Wybierz stronę

Jagnięcy Szczyt przez Dolinę Kieżmarską – 20 lat później

Jagnięcy Szczyt przez Dolinę Kieżmarską – 20 lat później

Wschodnia część Tatr Wysokich zawsze robi na mnie ogromne wrażenie. Potężne ściany Kieżmarskich Szczytów, wyniosła Łomnica, strzelista Jastrzębia Turnia, Zielony Staw ukryty w skalnym kotle, a tuż obok zupełnie inne w charakterze Tatry Bielskie – trudno przejść przez ten górski świat obojętnie. To właśnie za takie miejsca pokochałem Tatry i mogę do nich wracać bez końca.

Jedna z najpiękniejszych dróg tego rejonu prowadzi na Jagnięcy Szczyt – Jahňací štít, 2229 m n.p.m. Zaczyna się spokojnie w Dolinie Kieżmarskiej, później prowadzi obok Zielonego Stawu i przez Dolinę Jagnięcą, aby wysoko ponad dolinami wejść w surowy świat skał, stawów i grani. To długa wyprawa, ale właśnie takie górskie dni lubię najbardziej – kiedy od rana do wieczora człowiek żyje drogą.

widok na Łomnicę i masyw Kieżmarskich szczytów z Białej Wody

Na tę trasę ruszyliśmy 20 sierpnia 2006 roku, we czwórkę, w początkach naszych wspólnych górskich przygód. Dziś, dokładnie dwadzieścia lat później, wracam do tamtego dnia. Pomagają mi stare fotografie, mapa oraz przewodnik Józefa Nyki. I im dłużej oglądam zdjęcia, tym bardziej dziwię się sam sobie, dlaczego wtedy opisałem tę wyprawę tak krótko. Przecież było tam wszystko, za co kocham góry.

Biała Woda – początek szlaku na Jagnięcy Szczyt

Wędrówkę zaczynamy przy Białej Wodzie – Biela voda, przy Drodze Wolności pomiędzy Tatrzańską Łomnicą a Kieżmarskimi Żłobami. To popularny punkt startowy do Doliny Kieżmarskiej, Zielonego Stawu i dalej na Jagnięcy Szczyt.

widok z pierwszej polany na młodnik po katastrofalnej kalamicie

Dziś warto pojawić się tutaj bardzo wcześnie. W letnie weekendy niewielki płatny parking potrafi być pełny już około godziny 6.00–6.30. Parkowanie wzdłuż Drogi Wolności w niedozwolonych miejscach może skończyć się mandatem, a słowacka policja stosuje również blokady na koła.

My w 2006 roku zostawiliśmy samochód właśnie na Białej Wodzie. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że wrócimy do niego dopiero około północy.

Tatry dwa lata po wielkiej kalamicie

Pierwsze zdjęcia z tamtej wyprawy mają dziś dodatkową wartość dokumentalną. Od wielkiej wichury z listopada 2004 roku minęły wtedy niespełna dwa lata. Ogromne połacie tatrzańskiego lasu zostały powalone, a krajobraz wokół Białej Wody zmienił się niemal nie do poznania.

Na fotografiach widać otwarte tereny, pojedyncze ocalałe drzewa, pozostałości po wiatrołomach i młode brzózki, które dopiero zaczynały odzyskiwać teren. Dzięki temu już z okolic parkingu otwierały się piękne widoki na Łomnicę oraz Kieżmarskie Szczyty, wcześniej w wielu miejscach zasłaniane przez zwarty świerkowy las.

pierwsze spojrzenie na Sławkowski szczyt

Uwielbiam takie początki wędrówki. Cel jest jeszcze bardzo daleko, nogi dopiero łapią rytm, a człowiek co chwilę podnosi głowę, bo góry już zaczynają przyciągać wzrok. Poranek był słoneczny, przejrzystość powietrza bardzo dobra, a wysokie szczyty wyrastały ponad młodym, odradzającym się lasem.

Doliną Kieżmarskiej Białej Wody

Od parkingu ruszamy żółtym szlakiem. Początek jest łagodny, prowadzi szeroką drogą i długo nie zapowiada skalnych trudności czekających wysoko ponad doliną.

Towarzyszy nam Kieżmarska Biała Woda. Potok przeciska się pomiędzy granitowymi głazami, tworząc niewielkie kaskady i piękne bystrzyce. W słonecznym świetle woda miejscami przybiera zielonkawo-turkusową barwę, a jej szum będzie nam towarzyszył przez sporą część podejścia.

mostek nad potokiem Biała Woda

W sierpniu nie brakowało późnoletnich kwiatów. Wśród traw wyróżniały się wysokie, fioletowe ostrożenie, a przy ścieżce pojawiały się kolejne rośliny, które później fotografowałem również znacznie wyżej. Góry zachwycają wielkimi panoramami, ale warto czasem spojrzeć pod nogi. Tam też potrafi kryć się kawałek ich piękna.

Zimna Studnia i ślady dawnej turystyki

Po około trzech kilometrach dochodzimy w rejon Zimnej Studni – Šalviový prameň, położonej na wysokości około 1200 m.

Dzisiaj jest to przede wszystkim ważny punkt orientacyjny, ale miejsce ma ciekawą historię. Józef Nyka wspomina stojący tutaj dawniej schron, późniejszy domek myśliwski, a następnie drewniany pensjonat Júliusa Tardíka. Po wojnie budynek pełnił funkcję schroniska, z czasem niszczał i został rozebrany w 1957 roku.

widoki otwierają się raz po raz

Takich miejsc na tatrzańskich szlakach jest wiele. Przechodzimy obok nich, nie zdając sobie sprawy, że przed dziesiątkami lat tętniło tutaj zupełnie inne życie turystyczne. Lubię poznawać również tę warstwę gór – szlak staje się wtedy czymś więcej niż tylko kreską prowadzącą do kolejnego celu.

Kovaľčíkova poľana – dawna Folwarska Polana

Nieco wyżej znajduje się Kovaľčíkova poľana, dawniej nazywana Folwarską Polaną lub Folwarską Szopą. Kiedyś była to rozległa łąka u podnóży Rakuskiej Czuby, wykorzystywana przez pasterzy. Stała tutaj duża szopa dla bydła, a wyżej znajdowały się pasterskie koleby.

Nyka wspomina również Štefana Kovaľčíka, narciarza olimpijczyka i późniejszego gospodarza schronisk nad Zielonym i Białym Stawem. Około 1948 roku rozpoczął tutaj budowę własnego pensjonatu lub schroniska, ale przedsięwzięcie zakończyło się jedynie na fundamentach.

pojawia się potężna ściana Małego Kieżmarskiego szczytu

Dziś polana w dużej części zarosła. Las odzyskał przestrzeń, którą przez lata zajmował człowiek. To kolejny przykład, jak bardzo góry potrafią zmieniać się w czasie, choć patrząc na skalne szczyty, często wydają nam się wieczne i niezmienne.

Do Zielonego Stawu także rowerem

Pierwsza część naszej trasy ma zupełnie inny charakter niż wysokogórskie podejście na Jagnięcy Szczyt. Do schroniska nad Zielonym Stawem prowadzi także znakowana trasa dla rowerów górskich.

Odcinek Biela Voda – Chata pri Zelenom plese ma około 7,5 kilometra. Początkowo droga jest wygodna, wyżej staje się coraz bardziej kamienista i wymagająca. Dla pieszego jest to jednak nadal zdecydowanie łatwiejsza część całej wycieczki.

Dzika Dolina na wprost z Jastrzębią Turnią z prawej

Z każdym kilometrem zmienia się za to otoczenie. Las staje się rzadszy, pojawia się coraz więcej kosodrzewiny, a nad nią śmielej wyrastają skalne ściany. Człowiek czuje, że powoli wchodzi w prawdziwe Tatry Wysokie.

Dolina Kieżmarska otwiera swoje panoramy

W rejonie około 1350 m łączą się potoki Zielony, Biały i Spod Kopy, tworząc Kieżmarską Białą Wodę. Im wyżej idziemy, tym bardziej krajobraz nabiera wysokotatrzańskiego charakteru.

Na moich fotografiach doskonale widać tę przemianę. Świerki mieszają się z jarzębinami, las staje się coraz rzadszy, a większe przestrzenie zajmuje kosodrzewina. Ponad nią pojawiają się kolejne skalne wierzchołki.

wyniosła Jastrzębia Turnia

Szczególnie efektownie prezentuje się Jastrzębia Turnia – 2137 m, wyrastająca nad doliną niczym ogromna skalna baszta. W głębi pojawiają się potężne ściany Kieżmarskich Szczytów, żleby i piargi, a wysoko nawet w drugiej połowie sierpnia zalegają płaty starego śniegu.

I właśnie wtedy zaczyna się ten rodzaj wędrówki, który uwielbiam. Co kilka minut krajobraz otwiera się szerzej i człowiek ma ochotę zatrzymywać się bez końca. Przed nami wciąż długa droga, ale już samo dochodzenie do celu staje się nagrodą.

Zielony Staw Kieżmarski – skalny amfiteatr Tatr

Wreszcie dochodzimy nad Zielony Staw Kieżmarski – Zelené pleso, położony na wysokości około 1545 m. Nad jego brzegiem stoi Chata pri Zelenom plese, znana również jako Brnčalka.

Chata przy Zielonym Stawie

Są miejsca, przy których nawet po wielu latach trudno mi zachować przewodnikowy chłód – i to jest właśnie jedno z nich. Zielonkawo-turkusowa tafla wciśnięta pomiędzy potężne skalne ściany, nad nią Jastrzębia Turnia i ogromny mur Kieżmarskich Szczytów. Można znać nazwy wszystkich otaczających go wierzchołków, wysokości i historię schroniska, ale kiedy staje się nad wodą, najpierw po prostu trzeba się tym miejscem pozachwycać.

Szczególne wrażenie robi ogromna północna ściana Małego Kieżmarskiego Szczytu. Człowiek stojący przy stawie wygląda wobec niej jak drobny punkt. Dla takich miejsc chodzi się po górach.

Sam Zielony Staw ma charakterystyczną zielonkawo-turkusową barwę. Dawne podania próbowały tłumaczyć ją nawet legendą o drogocennym karbunkule spoczywającym na dnie jeziora.

Brnčalka – schronisko z historią

Historia schronisk nad Zielonym Stawem sięga XIX wieku. Pierwsze niewielkie obiekty powstawały tutaj już w czasach początków zorganizowanej turystyki tatrzańskiej.

tafla Zielonego Stawu Kieżmarskiego

Schronisko było przebudowywane i odbudowywane po pożarach. W XX wieku otrzymało imię Alberta Brnčala, taternika, który zginął w rejonie Jastrzębiej Przełęczy. Stąd do dziś funkcjonuje popularna nazwa Brnčalka.

Dla wielu turystów Zielony Staw jest celem samym w sobie i trudno się temu dziwić. Można tutaj usiąść, patrzeć na wodę i otaczające ją ściany, i wcale nie mieć ochoty ruszać dalej.

My jednak mieliśmy przed sobą Jagnięcy Szczyt. A prawdziwie wysokogórska część naszej drogi dopiero się zaczynała.

Dolina Jagnięca – od Zielonego Stawu w górę

Od schroniska nadal prowadzi nas żółty szlak. Początkowo wspina się stromo przez kosodrzewinę, pokonując około 250-metrowy próg Doliny Jagnięcej – Červenej doliny.

To niewielka, typowa polodowcowa dolinka wisząca, złożona z dwóch karów położonych jeden nad drugim. Oddziela ją od Doliny Zielonego Stawu wysoki próg, dlatego już po kilkudziesięciu minutach staw i schronisko pozostają daleko pod nami.

Zielony Staw i jego otoczenie

Warto się tutaj odwracać. Z każdym kolejnym metrem Zielony Staw wygląda inaczej, a dopiero z góry widać pełną skalę skalnego kotła, w którym leży. Kosodrzewina otacza szlak, pomiędzy nią pojawiają się wysokogórskie rośliny, a łagodniejszy świat doliny coraz wyraźniej ustępuje skałom.

Za plecami mamy potężne Kieżmarskie Szczyty i Łomnicę. Przed nami kolejne piętro gór.

Czerwony Stawek i Modry Stawek

Na wysokości około 1811 m pojawia się Czerwony Stawek – Červené pleso. Jego nazwa wiąże się z rudawym zabarwieniem kamieni zalegających na dnie.

Nieco wyżej, około 1865 m, znajduje się Modry Stawek – Belasé pleso. Jest mniejszy, ale pięknie wpisuje się w surowe skalne otoczenie. Nyka wspominał również o niewielkim trzecim stawku, pojawiającym się okresowo wyżej.

Czerwony Stawek w Dol. Jagnięcej

Krajobraz jest tutaj już zupełnie inny niż kilka godzin wcześniej przy Białej Wodzie. Kosodrzewina rozpada się na niewielkie wyspy, a dominować zaczynają głazy, piargi i wysokogórskie murawy.

Uwielbiam tę przemianę podczas długich tatrzańskich wycieczek. Rano idziemy przez las, kilka godzin później patrzymy z góry na jego zieloną granicę, a wokół nas pozostają już niemal wyłącznie skały i niebo.

Sierpniowe kwiaty wysoko ponad doliną

A przecież nie samą skałą żyją Tatry. W sierpniu nawet wysoko w Dolinie Jagnięcej było kolorowo.

Między granitowymi głazami kwitły całe kępy wrzosu zwyczajnego, nadając zboczom różowo-liliowe barwy. Na zdjęciach zachowały się również intensywnie niebieskie goryczki trojeściowe i drobne dzwonki, a wyżej pojawiał się fioletowy tojad.

kępy wrzosu zwyczajnego na skałach

Fotografowałem je wtedy chętnie i dzisiaj bardzo się z tego cieszę. Wielkie panoramy zachwycają, ale góry mają również swój mały świat – czasem wystarczy przykucnąć przy szlaku, żeby zobaczyć kolejne cudo.

Po dwudziestu latach właśnie takie fotografie pomagają odtworzyć atmosferę drogi. Pamięć zachowuje wielkie ściany i szczyty, a zdjęcie przypomina niewielki kwiat rosnący pomiędzy kamieniami.

Motyle w wysokich Tatrach

Na fotografiach znalazły się również dwa motyle. Pierwszy to latolistek cytrynek, sfotografowany ze złożonymi, jasnozielonymi skrzydłami.

Drugi to rusałka pokrzywnik, łatwo rozpoznawalna dzięki pomarańczowym skrzydłom, czarnym plamom i niebieskiemu obrzeżeniu.

motyl rusałka pokrzywnik w Dol. Jagnięcej

W surowym świecie skał takie drobne spotkania robią szczególne wrażenie. Przypominają, że Tatry nawet wysoko ponad granicą lasu nie są martwym królestwem kamienia.

W stronę Kołowego Przechodu

Powyżej stawków szlak prowadzi przez piargi, rumowiska i skaliste upłazy. W południowo-zachodniej części Doliny Jagnięcej zbliżamy się do grani.

Tutaj pojawia się najbardziej wymagający fragment podejścia. Około siedmiometrowa skalna ścianka zabezpieczona jest łańcuchem, a dalej trzeba pokonać gładkie skalne zacięcie.

wyjście na Kołowy Przechód

Przy suchej skale trudności nie są duże, ale przy deszczu, oblodzeniu lub silnym wietrze teren może stać się znacznie bardziej wymagający. Miejscami pojawia się również ekspozycja, więc trzeba już patrzeć nie tylko na panoramy, ale przede wszystkim pod nogi.

Kołowy Przechód – 2118 m

Wreszcie osiągamy Kołowy Przechód, położony na wysokości około 2118 m. Warto odróżnić go od właściwej Kołowej Przełęczy, której główne obniżenie znajduje się nieco obok.

Znakowany szlak wychodzi właśnie przez tę skalną szczerbinę. I tutaj następuje jeden z tych momentów, które w górach uwielbiam najbardziej.

Człowiek przez kilka godzin żyje jedną doliną, zna już jej stawy, ściany i kolejne zakręty szlaku. Potem robi kilka kroków przez skalną szczerbinę – i nagle wszystko się zmienia.

widok na Dolinkę Kołową

Po drugiej stronie grani otwiera się Dolina Kołowa.

A głęboko pod nami pojawia się Kołowy Staw.

Kołowy Staw po drugiej stronie grani

Kołowy Staw leży w ogromnym skalnym kotle Doliny Kołowej. Z Kołowego Przechodu wygląda jak niewielka, ciemna tafla wody zagubiona w wielkim świecie skał.

Jeszcze chwilę wcześniej szliśmy Doliną Jagnięcą obok Czerwonego i Modrego Stawku. Kilka kroków przez przełęcz wystarczyło, aby Tatry pokazały nam zupełnie nowy krajobraz.

Takie widoki wynagradzają każdy metr podejścia. Człowiek zatrzymuje się, patrzy kilkaset metrów w dół i przez chwilę zapomina o zmęczeniu.

To właśnie magia tatrzańskich grani. Jeden krok potrafi otworzyć zupełnie nowy świat.

widok w kierunku Tatr Bielskich

Granią w stronę Jagnięcego Szczytu

Od Kołowego Przechodu szlak prowadzi dalej po stronie Doliny Kołowej, blisko grani. Przekracza kilka skalnych żeberek, miejscami lekko się obniża i ponownie zdobywa wysokość.

Łańcuchów już tutaj nie ma, ale teren pozostaje skalisty. W kilku miejscach naturalnie pomagamy sobie rękami, a bliskość urwisk wymaga koncentracji.

Kołowy Staw co jakiś czas pojawia się głęboko pod nami. Za plecami pozostaje Dolina Jagnięca, a przed nami coraz bliżej znajduje się właściwy wierzchołek.

Właśnie tutaj czuje się już naprawdę wysokość. Nie ma lasu, nie ma kosodrzewiny. Jest skała, przestrzeń, chmury i ta cudowna świadomość, że przez kilka godzin własnymi nogami weszło się z zielonego dna doliny aż do tego surowego świata.

Gra chmur nad Tatrami

Pogoda tego dnia zmieniała się bardzo efektownie. Rano przy Białej Wodzie mieliśmy dużo słońca i błękitnego nieba. Wyżej chmury zaczęły gromadzić się przede wszystkim wokół najwyższych szczytów nad Zielonym Stawem oraz nad Tatrami Bielskimi.

niezwykła gra chmur na wierzchołkach

Nie było to jednak załamanie pogody. Chmury nie odebrały nam tego dnia Tatr – przeciwnie, zrobiły z nich prawdziwe widowisko.

Raz połykały całą grań, po chwili rozsuwały się i przez powstałe okno wpadało ostre światło, oświetlając pojedynczą turnię albo zielone zbocza Tatr Bielskich. Skały raz tonęły w szarości, za moment znów błyszczały w słońcu.

Uwielbiam takie górskie światło. Bezchmurne niebo daje piękne panoramy, ale dopiero chmury potrafią nadać górom niezwykłej dramaturgii. Na moich zdjęciach można niemal śledzić ich ruch z minuty na minutę.

Łomnica wychodzi z chmur

W jednym z takich momentów odsłoniła się Łomnica. Na zdjęciu doskonale widać charakterystyczny budynek na jej wierzchołku.

Obok wyrasta potężny skalny mur sąsiednich szczytów. Widok trwał krótko, bo chmury ponownie zaczęły przesuwać się przez najwyższe partie.

widok w stronę Łomnicy i Durnych Szczytów

Takie panoramy mają dla mnie szczególny urok. Nie dostaje się wszystkiego od razu. Trzeba poczekać, aż góry same zdecydują, co pokażą.

I kiedy nagle z chmury wychodzi skalny szczyt, człowiek patrzy na niego tak, jakby zobaczył go po raz pierwszy.

Jagnięcy Szczyt – 2229 m

Po ostatnim skalnym podejściu osiągamy Jagnięcy Szczyt – Jahňací štít, 2229 m n.p.m.

Nie należy do najwyższych tatrzańskich szczytów dostępnych znakowanym szlakiem, ale jego położenie sprawia, że panorama jest wyjątkowa. Po tylu kilometrach, stawach, kosodrzewinie, piargach i skałach człowiek wychodzi na wierzchołek i nagle ma przed sobą dwa zupełnie różne tatrzańskie światy.

Z jednej strony wznoszą się potężne, granitowe Tatry Wysokie. Z drugiej otwierają się Tatry Bielskie – bardziej zielone, odmienne geologicznie i łagodniejsze w rysunku.

ekipa GGG na wierzchołku

Można wymieniać szczyty jeden po drugim, studiować mapę i rozpoznawać kolejne granie. Ale czasami nazwy są mniej ważne.

Czasami wystarczy pomyśleć: jak tu jest pięknie!

Panorama dwóch tatrzańskich światów

W stronę Tatr Wysokich dominują Kieżmarskie Szczyty, Łomnica, Widły, Durny Szczyt, Baranie Rogi, Czarny Szczyt i Kołowy Szczyt.

W dalszej panoramie można odnaleźć między innymi Wysoką, Ganek, Rysy, Mięguszowieckie Szczyty, Cubrynę i Świnicę. Przy dobrej widoczności panorama sięga również Tatr Zachodnich.

Po drugiej stronie mamy zupełnie inne oblicze Tatr. Zielone grzbiety Bielskich, wapienne ściany i szersze linie zboczy kontrastują z granitowym światem znajdującym się tuż obok.

Dolina Jagnięca ze stawami, po lewej Kozi Szczyt, w dole Zielony Staw

Dawni turyści urządzali sobie nawet zabawę w liczenie stawów widocznych z Jagnięcego. Samuel Weber w 1890 roku doliczył się szesnastu, a Gyula A. Hefty aż osiemnastu.

My część panoramy musieliśmy tego dnia wyrywać chmurom. Może właśnie dlatego każdy odsłonięty fragment cieszył jeszcze bardziej.

Czworo przyjaciół na szczycie

Na jednym ze zdjęć jesteśmy razem na Jagnięcym. Dziś ta fotografia ma dla mnie zupełnie inną wartość niż wtedy.

W 2006 roku była po prostu zdjęciem ze zdobytego szczytu. Dzisiaj widzę na niej czworo ludzi z początku wspólnej górskiej drogi.

kwiat tojadu przed szczytem

Nie wiedzieliśmy jeszcze, ile wypraw, szczytów i historii przyniosą następne lata. Staliśmy po prostu wysoko w Tatrach, otoczeni górami, które już wtedy były dla mnie jednym z najważniejszych miejsc na świecie.

A jedna z najważniejszych historii tamtego dnia miała wydarzyć się dopiero podczas zejścia.

Powrót tą samą drogą

Z Jagnięcego wracamy dokładnie po swoich śladach. Najpierw skalną granią ponad Doliną Kołową, potem w stronę Kołowego Przechodu.

Podczas zejścia Kołowy Staw wygląda jeszcze bardziej efektownie. Leży głęboko pod nami, a skalny teren pokazuje całą swoją stromiznę. To, co podczas podejścia oglądaliśmy przede wszystkim przed sobą, teraz mamy pod nogami.

łańcuch poniżej Kołowego Przechodu

Trzeba pilnować oznaczeń i właściwego miejsca przejścia przez grań. W rejonie Kołowego Przechodu zejście w niewłaściwą stronę może prowadzić w trudny, urwisty teren.

Po przejściu przez szczerbinę opuszczamy widok na Dolinę Kołową i wracamy ponownie do Doliny Jagnięcej.

Znowu Dolina Jagnięca

Teraz kolejność jest odwrotna. Najpierw skalny odcinek i łańcuch, później piargi, Modry Stawek i Czerwony Stawek.

Jeszcze niżej zaczyna pojawiać się kosodrzewina, a Zielony Staw Kieżmarski staje się coraz większy. Patrząc w dół, dobrze widać, jak wielką drogę pokonaliśmy od schroniska.

panorama na tatrzańskie granie

Na zdjęciach z zejścia chmury nadal przesuwają się przez granie. Raz skały i sąsiednie turnie giną w cieniu, chwilę później słońce ponownie oświetla fragmenty gór. Nad Tatrami Bielskimi również wiszą chmury, ale co jakiś czas otwierają się piękne, dalekie widoki.

Dzień powoli zaczyna jednak zmierzać ku końcowi.

Arek zaczyna mieć problem z kolanem

Podczas zejścia Arek zaczął coraz mocniej odczuwać ból kolana. Tempo wyraźnie spadło.

Po dwudziestu latach nie pamiętam wszystkich szczegółów ani rozmów, więc nie będę ich dopowiadał. Pamiętam natomiast jedno bardzo dobrze – od pewnego momentu przestało mieć znaczenie, o której godzinie zejdziemy.

ostatnie spojrzenie na grzbiet Tatr Bielskich

Najważniejsze było, żeby wszyscy bezpiecznie wrócili.

Dotarliśmy do schroniska nad Zielonym Stawem, ale do Białej Wody pozostawało jeszcze ponad siedem kilometrów.

I robiło się ciemno.

I tutaj kończą się zdjęcia

Po zejściu do schroniska aparat został schowany. Nie dlatego, że skończyła się wyprawa. Przeciwnie – przed nami pozostawał jeszcze jej fragment, który po dwudziestu latach pamiętam wyjątkowo dobrze.

Nie mieliśmy czołówek. Do oświetlania drogi zostały nam jedynie telefony komórkowe, a przecież był rok 2006 – zupełnie inna technologia niż dzisiejsze smartfony z mocnymi latarkami.

Od schroniska ja i Damiano pomagaliśmy Arkowi coraz bardziej. W końcu prowadziliśmy go pod ręce z obu stron.

jeszcze raz Zielony Staw Kieżmarski

Droga, którą rano pokonywaliśmy w słońcu, fotografując potok, kwiaty i skalne ściany, teraz ograniczała się do kilku metrów terenu oświetlonego przed nami.

Nie było już panoram ani fotografowania.

Był kolega, któremu trzeba było pomóc zejść.

Do Białej Wody około północy

Szliśmy powoli, krok za krokiem. Nie miało już znaczenia, że tego dnia zdobyliśmy Jagnięcy Szczyt, oglądaliśmy Zielony i Kołowy Staw, staliśmy wysoko ponad Doliną Jagnięcą i podziwialiśmy Tatry Bielskie.

Teraz liczył się każdy kolejny metr w dół.

Do samochodu na parkingu w Białej Wodzie dotarliśmy około północy.

Zmęczeni po bardzo długim dniu, ale razem.

Bo w górach nikogo się nie zostawia.

mroczne otoczenie Zielonego Stawu

Dwadzieścia lat później

Dzisiaj mogę dzięki mapie odtworzyć niemal każdy etap tej trasy. Z przewodnika Nyki wyciągnąć historię dawnych polan, schronisk i szlaków. Ze zdjęć rozpoznać kwiaty, motyle, kolejne stawy, zmianę pogody i otwierające się panoramy.

Mogę ponownie zobaczyć Łomnicę nad młodymi brzózkami po kalamicie, Zielony Staw pod ogromnymi ścianami, wrzosy pomiędzy głazami, Kołowy Staw daleko pod granią i chmury przelewające się przez Kołowy Przechód.

I patrząc na te fotografie po dwudziestu latach, nadal czuję ten sam zachwyt. Właśnie dla takich miejsc przez całe życie wracam w góry. Dla przestrzeni, światła, skalnych ścian, górskich stawów, małego kwiatu pomiędzy głazami i tej chwili, kiedy po kilku godzinach podejścia staje się na grani i nagle otwiera się zupełnie nowy świat.

wypływ Zelenego potoku poniżej schroniska, w tle Tatry Bielskie

Ale z tej wyprawy najmocniej został ze mną obraz, którego nie ma na żadnej fotografii.

Dwóch ludzi prowadzących kolegę przez ciemną Dolinę Kieżmarską.

Bo można kochać góry za ich piękno, przestrzeń i wolność. Jednak góry przez lata uczą również czegoś jeszcze.

Szczyt jest ważny, ale najważniejsze, żebyśmy wszyscy z niego wrócili.

Jagnięcy Szczyt – informacje praktyczne

Trasa: Biela voda – Nad Matliarmi – Šalviový prameň – Kovaľčíkova poľana – Chata pri Zelenom plese – Dolina Jagnięca – Czerwony Stawek – Modry Stawek – Kołowy Przechód – grań nad Doliną Kołową – Jagnięcy Szczyt – powrót tą samą trasą.

Dystans: około 20,4 km
Suma podejść: około 1297 m
Suma zejść: około 1297 m
Czas szlakowy: około 8 godz. 40 min
Najwyższy punkt: Jagnięcy Szczyt – 2229 m n.p.m.

 

Trasa jest długa i wymagająca kondycyjnie. Powyżej Zielonego Stawu pojawia się skalisty teren, miejscami ekspozycja, używanie rąk oraz odcinek ubezpieczony łańcuchem. Przy mokrej skale, mgle lub silnym wietrze trudność wyraźnie wzrasta, ale w normalnych warunkach to łatwa wędrówka… 🙂

Galeria zdjęć z Jagnięcego Szczytu

Zapraszam również do obejrzenia pełnej galerii zdjęć z tej wyprawy. Tym razem fotografie są czymś więcej niż ilustracją – prowadzą niemal krok po kroku przez cały dzień.

Zobaczycie Białą Wodę tuż po wielkiej kalamicie, młode brzózki i pierwsze panoramy Łomnicy, bystrzyce Kieżmarskiej Białej Wody, Zielony Staw, Jastrzębią Turnię, sierpniowe kwiaty i motyle, Czerwony i Modry Stawek, Kołowy Przechód, Kołowy Staw oraz skalną drogę na Jagnięcy Szczyt.

Widać również niezwykłą grę chmur, która tego dnia zmieniała Tatry niemal z minuty na minutę.

A potem galeria nagle się kończy.

Reszta tej historii została już tylko w pamięci.

Chata przy Zielonym Stawie poniżej Jastrzębiej Turni

Zobacz także inne Górskie Opowieści Marcogora

Jeżeli lubisz takie wędrówki – z dokładnym opisem szlaku, krajoznawstwem, historią miejsc, przyrodą, panoramami i zwyczajnym życiem ludzi idących przez góry – zapraszam do pozostałych Górskich Opowieści na blogu.

Znajdziesz tam Tatry, Beskidy, Bieszczady, Sudety i wiele gór poza Polską. Każda wyprawa jest inna, ale wszystkie łączy jedno – droga zawsze okazuje się czymś więcej niż tylko linią na mapie.

Jeśli lubisz moje Górskie Opowieści

Jeśli ta historia zabrała Cię choć na chwilę w Tatry i lubisz wracać ze mną na górskie szlaki, możesz postawić mi symboliczną kawę poprzez serwis wspierający twórców BuyCoffee.

 Postaw kawę dla Marcogor na buycoffee.to

Każde takie wsparcie pomaga mi rozwijać blog, przygotowywać kolejne opowieści i wracać do starego archiwum, w którym czekają jeszcze setki wypraw zasługujących na swoje drugie życie.

Dziękuję, że wędrujesz razem ze mną.

Do zobaczenia na kolejnym szlaku!

Z górskim pozdrowieniem
Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli podoba Ci się moja twórczość i znalazłeś tu coś inspirującego oraz chcesz docenić mój wkład pracy, możesz postawić mi kawę :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

Pasma Górskie

Translate »