Spacer z Brezovicy do Zábiedova przez Ostry Vrch i Skorušinę
Wprowadzenie: Dzika Słowacja i kraina fliszu
Orawa to nie tylko kraina geograficzna – to stan ducha, w którym granice państw zacierają się w cieniu potężnego masywu Babiej Góry. Jej słowacka część, Skoruszyńskie Wierchy, to region o niezwykle surowym, a jednocześnie mistycznym charakterze, zbudowany w całości z fliszu podhalańskiego. To kraina dla tych, którzy szukają „nieodkrytego” – bezkresne hale i głębokie świerkowe regle oferują ciszę, jakiej próżno szukać w obleganych Tatrach. Moja blisko 20-kilometrowa trasa z wesołą ekipą GGG, pokonana w spokojnym rytmie 8 godzin, stała się zapisem przyrody budzącej się do życia po pierwszych wiosennych deszczach.
Orawa to nie tylko kraina geograficzna – to stan ducha, w którym granice państw zacierają się w cieniu potężnego masywu Babiej Góry. Jej słowacka część, Skoruszyńskie Wierchy, to region o niezwykle surowym, a jednocześnie mistycznym charakterze, zbudowany w całości z fliszu podhalańskiego. To kraina dla tych, którzy szukają „nieodkrytego” – bezkresne hale i głębokie świerkowe regle oferują ciszę, jakiej próżno szukać w obleganych Tatrach. Moja blisko 20-kilometrowa trasa z wesołą ekipą GGG, pokonana w spokojnym rytmie 8 godzin, stała się zapisem przyrody budzącej się do życia po pierwszych wiosennych deszczach.
Brezovica: Logistyka i start w sercu wsi
Naszą przygodę rozpoczęliśmy na parkingu przy Kultúrnym i obchodným centrum w Brezovicy. Pani ze sklepu obok pozwoliła nam zostawić tutaj auta. Wybór tego miejsca na start to merytoryczny strzał w dziesiątkę – to tutaj bije puls miejscowości, gdzie nowoczesna funkcjonalność spotyka się z tradycyjną, orawską zabudową. Zanim ruszyły nasze krokomierze, nasyciliśmy wzrok sakralnym sercem wsi – stanęliśmy przy nowoczesnym Kościele św. Cyryla i Metodego (1993) oraz historycznej świątyni Nawiedzenia NMP z 1884 roku. Jako ośmioosobowa „armia pasjonatów” wyruszyliśmy stąd spokojnym krokiem, zostawiając za sobą ostatnie zabudowania, by zanurzyć się w ciszy, która na Słowacji smakuje najlepiej.
Naszą przygodę rozpoczęliśmy na parkingu przy Kultúrnym i obchodným centrum w Brezovicy. Pani ze sklepu obok pozwoliła nam zostawić tutaj auta. Wybór tego miejsca na start to merytoryczny strzał w dziesiątkę – to tutaj bije puls miejscowości, gdzie nowoczesna funkcjonalność spotyka się z tradycyjną, orawską zabudową. Zanim ruszyły nasze krokomierze, nasyciliśmy wzrok sakralnym sercem wsi – stanęliśmy przy nowoczesnym Kościele św. Cyryla i Metodego (1993) oraz historycznej świątyni Nawiedzenia NMP z 1884 roku. Jako ośmioosobowa „armia pasjonatów” wyruszyliśmy stąd spokojnym krokiem, zostawiając za sobą ostatnie zabudowania, by zanurzyć się w ciszy, która na Słowacji smakuje najlepiej.
Szlak tysiąca kapliczek: Podejście na Ostrý vrch
Zostawiając za plecami Brezovicę, weszliśmy na szeroki trakt pnący się ku chmurom. Droga ta, nasycona licznymi nadrzewnymi kapliczkami – leśnymi ołtarzami wyrytymi w świerkowej korze – tworzy unikalną drogę krzyżową orawskiego wędrowca. Rano pogoda nas nie rozpieszczała; pochmurne niebo ledwo pozwoliło dojrzeć Jezioro Orawskie i Babią Górę za mleczną zasłoną. Na szczycie Ostrego Wierchu (942 m n.p.m.) czekała na nas prywatna chata z dachem porośniętym trawą – widok jak z legend. To tam, przy drewnianych ławach i starym wyciągu narciarskim, w wesołej atmosferze zjedliśmy drugie śniadanie, mimo że widoki z pobliskiej metalowej wieży ustępowały tym z podszczytowej polany.
Zostawiając za plecami Brezovicę, weszliśmy na szeroki trakt pnący się ku chmurom. Droga ta, nasycona licznymi nadrzewnymi kapliczkami – leśnymi ołtarzami wyrytymi w świerkowej korze – tworzy unikalną drogę krzyżową orawskiego wędrowca. Rano pogoda nas nie rozpieszczała; pochmurne niebo ledwo pozwoliło dojrzeć Jezioro Orawskie i Babią Górę za mleczną zasłoną. Na szczycie Ostrego Wierchu (942 m n.p.m.) czekała na nas prywatna chata z dachem porośniętym trawą – widok jak z legend. To tam, przy drewnianych ławach i starym wyciągu narciarskim, w wesołej atmosferze zjedliśmy drugie śniadanie, mimo że widoki z pobliskiej metalowej wieży ustępowały tym z podszczytowej polany.
Przez Javorinky ku krokusowym polanom
Dalsza droga wiodła łagodną drogą w kierunku głównego grzbietu. Przejście przez Javorinky (1140 m n.p.m.) było czystą, trekkingową przyjemnością – słońce w końcu przebiło się przez chmury, a my maszerowaliśmy pośród dziesiątek wiosennych kwiatów i krokusów, które lśniły fioletem nawet na samym szczycie. Ich obecność tutaj była największym zaskoczeniem… 🙂
Dalsza droga wiodła łagodną drogą w kierunku głównego grzbietu. Przejście przez Javorinky (1140 m n.p.m.) było czystą, trekkingową przyjemnością – słońce w końcu przebiło się przez chmury, a my maszerowaliśmy pośród dziesiątek wiosennych kwiatów i krokusów, które lśniły fioletem nawet na samym szczycie. Ich obecność tutaj była największym zaskoczeniem… 🙂
Merytorycznym sercem tego etapu była wiata ze źródełkiem, gdzie krystaliczna woda wypływa z rzeźbionego koryta pod czujnym okiem nastrojowej kapliczki-groty z piaskowca. To tutaj Marcin, w ferworze naszych przyjacielskich rozmów, pożegnał się ze swoimi kijkami, które przepadły w leśnej ciszy. A potem zgubiliśmy szlak, co jest jakby już częścią naszych słowackich przygód- ale po kilku minutach się odnalazł!
Skoruszyna: Stalowa ambona i „żyleta” panoram
Finał na najwyższym szczycie pasma, Skoruszynie (1314 m n.p.m.), to był prawdziwy spektakl. Doszliśmy tu leśnymi drogami, już zielonym szlakiem od krzyżówki na Javorinkach. Podejście wcale nie było strome, więc szło się nam znakomicie i mogliśmy skupić się na obserwacji budzącej się do życia przyrody… 🙂 Stalowa, 13-metrowa wieża na wierzchołku Skorušiny wymaga od wędrowca pokonania emocjonującej, stromej metalowej drabiny o wąskich szczeblach – to moment pełen emocji. Nagrodą była „żyleta” panoram: od Giewontu i Czerwonych Wierchów, przez Krywań, Rohacze i Bystrą, aż po Siwy Wierch i Osobita na pierwszym planie.
Finał na najwyższym szczycie pasma, Skoruszynie (1314 m n.p.m.), to był prawdziwy spektakl. Doszliśmy tu leśnymi drogami, już zielonym szlakiem od krzyżówki na Javorinkach. Podejście wcale nie było strome, więc szło się nam znakomicie i mogliśmy skupić się na obserwacji budzącej się do życia przyrody… 🙂 Stalowa, 13-metrowa wieża na wierzchołku Skorušiny wymaga od wędrowca pokonania emocjonującej, stromej metalowej drabiny o wąskich szczeblach – to moment pełen emocji. Nagrodą była „żyleta” panoram: od Giewontu i Czerwonych Wierchów, przez Krywań, Rohacze i Bystrą, aż po Siwy Wierch i Osobita na pierwszym planie.
Z drugiej strony królowała Babia Góra, Pilsko, Mała Fatra i Wielki Chocz. Dokonaliśmy wpisu w księdze wejść celebrując sukces pod drewnianą, obszerną wiatą. Obok niej i wieży stoi na szczycie także krzyż, ołtarz i oczywiście tabliczka wierzchołkowa, gdzie zrobiliśmy sobie grupową fotkę… 🙂 Odkryciem był tutaj na rozległej polanie szczytowej nowoczesny, darmowy biwak dla 8 osób, ukryty pośród świerkowych regli. Jest to drewniany domek w stylu norweskim dostępny po wcześniejszej rezerwacji na stronie utulni, a niedaleko postawiono również toaletę.
Główny grzbiet: Przecinki, kornik i widoki na Tatry
Po długim odpoczynku i delektacji pięknem otaczającej nas natury ruszyliśmy dalej. Przejście głównym grzbietem przez Mikulovkę (1193 m n.p.m.) i Javorkovą (1141 m n.p.m.) czerwonym szlakiem było łatwe i przyjemne, choć podłoże przypominało o swoim gliniastym, twardym charakterze. Choć las był miejscami zraniony przez kornika, to właśnie te naturalne przecinki otwierały nam nowe okna na Tatry, które towarzyszyły nam niemal cały czas. Musieliśmy jednak uważać na licznych rowerzystów korzystających z suchych dróg. Niestety trafiali się też motocrossowcy…
Po długim odpoczynku i delektacji pięknem otaczającej nas natury ruszyliśmy dalej. Przejście głównym grzbietem przez Mikulovkę (1193 m n.p.m.) i Javorkovą (1141 m n.p.m.) czerwonym szlakiem było łatwe i przyjemne, choć podłoże przypominało o swoim gliniastym, twardym charakterze. Choć las był miejscami zraniony przez kornika, to właśnie te naturalne przecinki otwierały nam nowe okna na Tatry, które towarzyszyły nam niemal cały czas. Musieliśmy jednak uważać na licznych rowerzystów korzystających z suchych dróg. Niestety trafiali się też motocrossowcy…
Oslý vrch: Balkon na serce Karpat i Anioł Stróż
Na polanie pod Oslým vrchem (1039 m n.p.m.) nasza wesoła zazwyczaj ekipa GGG stanęła bez słowa jak wryta, zaskoczona majestatem Małej Fatry, Wielkiego Chocza, Babiej Góry i Pilska. To tutaj „żyleta” widoków osiągnęła swój punkt krytyczny dzięki doskonałej pogodzie jaka zrobiła się w drugiej części dnia! Po kilku minutowym podziwianiu tego majestatu i potęgi Matki Natury zeszliśmy łagodnie do miejsca zwanego „Nad studienkami”, by tam bez szlaku dojść do zapomnianej kapliczki Anioła Stróża – misterium ciszy, które rzuciło nas na kolana. Znajduje się ona na lewo od czerwonego szlaku, który prowadził nas po grzbiecie pasma.
Na polanie pod Oslým vrchem (1039 m n.p.m.) nasza wesoła zazwyczaj ekipa GGG stanęła bez słowa jak wryta, zaskoczona majestatem Małej Fatry, Wielkiego Chocza, Babiej Góry i Pilska. To tutaj „żyleta” widoków osiągnęła swój punkt krytyczny dzięki doskonałej pogodzie jaka zrobiła się w drugiej części dnia! Po kilku minutowym podziwianiu tego majestatu i potęgi Matki Natury zeszliśmy łagodnie do miejsca zwanego „Nad studienkami”, by tam bez szlaku dojść do zapomnianej kapliczki Anioła Stróża – misterium ciszy, które rzuciło nas na kolana. Znajduje się ona na lewo od czerwonego szlaku, który prowadził nas po grzbiecie pasma.
Schodząc stąd ostro w stronę cywilizacji, już niebieskim szlakiem, mijaliśmy dolinę potoku Zábiedovčík z jego małymi kaskadami i kolejnym źródełkiem z krystaliczną wodą. Na tym stromym zejściu towarzyszyła nam kolejna cudna kapliczka – zielona budowla z Bożą Męką, a przy samej szosie na początku wsi przywitała nas błękitna kaplica z 1877 roku. W tej części trasy ciekawostką była tabliczka ostrzegająca przed częstym występowaniem niedźwiedzi na tym terenie, co tylko wzmocniło atmosferę odkrywania nieznanego. Dobrze, że nie zaczynaliśmy rano od tej strony… 🙂
Zakończenie: Grunt to dobra komunikacja z lokalsami
Dotarliśmy do centrum Zábiedova, gdzie merytorycznym sercem wsi jest historyczny Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa (1931–1934). Do świątyni prowadzi urokliwy kamienny mostek z 1993 roku, a tuż obok odnaleźliśmy kapliczkę Matki Bożej z Lourdes. Dzięki mojej zaradności i znajomości języka, udało się namówić młodego Słowaka na podwiezienie kierowców po auta do Brezovicy (Brzozowica) na parking za drobną opłatą… :-). Mieliśmy tam jakieś 7 km marszu przez leśne stokówki i trochę podejścia, więc postanowiliśmy odpuścić i znalazłem alternatywę… 🙂
Dotarliśmy do centrum Zábiedova, gdzie merytorycznym sercem wsi jest historyczny Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa (1931–1934). Do świątyni prowadzi urokliwy kamienny mostek z 1993 roku, a tuż obok odnaleźliśmy kapliczkę Matki Bożej z Lourdes. Dzięki mojej zaradności i znajomości języka, udało się namówić młodego Słowaka na podwiezienie kierowców po auta do Brezovicy (Brzozowica) na parking za drobną opłatą… :-). Mieliśmy tam jakieś 7 km marszu przez leśne stokówki i trochę podejścia, więc postanowiliśmy odpuścić i znalazłem alternatywę… 🙂
Reszta ekipy GGG mogła w tym czasie zdjąć buty i zrelaksować zmęczone stopy przy ostatniej kamiennej kapliczce z 2000 roku za stadionem. Gdy nasi kierowcy dotarli po nas z sąsiedniej wioski wróciliśmy do Gorlic bogatsi o nową legendę, którą wspólnie zapisaliśmy na twardych, wyschniętych traktach słowackiej Orawy. To była bardzo wesoła wędrówka, pełna pozytywnej energii i ładowania akumulatorów w ciepłym, wiosennym słońcu! Oby więcej takich…
Na koniec zapraszam jak zawsze do obejrzenia pełnej galerii zdjęć z tej wyprawy. Każdy kadr to fragment naszej historii, który mam nadzieję, zainspiruje Was do własnych poszukiwań na szlaku. Zachęcam również do lektury pozostałych wpisów na blogu – znajdziecie tam setki relacji i merytorycznych porad z moich 35 lat wędrowania. Poniżej mapka naszej trasy na około 20 km. Do zobaczenia na szlaku! Z górskim pozdrowieniem
Marcogor
Jeśli cenisz moją 14-letnią pracę na blogu, rzetelność opisów i pasję, którą dzielę się z Wami w każdej relacji, możesz postawić kawę dla Marcogora. Twoje wsparcie to dla mnie ogromna motywacja do dalszego tworzenia merytorycznych i pełnych magii treści.
Dziękuję!
☕ buycoffee.to/marcogor
☕ buycoffee.to/marcogor






















