Wybierz Strona

Nord Lehner Grieskogel, czyli spełnianie marzeń w Alpach Ötztalskich

Nord Lehner Grieskogel, czyli spełnianie marzeń w Alpach Ötztalskich

Ostatni dzień wędrówki górskiej po Alpach zaowocował zdobyciem w końcu upragnionego trzytysięcznika, co było jednym z celem mej letniej wycieczki w te rejony. Stało się to Alpach Ötztalskich, które odwiedziłem drugi raz podczas tegorocznego lipca. Tym razem celem wyprawy były region Geigenkamm, a punktem zbiórki schronisko Ludwigsburger Hütte. Autokar dowiózł naszą ekipę w Dolinę Pitztalską, która to ciągnie się przez 40 km na południe od doliny Innu. U jej początków znajduje się lodowiec Pitztaler Gletscher, a dnem płynie rzeka Pitze. Główne ośrodki turystyczne to: Arzl im Pitztal, Wenns, Jerzens i St. Leonhard im Pitztal. My jednak dotarliśmy do miejscowości Zaunhof, gdzie jest kolejka pod schronisko, ale tym razem ruszyliśmy na własnych nogach w górę, by wygodnym szlakiem, a chwilami drogą dojazdową dotrzeć łatwo do Ludwigsburger Hütte. Po drodze miałem okazję podziwiać kilka pięknych wodospadów.  

Ludwigsburger Hütte

Samo schronisko zbudowano w 1932 r. i podobnie jak inne tego typu obiekty jest przytulnym, kuszącym dobrym jedzeniem obiektem. Pewnie dlatego popołudniu, gdy wracaliśmy tą samą drogą było tam mnóstwo turystów i spacerowiczów. Jednak rano po dojściu do niego zamówiłem tylko gorącą czekoladę i upewniwszy się, że śniegu nie ma oraz, że pogoda tego dnia będzie cudowna podjęliśmy z grupą śmiałków decyzję, że atakujemy pierwszy podczas tej podróży nasz trzytysięcznik. Kto czyta bloga, ten wie, że poprzednie próby storpedowały opady śniegu! Cała grupa udała się na widokową trasę St.Leonharder Hohenweg biegnącą trawersem popod granią z najwyższymi szczytami. Po około godzinie marszu większość ruszyła na mierzącego niewiele ponad 2500 m Maurerkopfa, natomiast nasza siódemka śmiałków odbiła w lewo na skaliste, zasłane gruzami zbocze północnego wierzchołka Lehner Grieskogela – naszego dzisiejszego celu.

za mną po lewej wierzchołek Nord Lehner Grieskogela widziany po zejściu

Podejście było bardzo strome i męczące, trzeba było cały czas uważać na przebieg szlaku niknącego wśród skalnych zakamarków. Gdy zobaczyłem z dołu co nas czeka miałem chwilę zwątpienia, później już podczas wspinaczki, gdy ściana wydawała się nie mieć końca również, ale nie poddałem się… pragnienie zdobycia 3000 m było silniejsze i po dwóch godzinach wyrypy udało się! Około godziny 14 stanąłem przy krzyżu na szczycie Nord Lehner Grieskogela – 3032 m. Radość nas wszystkich była ogromna, zwłaszcza, że jeden z kolegów zawrócił. Dla większości to był pierwszy tak wysoki szczyt i nawet chmury ograniczające trochę widoki nie zmąciły naszego szczęścia. Ewa, Ela, Marzena, Marek, Grzesiek i ja byliśmy tymi szczęśliwcami, pozdrawiam wszystkich gorąco. To były niezapomniane przeżycia i walka z własnymi słabościami, po raz kolejny przekonałem się, że marzenia się spełniają, jak się o nie walczy. 

autor na szczycie

Sesja zdjęciowa, wpis do księgi szczytowej i obserwacja pięknych okoliczności przyrody zajęła nam długie minuty. Mnie urzekło zwłaszcza alpejskie jezioro poniżej nas otoczone przepaścistymi ścianami pozostałych wierzchołków Lehner Grieskogela, to było Hairlacher See – prawdziwy cud natury. Potem nastąpiło jak się okazało łagodne i nietrudne zejście grzbietem w kierunku przełęczy Lehnerjoch. Pogoda zrobiła się iście widokowa, zatem skupiliśmy się na bliskich i dalekich obserwacjach. Nad przełęczą wznosił się potężny masyw Edelrautenkopfa, który nadawał nam kierunek marszu. Niżej tuż poniżej grani napotkaliśmy pasące się stado owiec i już bardzo szybko znaleźliśmy się w siodle przełęczy Lehnerjoch ozdobionej krzyżem. Tutaj nastąpiła narada wojenna, bowiem z drugiej strony rozpościerała się Dolina Ötztalska, a tam gdzieś w dole nasza wioska noclegowa. Marzyło mi się zejście właśnie tam, prosto do domu, ale po przekalkulowaniu odległości i czasu pozostałego do nocy odpuściliśmy. 

okolice przełęczy Lehnerjoch- 2510 m

Zatem zaczęliśmy schodzić z powrotem do znanego już nam schroniska, mijając tym razem stada krów. Droga w dół również cieszyła nas dalekimi widokami na odległe grupy Alp. Tak doszliśmy do schronu, gdzie zjedliśmy zasłużony jak nigdy obiad. Tego dnia bowiem wydatek energetyczny zrobiliśmy znaczny. Pozwoliłem sobie nawet na kawę z deserem i pomału rozpoczęliśmy ostatnie zejście do Zaunhof, gdzie czekał nasz transport. Teraz schodziłem wygodną, szeroką drogą, by dać odpoczynek nogom. Na koniec przyjrzałem się z uwagą malowniczej, alpejskiej wiosce ze strzelistą wieżą kościoła pośrodku, by dotrzeć do głównej drogi biegnącej przez Dolinę Pitztalską, skąd całą naszą grupkę zgarnął autokar. W środku była już większa część ekipy, która przywitała nas gromkimi brawami. To było naprawdę bardzo miłe. Nigdy nie zapomnę tego pogodnego, radosnego dnia…

kościółek w Zaunhof

Na koniec zapraszam jak zawsze do obejrzenia galerii zdjęć z tego cudnego dnia. Ostatnim akcentem naszego pobytu było zwiedzanie Innsbrucka, ale tym wysokogórskim akordem zakończyły się moje alpejskie tegoroczne podboje. Mam nadzieję, że będą następne wyprawy w Alpy, a na razie to koniec mych opowieści jak to się Alpy zdobywało. Poznałem cztery grupy alpejskie, zdobyłem wiele szczytów, zaznałem wielu przygód i odkryłem piękne miejsca. Ale przede wszystkim poznałem mnóstwo cudownych ludzi, turystów w różnym wieku, dzięki którym zrozumiałem, że jeszcze daleko mi do tuzów turystyki, ale również, że góry są dla ludzi w każdym wieku i jeszcze być może wiele przede mną górskich przeżyć i górskich wypraw. Ja byłem alpejskim żółtodziobem, ale dałem radę, to znak, że i Wy dacie sobie radę i możecie się skusić na alpejską przygodę. Tego Wam życzę, a na koniec pozdrawiam wszystkich uczestników tej ośmiodniowej wycieczki na czele z naszym organizatorem i przewodnikiem Piotrem! I jeszcze jedno – w Alpach warto mieć kask, tam często lecą kamienie. I oczywiście zachęcam do czytania wcześniejszych sześciu części alpejskiego tryptyku. Z górskim pozdrowieniem

Marcogor

O autorze

marcogor

Bloger z Gorlic, górołaz opisujący swoje górskie wyprawy, zakochany w Tatrach, miłośnik górskich wędrówek i wszystkiego piękna natury. Góry to moja pasja i mój drugi dom.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

TURYSTYKA – GÓRY – PODRÓŻE – BLOG ISTNIEJE OD II.2012

POSTAW KAWĘ MARKOWI

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Pasma Górskie

Licznik odwiedzin

Translate »