O luksusie ciszy i pokorze wobec gór. Wiersz L. Staffa
Odsłona 1: Miłość do górskich grzbietów
W cichy, spowity cieniem czerwcowy wieczór powracam do słów, które stanowią absolutny fundament mojej miłości do tatrzańskich grani i bieszczadzkich połonin. Usiadłem wygodnie w fotelu, czując, jak z każdym przeczytanym zdaniem dawnego manifestu opuszcza mnie zgiełk codzienności, a serce zaczyna bić w rytmie dawnych, surowych ścieżek. Prawdziwy człowiek gór nie potrzebuje wielkich haseł ani sztucznych, nadętych uniesień, bo bezmiar dobrych emocji nosi głęboko w sobie.
Dla nas, ludzi gór, to wezwanie wysokości jest czymś tak oczywistym i naturalnym jak rześki, poranny powiew wiatru na odsłoniętym, skalistym szczycie. Delektowanie się tym nieskażonym pięknem czystej natury pozwala na nowo odnaleźć właściwy dystans do świata i samego siebie. Kiedy człowiek zwalnia bieg i wsłuchuje się w ciszę wiekowego lasu, dociera do niego, że największe szczęście kryje się w prostocie zwykłego obcowania z naturą.
Odsłona 2: Filozofia samotnego wędrowca w dolinach
Wielu ludzi z nizin pyta mnie z nieskrywanym zdziwieniem, po co ciągle uciekam w te strome, przepaściste i wymagające krajobrazy. Nie potrafią zrozumieć, dlaczego wolę znosić trud, miarowy i ciężki oddech oraz kaprysy pogody, zamiast wybrać wygodny, spokojny odpoczynek w ciepłym domu. Dla mnie jednak każda wyprawa to bezcenna możliwość intymnej rozmowy z własnymi, głębokimi myślami z dala od cywilizacji.
Wędrując samotnie pośród majestatu i potęgi dzikich wierchów, człowiek uczy się pokory, czując się jednocześnie maleńkim wobec ogromu stworzenia. To właśnie tam, wysoko nad szarą rzeczywistością, dostajemy niesamowitego kopa pozytywnej energii, którą potem z radością oddajemy naszym bliskim w dolinach. Domowe siedzenie nad rozłożoną mapą i misterne planowanie kolejnych wyryp to dla mnie najpiękniejszy rodzaj tęsknoty, jaki można sobie wyobrazić.
Odsłona 3: Wieczna tęsknota za surowym pięknem
Pasja, która napełnia moje serce od ponad dwudziestu lat, daje mi w prezencie zupełnie nowe, głębsze i piękniejsze życie. Szukam w górach wyłącznie czystej harmonii stworzonej bez jakiejkolwiek brutalnej ingerencji człowieka, gdzie można kontemplować świat w ciszy. Nic co wielkie i piękne nie przychodzi w naszym życiu łatwo, a każdy zdobyty z trudem wierzchołek smakuje jak najwspanialsze zwycięstwo nad własną słabością.
Z najwyższego punktu otoczenia zawsze widać świat znacznie lepiej, wyraźniej i z zupełnie innej, czystej perspektywy. Zostawiam to osobiste przesłanie na kolejny, nadchodzący czas, zapraszając wszystkich bratnich łazików do wspólnego delektowania się magią szlaków. Do zobaczenia na ścieżkach marzeń, gdzie surowość skał spotyka się z najczystszą miłością zakochanego w górach wędrowca. Dobrze to oddają słowa poety… 🙂
Wracam w wasze progi, stare, mądre góry,
Jak do przyjaciela, co w milczeniu czeka.
By zrzucić z ramion miejskich dni tumanów chmury,
I z dala odnaleźć zagubionego człowieka.Nie przychodzę tu walczyć, ni rzucać wyzwania,
Nie szukam poklasku na urwistej grani.
Zdejmuję czapkę z głowy w gestiach pojednania,
I kłaniam się nisko waszej skalnej pani.Wchodzę w szum lasów, w szept potoku czysty,
Gdzie każdy andezyt historię swą milczy.
I czuję, jak wraca ten spokój wieczysty,
Gdy znika z oczu pęd świata ten wilczy.Ustaje oddech, serce bije w piersi,
A turnia wierzchołka mądrością swą uczy:
Że na tych szlakach jesteśmy najprostsi,
Gdy luksus ciszy w nas duszę rozkluczy.Dziękuję wam, góry, za te odwiedziny,
Za chłodny wiatr rano i ścieżki surowe.
Zabieram stąd spokój w ojczyste doliny,
By jutro wznieść dumnie podniesioną głowę.Leopold Staff







