Wybierz stronę

10 pasm górskich, które odkryłem za późno

10 pasm górskich, które odkryłem za późno

Są pasma górskie, które człowiek poznaje wcześnie i później wraca do nich przez całe życie. Są jednak również takie miejsca, przy których po pierwszej wędrówce pojawia się jedna natrętna myśl:

Dlaczego trafiłem tutaj dopiero teraz?

Mnie zdarzyło się to wiele razy.

Przez lata poznawałem kolejne pasma w Polsce i poza jej granicami. Czasem jechałem gdzieś świadomie, mając od dawna konkretny cel. Innym razem nowe góry pojawiały się niemal przypadkiem – ktoś zaproponował wyjazd, przeczytałem coś w przewodniku albo zobaczyłem fotografie, które nie dawały mi spokoju.

I nagle okazywało się, że miejsce, które przez tyle lat znajdowało się poza moim górskim radarem, staje się jednym z najpiękniejszych odkryć.

Nie będzie to ranking.

Nie potrafiłbym ustawić tych gór od miejsca dziesiątego do pierwszego. Każde zachwyciły mnie czymś zupełnie innym.

Łączy je tylko jedno.

Żałuję, że nie poznałem ich wcześniej.

Gdybym trafił tam kilkanaście czy dwadzieścia lat wcześniej, zapewne znacznie dokładniej przemierzyłbym ich szlaki.

Dolomity

Dolomity – wapienne góry jak z innego świata

Ciężko w to uwierzyć, ale Dolomity zobaczyłem na własne oczy dopiero po czterdziestce.

Pojechałem, spojrzałem na te skały i właściwie wszystko było jasne. Zakochałem się od pierwszego spotkania.

Od zawsze szczególnie podobały mi się góry wapienne. Skała podatna na erozję tworzy w nich strzeliste turnie, iglice, ściany, baszty i skalne miasta. W Dolomitach nagromadzenie tych form jest jednak niezwykłe.

To właśnie tutaj pierwszy raz pomyślałem, że być może patrzę na najpiękniejsze góry Europy.

Pierwszym poznanym przeze mnie fragmentem były Dolomity Friulijskie i Monte Borga. Rok później wróciłem, tym razem między innymi w Pale di San Martino. I zachwyt wcale nie minął.

pasma górskie odkrywane podczas moich wędrówek

Dolomity

Wręcz przeciwnie.

Pale pokazało mi niemal księżycowy kamienny płaskowyż otoczony skalnymi olbrzymami. Dolomity mają też niezwykłą historię geologiczną. Dzisiejsze potężne góry powstawały z osadów dawnych mórz i systemów rafowych, a ich wyjątkowa rzeźba została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Patrząc na nie, trudno uwierzyć, że kiedyś znajdowało się tutaj morze.

A ja najbardziej żałuję jednego.

Gdybym odkrył Dolomity dwadzieścia lat wcześniej, zapewne wracałbym tam znacznie częściej.

Czytaj także na blogu: „Mój pierwszy raz w Dolomitach – na Monte Borga” oraz „Powrót do raju, czyli ponownie w Dolomitach – trekking w Pale di San Martino”.

Borżawa – Bieszczady w wersji makro

Bieszczady pokochałem dawno temu. Dlatego kiedy pierwszy raz wyszedłem na połoniny ukraińskiej Borżawy, od razu pojawiło się porównanie.

To jak Bieszczady w wersji makro.

Tylko przestrzeni jest jeszcze więcej.

Szerokie, trawiaste grzbiety ciągną się kilometrami, doliny są głęboko wcięte, a ponad granicą lasu można wędrować długo, mając przed sobą kolejne fale połonin.

Do tego dochodzi coś, co coraz trudniej znaleźć w naszych najbardziej popularnych górach.

Pustka.

Borżawa wciąż potrafi dać poczucie ogromnej przestrzeni i prawdziwego karpackiego włóczęgostwa. Wędrując przez Wielki Wierch, patrzyłem na kolejne trawiaste grzbiety i czułem dokładnie to, czego zawsze szukałem w górach.

Borżawa

Wolność.

Uwielbiam falujące trawy i otwarte grzbiety. Dlatego właśnie Borżawa tak mocno utkwiła mi w pamięci.

A przy pierwszych spotkaniach z tym pasmem znowu wróciło pytanie: dlaczego wcześniej tak rzadko spoglądałem na góry po drugiej stronie Bieszczadów?

Czytaj także: „Przez Wielki Wierch na Stija oraz nad wodospadem Szepit, czyli cuda Borżawy”.

Alpy Julijskie – wapienne serce Słowenii

Kolejne góry, w których odnalazłem to, co lubię najbardziej.

Skałę.

Alpy Julijskie są najbardziej wysuniętą na południowy wschód wielką częścią łuku alpejskiego. Ich krajobraz tworzą przede wszystkim jasne wapienie, ostre granie, wysokie ściany, krasowe płaskowyże oraz potężne doliny wyrzeźbione niegdyś przez lodowce.

Kiedy wspinałem się w kierunku Triglava i wokół mnie zaczęły wyrastać wapienne skały Begunjskiego Wierchu, wiedziałem już, że te góry trafiły w mój gust.

Im byłem wyżej, tym bardziej mi się podobały.

Triglav był oczywiście wielkim celem. Najwyższa góra Słowenii to coś więcej niż szczyt – jest narodowym symbolem tego kraju.

Ale Alpy Julijskie zapamiętałem nie tylko przez jeden wierzchołek.

To cały świat skały, głębokich dolin, ferrat, wysokogórskiego krasu i niezwykłych panoram.

Jeśli Dolomity uważam za najpiękniejsze góry Europy, to Alpy Julijskie są dla mnie jednym z najpiękniejszych fragmentów całych Alp.

I znowu pojawia się niedosyt.

Można było poznać je wcześniej.

Czytaj także: „W Alpach Julijskich – w drodze na Triglav”.

Góry Dynarskie – gdzie góry spotykają Adriatyk

Bałkany odkrywałem stopniowo.

Dopiero z czasem zacząłem rozumieć, jak niezwykłym górskim światem są Góry Dynarskie.

Maglić, Dinara, Velebit, Risnjak, Biokovo, a także góry półwyspu Pelješac – każde z tych miejsc wygląda trochę inaczej, a jednak łączy je wspólny charakter.

Wapienny kras, ogromne ściany, leje, skaliste grzbiety i dzika przyroda.

Im bliżej Adriatyku, tym ciekawsza staje się również roślinność. Górskie lasy zaczynają mieszać się ze światem śródziemnomorskim.

A później pojawia się morze.

To właśnie połączenie zrobiło na mnie szczególne wrażenie.

Velebit

Stać wysoko na grani i patrzeć w dół na błękit Adriatyku, wyspy i półwyspy – to zupełnie inne doświadczenie niż panorama oglądana w środku kontynentu.

Na Magliciu wydarzyło się coś jeszcze.

Tam naprawdę pokochałem Bałkany.

Dzikie góry, jesienne kolory i zachód słońca nad płaskowyżem Prijevor stworzyły jeden z tych dni, których po prostu się nie zapomina.

Z kolei Biokovo czy Sv. Ilija pokazały mi góry wyrastające niemal prosto z morza.

Gdyby ktoś kazał mi dzisiaj wskazać region Europy, który zdecydowanie eksplorowałem za mało, Bałkany znalazłyby się bardzo wysoko na tej liście.

Czytaj także: „Wejście na Maglić – najwyższy szczyt Bośni” oraz moje opowieści z Gór Dynarskich.

Góry Połabskie – skalny świat odkryty za późno

Tutaj wysokość właściwie przestaje mieć znaczenie.

Czeska i Saksońska Szwajcaria pokazały mi, że góry mogą zachwycać nie wysokością szczytów, lecz fantazją skały.

Góry Połabskie zbudowane są w dużej mierze z piaskowców. Przez miliony lat woda, mróz i wiatr wyrzeźbiły z nich baszty, iglice, ściany, wąwozy, skalne bramy i całe labirynty.

Bastei znałem wcześniej ze zdjęć.

Pravčicką Bramę również.

Ale czym innym jest fotografia, a czym innym stanąć pośród tego skalnego miasta.

Pravcicka brama

Do Saksońskiej Szwajcarii dotarłem dopiero podczas jednego z późniejszych urlopów. Był to długo odkładany cel i spełnione marzenie. Następnie przeszedłem na czeską stronę, gdzie czekały kolejne cuda.

Pravčická brána jest największą naturalną bramą skalną tego typu w Europie. Jednak przecież nie tylko ona przyciąga.

Tiské stěny, Bastei, przełom Łaby, skalne baszty i labirynty sprawiają, że można spędzić tutaj wiele dni i wciąż odkrywać nowe miejsca. A wcześniej myślałem, że skalny świat Czech kończy się na Ardspassko- teplickich skalach… 🙂

Znów pomyślałem:

jak mogłem tyle lat jeździć po górach i dopiero teraz tutaj trafić?

Czytaj także: „Bastei – perła Saksońskiej Szwajcarii” i „Brama Pravčicka – symbol Czeskiej Szwajcarii”.

Góry Izerskie – moje sudeckie Bieszczady

Góry Izerskie odkryłem dopiero wtedy, gdy zacząłem dokładniej poznawać Sudety.

I niemal od pierwszej wędrówki pojawiło się skojarzenie z dobrze znanymi mi Karpatami.

Nazwę je po swojemu:

sudeckie Bieszczady.

Nie chodzi oczywiście o identyczny krajobraz.

Izery mają własny charakter. Rozległe wierzchowiny, wielkie kompleksy leśne, torfowiska, surowy klimat i długie drogi tworzą specyficzne poczucie przestrzeni.

Hala Izerska

Hala Izerska należy do miejsc, gdzie najlepiej czuje się ten spokój.

Natomiast po obu stronach polsko-czeskiej granicy pojawiają się liczne skałki, granitowe wychodnie i punkty widokowe. Smrk, Wysoka Kopa, okolice Świeradowa, Jakuszyc czy czeskiej Jizery pozwalają poznawać to pasmo bardzo długo.

Zachwyciło mnie właśnie to, że niewysokie góry mogą sprawiać wrażenie tak rozległych i miejscami odludnych.

Nie trzeba przecież zawsze walczyć o wysokość.

Czasami wystarczy długa droga przez las i góry, które pozwalają człowiekowi zwolnić.

Czytaj także: „Przez Wysoki Grzbiet i izerskie torfowiska do Świeradowa-Zdroju” oraz „Z Polany Jakuszyckiej na Halę Izerską”.

Rudawy Słowackie – cisza, której szukałem

Tatry zna prawie każdy.

Małą Fatrę coraz więcej Polaków.

Ale prawdziwie odludną Słowację znalazłem gdzie indziej.

W Górach Stolickich, Weporskich i Wołowskich oraz w sąsiednich, mało uczęszczanych pasmach środkowej i wschodniej Słowacji.

To trzeba zaznaczyć: Branisko czy Bachureň nie należą w ścisłym podziale do Rudaw Słowackich. Jednak razem tworzą dla mnie podobny świat – świat gór, w których nadal można iść przez wiele godzin i prawie nikogo nie spotkać.

Góry Wołowskie urzekły mnie dzikością i spokojem. W Górach Stolickich ogromne przestrzenie leśne prowadzą, aż ku najwyższym partiom Rudaw.

Góry Weporskie

Weporskie również należą do miejsc, gdzie turystyka nie przesłoniła jeszcze samej przyrody.

Właśnie podczas realizacji Korony Gór Słowacji coraz częściej trafiałem w takie miejsca.

KGS miała prowadzić na najwyższe szczyty kolejnych pasm, ale szybko stała się czymś więcej.

Dzięki niej poznawałem Słowację poza pocztówkami.

I być może właśnie te odludne góry stały się jednym z największych odkryć całego projektu.

Czytaj także: „Przez Volovec i Skalisko na Złoty Stół w Górach Wołowskich” oraz „Na Stolicę – kulminację Gór Stolickich”.

Wyhorlat – góry zrodzone z ognia

Wyhorlat poznałem już dawno, ale i tak uważam, że mogłem odkryć go wcześniej i wracać częściej.

To góry zupełnie inne od pobliskich Beskidów.

Wyhorlat jest pasmem pochodzenia wulkanicznego. W krajobrazie pozostały ślady dawnej aktywności wulkanicznej, a jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc jest Sninski Kamień – potężna andezytowa wychodnia wyrastająca ponad las.

Jednak moje pierwsze spotkanie z tym pasmem zaczęło się od czegoś jeszcze piękniejszego.

karpackie Morskie Oko

Morskiego Oka.

Nie tego tatrzańskiego.

Karpackie Morské oko w Wyhorlacie, otoczone jesiennymi lasami, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Pisałem wtedy, że wyglądało niemal jak ósmy cud świata.

Później były drabinki prowadzące na Sninski Kamień i panorama ponad koronami drzew.

Takie miejsca pokazują, jak różnorodna potrafi być Słowacja.

Kilka godzin jazdy od domu, a człowiek znajduje zupełnie inny świat.

Czytaj także: „Sniński Kamień i Karpackie Morskie Oko w Górach Wyhorlatu”.

Apuseni i Bihor – kraina ukryta pod ziemią

Rumunia zawsze kojarzyła mi się z dzikimi Karpatami.

Ale dopiero wyprawa w Góry Bihor pokazała mi, że nie wszystkie rumuńskie góry trzeba poznawać przez zdobywanie wysokich szczytów.

Sercem tego świata był dla mnie płaskowyż Padiș.

Kras stworzył tam krajobraz, który bardziej przypomina wielki naturalny labirynt niż zwykłe góry.

Jaskinie, ponory, wywierzyska, wąwozy, zapadliska i podziemne potoki.

Podczas krótkiego wyjazdu zobaczyłem między innymi Wąwóz Galbenei, Poianę Ponor i Cetățile Rădesei.

I szybko zrozumiałem, że trzy dni to zdecydowanie za mało.

płaskowyż Padis

W takich górach największa część przygody może czekać nie na szczycie, ale w środku masywu albo nawet pod ziemią.

To był dla mnie zupełnie nowy sposób poznawania gór.

Wyjeżdżając z Padișu, wiedziałem jedno.

Zobaczyłem tylko niewielki fragment tego niezwykłego świata.

I właśnie dlatego Apuseni trafiają na tę listę bez najmniejszego wahania.

Czytaj także: „Tryptyk rumuński – magiczne miejsca płaskowyżu Padiș”.

Mała Fatra – miłość od pierwszego wejrzenia

Na koniec góry, których właściwie nie potrafię opisywać całkiem obiektywnie.

Mała Fatra.

Kiedy pojechałem tam pierwszy raz, słyszałem wcześniej wiele dobrego o tym paśmie. Chciałem tylko sprawdzić, czy rzeczywiście jest takie piękne.

Było.

A nawet bardziej.

Wąwozy, wodospady, łagodne trawiaste grzbiety, Dolina Vrátna, Wielki Krywań i przede wszystkim jeden szczyt.

Veľký Rozsutec.

Wielki Rozsutec nie pasuje do otaczających go obłych grzbietów. Wyrasta ponad nimi jak skalny zamek pełen turni, iglic i ścian.

Velky Rozsutec

Zobaczyłem go pierwszy raz i się zakochałem.

Wracałem później wielokrotnie. Wchodziłem na niego różnymi trasami i o różnych porach roku. Nawet kiedy większość ważnych szczytów Małej Fatry była już za mną, pojechałem na Osnicę tylko po to, aby położyć się na trawie i patrzeć na Rozsutca.

To chyba najlepiej tłumaczy mój stosunek do tej góry.

Mała Fatra jest dla mnie najwspanialszym pasmem Słowacji, a Wielki Rozsutec – jej najbardziej niezwykłym szczytem.

Tym bardziej żałuję, że nie odkryłem jej jeszcze wcześniej.

Bo gdybym poznał ją jako bardzo młody górołaz, być może dzisiaj potrafiłbym policzyć moje powroty na Rozsutca tylko z pomocą kalendarza.

Czytaj także: „Wielki Rozsutec, Wielki Krywań i inne cuda Małej Fatry” oraz „Trzeci raz na Wielkim Rozsutcu – w krainie wiecznej szczęśliwości”.

Nie za późno, żeby się zachwycić. 

Kiedy patrzę dzisiaj na tę dziesiątkę, widzę coś ciekawego.

Nie ma jednej rzeczy, która sprawiła, że pokochałem te góry.

W Dolomitach była to wapienna rzeźba. Na Borżawie przestrzeń. W Alpach Julijskich skalna potęga. W Górach Dynarskich spotkanie gór z Adriatykiem. W Górach Połabskich fantazja piaskowca.

Izery dały mi ciszę i przestrzeń. Rudawy Słowackie – odludność. Wyhorlat – wulkaniczny świat Morskiego Oka i Sninskiego Kamienia. Apuseni – krasowe tajemnice. Mała Fatra – Wielkiego Rozsutca, którego nie sposób pomylić z żadną inną górą.

w górach Bihor

Każde z tych miejsc było inne.

Dlatego nie zamierzam ich numerować.

Nie ma tutaj zwycięzcy.

Jest tylko trochę żalu, że niektóre z tych gór odkryłem tak późno.

Bo człowiek z czasem zaczyna rozumieć, że nie zobaczy wszystkiego.

Gdybym poznał Dolomity, Julijskie Alpy, Apuseni czy Góry Dynarskie kilkanaście lat wcześniej, prawdopodobnie wracałbym tam wielokrotnie. Poznałbym więcej szlaków, dolin i szczytów.

Ale jest też druga strona tej historii.

Najważniejsze, że w ogóle tam trafiłem.

I że nawet po wielu latach chodzenia po górach wciąż potrafiłem stanąć gdzieś pierwszy raz, spojrzeć przed siebie i pomyśleć dokładnie to samo, co wiele lat wcześniej:

jakie te góry są piękne.

A przecież gdzieś na mapie nadal czekają miejsca, których jeszcze nie znam.

Może za kilka lat trzeba będzie napisać drugą część tej listy.

wąwóz Galbenei, Padis, góry Bihor

Jeżeli lubisz takie górskie zestawienia i moje opowieści z miejsc poznawanych przez lata, zapraszam również do innych artykułów z cyklu Górskie NAJ oraz do relacji z opisanych tutaj pasm.

Zajrzyj także do galerii zdjęć znajdujących się przy poszczególnych opowieściach. W przypadku takich gór jak Dolomity, Borżawa, Alpy Julijskie czy Mała Fatra fotografie najlepiej pokazują to, czego często nie potrafią oddać słowa.

A jeśli moje teksty pomagają Ci odkrywać nowe miejsca albo po prostu lubisz wracać ze mną na górskie szlaki, możesz wesprzeć dalszy rozwój bloga, stawiając mi symboliczną kawę przez serwis wspierający twórców BuyCoffee.

Dziękuję za każde odwiedziny, komentarz i powrót na marekowczarz.pl.

Do zobaczenia na szlaku!

Z górskim pozdrowieniem
Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »