Wybierz stronę

Ze wsi Polanki do rezerwatu Sine Wiry ścieżką przyrodniczą

Ze wsi Polanki do rezerwatu Sine Wiry ścieżką przyrodniczą

Dziś chciałbym zabrać Was na wycieczkę w dzikie Bieszczady. Taką z cyklu „Bieszczady odnalezione”. Bo są jeszcze takie miejsca, gdzie ciężko spotkać człowieka, więc możecie być tam zupełnie sami, tylko Wy i natura. Znajdziecie je w miejscach dawnych, nie istniejących już wiosek, wysiedlonych po 1945 r. Zatem wędrówka na którą chcę Was dzisiaj zabrać będzie bardziej dolinna, do jednego z takich zapomnianych przez świat miejsc! By tam dotrzeć kierujemy się znad Zalewu Solińskiego na południe. Na przykład jadąc z Polańczyka drogą do Cisnej przez Wołkowyje i Terkę. Kawałek dalej za wsią Polanki jest parking.

zabytkowa dzwonnica w Terce

Już po drodze jest mnóstwo atrakcji, jak XIX-wieczna zabytkowa, parawanowa dzwonnica w Terce na terenie cmentarza, gdzie przystanąłem na chwilę. Jednak moim celem tego dnia było zwiedzenie Rezerwatu Sine Wiry, do którego wejście jest za wsią Polanki, gdzie jest mały parking oraz wiata dla turystów. Jadąc z Terki do Polanek warto zatrzymać się też przy Kibakowej kapliczce, czyli kapliczce Szczęśliwego Powrotu, która jest kilometr przed parkingiem po lewej stronie szosy. Jest jedną z najbardziej znanych i chyba najlepiej rozpoznawalnych bieszczadzkich kapliczek, stoi nad wysokim, opadającym do Solinki stromym urwiskiem. Umiejscowiono na niej wiersz Wiesławy Kwinto- Koczan, o turystach jak my… Nieopodal jest niewielkie miejsce nad urwiskiem, gdzie zmotoryzowani mogą zostawić samochód, gdyż szosa przylega niemal do samej kapliczki.

Kibakowa kapliczka, kapliczka Szczęśliwego Powrotu

Zostawiwszy auto na wspomnianym parkingu wyruszyłem odkrywać nieznane… Rezerwat jest zlokalizowany w granicach Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, na terenie nadleśnictw Cisna i Baligród. Obejmuje 7-kilometrowy fragment przełomowej doliny Wetliny i Solinki. We wrześniu 1980 roku osunęło się tu zbocze Połomy tarasując rzekę Wetlinę, w wyniku czego powstało jeziorko, zwane Szmaragdowym, mające w 1987 roku 280 metrów długości. W 1992 roku zmalało do 70 m. Z biegiem lat uległo zamuleniu i obecnie praktycznie nie istnieje – pozostała po nim szeroka kamienista plaża. 

parking przed wejściem do rezerwatu

Ścieżki przyrodnicze w rezerwacie są dwie: z Polanek i Jaworca. Obecnie Jaworzec oraz Łuh i Zawój połączone są ścieżką historyczną pod nazwą „Bieszczady odnalezione”. Najbardziej charakterystyczną, jedną z najpiękniejszych i najłatwiej dla turysty dostępną częścią rezerwatu jest przełom Wetliny przebijającej się przez liczne progi skalne u stóp Połomy. Rezerwat to wielkie bogactwo flory oraz żyjącej tutaj fauny. Jako ciekawostkę podam, że w drewnianym baraku przy dzikim parkingu kawałek dalej szosy przez ponad 20 lat mieszkał Tadeusz Spis – jeden z tzw. bieszczadzkich zakapiorów, stąd obiekt nazwano „Spisówką”. Więcej na temat jego losów, można przeczytać w książce Andrzeja Potockiego „Majster Bieda, czyli zakapiorskie Bieszczady„. Teraz jest tam stragan z pamiątkami, czynny w sezonie.

stragan z pamiątkami czynny w lecie

Idziemy cały czas wygodną szutrową drogą leśną, którą wiedze także cyklotrasa „Zielony rower”. Początkowo nad brzegiem Solinki, a potem potoku Wetlina, którego ujście do większej rzeki nie mogłem przegapić. Droga zaczyna łagodnie piąć się pod górę, po prawej stronie mamy gęsto (latem) porośnięte zbocza Bukowinki. Wyraźnie słychać szum Wetliny, która raz pojawia się, a raz znika między drzewami. Po około 30 minutach, docieramy do miejsca, gdzie widać wyraźną ścieżkę w lewo od drogi, opadającą bardzo stromo w dół, po kilkunastometrowej skarpie. Po zejściu znajdujemy się tuż poniżej jednego z zakoli rzeki. Miejsce jest wyjątkowo piękne, uroku dodaje skaliste urwisko opadające w kierunku wody.

wspomniane zakole Wetliny

Musimy stamtąd zawrócić na drogę do balustrady i powoli dochodzimy do odkrytego terenu, gdzie od razu rzuca się w oczy wspaniały przełom Wetliny, wijącej się wśród licznych skalnych progów i potężnych głazów. Odnajdziemy tu również pierwsze tablice z opisem rezerwatu. Tuż powyżej wartkiego nurtu jest wielkie skupisko kamieni rzecznych naniesionych przez wodę, tworzące na środku kamienną wyspę-plażę. W miejscu tym dawniej znajdowało się właśnie Jezioro Szmaragdowe, utrzymywane przez naturalną tamę, o którym wspomniałem na początku. Powyżej dawnego jeziorka – w kierunku Kalnicy – utworzono ścieżkę widokową „Sine Wiry”. Idziemy zatem dalej drogą lekko pod górę.

okolice dawnego jeziorka z balustradą nad urwiskiem

Po ok. 20 minutach droga doprowadzi nas do leśnej ścieżki, która skręca w lewo do lasu. Schodzi nad rzekę, na sporą kamienną łachę by następnie dojść do wychodni skalnych oraz kultowego już „Łosia z Zawoju” (drzewo o kształcie przypominającym to zwierzę). Na tym odcinku znajdują się „właściwe” – dające rezerwatowi nazwę Sine Wiry. Są to głębsze miejsca na rzece, które nazywano tu po prostu wirami, a każdy z nich miał swoją potoczną nazwę. Największy z nich był nazywany właśnie Siny. Nad brzegiem postawiono też drewniane ławki, więc można usiąść i się „zapomnieć” w tym urokliwym miejscu. Zrobiłem zatem tu przerwę na drugie śniadanie i wróciłem na drogę do wiaty turystycznej.

słynny łoś z Zawoju

Idąc jeszcze dalej drogą, można dojść do Zawoju. Znajduje się tu druga ścieżka o nazwie „Sine Wiry II”. Na początku ścieżki stoi murowana wiata, ławki oraz stojak na rowery. Na terenie dawnej wsi zostały tylko nieliczne relikty przeszłości. Ścieżka stąd sprowadzi nas do rzeki starą drogą prowadzącą do dolnej części wsi Zawój. Po dojściu do rzeki możemy zobaczyć ładny przełom Wetliny w obu kierunkach oraz skałki po przeciwnej stronie. Przygotowano tu także wiatę dla turystów oraz miejsce na ognisko. To kolejna bardzo malownicza miejscówka, więc warto tutaj zejść, by rozkoszować się ciszą, szumem wody i śpiewem ptaków. Miejsce z gatunku ” a gdyby tak rzucić wszystko i jechać w Bieszczady”. -:)

wiata nad Wetliną na terenie dawnej wsi Zawój

Natomiast zaraz obok początku ścieżki znajduje się wejście na stary cmentarz w Zawoju, więc po powrocie znad rzeczki ruszyłem tam, by obejrzeć to co pozostało w tym historycznym miejscu. Pierwsza wzmianka o Zawoju datowana jest na rok 1552! W Zawoju działał młyn i tartak wodny, potasznia, folusz, karczma, kuźnia i olejarnia. Obecnie pozostał tu tylko cmentarz i miejsce po cerkwi, stara droga prowadząca do brodu oraz kilka studni i podmurówek. Drewniana cerkiew pw. św. Michała Archanioła została zbudowana we wsi w roku 1860. Do dziś zachowały się tylko fragmenty podmurówki oraz mensy ołtarzowej.

cerkwisko i cmentarz w dawnej wsi Zawój

Na cerkiewnym cmentarzu stoi jedyny zachowany nagrobek, należący do rodziny Fedirków – najbogatszych gospodarzy w Zawoju oraz mogiły ziemne. Tutaj zakończyło się odkrywanie tej części dzikich Bieszczad, które zaistniały ponownie na mapie turystycznej dzięki pracy Stowarzyszenia Rozwoju Wetliny i Okolic. Ścieżka „Bieszczady Odnalezione”, która obejmuje Jaworzec, Łuh i Zawój została otwarta w 2012 r. W poszczególnych punktach znajdują się odpowiednie tabliczki dydaktyczne, a cała trasa jest bardzo dobrze oznakowana w terenie. Jest także kilka wiat przygotowanych dla turystów. Kiedyś szedłem też tymi drogami od drugiej strony z bacówki Jaworzec, więc poznałem tę klimatyczną okolicę dość dobrze, ale o tym w innej opowieści.

najwspanialsze Sine Wiry

Pozostało mi powrócić tą samą trasą w dół, już bez zbaczania na leśne ścieżki nad rzekę. Przewyższenie jest tutaj dosyć spore, jak na dolinny spacer. To zobaczycie na mapce poniżej. Przejście w obie strony z odkrywaniem jej sekretów zajmie jakieś 3-4 godziny. Będąc w Bieszczadach, a dysponując połową dnia, na pewno warto tu zajrzeć. Sine Wiry mile nas zaskoczą pięknem krajobrazu, szumem rzeki i bogactwem przyrody. Obejrzane przeze mnie miejsca są naprawdę urocze i można się tu wyciszyć podczas samotnej wędrówki, która miała ponad 10 km. Ale należy tutaj zajrzeć przed sezonem letnim… wtedy będą tłumy!

 

Wróciłem do samochodu i mogłem jeszcze zagospodarować drugą połowę dnia. Z parkingu w przeciwną stronę wychodzi ścieżka dydaktyczno-historyczna do czarującego kościółka zagubionego w magicznych Biesach, tj. w Łopieńce, o której też przeczytacie na blogu. Zatem zapraszam do czytania innych wpisów o niezwykłych Bieszczadach oraz jak zawsze na koniec do obejrzenia galerii zdjęć z wycieczki. A komu wpis się podobał lub może dał pomysł na własną wędrówkę może postawić mi wirtualną kawę przez serwis Buycoffee. Z góry dziękuję za każde wsparcie… Z górskim pozdrowieniem

Marcogor

 Postaw mi kawę na buycoffee.to

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

POSTAW KAWĘ MARKOWI

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Pasma Górskie

Translate »