Tragedia Kaszniców w Dolinie Jaworowej. Tajemnica sprzed stu lat
Są tatrzańskie historie, które po latach zamieniają się w legendę. Ta wydarzyła się naprawdę.
3 sierpnia 1925 roku w pobliżu Żabiego Stawu Jaworowego w ciągu kilkunastu minut zmarły trzy osoby: warszawski prokurator Kazimierz Kasznica, jego 12-letni syn Wacław oraz młody taternik Ryszard Wasserberger.
Przeżyła tylko Waleria Kasznicowa.
Spędziła przy ciałach dzień i dwie noce, po czym o własnych siłach zeszła z Doliny Jaworowej.
I właśnie to, zamiast podziwu dla jej odporności, wywołało podejrzenia, które jeszcze długo towarzyszyły tej tragedii.
Tak zaczęła się jedna z najbardziej niezwykłych historii w dziejach Tatr.
Tragedia Kaszniców w Dolinie Jaworowej do dziś należy do najbardziej zagadkowych wydarzeń w historii Tatr. 3 sierpnia 1925 roku, podczas zejścia z Lodowej Przełęczy w kierunku Żabiego Stawu Jaworowego, w krótkim czasie zmarli Kazimierz Kasznica, jego 12-letni syn Wacław oraz taternik Ryszard Wasserberger. Przeżyła jedynie Waleria Kasznicowa. Przez dziesięciolecia próbowano wyjaśnić, czy o śmierci trzech osób zdecydowały wychłodzenie, skrajne zmęczenie, problemy zdrowotne, gwałtowne załamanie pogody czy kilka czynników naraz. To właśnie dlatego tragedia Kaszniców z 1925 roku wciąż powraca w książkach, archiwach i opowieściach o najbardziej niezwykłych wypadkach w Tatrach.
Ostatnia droga przez Lodową Przełęcz
Kasznicowie kończyli kilkudniową wycieczkę po Tatrach. Ich plan na 3 sierpnia był ambitny: ze Starego Smokowca przez Schronisko Téryego, Lodową Przełęcz i Dolinę Jaworową mieli dotrzeć w stronę Łysej Polany.
To długa trasa. Nawet dzisiaj, przy dobrym wyposażeniu i pogodzie, wymaga wielu godzin marszu.
A pogoda tego dnia była fatalna.
W Schronisku Téryego Kasznicowie spotkali czterech młodych polskich taterników: Jana i Alfreda Szczepańskich, Stanisława Zarembę oraz Ryszarda Wasserbergera.
Ruszyli dalej, lecz Kasznicowie szli wolniej. W pewnym momencie grupa się rozdzieliła. Szczepańscy i Zaremba poszli naprzód, a Wasserberger został z rodziną.
Ta decyzja była później komentowana przez ludzi związanych z Tatrami. W tak trudnych warunkach rozdzielenie grupy budziło pytania.
Wiatr, zimno i coraz mniej sił
Na Lodową Przełęcz dotarli dopiero po południu.
Padało, temperatura była niska, a wiatr bardzo silny. Powrót do schroniska oznaczał ponowne podejście i kolejne godziny drogi. Zdecydowali się więc schodzić do Doliny Jaworowej, licząc, że niżej warunki będą łagodniejsze.
Nie były.
Pierwszy zaczął słabnąć 12-letni Wacław. Skarżył się na problemy z oddychaniem. Matka zabrała jego plecak, a Wasserberger pomagał chłopcu iść.
W pobliżu Żabiego Stawu Jaworowego zatrzymał się Kazimierz Kasznica.
Nie miał już siły iść dalej.
Waleria poprosiła Wasserbergera o pomoc. Wtedy okazało się, że również młody taternik jest skrajnie wyczerpany.
W ciągu następnych minut wydarzyło się coś, co przez dziesięciolecia trudno było wytłumaczyć.
Kasznicowa zaprowadziła syna i Wasserbergera pod głaz osłaniający ich od wiatru. Dała im trochę czekolady i koniaku. Wróciła do męża.
Kazimierz wkrótce zmarł.
Kiedy ponownie podeszła do syna, Wacław również już nie żył.
Wasserberger znalazł się nieco niżej. On także zmarł.
Według relacji przekazanej później Mariuszowi Zaruskiemu wszyscy trzej zasłabli i umarli w bardzo krótkim czasie.
Dwie noce przy zmarłych
Waleria została sama.
Dzisiaj łatwo zapytać, dlaczego natychmiast nie zeszła po pomoc. Trzeba jednak pamiętać, że właśnie straciła męża i dziecko, była wyczerpana, przemoczona i znajdowała się wysoko w górach podczas fatalnej pogody.
Z rzeczy Wasserbergera wzięła pled i maszynkę spirytusową. Próbowała się ogrzać.
Przetrwała noc.
Potem cały następny dzień.
I jeszcze jedną noc.
Dopiero rankiem 5 sierpnia ruszyła w dół Doliny Jaworowej.
Na Łysej Polanie spotkała Mariusza Zaruskiego, jednego z twórców tatrzańskiego ratownictwa.
Opowiedziała mu, co wydarzyło się w górach.
Zaruski uwierzył jej relacji i ruszyła akcja po ciała trzech ofiar.
Z ofiary zrobiono podejrzaną
Tu historia mogłaby się zakończyć jako tragiczny wypadek.
Ale dopiero wtedy zaczęła żyć własnym życiem.
Śmierć trzech osób w ciągu kilkunastu minut wydawała się trudna do zrozumienia. Jeszcze większe emocje budził fakt, że Waleria nie tylko przeżyła, ale później spędziła w górach kolejne dwie noce.
Prasa zaczęła zadawać pytania.
Dlaczego przeżyła właśnie ona?
Dlaczego zmarł młody i doświadczony Wasserberger?
Czy koniak, który podała pozostałym, mógł mieć coś wspólnego z ich śmiercią?
W gazetach pojawiły się nawet sugestie, że tragedia mogła nie być zwykłym wypadkiem.
Dzisiaj brzmi to szczególnie brutalnie. Kobieta straciła męża i dwunastoletniego syna, a niedługo później musiała mierzyć się jeszcze z podejrzeniami.
Jeden z najbardziej krytycznych tekstów prasowych napisał Ludwik Szczepański, ojciec Jana i Alfreda Szczepańskich – taterników, którzy wcześniej oddzielili się od Kaszniców i Wasserbergera.
Nie jest to dowód na niczyją złą wolę.
Pokazuje jednak, jak szybko po tragedii fakty zaczęły mieszać się z emocjami i domysłami.
Co naprawdę ich zabiło?
Sprawę próbowano wyjaśnić już w 1925 roku.
Przeprowadzono sekcje zwłok. Nie znaleziono dowodów na otrucie ani przemoc, które tłumaczyłyby śmierć całej trójki.
Po latach do dokumentacji medycznej wrócił dziennikarz Maciej Kwaśniewski, który przez kilka lat badał historię tragedii.
Dotarł między innymi do publikacji lekarza Mariana Ciećkiewicza, uczestniczącego w badaniu ciał.
Okazało się, że stan zdrowia ofiar nie był tak dobry, jak mogłoby się wydawać.

Ciała Kazimierza Kasznicy, Wacława Kasznicy i Ryszarda Wasserbergera odnalezione po tragedii w Dolinie Jaworowej, sierpień 1925 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.
U zmarłych stwierdzono istotne zmiany w układzie krążenia. Kazimierz Kasznica cierpiał także na inne schorzenia. Wacław miał problemy zdrowotne, a według zachowanych informacji ruszył w góry mimo niedawnej choroby.
Do tego dochodziły warunki: wielogodzinny wysiłek, zimno, mokra odzież, silny wiatr, zmęczenie i wysokość.
Późniejsza analiza danych meteorologicznych wykazała, że 3 sierpnia 1925 roku pogoda była wyjątkowo ciężka. W okolicy Lodowej Przełęczy temperatura mogła spaść w pobliże zera, a wiatr osiągał bardzo dużą prędkość.
W takich warunkach wychłodzenie może postępować szybko, szczególnie u człowieka skrajnie zmęczonego.
Jedną z hipotez przedstawił również badacz tatrzańskiej pogody Apoloniusz Rajwa. Zwracał uwagę na możliwość wystąpienia lokalnych warunków atmosferycznych, które mogły dodatkowo utrudniać oddychanie.
Pozostała to jednak hipoteza.
Po stu latach nie da się już z całkowitą pewnością wskazać jednego czynnika, który zabił całą trójkę.
Dlaczego przeżyła właśnie Waleria?
To pytanie nadal pozostaje najbardziej niezwykłą częścią całej historii.
Dlaczego kobieta, która szła tą samą drogą, w tej samej pogodzie i była poddana podobnemu wysiłkowi, przeżyła?
Nie ma jednej pewnej odpowiedzi.
Współczesne badania fizjologii człowieka pokazują, że odporność na zimno może znacznie różnić się między ludźmi.
Znaczenie mają między innymi masa ciała, ilość podskórnej tkanki tłuszczowej, masa mięśniowa, budowa ciała, metabolizm i ogólna kondycja.
Kanadyjski fizjolog Peter Tikuisis wraz ze współpracownikami badał reakcję kobiet i mężczyzn na wychłodzenie.
W jednym z eksperymentów kobiety początkowo traciły temperaturę ciała wolniej niż mężczyźni. Kiedy jednak porównano osoby o podobnej budowie i ilości tkanki tłuszczowej, różnice wynikające wyłącznie z płci stawały się znacznie mniejsze.
Nie oznacza to, że Tikuisis badał przypadek Kasznicowej.
Jego badania pokazują jednak, że dwie osoby przebywające w identycznym zimnie nie muszą wychładzać się w tym samym tempie.
Być może organizm Walerii lepiej zatrzymywał ciepło. Być może była po prostu zdrowsza od pozostałych. A być może zdecydowało kilka czynników naraz.
Tego prawdopodobnie nigdy już nie będziemy wiedzieć.
Nawet jej imię przez lata podawano błędnie
W wielu późniejszych tekstach żona Kazimierza Kasznicy pojawiała się jako Zofia.
Nowsze materiały rodzinne i genealogiczne wskazują jednak na Walerię z Dzierzbickich Kasznicową.
To pozornie drobny szczegół, ale pokazuje, co sto lat opowiadania potrafi zrobić z prawdziwą historią.
Jedne informacje giną. Inne zostają powtórzone tyle razy, że zaczynają uchodzić za pewnik.
Dlatego wracając dzisiaj do tragedii Kaszniców, warto oddzielać to, co wiemy z dokumentów, od późniejszych domysłów i legend.
Sto lat później ludzie nadal wracają w to miejsce
Historia Kaszniców nie zniknęła.
W 2019 roku lekarz medycyny sądowej Piotr Arkuszewski, policyjny śledczy Jakub Kowalczyk, dziennikarz Maciej Kwaśniewski, przewodnicy tatrzańscy i grupa zainteresowanych osób ponownie przeszli trasę z 1925 roku.
Ze Starego Smokowca przez Lodową Przełęcz zeszli do Doliny Jaworowej.
Próbowali wskazać prawdopodobne miejsce śmierci Kaszniców i Wasserbergera.
Zapłonęła tam symboliczna świeca.
Prawie sto lat po tragedii góry wyglądają tak samo spokojnie.
Żabi Staw leży pod skalnymi ścianami. Nad doliną wznoszą się szczyty. Przez Tatry nadal przechodzą turyści.
I chyba właśnie dlatego ta historia działa na wyobraźnię bardziej niż niejeden dramat ze skalnej ściany.
To nie była wyprawa na niezdobyty szczyt. Nie był to rekord wysokości. Nie była to ekstremalna wspinaczka.
Miała to być po prostu długa tatrzańska wycieczka.
Jednego sierpniowego dnia pogoda, zmęczenie, choroby i przypadek ułożyły się jednak w kombinację, z której trzech ludzi już nie wyszło.
Waleria Kasznicowa wyszła.
A potem przez dziesięciolecia próbowano odpowiedzieć na pytanie:
Dlaczego właśnie ona?
Górskie Historie
Takich historii góry kryją wiele.
Niektóre zapisano w kronikach ratowników, inne w starych gazetach, książkach i pamięci przewodników.
W cyklu „Górskie Historie” będę do nich wracał – nie po to, by szukać sensacji, ale żeby przypominać ludzi i wydarzenia, o których góry pamiętają znacznie dłużej niż my.
Jeśli ta historia Cię zainteresowała, zajrzyj również do innych wpisów na blogu. Są tam opisy tras, górskie opowieści, aktualności i kolejne historie zapisane gdzieś pomiędzy szlakami, starymi kronikami i ludzką pamięcią.
Jeśli lubisz Marcogora i chcesz pomóc mi w tworzeniu kolejnych takich materiałów, możesz postawić mi symboliczną kawę na BuyCoffee.
Każda kawa pomaga rozwijać blog i daje dodatkową motywację do szukania następnych górskich historii.
Dziękuję, że jesteś tutaj i czytasz.
Do zobaczenia na szlaku!
Marcogor
Źródła
Przy opracowaniu historii korzystałem m.in. z następujących materiałów:
- Mariusz Zaruski, kronika wypraw TOPR – zapis dotyczący tragedii Kaszniców i spotkania z Walerią Kasznicową po jej zejściu z Doliny Jaworowej.
- Maciej Kwaśniewski, „Śmierć na Lodowej”, Tygodnik Powszechny, 2015 – obszerne opracowanie oparte na archiwach, dokumentacji medycznej, danych meteorologicznych i relacjach rodzinnych.
- Michał Jagiełło, „Nie mglista tajemnica”, Tygodnik Powszechny, 2015 – komentarz do przyczyn tragedii i historycznych interpretacji wydarzeń.
- Archiwalna prasa z sierpnia 1925 roku – m.in. „Łódzkie Echo Wieczorne”, „Naprzód” i „Góral”, dokumentujące pierwsze relacje i narastające wokół sprawy podejrzenia.
- Materiały Uniwersytetu Medycznego w Łodzi dotyczące „Sprawy Kaszniców” – współczesna próba rekonstrukcji wydarzeń i analiza możliwych przyczyn śmierci.
- Narodowe Archiwum Cyfrowe – fotografie związane z tragedią i archiwum „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”.
- Peter Tikuisis i in., „Comparison of thermoregulatory responses between men and women immersed in cold water”, Journal of Applied Physiology, 2000 – kontekst fizjologiczny dotyczący różnic w wychładzaniu organizmu.










