie – najbardziej odmienny, a zarazem jeden z najpiękniejszych rejonów całych Tatr.

panorama Tatr Wysokich z drogi na Szeroką przeł. Bielską

To góry inne niż granitowe Tatry Wysokie. Bardziej kameralne, zielone, pełne wapiennych ścian, kwietnych hal i niezwykłych panoram. Ich siła nie tkwi wyłącznie w wysokości szczytów, lecz w historii, przyrodzie i spokoju, którego coraz trudniej szukać na najpopularniejszych szlakach.

zielone ogrody i wapienne zerwy Tatr Bielskich

W ostatnią niedzielę lipca ponownie ruszyłem w ten wyjątkowy zakątek, tym razem z dziewięcioosobową ekipą Gorlickiej Grupy Górskiej. Czekała nas trasa przez Dolinę Jaworową, Dolinę Zadnich Koperszadów, Kopskie Siodło, Wyżnie Kopskie Siodło oraz Szeroką Przełęcz Bielską, skąd zeszliśmy do Ždiaru. To blisko 18 kilometrów górskiej wędrówki. Jednak, jak zawsze w górach, liczby mają drugorzędne znaczenie. Najważniejsza jest droga i wszystko to, co spotyka nas po drodze.

Z Gorlic w stronę Tatr Bielskich

Do Tatrzańskiej Jaworzyny dotarliśmy po około dwóch i pół godzinach jazdy z Gorlic. Już sama podróż była częścią wyprawy. W samochodach nie brakowało rozmów o górach, wspomnień z wcześniejszych wędrówek i planów na kolejne wyjazdy.

Lubię takie chwile, bo szlak często zaczyna się dużo wcześniej niż przy pierwszym drogowskazie. Zaczyna się od wspólnej drogi, dobrego humoru i oczekiwania na to, co przyniesie dzień.

kościół w Tatrzańskiej Jaworzynie

Po przyjeździe zaparkowaliśmy samochody przy restauracji naprzeciwko poczty w Tatrzańskiej Jaworzynie. Całodzienny parking kosztował 10 euro. Ostatnie poprawienie plecaków, krótka organizacja grupy i mogliśmy ruszyć w stronę jednej z najpiękniejszych dolin słowackich Tatr.

Warto zobaczyć w Tatrzańskiej Jaworzynie

Zanim wyruszycie na szlak warto poświęcić kilka minut na odwiedzenie drewnianego kościoła św. Anny. Ta niewielka świątynia została wzniesiona w 1903 roku z inicjatywy księcia Christiana Hohenlohe, ówczesnego właściciela rozległych terenów w Tatrach. Co ciekawe, choć fundator był wyznania ewangelickiego, ufundował katolicki kościół poświęcony św. Annie – patronce ludzi lasu i pracy leśnej. Otoczony niewielkim cmentarzem kościółek zachwyca prostą, drewnianą architekturą, a z jego otoczenia rozciąga się piękny widok na wapienne szczyty Tatr Bielskich. To spokojne miejsce doskonale wprowadza w klimat tej niezwykłej części Tatr i stanowi ciekawy przystanek przed rozpoczęciem górskiej wędrówki lub po jej zakończeniu.

wejście do Doliny Jaworowej

Dolina Jaworowa – pierwsze spotkanie z potęgą Tatr

Początek trasy prowadzi Doliną Jaworową i już od pierwszych minut potrafi zachwycić. Po zmianach w lesie spowodowanych wichurami oraz osłabieniem drzewostanu przez kornika panoramy otwierają się dziś znacznie wcześniej niż przed laty.

Choć jest to smutny ślad zmian zachodzących w przyrodzie, dzięki odsłoniętym zboczom można niemal od razu podziwiać majestatyczne szczyty Tatr Wysokich. Przed nami wyrosły Jaworowe Turnie, Baranie Rogi i Lodowy Szczyt, które od początku przypominały, że wędrujemy przez jeden z najpiękniejszych zakątków Karpat.

Jaworowy Potok

W takich miejscach trudno utrzymać tempo marszu. Co chwilę ktoś zatrzymywał się z aparatem, a z różnych stron padały słowa zachwytu. Tak właśnie rodzi się atmosfera dobrej górskiej wyprawy. Nie liczy się tempo, ani liczba kilometrów, lecz chwile, kiedy wszyscy na moment przystają, by po prostu nacieszyć się widokiem.

Skansen geologiczny i Dolina Zadnich Koperszadów

Za leśniczówką zatrzymaliśmy się przy niewielkim skansenie geologicznym. To niepozorne miejsce doskonale pokazuje, dlaczego Tatry Bielskie tak bardzo różnią się od Tatr Wysokich. Tam królują granity, tutaj natomiast wapienie i dolomity, które przez miliony lat ukształtowały niezwykłe turnie, ściany i skalne formacje. Wspaniale stąd prezentuje się monumentalny wierzchołek wapiennego Murania! Na Polanie pod Muraniem, bo tam byliśmy powstał też mały stawek z powodu działalności bobrów. 

skansen geologiczny na Polanie pod Muraniem

Po krótkim postoju skręciliśmy na niebieski szlak prowadzący do Doliny Zadnich Koperszadów. Od tego momentu krajobraz zaczął zmieniać się z każdym kolejnym kilometrem, a przed nami otwierała się jedna z najpiękniejszych części całej wędrówki. Wyłomy w lesie były tu coraz bardziej widoczne, ale przez widoki coraz rozleglejsze…  Dolina Zadnich Koperszadów sama w sobie ma ogromny potencjał krajoznawczy – już sama nazwa wiąże się z dawnym wydobyciem rud miedzi.

Dolina Zadnich Koperszadów – zielone serce Tatr Bielskich

Od pierwszych kroków w Dolinie Zadnich Koperszadów (Zadné Meďodoly) mieliśmy wrażenie, że znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie. Nie ma tu atmosfery zatłoczonych tatrzańskich szlaków. Zamiast tego jest cisza, przestrzeń i dzika przyroda, która pozwala naprawdę odpocząć od codziennego pośpiechu. Po kilku minutach weszliśmy do magicznego, skalnego wąwozu, który oświetlony był jakby na zawołanie promieniami słońca, odbijającymi się w wartkim nurcie Medodolskiego potoku. Przy szlaku, który nas prowadził łagodnie odnajdziemy także dwa obudowane źródełka krystalicznej wody!

Tiesnava Branka w porannym słońcu

Tiesňava Bránka – skalna brama do Doliny Zadnich Koperszadów

Już na początku wejścia do Doliny Zadnich Koperszadów czeka na turystów niezwykłe miejsce – *Tiesňava Bránka*, czyli skalna brama wyrzeźbiona przez potok i siły natury.

To krótki, ale bardzo malowniczy odcinek szlaku, gdzie dolina zwęża się pomiędzy wapiennymi ścianami. Przechodząc przez tę naturalną bramę, można odnieść wrażenie, że zostawiamy za sobą zwykły leśny szlak i wchodzimy do bardziej dzikiej, ukrytej części Tatr Bielskich.

Właśnie takie miejsca pokazują charakter tych gór. Tatry Bielskie nie imponują wyłącznie wysokością. Ich piękno kryje się w detalach – w jasnych wapiennych skałach, szumie potoku, zieleni lasu i małych zakątkach, które trzeba odkryć powoli.

Dziś Bránka jest jednym z punktów edukacyjnego szlaku przez Dolinę Zadnich Koperszadów. Na trasie znajdują się tablice opisujące między innymi geologię, przyrodę, historię pasterstwa oraz dawną działalność górniczą w tej dolinie.

Szlak łagodnie nabiera wysokości, prowadząc przez lasy i rozległe polany. Po drodze mijaliśmy charakterystyczne drewniane rzeźby niedźwiedzi, które stały się sympatycznym akcentem tej części wędrówki. Obok rzeźb stoi kolejna już wiata turystyczna. Jednak największe wrażenie robiła sama dolina. W pełni lata zamienia się ona w prawdziwy górski ogród, a nam udało się trafić na najpiękniejszy moment jej rozkwitu.

na niebieskim szlaku

Kwitnące hale, zapach górskich ziół, kolorowe kobierce kwiatów i motyle unoszące się nad łąkami tworzyły niezwykłą scenerię. Nad tym wszystkim górowały wapienne ściany Tatr Bielskich, dodając krajobrazowi wyjątkowego charakteru.

Nic więc dziwnego, że aparaty fotograficzne niemal nie odpoczywały. Sam co chwilę zatrzymywałem się, aby uwiecznić kolejne widoki. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek nie tylko podziwia góry, ale przede wszystkim uczy się ich słuchać.

niedźwiadki na szlaku przy wiacie

Ślady dawnych pasterzy i historia zapisana na przełęczy

Wraz z nabieraniem wysokości krajobraz stopniowo się zmieniał. Zielone hale pozostawały za nami, a coraz bliżej wyrastały wapienne ściany Tatr Bielskich. Szlak prowadził łagodnie ku przełęczy, dzięki czemu mogliśmy spokojnie chłonąć piękno otoczenia, zamiast myśleć wyłącznie o zdobywaniu kolejnych metrów.

Po drodze dotarliśmy do charakterystycznego krzyża z tablicą upamiętniającą dawne spory o tereny wypasu bydła. To jedno z tych miejsc, przy których zawsze zatrzymuję się na dłużej. Góry są przecież nie tylko krainą pięknych krajobrazów, ale również świadkami historii ludzi, którzy od wieków żyli u ich podnóża.

krzyż upamiętniający wojny pasterskie wraz z tablicą informacyjną

Tablica przypomina o konfliktach z XV wieku, kiedy o górskie hale rywalizowali właściciele okolicznych dóbr, między innymi związani z zamkami w Niedzicy i Plavču. Dziś trudno uwierzyć, że tam, gdzie słychać jedynie wiatr i śpiew ptaków, rozgrywały się kiedyś tak zacięte spory. Właśnie takie krajoznawcze smaczki sprawiają, że szlak nabiera dodatkowego wymiaru.

Kopskie Siodło (Przełęcz pod Kopą) – panorama dwóch światów

Od krzyża do Kopskiego Siodła było już coraz bliżej. Z każdym krokiem widoki stawały się coraz szersze, aż w końcu dotarliśmy do jednego z najbardziej charakterystycznych miejsc w Tatrach Bielskich.

Kopskie Siodło to wyjątkowa przełęcz, na której spotykają się dwa zupełnie różne światy. Z jednej strony dominują wapienne szczyty Tatr Bielskich, z drugiej wyrastają granitowe turnie Tatr Wysokich. Ta niezwykła różnorodność sprawia, że panorama należy do najpiękniejszych w całych Tatrach.

widok na Dolinę Zadnich Koperszadów z Szeroką Jaworzyńska w tle po lewej

Przed nami pojawiły się Łomnica, Durny Szczyt, grań Wideł, Kieżmarski Szczyt oraz potężne granie Tatr Wysokich. To był jeden z tych momentów, gdy plecaki schodzą z ramion, a czas na chwilę przestaje mieć znaczenie. Widok oblodzonej północnej ściany Kieżmarskiego po zimnych nocach i opadach śniegu powyżej 2400 m w tygodniu zrobił na nas piorunujące wrażenie! I jakże kontrastował z zielenią bielskich ogrodów… 🙂

oszronione szczyty Tatr Wysokich z Kopskiego Siodła

Drugie śniadanie z widokiem na Tatry Wysokie

Na Kopskim Siodle zrobiliśmy dłuższy odpoczynek. Drugie śniadanie w takim miejscu smakuje zupełnie inaczej. Być może to zasługa górskiego powietrza, wysiłku po podejściu, a może po prostu panoramy, która rozciąga się przed oczami.

majestatyczny Jagnięcy Szczyt z siodła przełęczy

Był czas na zdjęcia, rozmowy i wspólne podziwianie gór. Właśnie za takie chwile najbardziej cenię wyjazdy z Gorlicką Grupą Górską. Wspólna wędrówka to nie tylko pokonywanie kilometrów, ale także rozmowy, śmiech i radość z odkrywania kolejnych miejsc razem. Cudownie stąd prezentuje się pobliski Jagnięcy Szczyt… 🙂 Zostawiam Wam filmik z panoramą z tej genialnej miejscówki…

 

W stronę Wyżniego Kopskiego Siodła 

Po odpoczynku ruszyliśmy dalej. Naszym kolejnym celem było Wyżnie Kopskie Siodło, a krajobraz z każdym krokiem stawał się coraz bardziej otwarty. Wiedzieliśmy już, że przed nami jeszcze jedne z najpiękniejszych panoram całej wyprawy.

panorama Tatr Wysokich z Kopskim Siodłem w dole

Z każdym kolejnym metrem coraz mocniej czuliśmy przestrzeń Tatr Bielskich. To właśnie tutaj góry pokazały swój prawdziwy charakter. Nie imponują wysokością jak Tatry Wysokie. Ich piękno jest spokojniejsze – ukryte w wapiennych grzbietach, zielonych halach i niezwykłej harmonii między skałą a bujną roślinnością.

spojrzenie na Bujaczy Wierch i Jatki oraz Przednie Koperszady

Po drodze wielokrotnie zatrzymywaliśmy się na zdjęcia. Tego dnia Tatry Bielskie były dla nas wyjątkowo łaskawe. Słońce pięknie oświetlało zbocza, lekki wiatr przynosił przyjemne ochłodzenie, a znakomita widoczność pozwalała dostrzec każdy szczegół otaczających nas gór.

Wyżnie Kopskie Siodło (Szalony Przechód) – spotkanie z Hawraniem i Płaczliwą Skałą

Kiedy dotarliśmy na Wyżnie Kopskie Siodło, naszym oczom ukazały się dwa najbardziej charakterystyczne szczyty tego regionu – Hawrań i Płaczliwa Skała. Ich ostre, wapienne sylwetki od razu przyciągają wzrok i od lat są symbolem Tatr Bielskich. Stąd weszliśmy kilkanaście metrów wyżej na mało wybitny wierzchołek Kazateľnicy (Szalona Kazalnica, 1945 m), gdzie panorama na Tatry Wysokie z całym majestatem olbrzymich szczytów oraz zielony grzbiet Tatr Bielskich była jeszcze wspanialsza!

Kieżmarski Szczyt, Łomnica, Durne Szczyty i Jagnięcy Szczyt z prawej, widok z Szalonego Przechodu

Zatrzymaliśmy się tutaj na dłużej, czekając na wolniej idących uczestników naszej grupy. Nikomu jednak to nie przeszkadzało. W takich miejscach czas płynie zupełnie inaczej. Wykorzystaliśmy chwilę na wspólne zdjęcia z biało-czerwoną flagą Gorlickiej Grupy Górskiej. To fotografie, które po latach przypominają nie tylko odwiedzone miejsca, ale przede wszystkim ludzi, z którymi dzieliliśmy górską przygodę.  To nasz znak rozpoznawczy, podobnie jak koszulki grupowe… 🙂

GGG na wierzchołku Kazatelnicy, z panoramą Tatr Wysokich

Siedząc jeszcze przez chwilę na przełęczy, podziwialiśmy wapienne ściany Hawrania i Płaczliwej Skały. Nie przypuszczaliśmy jednak, że największa panorama tego dnia była jeszcze przed nami. Za chwilę mieliśmy ruszyć na Szeroką Przełęcz Bielską – miejsce, z którego przy dobrej pogodzie można podziwiać nie tylko Tatry Wysokie, lecz także odległe Pieniny z charakterystycznymi Trzema Koronami, czy Gorce.

Hawrań i Płaczliwa Skała z Szalonego Przechodu

Szeroka Przełęcz Bielska – najpiękniejszy punkt widokowy trasy

Po krótkim odpoczynku na Wyżnim Kopskim Siodle ruszyliśmy dalej. Przed nami pozostawały nadal na widoku wapienne ściany Hawrania i Płaczliwej Skały, pokazując swoją wielkość w miarę zbliżania się do nich, bowiem tam znajdował się nasz kolejny cel – Szeroka Przełęcz Bielska (Široké sedlo), jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Tatrach Bielskich.

Jagnięcy Szczyt i reszta kolosów Tatr Wysokich z Szerokiej Przeł. Bielskiej

To szeroka, trawiasta przełęcz położona pomiędzy wapiennymi szczytami, która daje niezwykłe poczucie przestrzeni. Nie trzeba zdobywać wysokich wierzchołków, aby poczuć potęgę gór. Wystarczy stanąć właśnie tutaj.

Trafiliśmy na wymarzoną pogodę. Błękitne niebo, słońce i lekki wiatr sprawiały, że nawet po wielu godzinach marszu szło się wyjątkowo komfortowo. Szlak prowadził łagodnie, a każdy kolejny krok odsłaniał nowe fragmenty panoramy.

widok na pd.-wsch., na pierwszym planie Szeroka Jaworzyńska

Kiedy stanęliśmy na przełęczy, wszyscy ponownie sięgnęli po aparaty fotograficzne. Przed nami rozciągał się rozległy widok na Tatry Wysokie z Łomnicą, Kieżmarskim Szczytem i potężnymi graniami. Przy tak doskonałej przejrzystości powietrza można było dostrzec również fragmenty Orlej Perci po polskiej stronie, a jeszcze dalej charakterystyczną sylwetkę Trzech Koron w Pieninach oraz Podhale.

niezwykła zieleń wapiennych Tatr Bielskich w środku lata

To właśnie takie chwile sprawiają, że do gór chce się wracać. Stojąc na cichej przełęczy w sercu Tatr Bielskich, mieliśmy przed sobą jedną z najpiękniejszych panoram całego dnia.

Zdjęcie, które zostaje na lata

Na Szerokiej Przełęczy Bielskiej wykonaliśmy kolejne wspólne zdjęcie grupowe. Dwie przełęcze, dwa wyjątkowe miejsca i dwie fotografie, które na długo pozostaną pamiątką tej wyprawy.

Gorlicka Grupa Górska na Szerokiej Przeł. Bielskiej

Lubię takie zdjęcia, bo nie pokazują jedynie miejsca na mapie. Przypominają ludzi, z którymi dzieliło się drogę, rozmowy podczas marszu i chwile wspólnego zachwytu. Po latach właśnie te wspomnienia pozostają najcenniejsze, a tego dnia było ich naprawdę wiele.

Zejście do Ždiaru – piękno gór i lekcja pokory

Po długim zachwycie panoramami przyszedł czas na zejście. Początkowo prowadziło ono przez kolejne kwietne hale, które raz jeszcze zachwycały bogactwem roślinności. Tatry Bielskie żegnały nas tym samym pięknem, którym powitały – zielonymi zboczami, wapiennymi ścianami i zapachem letnich ziół.

Bielskie ogrody w Monkovej dolinie

Z każdym kolejnym metrem teren stawał się jednak coraz bardziej wymagający. Po wejściu do lasu rozpoczął się najtrudniejszy odcinek całej wyprawy. Strome zejście prowadziło po kamieniach wygładzonych przez wcześniejsze lata i pokrytych błotem naniesionym przez ulewy. Tutaj nie było już miejsca na podziwianie widoków. Liczył się każdy ostrożnie postawiony krok.

w Dolinie Monkovej, po lewej Głośne Skały, w dole Żdziar

Przez blisko godzinę schodziliśmy bardzo wolno i z dużą koncentracją. Kolana szybko przypomniały o przebytych kilometrach, a ja jeszcze przez tydzień odczuwałem skutki tego zejścia. Góry po raz kolejny pokazały, że podejście wymaga siły, ale zejście przede wszystkim pokory.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Na tym odcinku wydarzyła się sytuacja, która na długo pozostanie w naszej pamięci. Ktoś idący wyżej niechcący strącił kamienie, które poleciały w kierunku naszej grupy. Dwoje towarzyszy wyprawy zostało uderzonych w okolice kostek, a jeden z nich dostał naprawdę dużym odłamkiem skały. Noga szybko spuchła, jednak na szczęście mógł kontynuować marsz. W jednym miejscu szlaku zamontowano nawet tam łańcuch, gdy robi się najstromiej… Ogólnie wysokie leśne schody na tym fragmencie trasy są bardzo nieprzyjemne i trzeba być cały czas czujnym, by nie zaliczyć upadku, co się nam przytrafiło nieraz!

łańcuch na skałach na czerwonym szlaku w dolinie

To był ważny sygnał, że nawet na popularnych szlakach nie wolno tracić czujności. W górach odpowiadamy nie tylko za siebie, ale również za osoby idące poniżej. Czasami chwila nieuwagi może mieć poważne konsekwencje.  Dopiero widok na wodospad Rígeľského potoka opadający z grani z prawej strony szlaku poprawił nam humory… Wraz z czerwonym szlakiem poprowadzoną tutaj również „Náučný chodník Monkova dolina”.

Monková Dolina – piękne miejsce z tragiczną historią

Po trudnym zejściu dotarliśmy do rozwidlenia szlaków w Monkovej Dolinie. Stary przebieg trasy na wprost pozostaje zamknięty po gwałtownej powodzi błyskawicznej, która kilka lat temu zniszczyła infrastrukturę i pochłonęła ludzkie życie.

zniszczona wiata na starym szlaku w Monkovej dolinie

Podeszliśmy kawałek, aby zobaczyć skalę zniszczeń. Zerwane mostki, uszkodzony szlak i ślady ogromnej siły wody robiły przygnębiające wrażenie. To miejsce przypomina, że natura potrafi być nie tylko zachwycająca, ale również niezwykle groźna. Do tej pory leżą tam pozostałości wiaty turystycznej, w której chronili się wtedy turyści podczas nawałnicy, zanim porwały ich nagle wezbrane wody potoku podczas niespotykanej burzy!

Ostatnie kilometry do Ždiaru przez Opaloną Turnię

Nowy przebieg czerwonego szlaku poprowadził nas przez punkt widokowy na Opalonej Turni (1274 m), a następnie do asfaltowej drogi w Dolinie Białego Potoku. Przy domku parku narodowego zrobiliśmy krótki odpoczynek, by dać odpocząć nogom i opaść emocjom po trudach zejścia, po czym zielonym szlakiem ruszyliśmy w kierunku Ždiaru – Strednicy. Wygodna droga oferuje tu sporo wiat wypoczynkowych dla licznych tutaj spacerowiczów… 🙂 Rozkwitła już w dolinie wierzbówka kiprzyca, co wydawało mi się dziwne końcem lipca… Bo na Hali Gąsienicowej rozkwit obserwujemy końcem sierpnia! 

Wierzbówka- Kiprzyca w Dolinie Białego Potoku

Sierpień ma w górach swoje kolory. Zamiast wiosennych krokusów pojawiają się letnie kwiaty hal, a jednym z najbardziej charakterystycznych widoków jest kwitnąca wierzbówka kiprzyca. Jej różowe kobierce ożywiają górskie łąki i przypominają, że Tatry mają wiele różnych oblicz – każde piękne o innej porze roku.

Ten fragment naszej trasy miał już zupełnie inny charakter. Pojawiło się więcej cyklistów, rodzin z dziećmi i turystów korzystających ze ścieżek edukacyjnych. Po wielu godzinach spędzonych w ciszy powoli wracaliśmy do codzienności. Na pożegnanie Tatry Bielskie jeszcze raz odsłoniły swoje symbole – Hawrań i Płaczliwą Skałę, które dumnie górowały nad Ždiarem, choć już w nieco pochmurnej pogodzie, gdyż ta miała się popsuć przed nocą i to się sprawdziło…

Zasłużony odpoczynek na Strednicy

Po dotarciu na parking wiedzieliśmy już, że najwspanialsza część dnia jest za nami. Przeszliśmy blisko 18 kilometrów przez jedne z najpiękniejszych zakątków Tatr Bielskich, dlatego zasłużony odpoczynek smakował wyjątkowo.

W widokowej restauracji na Strednicy czekało na nas zimne piwo, ciepły posiłek i kawa. Jak zwykle nie zabrakło rozmów, wspomnień i planów na kolejne wyprawy. W tym czasie kierowcy pojechali po drugi samochód pozostawiony rano w Tatrzańskiej Jaworzynie, a reszta grupy mogła jeszcze przez chwilę podziwiać panoramę gór. Do Tatrzańskiej Jaworzyny można wrócić stąd także kursowymi autobusami SAD, ostatni na wakacjach odjeżdża z parkingu na Strednicy o 18.40 w kierunku granicy.

Hawrań i Płaczliwa Skała – piękne pożegnanie Tatr Bielskich

Okolice Strednicy są doskonałym punktem widokowym na dwa najbardziej charakterystyczne szczyty Tatr Bielskich – Hawrań i Płaczliwą Skałę. Ich ostre wapienne sylwetki wyrastające ponad zielonymi zboczami tworzą jeden z najbardziej rozpoznawalnych krajobrazów całych Tatr.

Hawrań i Płaczliwa Skała w tle wieczorową porą

Wokół restauracji znajdują się ścieżki spacerowe, miejsca rekreacyjne i punkty widokowe, dlatego spotkaliśmy tutaj wielu turystów. Trudno się jednak dziwić – taki widok na długo pozostaje w pamięci. Do tego w plenerze pojawiło się sporo drewnianych rzeźb po weekendowym festiwalu rzeźbiarstwa…

Tatry Bielskie – góry, do których zawsze warto wracać

Wieczorem, wracając do domu, każdy z nas zabierał ze sobą własne wspomnienia. Dolina Jaworowa, kwitnące hale Zadnich Koperszadów, historia dawnych pasterzy, panorama z Kopskiego Siodła, Hawrań, Płaczliwa Skała, Szeroka Przełęcz Bielska i wymagające zejście do Ždiaru złożyły się na dzień, który na długo pozostanie w naszej pamięci.

kwitnące ogrody bielskie

Po raz kolejny przekonałem się, że Tatry nigdy nie są takie same. Zmieniają się lasy, zmieniają się szlaki i zmienia się człowiek, który nimi wędruje. Nie zmienia się natomiast uczucie, które towarzyszy każdemu powrotowi w góry. Dlatego właśnie Tatry Bielskie pozostają dla mnie jednym z najpiękniejszych zakątków całych Tatr. To miejsce, do którego zawsze wracam z ogromną radością. Poniżej zostawiam mapę naszej trasy na około 18 km… 🙂

 

Na koniec jak zawsze zapraszam do obejrzenia galerii fotografii z tej wędrówki. Mam nadzieję, że fotki choć częściowo oddadzą atmosferę letnich Tatr Bielskich i zachęcą Was do odwiedzenia tego niezwykłego zakątka Tatr! Jeśli spodobała Ci się ta opowieść, zapraszam również do lektury innych górskich relacji na blogu. Każda z nich jest zapisem drogi, spotkań i miejsc, które na długo pozostają w pamięci. 🏔️

Jedna chwila

Gdy na Wyżnim Kopskim Siodle wszyscy zamilkli. Nikt niczego nie powiedział. Przez kilka chwil było słychać tylko wiatr…

Jeżeli chcesz wesprzeć rozwój bloga i powstawanie kolejnych górskich opowieści, możesz zrobić to poprzez serwis BuyCoffee. Dziękuję za każdą formę wsparcia. Do zobaczenia na kolejnym szlaku! Z górskim pozdrowieniem

Marcogor 

 Postaw kawę dla Marcogor na buycoffee.to

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »